<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292</id><updated>2012-02-17T05:48:41.768+01:00</updated><category term='obraźliwy'/><category term='SoundCloud'/><title type='text'>plaśnięcie_w_budyń</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>357</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-851072025941145881</id><published>2012-02-11T14:24:00.009+01:00</published><updated>2012-02-11T15:32:54.153+01:00</updated><title type='text'>EXTREME GREEN GUERRILLAS</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hnULM_3m-3g/TzZ0TdryXwI/AAAAAAAAA0g/DZWpx9whPqk/s1600/joshualightshow2"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-hnULM_3m-3g/TzZ0TdryXwI/AAAAAAAAA0g/DZWpx9whPqk/s400/joshualightshow2" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5707877455473303298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Stosy materiałów na moim stole powoli zaczynają układać się w rozpoznane mniejsze stosiki, które za kilka dni zostaną zarchiwizowane czyli zamknięte w osobnym pudle z napisem "Berlin, luty 2012".&lt;br /&gt;Jeden ze stosików zasili pudło pod moim ulubionym tytułem Green Guerrilla, gdzie dotąd trzymałem wszystko co dotyczy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;guerrilla gardening&lt;/span&gt;. Tym razem powaliły mnie dwa wizjonerskie pomysły czyli coś co nazywa się Extreme Green Guerrillas: Animal Messaging Services (AMS). Michiko Nitta we wstępie oświadcza, że E.G.G jest przeciwna używaniu Internetu i telefonii komórkowej dla utrzymywania łączności i przesyłania informacji. Proponuje w zamian Animal Messaging Services (A.M.S), który to system wykorzystuje migracje zwierząt (ptaków, ssaków, ssaków morskich itd.) do przesyłania informacji bez zbędnego produkowania CO2... &lt;br /&gt;W tym samym środowisku powstał projekt zaprezentowany na International Design Festival Berlin w 2011 roku, którego przesłanie bardzo mi się spodobało: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;mushroom cultivation as a wey to make the world a better place!&lt;/span&gt; (hodowanie grzybów jako droga do uczynienia świata lepszym). Poza instalacją (czyli zestawieniem prostych sposobów na domową hodowlę różnych gatunków grzybów jadalnych: np. boczniaków) były też warsztaty i nawet pokazy wykorzystania tak wyhodowanych grzybów we własnej kuchni. Całość działań i przesłanie zostało określenie jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fungutopia&lt;/span&gt;. Jak tak dalej będzie, to wydziały ogrodnicze splajtują na akademiach i uniwersytetach rolniczych, a rozkwitną przy akademiach sztuk pięknych...?&lt;br /&gt;W 2005 we Włoszech, w 2010 w Niemczech (ale w dwóch wersjach językowych: niemieckiej i angielskiej) ukazała się rewelacyjna książka Gianny Mari Gatti - The Technological Herbarium czyli Vegetable Nature and New Technologies in Art Between the Second and Third Millenia i jest to dzieło niezwykle inspirujące. To jedna z tych książek, które gdy znajdą się w rękach jakiegoś sprytnego warszawiaczka to natychmiast wyrośnie nam nowa dziedzina sztuki, filozofii i wiedzy najwyższej na wymiar paszportu Polityki. Swoją drogą, to już najwyższy czas aby nasi zieloni czerwoni odkryli, że można - bez dawania politycznej d... - pozostać zielonymi i jednocześnie wbić się na lewackie ścieżki czynienia świata lepszym za małe pieniądze i na swoim podwórku. Dyskusje i krytyki, które zmierzają do tego aby jednych cymbałów wywalić i ozłocić innych cymbałów (wynik tzw. walki politycznej) aby proces ten powtarzać za sprawą dużych ilości sił, środków i emocji aż do czasu odkrycia, że wielu tych samych dziadów załapuje się po kilka razy na posadki za naszą kaskę. &lt;br /&gt;Najbardziej polityczna jest zawsze niezależność, nawet kurs na ten stan już kole w oczy ideologów i polityków. Extreme Green Guerrillas to niezły kierunek, dla tych którym trudno jest uwierzyć w mądrych, sprawnych i odważnych polityków i to, że jest "wyższa kultura bankowości"... Kiedy oglądam polemiki naszych ugrupowań politycznych (fantastyczne są grupy post-PiSowskie plus pospolite ruszenie p. Palikota) to widzę jak &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dziadostwo&lt;/span&gt; odnalazło wspaniały rezerwat. Będziemy musieli pracować pewnie ze sto lat aby utrzymać taką ilość &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dziadoskich&lt;/span&gt; kolesi. Bo nowi się już czają za ich plecami, tylko jeszcze nie wiedzą czy kapitalizm upadł, czy socjalizm się przyjmie, a może ksiądz Natanek wskaże trzecią drogę? Tak czy siak z kaski trzeba będzie wyskoczyć, bo mamy na utrzymaniu wielką ilość zdrowych chorych: tzw. rolników, tzw. polityków, tzw. duchownych, tzw. lekarzy oraz tzw. klasę robotniczą (na którą z ideologicznego musu już się załapują drobni wykonawcy kładący flizy na czarno... co spędza sen z oczu komisarzy ludowych Krytyki Politycznej, bo nie wiedzą bidusie jak im liczyć emeryturę? czy od tego ile lat pracują czy od tego ile udało się im nieopodatkować?). &lt;br /&gt;Idzie wiosna (czuję to mimo, że za oknem jest minus ileś...) i czas zaplanować naszą zieloną partyzantkę na wielu poziomach. Każda cukinia i pomidor wyhodowany na balkonie, każdy obieg wartościowego jedzenia i każda godzina spędzona w kontakcie z naszym pozaludzkim otoczeniem jest sto razy bardziej rewolucyjna niż studiowanie Marksa. Z Marksa zróbcie podstawki pod skrzynki z kompostem, to już najwyższy czas. &lt;br /&gt;Na focie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Joshua Light Show&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ash Ra Tempel&lt;/span&gt; w Berlinie, fota Jacka E Zero ze wspólnej celebracji archeologii mediów na Transmediale 2012. Sztuka was wyzwoli!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-851072025941145881?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/851072025941145881/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=851072025941145881' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/851072025941145881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/851072025941145881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2012/02/extreme-green-guerrillas.html' title='EXTREME GREEN GUERRILLAS'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-hnULM_3m-3g/TzZ0TdryXwI/AAAAAAAAA0g/DZWpx9whPqk/s72-c/joshualightshow2' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-5514567760387660722</id><published>2012-02-10T19:34:00.008+01:00</published><updated>2012-02-10T21:12:32.312+01:00</updated><title type='text'>Ryoji IKEDA i takie tam...</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-rAS4_c9c6_s/TzVy5OFS3pI/AAAAAAAAA0U/iXyFdYag6LA/s1600/ikedaglosnik"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 299px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-rAS4_c9c6_s/TzVy5OFS3pI/AAAAAAAAA0U/iXyFdYag6LA/s400/ikedaglosnik" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5707594430120386194" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po ostatnim wypadzie do Berlina zostało mi kilka mocnych wrażeń i stos materiałów, które powoli przeglądamy. Instalacja Ryoji Ikedy " db " jakoś mi nie daje spokoju i chyba tak już pozostanie. Częścią instalacji był wielki prostokąt wypełniony 48. parami słów zaczynających się od "d" i "b", pierwsza dziesiątka wygląda tak:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;d&lt;/span&gt;ark - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;b&lt;/span&gt;right&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;d&lt;/span&gt;eaf - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;b&lt;/span&gt;lind&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;d&lt;/span&gt;epth - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;b&lt;/span&gt;readth&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;d&lt;/span&gt;ecimal - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;b&lt;/span&gt;inary&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;d&lt;/span&gt;imension - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;b&lt;/span&gt;oundary&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;d&lt;/span&gt;omain - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;b&lt;/span&gt;order&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;d&lt;/span&gt;ensity - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;b&lt;/span&gt;lank&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;d&lt;/span&gt;igital - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;b&lt;/span&gt;ug&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;d&lt;/span&gt;ata - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;b&lt;/span&gt;it&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;d&lt;/span&gt;ot - &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;b&lt;/span&gt;racket &lt;br /&gt;.... itd. do 48. pary.&lt;br /&gt;Pary ułożone były w dwie kolumny a pomiędzy nimi artysta umieścił literki &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;db&lt;/span&gt; wielokrotnie większe niż fonty użyte w parach.&lt;br /&gt;Całość jest dobrym wstępem do podwójnej instalacji czyli white room / black room.&lt;br /&gt;W instalacji są dwa wielkie elementy techniczne: specjalny głośnik i reflektor przypominający wojskowe przeciwlotnicze. Na głośniku zobaczyłem małą tabliczkę producenta: Meyer Sound, który wytwarza specjalistyczny sprzęt nagłaśniający m.innymi dla kin i reklamuje się zdaniem: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;thinking sound&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Instalację Ikedy w Hamburger Bahnhof można oglądać do 9. kwietnia 2012 roku. Warto tam być!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj miałem bardzo interesującą rozmowę na temat propozycji wydania naszej książki o tundrze za kręgiem polarnym. Oczywiście będzie to rzecz o Samach i Ich kulturze, ale mam nadzieję potraktować przestrzeń tundry jako coś większego od wszelkich ludzkich wpływów i konotacji. O książce myślałem już w zeszłym roku, ale konkretna propozycja przyszła kiedy jesteśmy w miłym kontakcie ze znakomitymi Samami i możemy wiele spraw konsultować z nimi! To będzie bardzo ważna praca i po jej ukończeniu otworzy się wielka nowa przestrzeń, o której nic jeszcze nie wiemy. Mam na myśli to, że Zielnik Podróżny (pojawi się w marcu) jest sporym podsumowaniem etnobotanicznych doświadczeń z wielu lat, A. pracuje nad książką, która da podsumowanie sporej części wiedzy o strategiach traktowania tradycyjnej wiedzy w kulturze popularnej wraz z pewnym poglądem na te procesy, jaki wypracowaliśmy sobie jako czynni uczestnicy kontrkultury. Tak więc nowa książka o doświadczaniu marszu, o obcowaniu z tzw. pustkowiem tundry (w Bułgarii mówi się na taki sam mityczny obszar: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;balkan&lt;/span&gt; i nie jest to określenie konkretnych gór, chociaż w takim znaczeniu także występuje Bałkan = Stara Planina) jest dobrym dopełnieniem opisu bogatych doświadczeń z jakimi przychodzi się nam mocować. Bo te wszystkie wędrówki, projekty, nowe spotkania, zachwyty i doświadczenia, to co nagle spływa na nas falą fantastycznego poczucia spełnienia lub obcowania z czymś niezwykle ważnym to wielka próba sił, pracy z emocjami i gdyby nie praktyka jaką staramy się kierować, to albo zostalibyśmy wielkimi warszawskimi guru (od dowolnych spraw, najlepiej wszystkich...), albo skończylibyśmy w szpitalu. Z perspektywy czasu to ta praktyka i konstruktywne opanowywanie emocji wydają się znacznie ważniejsze niż jakieś konkretne dokonania.&lt;br /&gt;Pomiędzy przestrzenią wykreowaną przez Ikedę, a dziką, poza-ludzką&lt;br /&gt;sferą Ziemii nie ma istotnej różnicy i mają wiele wspólnego. W każdym razie uczucia jakie się pojawiają podczas obcowania z każdą z nich są identyczne. Oznacza to, że doświadczenie pustki jest możliwe do osiągnięcia dzięki intensywnej praktyce duchowej / sztuce / obcowaniu z dzikością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powoli nadchodzi połowa lutego i plakaty już wysłane w kilka miejsc gdzie w marcu zagramy naszą muzykę. Planujemy trzy ujawnienia: w Szczecinie (18 marca, sobota, podwójna aktywność: pokaz fotografii i relacja z trekkingu w tundrze (Zamek KP) oraz wieczorny koncert w Teatrze Kana), w Zielonej Górze (19 marca, BWA i pierwszy raz w tym mieście!) oraz 30.stego marca w Olkuszu pod Krakowem, gdzie zagramy na specjalnym wernisażu wystawy bardzo interesującej fotografii... Jeszcze będzie czas aby to dokładniej opisać, ale plan aby koncerty zaczynać dopiero od drugiej połowy marca udaje się realizować. Cieszę się, bo poza arcyciekawym programem na koniec kwietnia z dwójką artystów samskich (Częstochowa i Kraków ! naprawdę jak mawiają górale: wow!) kroi się coś na Śląsku i w Cieszynie (czyli też na Śląsku...)jeszcze w pierwszej połowie roku. &lt;br /&gt;Kiedy przyglądam się mapce miejsc z jakich zainteresowani naszą działalnością "wchodzą" na naszą stronę na &lt;a href="http://www.myspace.com/magic_carpathians"&gt;myspace&lt;/a&gt;, to widać jak rozkłada się pewien rodzaj kultury. I w "naszej" strefie nie ma jakoś wielkiego mocarstwa, jakim podobno są Chiny, słabo coś z wielką Rosją (poza częścią europejską) itd. itd. Gdyby taką mapę zestawić po 12 latach koncertowania Karpat Magicznych w odniesieniu do Polski... ? Są wielkie obszary jakby poza wszelkim zainteresowaniem... Może to przypadek, może zbyt gruba skorupa na budyniu, kto to wie? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bogdan z Mirkiem kończą pracę nad jubileuszowym 40. ! wydawnictwem w naszej dokumentacyjnej serii &lt;a href="http://worldflagrecords.blogspot.com"&gt;World Flag Records&lt;/a&gt;. I będzie to kaseta magnetofonowa! Kaseta 60.siątka (piękne nowe tzw. "slimy") z materiałem z Acid Stasi House z Berlina. Na kasetę wydawała się nam najodpowiedniejsza. Będzie jedynie 50 kaset ręcznie numerowanych plus kilka zerowych dla naszej ekipy jako pewnego rodzaju szalone "akcje" dla udziałowców naszego przedsięwziecia. Przez te 8. lat istnienia serii (pierwsza płyta wyszła w 2004 roku) wydawaliśmy głównie CDR (ostatnie lata to zawodowe CDR z maszyn), ale było też DVD i różne okładki i wkładki (książeczki, mini albumiki)... &lt;br /&gt;FLAGA ŚWIATA to jedno z tych działań, które są całkiem szalone, pozornie niepotrzebne, rozmyślnie niedostrzegane i pomijane w niezależnych rankingach, a nawet opisach sceny tzw. offowej czy eksperymentalnej. Tak jakby tych wydawnictw nigdy nie było...ale z drugie strony wiemy dobrze jak krążą, jak docierają, inspirują, a niektórych doprowadzają do łez. Dzięki Krzyśkowi z &lt;a href="http://www.serpent.pl"&gt;Serpent.pl&lt;/a&gt; można nie kontaktować się z nami, a wydawnictwa dostać w kilku formatach. &lt;br /&gt;Szkoda, że ta nasza scena taka mała, ograniczona i głupio pooddzielana zasiekami mentalnymi. Będziemy odkrywali jeszcze sto lat dawno odkryte i ulegali prostym pomysłom kilku (zawsze!) Anglików. Jak nie world music, to ambient, a jak nie ambient to dark ambient i tak ulegamy czarom-marom z katalogów i ofert biznesowych, myląc je z muzyką. Jak ćmy do ognia w zakopconej lampie?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na focie naszej przyjaciółki Moniki - stoimy obok głośnika w białej wersji instalacji Ikedy, Berlin, ostatnia niedziela. Jak widać, stoimy bez butów, bo do wnętrza instalacji Ikedy wchodziło się bez butów... ja to rozumiem, bo większość ważnych swoich koncertów (i zawsze w stusiu) gram bez butów...&lt;br /&gt;Fota nie jest podrasowywana i tak ta biel naprawdę wyglądała!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-5514567760387660722?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/5514567760387660722/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=5514567760387660722' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5514567760387660722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5514567760387660722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2012/02/ryoji-ikeda-i-takie-tam.html' title='Ryoji IKEDA i takie tam...'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-rAS4_c9c6_s/TzVy5OFS3pI/AAAAAAAAA0U/iXyFdYag6LA/s72-c/ikedaglosnik' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-1515577077967449115</id><published>2012-02-06T13:59:00.000+01:00</published><updated>2012-02-06T14:00:02.638+01:00</updated><title type='text'>JOSHUA LIGHT SHOW Ash Ra Tempel RYOJI IKEDA</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-hFu711nMRPk/Ty_OTehzoOI/AAAAAAAAA0I/dHRTHafSslo/s1600/joshualightshow1"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-hFu711nMRPk/Ty_OTehzoOI/AAAAAAAAA0I/dHRTHafSslo/s400/joshualightshow1" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5706006086909403362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Cały mój stół zasłany jest fantami z wyjazdu do Berlina, z którego wróciliśmy dzisiaj, lekko po północy. Po grudniowej eskapadzie nie sądziłem, że będzie tak intrygująco, przyjemnie i inspirująco. Pewnie będę jeszcze o tym pisał, bo to co widzę obok laptopa i kubka z hernatą (Libanon Tee, pakowana po kilo i pół kg... i żałuję już, że byłem ostrożny i mamy mniejsze opakowanie!) to kilka całkiem różnych wątków i opowieści. W tej pierwszej relacji ogarnę jedynie to co na stole, aby poukładać te kolorowe klocki doświadczenia.&lt;br /&gt;Cała wyprawa urodziła się z zawodowego musu A. aby brać udział w Transmediale czyli festiwalu sztuki mediów organizowanym w dobrze nam znanymi Haus der Kulturen der Welt (HKW), który na naszej psychogeograficznej mapie Berlina jest mocnym i znaczącym punktem. Mnie, poza księgarnią, wystawą sztuki mediów i kilkoma inspirującymi akcjami (np. lekkie "artystyczne" porażanie prądem... z którym ja bym się w Berlinie raczej tak nie afiszował...) wabiła szansa na oglądanie legendarnego Joshua Light Show do koncertu także legendarnego Manuela Gottschinga z krautrockowej formacji Ash Ra Tempel (później Ashra). Manuel G. powracał tym koncertem po 5. latach przerwy i mimo, że nie jestem największym fanem krautrocka to doceniam jego osiągnięcia i odrębność. Joshua Light Show to legendarny Joshua White, który "oprawiał" wizualnie koncerty Janis Joplin, Hendrixa, The Doors, Franka Zappy, Santany i kilku innych ekip z Tamtych Czasów... Slaydy Joshua traktuje kolorowymi pigmentami wpuszczanymi pipetą na olejowe podkłady i wszyscy, którzy nie mieli czasu i szkoda im było kasy na The Doors, Joplin i Hendrixa... pamiętają mocną scenę z tymi analogowymi wizualizacjami z filmu Nocny Kowboj. Jeżeli ktoś nie wie kto to Janis Joplin, The Doors... i nie oglądał też Nocnego Kowboja jest proszony o zakończenie czytania moich blogów i przystąpienie do matury.&lt;br /&gt;No i tak: wpadamy do HKW, a tam bilety wyprzedane na Joshua / Ashra... W HKW jest sala na kilkaset osób (może 1000?) i dwa dni przed zero biletów, a Joshua Light Show miał trzy pokazy z trzema różnymi zespołami (niestety nie mogliśmy iść na mojego faworyta: Super Silent! w czwartek). Inna rzecz, że Joshua White stacjonuje w NYC i w Berlinie był pierwszy raz!!! Dzięki wspaniałej akcji Jacka E Zero ... bilet dotarł do mnie przed koncertem i mogłem zagłębić się w fotelu na godzinkę całkowitego wizualnego odjazdu! Manuel Gottsching okazał się skromnym facetem i już jego minimalny zestaw na scenie zjednał mu wiele sympatii. Analogowe syntezatory plus dwa laptopy (muzyk wykorzystywał do muzyki tylko jeden z nich) plus gitara elektryczna, to było wszystko i wystarczyło. Ashra jest ciepło wspominane i traktowane z atencją ze względu na to, że Manuel Gottsching popełnił kiedyś utwór E2-E4, który przez wielu uważany jest za pre-techno. Ashra było więc łącznikiem pomiędzy starym (krautrock), a nowym (techno, rave), teraz jedno i drugie jest stare, ale fani się wymieszali i celebrują! Ważny jest kontekst krautrocka (jako niemieckiej szkoły i silnej sceny nie ulegającej amerykańskiej supremacji muzycznej), który jest jakoś ciągle obecny i raz po raz powraca. Po naszych kontaktach z Embryo i Damo Suzuki (CAN) i nieco mniej znanymi muzykami, widzimy, że część tej sceny już tylko odcina kupony, ale niektórzy robią całkiem interesujące rzeczy. Manuel G. nagrał wiele wersji E2-E4, ale wersja live z Zeitkratzer ensemble (koncert odbył się na Rosa-Luxemburg-Platz 25 marca 2005 roku) wydaje się całkiem interesujący i słucham go z przyjemnością. &lt;br /&gt;To tak tylko kilka słów na temat, który wydaje się warty podjęcia na różne sposoby!&lt;br /&gt;Berlin to oczywiście także mój ulubiony sklep z instrumentami perkusyjnymi... tym razem kupiliśmy kilka drumli z Syberii i Indii. Drumla dla Bogdana jest pięknym okazem drumli morsing i mam nadzieje, że B. nie pozbędzie się zębów, bo jest bardzo twarda i doskonale brzmi! Drumle pasterzy reniferów gadają undertonami i jest to z mojej strony lekki ukłon w stronę pop...&lt;br /&gt;O tym co działo się w HKW można by wiele napisać bo spędziłem tam kilkanaście godzin, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Poza Transmediale musieliśmy też odwiedzić następny (a mój ulubiony) budynek muzeum sztuki nowoczesnej - Hamburger Banhof. Jest tam coś całkowicie niezwykłego, totalnie przejmującego i genialnego! Emanacja estetyki Zen na 2012 rok! To praca kompozytora i visual artist Ryoji Ikedy składająca się z dwóch wielkich przestrzeni (białej i czarnej) i zatytułowana "db" (od decybel). Tego właściwie się nie da opisać i tylko można podać kilka haseł: smugi światła, ekrany zapełnione kodem cyfrowym, dźwięki i sekwencje, oślepiająca biel i czerń bez dna, swobodna przestrzeń i prostota. To jakby wejść do gigantycznego komputera do środka i znaleźć tam kamienny ogród Zen... Sygnały / dźwięki oscylowały wokół rejestrów głosów wydawanych przez nietoperze, echolokacji, czasem bardziej wyczuwało się zmianę napięcia prądu / fali niż wysokość tonu. Do tego swietne materiały i całkiem biały winyl w kopercie ze sztywnej folii (z innymi pracami)...  Ikeda jest też faworytem A., która miała możliwość obcowania z Jego sztuką na innych festiwalach. Po wyjściu z tej ekspozycji (?) coś zacząłem plątać o budynku dworcowym w Krakowie i MOCAKu, ale sam uznałem, że było to jak puszczanie baniek nosem przez grubą warstwę budyniu.&lt;br /&gt;Muszę kończyć bo zginiemy z głodu oparci o klawiatury laptopów... a jeszcze np. taka spora książka / katalog - In Girum Imus Nocte et Consumimur Igni - The Situationist International (1957 - 1972)... &lt;br /&gt;Na focie Jacka E Zero Manuel Gottsching i Joshua Light Show na Intermediale... czyli hipisowski klasyk z Filmore East NY i legenda krautrocka za analogowymi klawiszami i z nudnymi solówkami na gitarze podczas ultranowym Transmediale 2012...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-1515577077967449115?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/1515577077967449115/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=1515577077967449115' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1515577077967449115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1515577077967449115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2012/02/joshua-light-show-ash-ra-tempel-ryoji.html' title='JOSHUA LIGHT SHOW Ash Ra Tempel RYOJI IKEDA'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-hFu711nMRPk/Ty_OTehzoOI/AAAAAAAAA0I/dHRTHafSslo/s72-c/joshualightshow1' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-3080206909797102415</id><published>2012-01-28T20:26:00.006+01:00</published><updated>2012-01-28T23:52:52.770+01:00</updated><title type='text'>SZTOKHOLM</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-qkxltkJSHxc/TyRhFWTM8II/AAAAAAAAAzw/SJSVkMle06M/s1600/IMG_0166.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 299px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-qkxltkJSHxc/TyRhFWTM8II/AAAAAAAAAzw/SJSVkMle06M/s400/IMG_0166.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5702789772671250562" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z krótkiej wyprawy do Sztokholmu wróciliśmy w niedziele wieczorem, ale postanowiłem dać sobie kilka dni na ochronę przed skutkami wiatru słonecznego... w postaci wyłaniania się z odchłani dawnych przyjaciół, złośliwości zamiast współpracy, zaległych rachunków i trudności komunikacyjnych. Kto by pomyślał, że słońce ma wiatry i wpływają na mózgi Homo sapiens! Styczniowe bluzgi plazmy słonecznej wpływają na wielu ludzi w sposób trudny do pojęcia. Pierdnięcie solarne zrobiło coś złego z bardzo cenionym dotąd u mnie p. Bonim i kilkoma innymi tzw. znaczącymi urzędnikami i politykami. Smród poszedł po liceach i wyskoczyli z niego młodzi "intelektualni niewolnicy" (tak siebie określali), którzy palą flagi UE w imię oporu wobec interesów USA, które same chyba niezbyt chcą ograniczeń w internecie. Po kilku wpisach i małych dyskusjach na FB okazało się, że bohaterami dnia nie są tacy jak my, którzy od lat popularyzują CC i nie zabraniają ściągania własnej muzyki, a nawet sukcesywnie udostępniają ją w sieci darmowo... Nie, to nie my, bohaterem jest p. Cejrowski bo ma jaja, co się wg. internautów uwidacznia w postaci wyśmiewania p. premiera... Faktycznie, jest to odwaga niezwykła! &lt;br /&gt;Ale głupieją nie tylko młodzi, głupieją także i starzy. Facet od filmu polskiego zwierzył się, że nie wieszają ich w sieci, bo to ułatwia pirackie ich ściągnięcie. Powieszenie tych gniotów nawet po np. 5 złotych nie gwarantuje sukcesu? To, że w kupie są te filmy kiepskie nie wskazuje wcale, że ludzie nie zechcą ich oglądać... zwłaszcza w okresach wzmożonych erupcji na słońcu. Dzisiaj słyszę, że kierowcy samochodów zablokują drogi aby zmusić rząd do obniżenia cen benzyny?! Jakie to proste! Na biednych wsiach Małopolski dotowani rolnicy mają już po trzy auta i dwa traktory więc przyda się obniżka cen paliwa, dokupią sobie jeszcze dwa.&lt;br /&gt;W tym całym słonecznym bąku, którego zapach i wirowanie wcale mi się nie podoba (za wyjątkiem zorzy polarnej) pielęgnuję trzy miłe dni spędzone w Sztokholmie.&lt;br /&gt;Pierwszy był jak sen i niech tak pozostanie. Skrócę go do sytuacji przy stole w małym mieszkanku w mieście: A. i ja z jednej strony, a z drugiej fantastyczni Samowie. Dwoje to artyści rzemieślnicy kultywujący duodji czyli tradycyjne rzemiosło i joik, dwie pozostałe to reżyserka filmowa i dziennikarka. Syn naszego nauczyciela joiku szybko się wycofuje do swojego pokoju i otwiera laptop. Wiele razy pytano nas czy spotykaliśmy "prawdziwych" Samów. Spotykaliśmy wielu Samów, ale to byli Ci najprawdziwsi! Dwójkę artystów będziemy gościli w Polsce pod koniec kwietnia! Jeszcze jest czas na szczegóły. &lt;br /&gt;Ze spotkania wróciliśmy do hostelu (urządzonym w dawnym więzieniu!podobnie jak ten, w którym spaliśmy w Lubljanie) z rodzajem talizmanów dla wędrowców. Talizmany bardzo się nam przydały jeszcze w tym samym dniu, w którym przewędrowaliśmy po Sztokholmie blisko 30 km... I nic więcej na temat tego dnia!&lt;br /&gt;Drugi dzień to powalająca wystawa fotografii w Moderna Museet (muzeum sztuki nowoczesnej) i fantastyczny wieczór u Ewy i Tomka Hołuja. Od czasu do czasu żartujemy sobie z kiepskich wystaw i nieporadnych kuratorów w budyniowie i jak już pisałem wcale nie daje to satysfakcji... Bardzo cieszyłbym się gdyby krakowski Mocak powalił mnie czymkolwiek, bo przecież może! Granice otwarte, kasa jest, hipstersi sączą kawę, kuratorzy modnie ubrani i oblatani jak stare radzieckie samoloty TU... (grubo...?), a jednak?! I tym razem już pierwsza sala i wielkie odbitki na doskonałym papierze fotograficznym przyszpilone do ściany (bez ramek i szkła) zrobiły mi tak jak powinny. Wielka autofotografia Cecylii Edelfalk - Self-Portrait, na której artystka mierzy do widza z rewolweru ... no nie może być pokazywana w ramce za szkłem! To by wyglądało tak jak relacja z obcinania sobie penisa przez happenera z grupy Akcjonistów Wiedeńskich pokazywane w zrebrnych ramkach za szkłem i uspokajającą notką: nie uciął sobie!&lt;br /&gt;Wystawa &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Another Story&lt;/span&gt; pomyślana była jako trzy osobne całości zatytułowane: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Possessed by the Camera&lt;/span&gt; (1970-2010), &lt;span style="font-style:italic;"&gt;See the World!&lt;/span&gt; (1920-1980) i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Written in Light&lt;/span&gt; (1840-1930). W środku każdej z tych osobnych ekspozycji można było siedzieć bez końca i oglądać albumy, stare pisma, katalogi... i nikt, ale to nikt nie stał nad nami i zwracał uwagi co robimy. A. fotografowała bez ograniczeń, skrępowania i poczucia winy, podobnie do wielu innych zwiedzających. Wiem, wiem: kamery itd. ale u nas ich brakuje? Wiem u nas boją się pewnego aktora z szablą.&lt;br /&gt;Po trzech godzinach oglądania najstarszych zachowanych fotografii we wszystkich technikach, oryginalnych fotografii legendarnych twórców i całkiem nowych dla mnie, ale znakomitych serii fotografii w świetnie zaaranżowanych salach (np. jest tam możliwe siedzenie i kontemplowanie, siedzenie i odpoczywanie, siedzenie i robienie zapisków) tylko widok czekającego w drzwiach Muzeum Tomka Hołuja mógł nas wyrwać z tego wspaniałego miejsca. Jeżeli się wybierzecie do Moderna Museet to pamiętajcie, że jest tam też barek, kawiarnia i restauracja oraz znakomita księgarnia... i kilka innych wystaw.&lt;br /&gt;Tomek H. obok tego, że jest znakomitym muzykiem i malarzem (a dla mnie grafikiem, co On sam jakoś nie docenia?!) jest także autorem doskonałego wegetariańskiego jedzenia. Od czasu gdy biegał z ksylofonem po Krakowie minęło ... (!) tyle lat i jest coś zastanawiającego w doskonałej kolacji u Niego w Sztokholmie. Wizyta w pracowni Tomka i fotki z jednymi z pierwszych bębnów od Słomy przyniosło nieco nostalgii. W tym dniu przeszliśmy pieszo tylko kilkanaście kilometrów. I tyle o dniu drugim.&lt;br /&gt;Trzeci dzień to wspaniały dryf po Sztokholmie, czyli to co oboje z A. lubimy najbardziej i co nas nigdy nie zawodzi. Opis (opis właściwie nie jest możliwy, może to kiedyś zagramy?) ograniczę do miłej herbaty w kawiarni gdzie przesiadywał sam Stieg Larsson, autor Trylogii Millenium ( a może będzie i czwarta część, bo jej zarys i część tekstu tkwi ciągle w laptopie zmarłego w 2004 roku autora). Kawiarnia jest także częścią fabuły Millenium i już z daleka zobaczyliśmy tłumek fotografujący szyld i siebie pod nim. Kawiarnia jak kawiarnia i to jest właśnie takie skandynawskie! Herbata dobra, a na ścianach zastanawiające malarstwo pary artystów: Johanny Birkeland i Ossiana Theseliusa. Hipisowskie malarstwo w jaskini lewaków? Kilka prac całkiem ciekawych. I tyle o tym dniu. Bo co tam pisać o sklepie z gitarami (niby mamy takie same...), co tam pisać o hostelu-więzieniu (mamy i hostele i więzienia...), z którego wcale nie chciało się wychodzić... itd. itd. &lt;br /&gt;O wszystkim pisać nie będę. To skutek tego całego zamieszania pt. ACTA i tego co widziałem i czytałem na FB. Moja intuicja podpowiada mi, że coś się zmieniło, coś tąpnęło w sprawie pt. internet, chyba czas na przypomnienie sobie innych obiegów i miejsc niedostępnych. Tak mi mówi intuicja (nazywana kiedyś żartobliwie: intuicją wodza), ale może to tylko kolejne pierdnięcie słońca.&lt;br /&gt;Na focie A. kawiarnia - artefakt Stiega Larssona.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-3080206909797102415?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/3080206909797102415/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=3080206909797102415' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3080206909797102415'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3080206909797102415'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2012/01/sztokholm.html' title='SZTOKHOLM'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-qkxltkJSHxc/TyRhFWTM8II/AAAAAAAAAzw/SJSVkMle06M/s72-c/IMG_0166.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-1009275576397458449</id><published>2012-01-16T11:22:00.003+01:00</published><updated>2012-01-16T11:56:31.993+01:00</updated><title type='text'>ACID STASI HOUSE</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-jSP3eFZFWfU/TxQAx26VyfI/AAAAAAAAAzk/mFu3cv2Qo8k/s1600/noisesilencelogo"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 269px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-jSP3eFZFWfU/TxQAx26VyfI/AAAAAAAAAzk/mFu3cv2Qo8k/s400/noisesilencelogo" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5698180285084322290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Acid Stasi House&lt;/span&gt; to &lt;a href="http://freemusicarchive.org/music/Noise_to_Silence/Acid_Stasi_House/"&gt;sesja&lt;/a&gt; jaką zrealizowaliśmy w grudniu 2011 w Berlinie. Stasi to potoczna nazwa dawnej bezpieki w NRD: Ministerium fur Staatssicherheit (MfS). Sesja została zorganizowana w jednym z budynków Stasi, w którym Jacek Slaski wynajmuje salę prób dla swej artystycznej formacji The Curators. Sesję zagraliśmy po kilku dniach intensywnego biegania po Berlinie i uczestniczenia w kilku interesujących akcjach, wystawach i sytuacjach. Garść wrażeń z tego czasu znajdziecie na wpisie z grudnia 2011 pt. Berlin.&lt;br /&gt;Nagrywanie w czasie podróży i odniesienie się w ten sposób do smaku czasu i naszej dyspozycji plus roboczy charakter, który gwarantuje autentyczność i entuzjazm, stosowaliśmy już niejednokrotnie (zobaczcie Mirrors, naszą płytę nagraną dużej części w USA) i piszę tu o nagraniach muzyki, a nie field recordings - to zupełnie inna działka. Sesja Acid... jest ważna z kilku powodów - rozpoczyna oficjalnie nowy nasz projekt Noise to Silence o radykalnym charakterze (skupimy w nim nasze doświadczenia z praktyką real time, z muzyką intuicyjną, z nowymi instrumentami i archeologią mediów) i poza udostępnioną za free sesją z Berlina szykujemy już od blisko roku wydawnictwo z nagraniami w ramach &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Long Strings Installation&lt;/span&gt;. Pierwsze mixy już wybrane i zapowiada się naprawdę interesująca przestrzeń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najważniejsze jest jednak to, że po tych wszystkich latach naszej naprawdę wytrwałej i ciężkiej pracy zaczynamy dostrzegać co w świecie dźwięków nas naprawdę interesuje. To daje wiele radości i satysfakcji. Jesteśmy chyba już gotowi... na konfrontację z dźwiękiem. Nasze charaktery są takie, że nie możemy się zgodzić na traktowanie muzyki i substancji dźwięku jak jakiś przymulonych ciasteczek z budyniem na wierzchu. To co słyszymy (i o czym czytamy pochwalne peany dziwnych znawców wszystkiego) mnie osobiście przeraża i powoduje silne nudności. Przypomina to proces lepienia klusek z możliwie marnej mąki i wpychania ich w gardło gęsi... przy czym gęsi mi naprawdę żal, a dużej części budyniowa: nie!&lt;br /&gt;Bo jak rzygać to z prawdziwej emocji, a nie cierpieć na wymuskane, estetyczne, wypichcone &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nudno - ści&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;Granie w jednym z pomieszczeń NRD-dowskiej Stasi w 2011 roku, w którym kawa w Krakowie jest droższa od tej w Berlinie, a stos instrumentów nas cieszy, ale nie rusza jak dawniej plus to, że nie musimy właściwie nigdzie się szlajać aby udowodnić, że nie jesteśmy żyrafą... to wszystko jest na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Acid Stasi House&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;Jak nie pasi to zawsze jest kilka innych płyt naszych koncesjonowanych budyniowych off-coś tam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-1009275576397458449?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/1009275576397458449/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=1009275576397458449' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1009275576397458449'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1009275576397458449'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2012/01/acid-stasi-house.html' title='ACID STASI HOUSE'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-jSP3eFZFWfU/TxQAx26VyfI/AAAAAAAAAzk/mFu3cv2Qo8k/s72-c/noisesilencelogo' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-5914670672569353534</id><published>2012-01-12T17:32:00.003+01:00</published><updated>2012-01-12T18:57:38.922+01:00</updated><title type='text'>FALCO PEREGRINUS</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-UnfqzkqqGW4/Tw8a4jPuXaI/AAAAAAAAAzY/3thZvw5LWFo/s1600/sokol3"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 263px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-UnfqzkqqGW4/Tw8a4jPuXaI/AAAAAAAAAzY/3thZvw5LWFo/s400/sokol3" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5696801612483157410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sokół wędrowny w latach 50. XX wieku właściwie został w Polsce wytruty przez radosne stosowanie DDT w rolnictwie. Po kilkunastu latach odnotowywano kilka par gniazdujących, a obecnie mówi się o kilkunastu parach? Szybkość z jaką ten ptak potrafi latać przekracza 300 km/godzinę i pewnie ma kwalifikacje znacznie większe niż znakomici piloci F16?! Niestety, trucie jest w dalszym ciągu stosowane, już nie DDT, ale arszenikiem tak! Zatruty gołąb łatwiej niż inne ptaki wpada w szpony ( a szpony sokół ma naprawdę imponujące) sokoła i jest kłopot. Sokół wędrowny jest ściśle chronionym gatunkiem i każda jego obserwacja jest cenna, nie mówiąc o żywym (nawet jak kedwie...) dorosłym ptaku... więc wczoraj i dzisiaj trwała akcja poszukiwania ratunku i szybkiego dostarczenia ptaka do szpitalika dla ptaków drapieżnych przy UR w Krakowie. Szansa na odratowanie chorego sokoła jest niezbyt duża, ale jakaś jest i koniecznie trzeba próbować. Foty jakie udało mi się zrobić podczas oględzin znalezionego (w mieście!) ptaka są gratką dla każdego ornitologa. Na fejsie kilka bardzo różnych osób z dużym zainteresowaniem lajkowało fotę ratowanej sokolicy (bo okazało się, że to sokolica mająca ok. 3 lata) i to bardzo jakoś krzepi. Widać, że nie jesteśmy całkiem obojętni na takie ultra dzikie istności? To nic, że lajkowało znacznie mniej osób niż w przypadku doniesienia Adama Wajraka, że osrał go gołąb, bo tu raczej chodziło o sokoła wędrownego niż o inne względy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dość długo nie pisałem, bo pierwsze dni stycznia były dość napięte i pracowite... jeszcze szlifowałem książkę. Redakcja i korekta w wydaniu A. jest zawodowa, a więc bezlitosna i odzierająca autora ze złudzeń o geniuszu... to proces bolesny, ale jakże niezbędny w sytuacji kiedy książka zaczyna jawić się jako coś zupełnie innego niż prosty zbiór informacji o roślinach.&lt;br /&gt;Z tej ciężkiej pracy nad &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ego&lt;/span&gt; udawało mi się uciec na chwilę z pomocą czytania trzech książek równolegle. To świetna praktyka i idzie mi to już całkiem nieźle, w czym spory udział mają oczywiście te konkretne książki:&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Steve Jobs&lt;/span&gt; (Waltera Isaacsona, kiepsko tłumaczona... ale Jobs załatwia wszystko),&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Szaleństwo marszu&lt;/span&gt; (Jacquesa Lanzmanna) i rewela w postaci rozprawki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Etniczność sp. z o.o.&lt;/span&gt; (Johna L. Comaroffa i Jean Comroff).&lt;br /&gt;Jobs to Jobs... ja bym to kazał czytać i uczyć się na pamięć studentom, którzy stękają do kamery lub wylanych ze studiów kolegów redaktorów gazet, że nie mają pracy i perspektyw. Nigdy nam nie zdradzają czy coś potrafią i tylko chwalą się tym, że studiują, lub że mają dyplom albo dwa. Z takim nastawieniem pozostaje dzisiaj jako pewna perspektywa dobrej roboty już chyba tylko seminarium duchowne...&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Szaleństwo marszu&lt;/span&gt; to klasyka gatunku czyli samo sedno ekstremalnych doznań związanych z trekkingiem, marszem, wędrowką. Lanzmann jest błyskotliwy, old schoolowy i do bólu prawdziwy, więc raczej w Budyniowie się nie przyjmie.&lt;br /&gt;Prawdziwą perełką jest &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Etniczność zp. z o.o. &lt;/span&gt;Generalnie jest o tym, że różne nacje, plemiona, małe narody, First Nations, ludy tubylcze i pozostałości po nich zaczynają się odkrywać i organizować jak firmy, spółki, korporacje. Polega to na uzyskiwaniu osobowości prawnej (dla np. rady wodzów albo starszyzny zjednoczonych plemion), zastrzeganiu logotypów i dochodzenia tak zwanych praw do tradycyjnej wiedzy nazywanej m. innymi &lt;span style="font-style:italic;"&gt;prawem do dziedzictwa intelektualnego w zakresie miejscowej flory i fauny&lt;/span&gt;! Zaczyna się też kształtowanie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;etno inwestycji&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;przemysłów etnicznych&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;biopolityk&lt;/span&gt; itd. Moja etnobotanika Karpat i Bałkanów będzie jak znalazł i jakby niektórzy mieli olej w głowie (a nie budyń) to by zamiast beznadziejnie głupich i prostackich wyciągów narciarskich zajęli się biopolityką... Do smakowitych kąsków w tej książce należy świetne studium etnobotaniczne dotyczące kaktusa &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sanów&lt;/span&gt; (buszmenów) czyli &lt;span style="font-style:italic;"&gt;xhoba&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hoodia gordonii&lt;/span&gt;),&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ID-OLOGII&lt;/span&gt;, testów genetycznych (za niespełna 200 dolców robisz sobie test i dowiadujesz się, że masz przodków w Gruzji, albo wśród Irokezów (to lepiej bo może mają swoje kasyno i spore zyski?) i należy ci się pióropusz? &lt;br /&gt;Bardzo mi się podobała historyjka szamanki Moon Owl... która szamaniła (za kaskę rzecz jasna) i legitymowała się kursami u Indian, którzy okazali się po pewnym czasie nie być Indianami... Rewela... mania wiary w dyplomy dotyka najwyraźniej nawet szamanów... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy będziecie pili coś w Hard Rock to miejcie świadomość, że sieć ta należy do plemienia Indian Seminolów, którzy kupili ją za pieniądze z własnych kasyn wybudowanych w rezerwatach... i to teraz Indianie są właścicielami Flaying V - gitary Hendrixa i gorsetu Madonny... czyli relikwii amerykańskiej pop kultury. Jednocześnie Indianie zabiegają o zwrot przedmiotów należących do ich własnego dziedzictwa, rozsianych po muzeach w całym kraju. Jak się tak zastanowić to tzw. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;etnokapitał&lt;/span&gt; od dawna czuli twórcy góralszczyzny, teraz organizują się tak także Ślązacy i jak ruszą Kaszeby... &lt;br /&gt;Nasi lewacy cieszą się z końca kapitalizmu, a tu wyrasta całkiem nowy, kapitalizm etniczny, który trudno będzie nie popierać?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstęp do nowego roku (bo ja jednak czekam na luty...) w warstwie muzycznej jest niezwykle ekscytujący. Po pierwsze to sesja z Berlina, która jeszcze troche musi poczekać, ale za to będzie dostępna za free dla wszystkich. &lt;br /&gt;Fantastyczna jest płyta &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Inuit - fifty-five historical recordings&lt;/span&gt; czyli zestaw najstarszych rejestracji śpiewów i bębnienia z Grenlandii. Część nagrań wykonano w 1905- 1906 roku! Znakomity jest opis nagrań, który świadczy, że field recordings jest już mocno pogłębioną praktyką i wielowątkową wiedzą. Do tej samej rodziny &lt;span style="font-style:italic;"&gt;płyt bardzo cennych&lt;/span&gt; należy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tibetan and Bhutanese Instrumental folk music&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;Ile z przepisywania takich wydawnictw powstanie w Polsce prac dyplomowych... tych znawców, którzy po tak ciężkiej robocie pirackiej czekają już tylko na znakomite oferty pracy? &lt;br /&gt;Szkoda, że w tym popapranym budyniowie dalej wszystko usmarowane ciągnącą się masą wygładzającą wszelkie zagłębienia w korze mózgowej. &lt;br /&gt;Na focie sokolica i niech się uratuje i odleci daleko!!! Bo tylko wędrowcy mają szansę na ratunek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-5914670672569353534?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/5914670672569353534/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=5914670672569353534' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5914670672569353534'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5914670672569353534'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2012/01/falco-peregrinus.html' title='FALCO PEREGRINUS'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-UnfqzkqqGW4/Tw8a4jPuXaI/AAAAAAAAAzY/3thZvw5LWFo/s72-c/sokol3' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-6264544116990471697</id><published>2011-12-19T19:50:00.003+01:00</published><updated>2011-12-19T21:32:38.023+01:00</updated><title type='text'>BERLIN</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-Rq3_TTj5xic/Tu-eT8w52uI/AAAAAAAAAzM/gzNl2Tjkd0c/s1600/berlin2011"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Rq3_TTj5xic/Tu-eT8w52uI/AAAAAAAAAzM/gzNl2Tjkd0c/s400/berlin2011" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5687938919958174434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wybierając się na weekend do Berlina nie sądziłem, że będzie to druga (po wakacyjnej wyprawie w tundrę) co do ważności wyprawa 2011 roku! Berlin znamy z wielu wypadów i nie liczyłem, że powróci to dobre poczucie obcowania z żywą kulturą wielkiego miasta znane mi z Berlina lat 90. XX wieku. Uwielbiam dzikie przestrzenie, ale także naprawdę wielkie miasta: NYC, Berlin, Londyn, Pragę, San Francisco... i kilka innych.&lt;br /&gt;Oczywiście, tak udany czas zawdzięczamy nie tylko sobie, ale głównie Jackowi S. , który zna nasze upodobania i nie popuścił nam nawet w pierwszy wieczór po 10. godzinach jazdy pociągiem z Krakowa. Pierwsza wizyta to był powalający strzał: koncert &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Silesian Quartet&lt;/span&gt; grający utwory Knapika, Szalonka i Pendereckiego i po nim koncert kontrabasisty, wokalisty i performera Ryszarda Gabrysia. Wszystko to w otoczeniu interesujących prac zebranych na wystawie pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Recycling the Iron Curtain&lt;/span&gt; Na zakończenie uczty muzycznej pomknęliśmy aby przyłączyć się do akcji rozbijania wielkiego bloku czekolady w ramach akcji kuratora wystawy Piotra Szmitke. Wszystko to działo się w znakomitym, industrialnym budynku Kuhlhaus. Co można byłoby po takim wieczorze zrobić jeszcze bardziej odlotowego... okazało się, że można i wylądowaliśmy na prywatnym przyjęciu ze sporą grupą Gruzinów. Było to podsumowanie pewnego projektu i podczas gdy raczyliśmy się znakomitą kuchnią gruzińską, zebrani czytali niemieckie wersje kwiecistych toastów z Kaukazu. Ot, Berlin...&lt;br /&gt;Sobota rozpoczęła się równie barwnie od szukania specjalistycznego sklepu muzycznego, do którego musiałem wpaść po kołki do strun jakich używa się w harfach wiatrowych. Po pewnym czasie i sporym spacerze w dzielnicy, która jest niezwykle malownicza udało się do sklepu trafić, kołki zamówić (dzisiaj przyszła wiadomość, że idą już do nas pocztą) i całkiem nieoczekiwanie kupić bardzo interesujący bęben z Alaski. To ten moment, gdy bierzesz instrument do ręki, słyszysz jego brzmienie i już wiesz; on jest mój! To spotkało A. i resztę dnia maszerowaliśmy z rytualnym bębnem ogniowym! Tak uzbrojeni mogliśmy śmiało wpaść na wystawę prac plastycznych dedykowaną legendarnemu zespołowi CAN. Z wokalistą CAN - Damo Suzuki, graliśmy we Wrocławiu, więc na wystawę musowo iść musieliśmy. Na obiad wpadliśmy do znanej nam dobrze knajpki z kuchnią perską... ot Berlin.&lt;br /&gt;Celem naszej wyprawy były dwie wystawy i w sobotę pognaliśmy do Hamburger Bahnhof czyli wielkiej galerii sztuki nowoczesnej urządzonej w starym dworcu kolejowym. Tam wpadliśmy na niesamowutą instalację &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cloud Cites &lt;/span&gt; Tomasa Saraceno! To było coś; wielkie kule z kombinacji folii i lin plus zieleń wisiały zakotwiczone zbiornikami z wodą. Do wielkich sfer można było wejść i oglądać świat z innej perspektywy. Wystawa jest czynna do 15 stycznia, a &lt;a href="http://www.hamburgerbahnhof.de"&gt;HB&lt;/a&gt; zawsze warto odwiedzić.&lt;br /&gt;Na piętrze oglądaliśmy wystawę prac z kręgu Land Artu i mimo, że nie była zbyt duża, to kilka rzeczy zainspirowało mnie bardzo. Land Art jest z natury dość trudny do pokazania w salach muzealnych, ale i tak udało się nieźle. Największa niespodzianka czekała nas jednak w sali gdzie wystawiana jest niesamowita praca Dietera Rotha i przygotowywano się do czytania jego tekstów. Istotnym elementem tego eventu była muzyka: elektroniczny noise plus akustyczne wjazdy na alphornie (!) i tubie. To było coś! Siedzieć prawie w środku graciarni Rotha i słuchać tak swobodnych rzeczy, to było dla mnie jak deszcz na wiosnę... po tym co serwuje nam Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Krakowie. Sztuka tam może i nowoczesna, ale kuratorzy jak z mentalnej naftaliny.&lt;br /&gt;Co tu pisać, może to, że muzyka, którą 30 lat temu udawało się czasem zagrać i tylko czasem/czasem usłyszeć; jest już kanonem i tyle. Nie chce mi się znęcać nad MOCAKiem (bo to smutne jest i mam jednak nadzieje, że może coś się tam zmieni?) ani też nad naszą niby sceną... szkoda słów, a do Berlina nie jest tak daleko.&lt;br /&gt;Mała herbata w domu Jacka i wieczór zastał nas w klubie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Helmut Khol&lt;/span&gt;... gdzie przenieśliśmy się w czasie za sprawą dwojga ludzi z USA. Facet ubierał i zdejmował różowe, okrągle okulary i razem śpiewali wariacje Hotelu Kalifornia na gitarę, flety i harmonijkę. Gitara jak należy była dość nietypowa, a całość była tak niewiarygodnie słodka, że aż nas wcisnęło w krzesła. Bez szemrania daliśmy 15 EUR do słoika i przypomnieliśmy sobie znowu za co tak kochamy alternatywną scenę w USA. Po dawce &lt;span style="font-style:italic;"&gt;hippie not dead&lt;/span&gt; ruszyliśmy do do klubu West Germany na izraelski punk pod szyldem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;TV Buddha&lt;/span&gt;. Klub okazał się stylową czyli maksymalnie obskurną norą przystosowaną do grania ostrych rzeczy, ale TV Buddha zaserwował nam tak samo pretensjonalną muzykę jak nazwę. Umówienie się w tym miejscu i czasie na rozmowy o planowanym koncercie to nie był chyba zbyt dobry pomysł, ale co tam. W gruncie rzeczy to lubimy takie kluby, ale wymagają pewnej gry, która nam się chyba już nieco nudzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedziela to dwie niezapomniane akcje. Pierwsza z nich to wystawa &lt;a href="http://www.tracingmobility.org"&gt;Tracing Mobility: Cartography and Migration in Networked Space&lt;/a&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;This Incorporeal Space Has Diffrent Rules &lt;/span&gt;pod prawdziwym hasłem: The conventional map is useless! Faktycznie, ani raz nie rozkładaliśmy papierowej mapy, bo A. korzystała z iPhona i iPada... Wystawa to bardzo myląca nazwa w przypadku tej instalacji: filmy, schody, konstrukcje, mapy, modele, dźwięki... zaryzykuje twierdzenie, że tego typu "wystaw" nie da się zwiedzać czy oglądać. Albo się w to wchodzi, albo szkoda czasu. Całość miała miejsce w &lt;a href="http://www.hkw.de"&gt;Haus der Kulturen der Welt&lt;/a&gt;, gdzie kiedyś, w innym wcieleniu słuchaliśmy koncertu Shiv Kumara Sharmy! &lt;br /&gt;Przed HKW natknęliśmy się na bardzo ciekawą instalacje Pia Lindman - kostkę z odpadowych materiałów i posadzonych tam roślin, która pięknie filtruje powietrze! Finka zrobiła tę konstrukcję o nazwie: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oxid Bungalow&lt;/span&gt; w ramach &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Labor Berlin 6&lt;/span&gt; tego roku i akcji o nazwie Poison and Play. Oj jak mi tego brakuje w Krakowie... zamiast tych serwet i papierochów w Bunkrze Sztuki? &lt;br /&gt;Wracając z HKW pod Reichstagiem fotografowaliśmy Parliament of Trees - Bena Wargina, po drugiej stronie rzeki. Zupa w restauracji tajskiej przyprawiona była bazylią o smaku bazylii z nutką kolendry. To była tajska odmiana indyjskiej tulsi, świętej bazylii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to nie był koniec berlińskiej ekapady... Muzycy grają i późnym wieczorem zamknęliśmy się z Jackiem w dawnym budynku służby bezpieczeństwa NRD... w salce prób ekipy The Curators i zagraliśmy te wszystkie emocje z trzech ostatnich dni... Kilka nowych instrumentów, kilka znanych instalacji i bardzo dobra akcja &lt;span style="font-style:italic;"&gt;real time&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i od rana znowu: Błota czyli Lubnau, Chosebuz czyli Cottbus, Glinka czyli Klinge... a potem stary mostek i miejscowość Zasieki... dalej już Wrocław aż do domu, do KRK. Dzięki temu mogłem przeczytać pół biografii Steve Jobsa...&lt;br /&gt;Na mojej focie A. i Jacek podczas akcji w Berlinie, może uda się kiedyś opublikować kilka fragmentów rejestracji z tamtej sytuacji, bo są intrygujące.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-6264544116990471697?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/6264544116990471697/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=6264544116990471697' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6264544116990471697'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6264544116990471697'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/12/berlin.html' title='BERLIN'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Rq3_TTj5xic/Tu-eT8w52uI/AAAAAAAAAzM/gzNl2Tjkd0c/s72-c/berlin2011' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-9037597310448507105</id><published>2011-12-05T20:22:00.010+01:00</published><updated>2011-12-05T22:22:05.510+01:00</updated><title type='text'>REMIKS</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-Wjtw8UveUhA/Tt0w01ksxSI/AAAAAAAAAzA/s8k7vlZs3xE/s1600/soniccover2011"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 363px; height: 344px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Wjtw8UveUhA/Tt0w01ksxSI/AAAAAAAAAzA/s8k7vlZs3xE/s400/soniccover2011" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5682751989103772962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W kilku ostatnich dniach udało się zyskać coś do czytania i przeglądania plus parę ciekawych doświadczeń frontowych. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Remiks - teorie i praktyki&lt;/span&gt; to dziełko powstałe po konferencji pt. Ars Electronica: Remixed &amp; Remastered, która odbyła się w Krakowie w tym roku. Redaktorzy; Michał Gulik, Paulina Kaucz, Leszek Onak wypichcili z konferencyjnych tekstów całkiem potrzebną książkę (w wersji papierowej i internetowej) i to całkiem już ladnie na licencji Creative Commons... Opiekunka naukowa konferencji, p. dr Anna Nacher najwyraźniej miała dobrych studentów! Z okazji wydania książki z nadrukiem; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hub Wydawniczy Rozdzielczość Chleba&lt;a href="http://fundacjaliternet.pl"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt; odbyło się w dawnym Lokatorze na Krakowskiej bardzo interesujące spotkanie promocyjne. Był manisfest, remiksowane dźwięki i poezja plus sporo zabawy. Był też wieszyk; na śmierć Herberta: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;odszedleś w lipcu / w śrdoku lata / srata tata / starat tata&lt;/span&gt;. To interesująca niechęć... bo Broniewski jest podobno o.k. i hip hop patriotyczny jest o.k. nawet Miłosz fajny jest, a tu srata tata / srata tata...?! Ja bym poleciał po całości: sratatata, sratata.&lt;br /&gt;Generalnie wszystko o.k. (łącznie z naiwnie insiderskim zacięciem zebranych) i tylko jako kombatant tego typu frontowych akcji gderam lekko: lewackość językowa jest strasznie upierdliwa i krytyczność oznacza zobaczenie także siebie tym przenikliwym okiem i smaganie także po swojej dupie biczami jedynie słusznej wiedzy. Ale to (może) przyjdzie z wiekiem?! Impreza była bardzo oki i tylko zdziwił mnie totalny tytoniowy zaduch w dawnym Lokatorze?! Tam jest jakaś strefa śmierdzieli papierosowych i wyjęta z czasu teraźniejszego? To takie budyniowe, ma się czegoś nie robić, ale się robi i jeszcze biadoli w mediach. Nie wybiorę się tam już więcej.&lt;br /&gt;Wspomniana opiekunka naukowa, wykłada czasem o sztuce Akcjonistów Wiedeskich... i wykrakała wystawę w MOCAKu czyli wielkiej, pustawej wydmuszce borykającej się z jakimiś mentalnymi kłopotami. No bo tak niezbędne było Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, a jak już jest to albo się tam trafia na skrzeczącego komisarza ludowego Sierakowskiego, a jak wyjątkowo jest ulga i nie, to na jakiś opad sił kuratorskich w postaci oprawienia Akcjonistów w ramki i upchnięcie dokumentacji po boxach. A MOCAK jest przecież super miejscem i dobrze, że dostał nagrodę za udogodnienia (czy też otwartość) dla niepełnosprawnych, ale jeszcze  by coś może pokazał? Poza Akcjonistami zapędziliśmy się na inną jeszcze wystawę, ale kilka szmat z rewolucyjnymi wezwaniami, jak z jakiejś izby pamięci komunizmu wiejskiego odebrało mi entuzjazm. Szkoda, że pokazuje się w takiej oprawie kilka całkiem niezłych prac. &lt;br /&gt;Wracając do Akcjonistów Wiedeńskich to sztuka Guntera Brusa jest tak poruszająca, że warto byłoby pokazać ją jakoś inaczej niż oprawioną w srebrne ramki za szkłem. Przy przejściu do fotogramów z akcji Otto Muehla pomyślałem, że jak już w tych ramkach to może powiesić kilka czerwonych młotków jak przy szybach w oknach ewakuacyjnych: w razie konieczności zbić szybę. Konieczność była, szyby by się sypały i sztuka odzyskała by swoje miejsce! Wielkie pastele Brusa zrobiły na mnie wielkie wrażenie, nieco Witkacowsko ezoteryczne i dające ten cenny rodzaj satysfakcji obcowania z formami, które nie muszą żebrać o miano sztuki poprzez kontekst i sytuację towarzyską. Bo tak mi się jawi wiele "dzieł" tzw. sztuki krytycznej; bez umówionego kontekstu: znika. &lt;br /&gt;Nie wiem, czy pisać o filmowej dokumentacji prac Hermanna Nitsch... dobrze, że to była relacja z akcji w galerii, a nie dionizja poza boxami... bo byłoby już niezwykle denerwująco. Halo, halo, a co z muzyką tego pana z dużą brodą? No wiem, tak popularny jak Bunio czy BudyN to nie jest, ale może by jednak coś więcej. I tylko proszę; nie piszcie o muzyce tylko ją, psia mać, wyemitujcie, wyrzygajcie i wsmarujcie w mózgi, a nie takie pitu, pitu za rogiem. &lt;br /&gt;W dyskusji na FB miła pani z MOCAK-u broniła sprawy/firmy zapewniając, że są podpisy i katalogi... to trochę nieporozumienie, bo sądzę, że Ci co odwiedzają tę wystawę potrafią czytać, mają dostęp do komputerów i znają sztukę Akcjonistów ...np. z wykładu w szkole. Do MOCAKA nie idzie się odkrywać (w Tate Gallery w Londynie ludzie nie odkrywają pisuaru Duchampa ani dzieł Picassa tylko idą zobaczyć je w oryginale i bez pośrednictwa ekranów), ale zobaczyć i doświadczyć sztuki. Bo jak się tego tam nie da robić to szkoda fatygi i może to dobre miejsce na targi książki? Nomen omen...dobrym punktem MOCAKA jest księgarnia i nawet te artystowskie drobiazgi (jest ich 1/10 z tego co oferuje Tate i Muzeum Sztuki Współczesnej w Sztokholmie...ale zawsze coś) plus kompetentny gość, który wie co mówi i nie pyta "w czym mógłbym pomóc". Nie chcę się pastwić nad podpisami/opisami pod pracami, ale wzruszył mnie tekst, który informował, że Rudolf Schwarzkogler nie obciął sobie fiuta i tylko tak to na fotach wygląda. Ten kto prace AW tak pokazał musi nie czuć tej sztuki, a jak jej nie czuje to niech się zajmie zabawami tak wielkich postaci jak p. Janek Simon, to mój guru wydmuszek artystycznych. Krytyczność nie zapewnia dobrej, odważnej i świadomej roboty, a płacący za bilet do MOCAKA mają gdzieś ideologię kuratorów. Tak działa Korporacja Ziemia, halo, halo? Tylko gułag na Marsie nas uratuje?!&lt;br /&gt;Taki mi się więc remiks objawił; Hermann Nitsch srający karteczkami z cytatem z Kuby Szredera: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;funkcjonowanie autonomicznych pól twórczości kulturowej jest oparte na swoistej ekonomii na opak&lt;/span&gt;... Oj na opak, na opak... i jeszcze jedna karteczka z cytacikiem: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;cieplarniana atmosfera artystycznych salonów utrzymywana jest poprzez ciągłe pompowanie zasobów&lt;/span&gt;... gość chyba wie co mówi, zasoby nieprzerwanie wpompowuje się w (niektóre) artystyczne salony! &lt;br /&gt;No, ale generalnie to największy zarzut mam do strategii promocyjnej... śmielej wyjść do ludzi z Radia M. oni zrobią klakę na cały Kraków! A tak, to nasz MOCAK z kraja...&lt;br /&gt;Poważnie, to katalog jest o.k. i tylko te mądrości pociąć, dać zjeść i filmować wydalanie i będzie gites.&lt;br /&gt;I aby było jasne: jestem za MOCAKiem i obchodzi mnie co robi! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas grudniowy to czas bardzo ciemnych nocy pełnych snów. Akcjoniści to doskonała propozycja na taki czas, coś w nas porusza, coś się mgliście pojawia i nawet nie obcinając sobie tego czy owego stajemy się czujniejsi, uważniejsi, obserwujemy to co jest. A takie tam wojenki o baraki wystawiennicze nie traktujmy zbyt poważnie. Gdyby p. Hermann z ekipą pojawił się w starym ogródku rudery obok MOCAKA to nic nie ubyłoby z tego co dotykamy za sprawą jego otwartej praktyki. Nawet MOCAK tego nie jest w stanie opanować.&lt;br /&gt;Ostatnio pojawiły się z/remiksowane filmiki z naszej pracy na X Industrial Fest. we Wrocławiu, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=4SYSO-mhoAc"&gt;polecam&lt;/a&gt;... no jasne, że nie jesteśmy zadowoleni... ale &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=yIoncs8pRXY&amp;feature=channel_video_title"&gt;było&lt;/a&gt; tak i tyle. Na &lt;a href="http://worldflagrecords.blogspot.com"&gt;blogu&lt;/a&gt; Flagi Świata opisałem dwie reedycje naszych ważnych (dla nas) płyt; Sonic Suicide i Mirrors. Na FB (the magic carpathians) jest filmowa relacja z grania w kościele ewangelickim (Nacher/Marczuk/Smetanka/Styczynski)... też nie są to szczyty, ale kilka chwil i krzywych dźwiękow zapada w pamięć i pojawi się za jakiś czas w innej wersji.&lt;br /&gt;Na obrazku okładka reedycji Sonic Suicide w z/remiksowanej oprawie Tomka Rolnika Czermińskiego i fotą z sesji Queen of Snow Bogdana Kiwaka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-9037597310448507105?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/9037597310448507105/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=9037597310448507105' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/9037597310448507105'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/9037597310448507105'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/12/remiks.html' title='REMIKS'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Wjtw8UveUhA/Tt0w01ksxSI/AAAAAAAAAzA/s8k7vlZs3xE/s72-c/soniccover2011' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-6572949678079542638</id><published>2011-12-02T20:07:00.003+01:00</published><updated>2011-12-02T21:47:31.226+01:00</updated><title type='text'>WORK</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-C9mDrOF3aj0/Ttkz3oD91mI/AAAAAAAAAyc/ouCW-p_qV9M/s1600/wroindustrialaja"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-C9mDrOF3aj0/Ttkz3oD91mI/AAAAAAAAAyc/ouCW-p_qV9M/s400/wroindustrialaja" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5681629435644466786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę kolejny raz zaczynać wpisu od tego, że dzieje się tak wiele... więc oddam głos poecie: ... &lt;span style="font-style:italic;"&gt;mnie podróżowanie już tak nie pociąga. Za to podróż odwiedza mnie. Teraz gdy coraz głębiej wciskany jestem w kąt, gdy przybywa słoi, gdy potrzebuję okularów do czytania. Dzieje się zawsze dużo więcej niż potrafimy unieść! Nie ma czemu się dziwić. Te myśli niosą mnie równie wiernie, jak Susi i Chuma nieśli trumnę Livingstone'a przez Afrykę.&lt;/span&gt; To fragment tekstu Kukułka z tomiku Tomasa Transtromera pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gondola Żałobna&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Dla ciągłości relacji z ostatnich tygodni warto wspomnieć, że za nami dwa "koncerty" akustyczne w kościele ewangelickim w Nowym Sączu (gdzie zebraliśmy mniej więcej tylu zwolenników co kilka dni wcześniej Zbigniew Ziobro z kolegami...) i na Uniwersytecie w Preszowie na Słowacji. W kościele udało się zestawić tradycyjne instrumenty karpackie z saksofonem i mini harmonium plus osobno spróbować instalacji dźwiękowej w postaci trzech 16-metrowych strun. Po tych dość chwiejnych doświadczeniach pojechaliśmy z Michalem S. do domu w Górach Lewockich i to był magiczny przejazd. W ciemnościach i mgle wjechaliśmy w te cudownie swobodne przestrzenie Słowacji. Oczy i umysły odpoczywały od naszego budynioweho nadmiaru, od gęby Kręciny i upiornego Prezesa... od tej budyniowej, banalnej papki reklamowej (BBPR), którą bez umiaru wydala tak wielu kolegów. Czym grubiej tym lepiej. Każde świadome ograniczenie, refleksja, skromność i przestrzeń dla wyboru staje się oznaką słabości. Wszystko musi być: turbo, pagan, drone, drumming, szok i paranoja! Zawody w byciu największym freakiem są takie już oklepane i nudne. Chyba, że chodzi o to aby żyć w ułudzie bo Rzeczywiste jest trudne do zniesienia? Już mój idol z lat licealnych (a i teraz czasem do Niego sięgam) Stanisław Ignacy Witkiewicz pisał: ...&lt;span style="font-style:italic;"&gt;żyjemy w stanie masowego i indywidualnego zakłamania. Żeby nagle, znienacka odkłamać całą Polskę, społeczeństwo by tego nie wytrzymało - wstrząs ten mógłby zabić je, zjonizować, rozłożyć na elementy. Trzeba z tym postępować powoli i systematycznie jak z odzwyczajaniem się od narkotyków. Sfajtane (t, tajfun, taniec) klapsdrygle - oto nasza główna narodowa wada.&lt;/span&gt; To cytat z niegdysiejszej lektury szkolnej; narkotyki - niemyte dusze. &lt;br /&gt;Wiem, wiem, mało kto wie coś o Witkacym i czasem widzę na FB wpisy młodych i starych idiotów, których świat zbudowany jest z mądrości zaczerpniętych z Onet.pl i wpisów innych niedouczonych. Liczą na to, nie bez racji, że jak się takich zbierze kupa to obowiązującą normą będą &lt;span style="font-style:italic;"&gt;sfajtane klapsdrygle&lt;/span&gt;...&lt;br /&gt;Kilka dni temu natrafiłem na, gdzieś dawno zapodzianą, malutką książeczkę z 1905 roku o zbieraniu roślin i zestawianiu zielnika. Część tego tekstu opracowałem jako suplement do mojej książki o etnobotanice Karpat i Bałkanów. Tekst z 1905 roku (książeczka jest z pieczątką: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;cenzura dopuściła do druku&lt;/span&gt;, oczywiście po rosyjsku, bo dziełko wyszło w Warszawie)jest napisany dość technicznym językiem i zawiera bardzo konkretne wskazówki jak zbierać rośliny i jak je suszyć oraz w jaki sposób zestawiać zielniki. Mimo to i po stu latach od druku, ten tekst wprawia w dobry nastrój i czytając go zaczyna się znowu czuć ten powiew ciepłego wiatru jaki wita nas przy wyjściu w góry. Wszystkie wskazówki techniczne są ciągle aktualne i zaryzykuję twierdzenie, że obecnie nic podobnego nie dostaje się w ręce amatorów, studentów i fanów botanizowania. Co pozostanie z tych hiper buńczucznych &lt;span style="font-style:italic;"&gt;drone-big-bang-trance-daj-mi-stówkę-pagan-ciąg-na-piwo&lt;/span&gt; ?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po miłym i pracowitym wieczorze u Michala smacznie zasnęliśmy (tlen i blisko 900 m n.p.m.) aby obudzić się wraz ze słońcem. Otoczenie domu Michala powoduje, że powracają pomysły na spokojniesze życie w prawdziwym miejscu i pośród prawdziwych problemów. Na Uniwersytecie w Preszowie zagraliśmy dla kadry i całkiem sporej grupy studentów. Mieliśmy wielką przyjemność muzykować w trójkę: Ania, Michał i ja; cicho i spokojnie, czasem bardzo głośno, ale bez histerii... Takie granie trafia się raz na kilka akcji i nigdy nie będę tego nazywał koncertem. Dlatego słowo koncert na początku wpisu było w wzięte w cudzusłów. Nie był to folk i nie był to całkowity, dowolny eksperyment, ale było to jednak bardzo nasze, magicznie karpackie. I co, mam napisać, że było to najlepsze trio od czasow Hendrixa?! Zaczynamy znowu nie być słyszani/rozumiani przez publiczność, tak jak kiedyś, gdy startowaliśmy z KM. Tym co skopiowali kilka naszych "patentów" udało się je rozmienić i dobrze sprzedać, ale my dużo pracujemy. Więc to zjawisko "nie słyszenia" mnie cieszy, to znak, że proces jest żywy. &lt;br /&gt;Po graniu była bardzo miła rozmowa i tylko ci, którzy znają realia Słowacji mogą docenić tego rodzaju zajście. Dostaliśmy interesujące płyty i "cegły" w postaci: Acta Facultatis Philosophicae Universitatis Presoviensis... A wieczorem byliśmy już w Krakowie i tylko niezwykły smak &lt;span style="font-style:italic;"&gt;makovych szulańcow&lt;/span&gt; z chaty u Franka pozostał...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze ciekawostka z frontu etnobotanicznego! Szperając za informacjami na temat flory Tatr napotkałem na interesujący materiał o tzw. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Goralenvolk&lt;/span&gt; czyli niemieckiej akcji wynalezienia &lt;span style="font-style:italic;"&gt;narodu góralskiego&lt;/span&gt;. Oczywiście były dowody na wywodzenie się &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Goralenfolk&lt;/span&gt; wprost od Gotów... no i te wszystkie znane czary-mary. Ale to ogólnie znane fakty (?) i tylko zafrapował mnie tzw. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;hołd wawelski&lt;/span&gt; Wacława Krzeptowskiego z ekipą. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;7 listopada 1939 roku miał miejsce hołd wawelski Wacława Krzeptowskiego, występującego w imieniu górali podhalańskich. W skład pięcioosobowej delegacji weszli: Karolina Gąsienica Roj, stryjeczna siostra Wacława, Maria Siuty Szwab, Stefan Krzeptowski, Józef Cukier i Wacław Krzeptowski - wszyscy ubrani w odświętne stroje góralskie.../.../ zadowolony Krzeptowski ściska dłoń Franka /.../ tak zaczęła się największej w skali naszego kraju kolaboracji z hitlerowcami. Historia, która do dzisiaj budzi emocje i ból..&lt;/span&gt; ( magazyn Tatry TPN,nr1/2011, s. 77). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczyna się czas pomelo! Mamy swe małe domowe rytuały (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;srutu-put-ritual-majtki-z-drutu-mapping-pomelo-shaman-eat-good&lt;/span&gt;) mieszczańskie i tyle. Jest więc czas pomelo i jabłek. Bo nie jestem za wybieraniem albo pomelo, albo jabłka! Może będzie około połowy grudnia trochę czasu na spokojne przypomnienie sobie co było ważne w tym roku? Ale jeszcze muszę dokończyć kilka projektów, zamknąć ciągnące się poprawki do książki (bo zawsze jeszcze coś można dopisać, zmienić... ale musi się to także kiedyś skończyć!) i zrobić wreszcie odkładane prace domowe...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kasia Gierszewska zrobiła piękne foty podczas naszego koncertu na X Industrial Festiwal we Wrocławiu! Będzie też troche materiału filmowego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-6572949678079542638?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/6572949678079542638/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=6572949678079542638' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6572949678079542638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6572949678079542638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/12/work.html' title='WORK'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-C9mDrOF3aj0/Ttkz3oD91mI/AAAAAAAAAyc/ouCW-p_qV9M/s72-c/wroindustrialaja' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-1442736367643076741</id><published>2011-11-21T20:12:00.006+01:00</published><updated>2011-11-21T21:31:18.573+01:00</updated><title type='text'>HLASY PREDKOV</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-mLSAW4_PYQU/TsqsIbnmSdI/AAAAAAAAAyQ/7NfgG1iQ0RU/s1600/harfaja2"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-mLSAW4_PYQU/TsqsIbnmSdI/AAAAAAAAAyQ/7NfgG1iQ0RU/s400/harfaja2" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677539541106706898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Warsztaty w Małym Lipniku, na słowackiej stronie Popradu, okazały się czasem bardzo dla nas ważnym i inspirującym. Troche o tym rozmawiamy, ale bez chęci ustalenia jedynej prawdy. Doskonała atmosfera i praca nad konkretnymi zagadnieniami była możliwa dzięki zaangażowaniu nas prowadzących, ale w równym stopniu zawdzięczamy to wyrazistym i entuzjastycznym uczestnikom. Jak na dobre warsztaty przystało, nauka szła zatem w wielu kierunkach. O Michale Smetance nie napiszę nic nowego, to prawdziwy skarbiec wiedzy i doświadczenia, ale też jakaś żyła energetyczna i pole magnetyczne Karpat. Żona Michala, Lenka jest kimś ważniejszym niż się przyznaje i to Jej pracy zawdzięczaliśmy doskonały program i organizację spotkania. Ania, mimo silnej gorączki i zmęczenia (do Lipnika przyjechała w praktyce cięgiem z Krakowa przez... Poznań i Kraków!) jak zwykle zebrała siły i poprowadziła zajęcia, w których dotyka się istotnych spraw związanych z głosem, ale i ze znacznie szerszym poczuciem własnej energii i swobody. Moim zadaniem było przypominanie, że kultura Karpat przemawiająca poprzez instrumenty muzyczne, pieśni i zwyczaje jest odczytywaniem partytury znacznie większej i bardziej tajemniczej, która tworzona jest przez krajobraz, żywe stworzenia i poza ludzkie światy, sedymentację drgnięć, warstewek, pyłu i zabrudzeń tworzonych od czasów, które określa się ładnie jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;niepamiętne&lt;/span&gt;. Dobrze przypomnieć jest, że Pieniny porastała kiedyś tundra, a część Karpat bywała dnem ciepłego oceanu. Kategoria trwania jest tu dość interesującą konstrukcją i pozwala na wiele dystansu do pogranicznych problemów i kultury rozumianej jako socjotechniczne zabiegi władzy. &lt;br /&gt;Akcja z harfą eolską nie udała się... bo, jak nigdy, nad Popradem nie wiało! To jeszcze jedno potwierdzenie wyjątkowości tego jesiennego spotkania. &lt;br /&gt;W drodze do Małego Lipnika zobaczyliśmy pięknego lisa, podczas powrotu wielka łania bez wielkiego strachu cofnęła się z drogi i puściła nasz samochód przodem... także inni uczestnicy warsztatu opowiadają o takich spotkaniach. Traktujmy to jako dobry omen.&lt;br /&gt;Bardzo ważną pracą w czasie warsztatu było rozebranie na czynniki pierwsze starych pieśni z najstarszego na Słowacji zapisu fonograficznego powielonego na płycie towarzyszącej książce &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Hlasy predkov&lt;/span&gt; (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mikulas Musinka, Hlasy predkov, Zvukove zaznamy folkloru Zakarpatska z archivu Ivana Pankevyca (1929, 1935), Presov 2002&lt;/span&gt;) Krótka pieśń pt. Zelena jablon cerveni jabka zrodyla kosztowała nas wiele godzin dyskusji, nauki i prób jej zaśpiewania. Słowo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;zelena&lt;/span&gt; w tej pieśni wielu uczestnikom warsztatu przyśniło się w nocy... mnie chodzi po głowie i stuka do czegoś schowanego w nas bardzo głęboko. Jedyne co po tym doświadczeniu mogliśmy słuchać w domu po powrocie, to siostry Bisserove i inne tradycyjne zespoły śpiewacze z Bułgarii. &lt;br /&gt;Stosunkowo mało działaliśmy na polu etnobotaniki, ale może kiedyś ten klucz zostanie bardziej doceniony, a warunki pogodowe i pora roku bardziej sprzyjająca?! Duże zainteresowanie za to wzbudziła moja opowieść o poszukiwaniu w rejonie Legnavy (tuż obok Małego Lipnika) jaskini gdzie miało znajdować się miejsce kultu bogini Mortinki... i nawet nie doszedłem do czarownicy z Muszyny... jest więc jeszcze kilka tropów na następne spotkanie? Do historii tej części doliny Popradu znakomicie pasuje definicja określenia czarownica jaką podał Aleksander Gieysztor w Mitologii Słowian: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;czarownica lub wiedźma, w staropolskim też wiedma, "ta, co wie", uprawia czary i wieszczy. Zjawisko to i słowa nie tylko prasłowiańskie, ale z nawiązaniami indoeuropejskimi, co znamionuje i dawność, żywotność i rodzimość zjawiska, do którego dopiero początek czasów nowożytnych wniósł groźny import zachodnioeuropejski w postaci procesów i stosów&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Mały Lipnik pozostanie dla nas dobrym, budującym doświadczeniem i można by wiele jeszcze o tym napisać, ale właściwie po co? Kto był ten wie, kto nie dojechał nie dowie się wszystkiego.&lt;br /&gt;Przed nami dwa ujawnienia robocze i w pełni akustyczne; w Nowym Sączu i w Preszowie. Poza saksofonem Sierhieja Marczuka i pistialami Michala Smetanki, postaramy się o rozpięcie długich strun i dźwiękowy powrót do czasów gdy nad Popradem koczowali pasterze reniferów... Niedziela i poniedziałek zapowiadają się więc pracowicie i bardzo ciekawie, zwłaszcza, że pomiędzy nimi jest sporo czasu na gadanie i kolację u Lenki i Michała w Levockich Vierchach.&lt;br /&gt;Na focie Bogdana Kiwaka moje usiłowania uruchomienia harfy wiatrowej... było bardzo zimno i bezwietrznie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-1442736367643076741?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/1442736367643076741/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=1442736367643076741' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1442736367643076741'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1442736367643076741'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/11/hlasy-predkov.html' title='HLASY PREDKOV'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-mLSAW4_PYQU/TsqsIbnmSdI/AAAAAAAAAyQ/7NfgG1iQ0RU/s72-c/harfaja2' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-130418603162757480</id><published>2011-11-14T16:28:00.016+01:00</published><updated>2011-11-14T19:02:20.320+01:00</updated><title type='text'>ART of SOUND</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-bnh-wZ8XDoY/TsFHTeTGpZI/AAAAAAAAAyE/Exc62FIt_Gg/s1600/industrial1"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-bnh-wZ8XDoY/TsFHTeTGpZI/AAAAAAAAAyE/Exc62FIt_Gg/s400/industrial1" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5674895405339813266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W sobotę otwarliśmy drugi dzień X Industrial Fest. we Wrocławiu i jak zwykle na dużych imprezach z wieloma wykonawcami, było trochę nerwowo. Godzinne opóźnienie w próbach, z którym nie mieliśmy nic wspólnego, zaowocowało tym, że zostaliśmy bez próby, a podpinanie sprzętu kończyliśmy pod uważnym i krytycznym okiem publiczności, która stawiła się o czasie. Do nikogo pretensji nie mamy i bawiliśmy się świetnie, ale dzisiaj przeczytaliśmy, że jeden ze słuchaczy poczuł się rozczarowany bo było zbyt mało magicznie... No jasne, to święte prawo odbiorcy mieć oczekiwania, ale troszkę luzu też by się przydało... bo jak jednym zbyt mało magii i dużo noisu to innym odwrotnie... Gdybym był upierdliwy to bym mamrotał, że magii się nie dało wyemitować bo ludzie głośno gadali i ją płoszyli... Ale nie, dalej twierdzę, że było tak jak chcieliśmy i basta. Po serii "przypadkowych" ataków na organizatorów i na nas przed Festiwalem i pewnym konstatacjom jakie poczyniliśmy podczas kupowania płyt (tak, tak my kupujemy płyty! a Wy?) to już sam nie wiem co myśleć o takiej wielkiej wrażliwości na naszym punkcie; karpatomania?! Po koncercie na Cocart Fest. w Toruniu przysrywano A. i starano się zniechęcić do nas... a robił to gość, który wpadł na pomysł, że będzie w Krakowie nagrywał płyty z kopiami naszych pomysłów z okresu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sonic Suicide&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mirrors&lt;/span&gt; i dlatego koniecznie musi nam dokopać... To miło, ze nie wszyscy przylatują do Krakowa paradować po pijaku i bez majtek ale mam taki apel: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;facet! Z takim wokalem to się nie porywaj na A. bo Cię jednym joikiem zmiecie ze sceny, a te ogólno artystyczne mamroty wbiją ci się w mind na amen.&lt;/span&gt; Przed jubileuszowym Industrialem pojawiła się wielka dyskusja o neofaszyźmie, jak nie pomogło to wyskoczył jakiś bidula, który szuka zwarcia z nami już jakiś czas z utyskiwaniem, że to my a nie lepsi (czyli, rzecz jasna on z kolegami)... No ja nie wiem, czy to jest dobry sposób na zaistnienie w środowisku? Nie czujemy się wcale pieszczoszkami festiwalowymi i jest kilka takich imprez, na których grają ci doskonali wykonawcy, a boją się grać z nami bo my ich zasłaniamy naszą niekompetencją? A to jest jakiś mecz i sparing chuliganów? Nie pomieszało się coś komuś? Chyba tak bo znam taki festiwal, na którym z polskich wykonawcow występuje stale jeden artysta (jest nim oczywiście organizator), a aby zdusić w zarodku wszelkie zakusy innych zrównał był z ziemią wszystkich innych z Polski na forum międzynarodowym. Znam też gościa, który handluje naszymi płytami od 15 lat, ale podczas udzielania wywiadu o swojej działalności i wydawnictwach dostaje nagle amnezji wybiórczej, która mu mija nagle jak jest szansa wpuścić jakiś budyniowy smród w towarzystwo. Taki to ma być nasz budyniowy art od sound?  &lt;br /&gt;Jestem zdecydowanym wrogiem organizowania imprez z założenia eliminujących pewnych wykonawców, na takie imprezy nie powinno się dawać naszej wspólnej kasy i nie powinno się też udawać rozliczać łatwo dotacji z UE na tak pojętą kolesiowską kulturę, a właściwie brak kultury. Dla zakończenia tej kwestii podaję, że na Industrial Fest. zagraliśmy poza ostatnią sobotą tylko jeden raz w 2004 roku... to o jakie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;oklepanie&lt;/span&gt; chodzi? Dwa razy na dziesięć... wystarczy na palcach policzyć.&lt;br /&gt;Na Festiwalu było naprawdę o.k. i publiczność bywa intrygująca, świąteczna i celebrująca. No te stoiska z płytami... na naszym stole leży więc kupka płyt do przesłuchania... a obok druga i trzecia... bo ciężko jest z tym spokojnym słuchaniem przy tak wielu zajęciach i wyjazdach. &lt;br /&gt;Pierwsza kupka to całkowicie rewelacyjne wydawnictwo z muzyką Eugeniusza Rudnika w serii Studio Eksperymentalne Polskiego Radia (5) ... wiem, wiem, że stare, bo ma już (wydawnictwo) rok, ale jak wydane i jaka dokumentacja! Rudnik, urodzony w 1933 roku nagrywał takie rzeczy, że słucham i dziwię się dlaczego tu jest takie budyniowo?! Dlaczego jakieś szczyle z pecetem noszą się tak dumnie i mają tak mało pokory i samowiedzy? Nie potrafią czytać, słuchać czy nie chcą, bo tak się sami podziwiają? Druga kupka to doskonałe płyty wydawane przez wydawnictwo Falami prowadzone przez Marcina Babko... z którym znamy się od wielu lat i jakby z innego wcielenia. To inne wcielenie dotyczy tak samo Marcina jak i mnie... Marcin nie należy do specjalnie pokornych i sprzedanych szołbiznesowi, ale jakoś znalazł siłę aby coś naprawdę robić, a nie tylko krytykować i szlochać w kącie. Płyty Falami są raczej dobrze znane, ale te dodatki do nich, typu okulary, albo jak w wypadku The Blue Nun naszych przyjaciół z BOEN - mydełko? to wprawia mnie w doskonały nastrój. Kochani czytelnicy (a szczególnie Ci co nas tak nie znoszą...) to o to chodzi... to o taką pracę chodzi! To jest art of sound, kultura... mydełko, woda, myjemy rączki (niktórzy także móżdżki!) i dopiero słuchamy. Takie płyty chce się kupować, chce się je mieć obok książek... a nie stosy mp3, starych cdr z piratami i całe to &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dziadostwo&lt;/span&gt;. Jasne, można napisać, że chciałem mydełko nie z takim zapachem, albo dlaczego to nie jest ciasteczko? A właściwie to nie wiem czy nie ciasteczko... bo nie śmiałem rozerwać pięknej naklejki. Więc jak nie mydełko to móżdżków tym nie szorować! Nasza płyta ma numer 0258 i przypomina mi się to inne życie w jakim znałem innego Marcina Babko...w którym ręcznie wpisywaliśmy numery na kasetach wydawnych w naszej serii FLY Music, a Marcin biegał do liceum i po plantach... &lt;br /&gt;Albo inna płyta Falami - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rymszary&lt;/span&gt; - Mirka Rzepy! Książeczka jest doskonałym przykładem na coś małego, co nas powala od pierwszego otwarcia i tak łączy się sztuka wydawania książek ze sztuką udostępniania muzyki i sztuki dźwięku. A książeczka - cacko jest schowana w okładce z sukna z ciekawym sitodrukiem. Marcin i ekipy muzyków, plastyków i te świetne osoby, które wieczorami siedzą przy lampce z herbatą i cierpliwie kleją te cudeńka... dziękuje im za mój 258 sklejony i zaopatrzony we wszystko...  Najważniejsza jest w tym jednak muzyka... niechętnie recenzuje i tym bardziej mam kłopot, że najchętniej z Falami zrecenzowałbym &lt;a href="http://www.falami.pl"&gt;BOEN&lt;/a&gt;... bo mi chyba nie wypada? Rymszary doskonałe, składanka &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sealesia&lt;/span&gt; jak ze skladankami bywa; nie jest równa, ale trudno przecenić takie wydawnictwa dla budowy sceny i dobrych kontaktów.&lt;br /&gt;Trzecia kupka płyt to dobrze nam znane, ale dotąd nie kupione w oryginale i całkiem zagadkowe, a niektóre także pouczające: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Muslimgauze&lt;/span&gt; (taka miła płytka remixowa: species of fishes), &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tabata Mitsuru&lt;/span&gt; (Mankind Spree), Sion Orgon (the zsigmondy experience),&lt;span style="font-style:italic;"&gt;KK Null/John Wiese&lt;/span&gt; (Mondo Paradoxa)... i  dowodowy ...&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Theme &lt;/span&gt;(Valentine /lost/ Forever). Do tego jeszcze pięknie wydany zestaw dwóch CD - Wrocław Industrial Festiwal - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;10th Anniversary Compilation&lt;/span&gt; wydany przez &lt;a href="http://www.bleak.at"&gt;Bleak Netlabel&lt;/a&gt;! Nie mowiąc o winylu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cam Deasa&lt;/span&gt;, który po naszym wspólnym koncercie rozszedł się błyskawicznie, bo jest niezwykły.&lt;br /&gt;Bardzo szanujemy publiczność i proponuję zawiedzionemu słuchaczowi z soboty udział w darmowych warsztatach na Słowacji i dwóch koncertach w tydzień po nich - powinno być wystarczająco magicznie! Zapraszam bez złośliwości i ciepło! Zaczynamy w piątek wczesnym popołudniem i kończymy w niedzielę wieczorem! To będzie: 18-19-20 listopada czyli za kilka dni, a koncerty 27 i 28 listopada (Nowy Sącz i Preszów) - udział jest bezpłatny.&lt;br /&gt;Na focie Kasi Gierszewskiej-Widota A. i ja w sobotę podczas produkowania noisu... przypominam zapominalskim, że od płyty &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sonic Suicide&lt;/span&gt; nagranej w 2004, a wydanej przez VIVO Rec. w 2005 roku realizujemy już nie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ethnocore&lt;/span&gt; (3 CD) ale &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ethnoise&lt;/span&gt; jak do tej pory też 3 CD. Obydwie płyty będą dostępne jako reedycje w naszej ekonomicznej serii &lt;a href="http://worldflagrecords.blogspot.com"&gt;World Flag Records&lt;/a&gt; w pięknej designerskiej robocie Tomka Rolnika Czermińskiego i z oryginalnymi fotami Bogdana Kiwaka.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-130418603162757480?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/130418603162757480/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=130418603162757480' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/130418603162757480'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/130418603162757480'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/11/art-of-sound.html' title='ART of SOUND'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-bnh-wZ8XDoY/TsFHTeTGpZI/AAAAAAAAAyE/Exc62FIt_Gg/s72-c/industrial1' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-3566898672058440979</id><published>2011-11-07T20:30:00.005+01:00</published><updated>2011-11-07T22:13:27.664+01:00</updated><title type='text'>OLD SCHOOL TATOO</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-PyKcaE61ZGs/TrhI5a64ieI/AAAAAAAAAx4/xhRegMy08XM/s1600/DSC_9937.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-PyKcaE61ZGs/TrhI5a64ieI/AAAAAAAAAx4/xhRegMy08XM/s400/DSC_9937.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672363881989179874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Piątkowy koncert z Ericem i Camem był dobrym doświadczeniem i mam satysfakcję z tego, że udało się zrobić coś tak pozytywnego. I nie chodzi mi wcale o muzykę, która jednych zachwyciła, a innych nie, ale o organizację koncertu, świetną atmosferę, doskonałą publiczność i satysfakcjonujące spotkanie z mądrymi i utalentowanymi ludźmi. Na chwilę mogłem zapomnieć o tym naszym dziwacznym budyniowym piekiełku. To takie właśnie koncerty - spotkania, na których dominuje skupienie i szacunek dla tego co ma do powiedzenia człowiek, który jest na scenie, budują obieg muzyki niezależnej czyli scenę. A scena to także producenci, projektanci, drukarze i goście od plakatowania, kolekcjonerzy i dziennikarze, fotograficy ... To jest scena, a nie jazgot i skamlenie chorych na popularność i wyłączność na jakąś wydumaną "przewodnią rolę"... To zawsze się kończy wytaczaniem ideologicznych armat, salwą... i kulą w płot. Tak się rodzą nawiedzeni kolesie w rodzaju Bono polskiego folku, guru chłopomanów albo etatowi pieśniarze (i pieśniarki) patriotyczni od ministerialnej dotacji do dotacji kościelnej. Bardzo interesujące jest, że to nie oni wzbudzają sprzeciw, ale my, podobno już nazbyt znani... widocznie nie staramy się giglać prostaczków i to jest tak trudne do zniesienia? Jak mówią Słowacy: kaszlem na to!&lt;br /&gt;A propo Słowacji to za tydzień z okładem ruszamy na wyjątkowe spotkanie w Małym Lipniku (18-19-20 listopada)... i planujemy trzy dni pełne muzyki, eksperymentów i rozmów. Zgłoszeń mamy już na tyle, aby te wszystkie sprawy miały sens i najważniejsze, że wszystko odbędzie się w jesiennych Karpatach. Teraz czekam na tych, co dzień przed wyjazdem zapytają czy są jeszcze miejsca i tych, którzy pod koniec listopada napiszą: to już było? No trudno, będę się trzymał stylu old school... chce to znajdzie!&lt;br /&gt;Połowa poprawek do książki już za mną, ale ciągle znajduję perełki do wykorzystania teraz albo w przyszłości. W relacji z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Podróży do Bośni i Hercegowiny&lt;/span&gt; księdza Marcina Czermińskiego (piękna książka z 1899 roku!) znalazłem opis katolickiego tatuażu stosowanego w Bośni: /.../ &lt;span style="font-style:italic;"&gt;rzecz dziwna, że tatuowania dostrzegłem tylko u katolików /.../ tatuowanie u niewiast jest obfitsze niż u mężczyzn. Odbywa się zaś w następujący sposób. W uroczystość Św. Józefa, Zwiastowania Matki Boskiej, Niedzielę palmową albo w jednym z dni Wielkiego Tygodnia, zbiera się o rannej porze młodzież w kółku rodzinnem. Po większej części są to chłopcy i dziewczęta w wieku 13 do 16 lat. Jeżeli sami nie mają odwagi ostrem narzędziem wycinać sobie znaków na skórze, wykonuje to jedna z poważniejszych niewiast, wprawna w tem zajęciu, albo wzajemnie sobie młodzi przyjaciele i przyjaciółki. Złamaną igłą wpierw kreśli się deseń czarną umyślnie na to przyrządzoną farbą, następnie ostrą igłą kłuje to naznaczone miejsce, dopokąd ręka nie zaleje się krwią i ból dozwala. Miejsce zranione zalepia się cygaretową bibułką lub innym papierem, bandażuje, a na drugi dzień ciepłą wodą zmywa najczęściej już zagojoną ranę. /.../ w ciągu dalszej podróży parę razy zdarzyło mi się spotkać Bośniaków lub Hercegowińców, którzy na zapytanie czy są katolikami, jako dowód pokazywali tatuowane krzyże na piersiach i rękach.&lt;/span&gt; Jest coś mocnego w tym old schoolowym podpisie i determinacji. A jak się pomyśli kiedy i gdzie się to działo...&lt;br /&gt;Ciekawym też przyczynkiem do etnobotanicznych dziejów Karpat jest opowieść o pojmaniu rozbójnika pienińskiego Józefa Baczyńskiego, który w XVIII wieku grasował pomiędzy Rusią Szlachtowską a Litmanową. Chłopi (jak zawsze łasi na nagrodę) namówili kobietę, u której zbójnik spędzał noce, aby kiedy zaśnie rozsypała po podłodze groch... Zaskoczony rozbójnik nie mógł się bronić, bo kierpce się mu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;kiełzały&lt;/span&gt; po grochu... i został powieszony w 1735 roku w Krakowie. O chłopach nic nie wiadomo... jak też o tych, którzy męczyli i zabijali drobną szlachtę i ziemiaństwo za parę nowych butów od obcego wojska i dopiero RUTA zrozumiała ich niedolę i sławi internacjonalistyczne przesłanie bezmyślnych rzezi, które nazwano buntami chłopskimi. Pamiętam, że jak w latach 70. XX wieku chłopi przywiezieni do Krakowa i uzbrojeni w kawałki kabli wielożyłowych (bo nie było tylu pałek na stanie MO) lali studentów, to się nazywało - daniem nauczki elementom anarchistycznym i rewizjonistycznym sterowanym przez Zachód. Może i oni nucili po bramach na Karmelickiej i Szewskiej jakieś pieśni buntu? A teraz pan Janusz Palikot z koleżeństwem postuluje aby humanistyczne studia były płatne. A mydli nam oczy politologiem z Pułtuska i panią Anią?!&lt;br /&gt;Jak ciśnienie będzie zbyt wielkie, to od biedy na nogach zajdziemy w tundrę... i tu też ciekawa obserwacja; mieliśmy we czwartek komplet na sali przy skromnie promowanym pokazie fotografii z letniego trekkingu za kręgiem polarnym. Jak będziemy chcieli mieć nadkomplety i być pieszczoszkami publiczności spragnionej mistycznych uniesień za tzw. freeko, w cieple i niezbyt daleko od domu... to damy ogłoszenie: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;mistyczne wtajemniczenia w świętych miejscach Laponii i spotkania z szamanami w trzecim kręgu mocy z błyskawicznym leczeniem przez oglądanie obrazków! Poczęstunek gratis...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;A pomyśleć, że były czasy gdy za naukę dawano sobie rękę odciąć albo w wersji soft chociaż krzyż wydziargać na dowód szczerych intencji...  taki to jest ten old school!?&lt;br /&gt;W sobotę mamy grać na X Industrial Fest. we Wrocławiu i już skarżą się jacyś nieboracy, że ich prześladujemy naszą muzyką i pewnie samą obecnością. Biedaczyska... a wystarczy iść wieczorem do kina. Bo są nowe, wspaniałe, niedościgłe i śmiałe projekty i tylko my przeszkadzamy im rozwinąć skrzydła i zabłysnąć pełnią geniuszu scenicznego. Wyrywamy im mikrofony i rysujemy fantastyczne płyty, na które świat tak czeka!? Scenie muzycznej budyniowa zaczynają się udzielać chuligańskie stadionowe obyczaje, no niby dlaczego ma być tam lepiej niż w parlamencie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-3566898672058440979?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/3566898672058440979/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=3566898672058440979' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3566898672058440979'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3566898672058440979'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/11/old-school-tatoo.html' title='OLD SCHOOL TATOO'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-PyKcaE61ZGs/TrhI5a64ieI/AAAAAAAAAx4/xhRegMy08XM/s72-c/DSC_9937.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-2391780641056486149</id><published>2011-11-01T20:22:00.008+01:00</published><updated>2011-11-01T21:55:16.434+01:00</updated><title type='text'>PLASTIC MEDICINE MEN</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-YTvZ8GX9hJc/TrBY-1ZmyAI/AAAAAAAAAxs/kKU_IEIjoH0/s1600/DSC_0188.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-YTvZ8GX9hJc/TrBY-1ZmyAI/AAAAAAAAAxs/kKU_IEIjoH0/s400/DSC_0188.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5670129767369066498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A. przygotowując jeden ze swych autorskich wykładów, jakie od roku wygłasza raz w miesiącu w Poznaniu (będzie z nich kiedyś książka, która zapowiada się smakowicie), korzystała z bardzo inspirującej pracy Roberta J. Wallis'a - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Shamans/Neo-Shamans Ecstasy, alternative archeologies and contemporary and Pagans&lt;/span&gt; z 2003 roku. Krytyczne teksty autora dotykają wielu spraw z jakimi i my się często spotykamy i o czym wiele razy dyskutowaliśmy. Na FB od czasu do czasu także widzę wpisy - nazwijmy to - neo-szamańskie. Kilka rozdziałów tej sporej książki bardzo mnie zainteresowało, tym bardziej, że kończę kolejne poprawki i uzupełnienia do mojej książki o roślinach w tradycji Karpat i Bałkanów. &lt;br /&gt;Robert J. Wallis omówił zjawisko, które nazwał - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Plastic Medicine Men&lt;/span&gt;, kluczową figurę określoną jako &lt;span style="font-style:italic;"&gt;White Shamans&lt;/span&gt; oraz bardzo ciekawie potraktował Carlosa Castanedę, uznając, że opowiadał on prawdę ukrytą w fałszywych relacjach ze swych wtajemniczeń na pustyni Sonora. Trochę też powątpiewa w istnienie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"sacred" sites&lt;/span&gt; co dziwi mnie niepomiernie!&lt;br /&gt;Generalnie jest to tekst bardzo krytyczny wobec przejawów neo-szamanizmu, w którym głównym oskarżeniem wobec białych szamanów jest to, że za nie swoją wiedzę biorą kasę. Jak zwykle w takim podejściu pojawia się oskarżenie o brak kompetencji kulturowych. My, jako Karpaty Magiczne czyli pewna idea wcielana w życie od kilkunastu lat, także byliśmy atakowani o brak kompetencji kulturowych... Atakował nas gość z Poznania, który chciał mieć wyłączność na tradycje karpackie... i to było bardzo śmieszne. Nie tylko dlatego, że my naprawdę pochodzimy z Karpat i mamy Je w każdej komórce ciała, ale dlatego, że on te tradycje wyobrażał sobie jako uporczywe fiukanie na fujarce. No więc sprawa tych kompetencji nie jest całkiem prosta. Co ma oznaczać podział na białych i tych prawdziwych (bo nie białych) szamanów? To jak z modą na tzw. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;japanese&lt;/span&gt; czyli ekipy szalonych muzyków z Japonii (często via USA)&lt;br /&gt;- co by nie robili to zawsze byli the best bo za nimi stał filmowy mit Siedmiu samurajów i stu innych produkcji kreujących azjatyckość w stylu zaprezentowanym w Kill Bilu...i która tak wszyscy kochamy! &lt;br /&gt;Albo ktoś jest szamanem albo nie jest, szaman czesto zostaje nim wbrew swej woli. Szamani nie-biali czyli prawdziwi chyba nie przetrwali do naszych czasów od prehistorii i nie mają po 5000 lat? Zarzut wobec białych szamanów jest taki, że są biali (więc nie mogą być prawdziwi) oraz taki, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;use spiritual ceremonies with non-Indian people for profit. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Jak Czerwony Brat wciska kit w makiecie puebla w Nowym Meksyku i bierze kasę, to jest uprawniony, a jak gość, który połączył w swych warsztatach wiedzę i praktykę kilku dróg i praktykuje od 50 lat, zechce się urwać z biura i utrzymywać z tego co potrafi i chce robić, to jest bardzo be! No, jakoś tego nie kupuję. W Indiach i Nepalu spotykałem lamów, świętych i joginów, ale nie było ich zbyt wielu, a przeciętna wiedza o własnej kulturze i religii nie jest tam jakoś specjalnie imponująca. &lt;br /&gt;Początkowo więc intencje autora nie są jasne i trudno się zorientować o co naprawdę chodzi. Pokazywanie skanów ulotek zapraszających na zajęcia szamańskie jak na prywatkę lub naukę tańca brzucha, to chwyt poniżej pasa ( w budyniowie widziałem zaproszenie na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;majówkę&lt;/span&gt; szamańską... szkoda, że nie na Wielkanoc z wtajemniczeniem orła...?!) bo można też podsumować kuchnię w Krakowie pokazując zapiekanki... co nie jest jednak prawdziwym obrazem. Ulgę przynosi dopiero zauważenie trzech grup zainteresowanych tematem: naukowców akademickich, neo-szamanów i społeczności autochtonów. Naukowcy mają inne podejście i inne interesy niż obiekt ich badań czyli neo-szamani i autochtoni, a sami indigenous people widzą wszystko jeszcze inaczej. A widzą to bardzo konkretnie i fragment zamieszczonej w książce rezolucji z piątego zgromadzenia Tradition Elders Circle z 1980 roku, dyktuje cztery pytania jakie należy zadać &lt;span style="font-style:italic;"&gt;non-Indian brothers and sisters&lt;/span&gt; gdyby chcieli nauczać szamanizmu (? dla mnie uczenie kogoś szamanizmu na kursach to nieporozumienie): 1/ Jaką nację reprezentuje delikwent, 2/ Jaki jest delikwenta ród i pochodzenie? 3/Kto delikwenta poinstruował i gdzie się szkolił? 4/ Jaki jest ich adres domowy? No i odpowiedzcie sobie neo-szamani na te pytania i wyjdzie szydło z worka!? To ja się zaczynam Carlosowi Castanedzie nie dziwić, że opakowywał prawdziwe doświadczenie i wiedzę w opakowanie falszywych, ale jakże poczytnych relacji, które rozeszły się (i rozchodzą) w milionowych nakładach. &lt;br /&gt;Wybór jest jasny: albo się jest naukowcem, albo neo-szamanem, albo rodzi się z patentem na wiedzę? To dość słaba koncepcja Starszyzny, chociaż da się zrozumieć ich racje. No więc co z tym neo-szamanizmem...?!&lt;br /&gt;Na focie kamienny krąg z Jokkmokk za kręgiem polarnym, a właściwie to środek kamiennego labiryntu. Nie stara budowla, nie nowa koncepcja, pewnie jacyś neo-szamani?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-2391780641056486149?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/2391780641056486149/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=2391780641056486149' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2391780641056486149'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2391780641056486149'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/11/plastic-medicine-men.html' title='PLASTIC MEDICINE MEN'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-YTvZ8GX9hJc/TrBY-1ZmyAI/AAAAAAAAAxs/kKU_IEIjoH0/s72-c/DSC_0188.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-9194591877015132882</id><published>2011-10-24T21:36:00.007+02:00</published><updated>2011-10-24T22:43:34.972+02:00</updated><title type='text'>1000 LAT NOWOCZESNOŚCI</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-WxrRMlcnPdY/TqXLZTAoCdI/AAAAAAAAAxM/y1j3ZvSHMZw/s1600/DSC_0012.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-WxrRMlcnPdY/TqXLZTAoCdI/AAAAAAAAAxM/y1j3ZvSHMZw/s400/DSC_0012.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5667159341575702994" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kilka ostatnich dni nie mogłem nawet pomyśleć o pisaniu bloga... siedząc cały czas przy czarnej klawiaturze mojego nowego MAC Pro... Tak wygląda intensywna praca nad książką (te cholerne przypisy... na stu stronach było ich 50.), a jeszcze pozostaje 200. stron i dobór ilustracji. Równolegle konsultowałem powstający film o blisko rocznym projekcie ratowania pierwiosnki omączonej jaki pięknie zmontowała Kasia Gierszewska! Mimo dużej roboty i moich bezlitosnych poprawek Kasia zmontowała także krótki zwiastun... Pewnie umieścimy go na YouTube? Film jest zawodowy, więc pewnie nudny dla wszystkich rzeczników prostych i efektownych akcji typu STOP to czy tamto. Nasza muzyka, podarowana na rzecz interesów Primuli całkiem nieźle brzmi w filmie i okazuje się, że można mieć niezłe brzmienie w przyrodniczym dokumencie i ominąć tzw. muzykę z metra czyli tapetę bez wyrazu.&lt;br /&gt;Ostatnio umknęło mi odnotowanie świetnego koncertu na jakim byliśmy kilka dni temu. Morton Subotnick w wielkiej sali kina Kijów to było bardzo interesujące doświadczenie. O muzyce nie będę pisał, bo &lt;a href="http://www.mortonsubotnick.com"&gt;Subotnick&lt;/a&gt; jest tak doświadczonym artystą, że przychodzi mi na myśl tylko jedna definicja sztuki; to jest wszystko to co robi artysta. Niskie dźwięki wiały nad podłogą po nogawkach całkiem miło i obrazy generowane przez towarzyszącego Subotnickowi artystę nie usypiały nijakością. Niestety, organizatorzy postawili nam &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ubogacić&lt;/span&gt; wieczór i zestawili Mortona Subotnicka z dwoma dziełami innych artystów. Niestety dlatego, że pierwszy był rozgadanym piewcą balang i old schoolowych kolaży filmowych (czekaliśmy na obraz wybuchu bomby atomowej... i B52 nad Wietnamem), a drugi to cofnięcie filmu do czasu układania obok siebie fotografii... Zabieg przez pierwszą minutę interesujący, w miarę upływu czasu uświadomił nam dlaczego wolimy film niż oglądanie albumu. Inna konstatacja to taka, że wielu ciągle się wydaje, że dźwięk musi być zawsze tylko echem obrazu... stary Subotnick w to nie wpadł, a młody lew jak najbardziej... Słuchałem siwego Subotnicka i uśmiechałem się na myśl o tym jak jeszcze długo mogą się ze mną męczyć niektórzy muzycy z naszej "sceny"... a to panowie trochę jeszcze potrwa... Subotnick w latach 60. ubiegłego wieku był już współtwórcą słynnego San Francisco Tape Music Center! Jest więc ze 20.lat starszy, a trzyma się doskonale i wymiata. Pośród wielu wydawnictw Subotnicka natrafiłem na ładny tytuł: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;The Double Life od Amphibians&lt;/span&gt; z 1984 roku.&lt;br /&gt;A. skończyła właśnie czytać całkowicie rewelacyjną książkę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Tarnów. 1000 Lat Nowoczesności &lt;/span&gt; pod redakcją Ewy Łęczyńskiej-Widz i Dawida Radziszewskiego. Wydawcą jest &lt;a href="http://www.40000malarzy.pl"&gt;Stowarzyszenie 40 000 Malarzy&lt;/a&gt;, dzieło ma 500. stron i powala całkowicie. Już samo przywołanie w dedykacji postaci Jana Gałuszka Dagaramy powoduje, że ma się ostry apetyt na tę cegłę. Niestety... a może na szczęście jest jeszcze wiele stron, do których dopiero dobrnę jutro. A jak dobrnę to opiszę! Kto by pomyślał: Tarnów i 1000 lat nowoczesności...a jednak!&lt;br /&gt;Dzisiaj podglądaliśmy obraz z kamer umieszczonych w Porjus za kręgiem polarnym i w lokalnej prognozie pogody okazało się, że nad Sitasjaure w środku Laponii nie jest jeszcze dużo zimniej niż w Krakowie... Za tydzień mamy pokazać foty z trekkingu z sierpnia... dlatego ta fota... Tęsknimy!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-9194591877015132882?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/9194591877015132882/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=9194591877015132882' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/9194591877015132882'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/9194591877015132882'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/10/1000-lat-nowoczesnosci.html' title='1000 LAT NOWOCZESNOŚCI'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-WxrRMlcnPdY/TqXLZTAoCdI/AAAAAAAAAxM/y1j3ZvSHMZw/s72-c/DSC_0012.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-8086094783122679237</id><published>2011-10-17T17:38:00.002+02:00</published><updated>2011-10-17T18:50:56.001+02:00</updated><title type='text'>GABINET ODNOWY DŹWIĘKOWEJ</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-J0B7-QOxhuI/TpxcqpiMkGI/AAAAAAAAAxA/7WwOc1Lqv5s/s1600/SKAN%2B%252833%2529.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 391px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-J0B7-QOxhuI/TpxcqpiMkGI/AAAAAAAAAxA/7WwOc1Lqv5s/s400/SKAN%2B%252833%2529.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5664504319098785890" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tytuł wpisu i w pewnej mierze hasło przewodnie ostatnich tygodni, pochodzi od A., która szykuje bardzo interesujące przedsięwzięcie. To długofalowa akcja i w stosownej chwili pewnie sama to opisze i zaanonsuje. &lt;br /&gt;Roboty ani trochę mniej i pisanie bloga jest aktem lekko nie na miejscu... Trzymam się jednak zasady, że wpisy nie mogą powstawać z braku innej roboty lub wylewu emocji. Blog to jednak jakaś dokumentacja, kalendarz i pamiętnik ? &lt;br /&gt;Dzisiaj, po kilku dniach pracy i ok. 6 godzinach technicznego opanowywania przez komputer naszego filmu, Kasia Gierszewska wysłała mi roboczą wersję dokumentu na temat projektu ratowania ostatniego miejsca występowania w Polsce niejakiej Primuli farinosy (jej fota o dwa wpisy niżej) czyli pierwiosnki omączonej. Jeszcze troche drobnych poprawek i uzupełnień plus dopasowanie muzyki i będzie gotowy dość niezwykły film. Ostatnią godzinę spędziłem na poszukiwaniu odpowiedniej muzyki i prżez ten czas wpadałem w nerwy... tyle płyt nagraliśmy, a pod Primule muzyki nie znajdowałem. Na koniec jednak udało się i zanotowałem w pamięci aby jeszcze coś nagrać... bo najwidoczniej mało. Co do starych nowości, to na You Tube można szukać filmiku Karpaty Magiczne w Galerii EL - ma ok. 5 minut i bardzo udanie pokazuje (nawet niezły dźwięk) fragment naszego działania z 30 września! Jutro będę montował cztery wybrane fragmenty z tego koncertu jakie zarejestrowaliśmy sami. Z tymi nagraniami jeszcze popracujemy i mamy pewne plany. &lt;br /&gt;Całkiem inna robota to ponowne opanowywanie mojej książki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zielnik podróżny&lt;/span&gt;... , bo jak już pisałem znalazł się wydawca i jest czas aby jeszcze nad tekstem i ilustracjami popracować. Książka ma być na luty lub marzec i cieszę się z tego, mimo, że te 300 stron kryje pewnie jeszcze wiele pracy i problemów technicznych. Chciałbym aby książka była jednocześnie nowatorska i klasyczna... To chyba ostatni wpis na ten temat i następny to będzie już zapowiedź jej wydania... mam nadzieję! &lt;br /&gt;W ostatnim tygodniu mieliśmy wejścia w Radiu Kraków i Radiofonii, co wydaje się być bardzo ważne w sytuacji rozpanoszenia stylu RSO (radiowych-słupów-ogłoszeniowych)... zdecydowanie preferujemy i wspieramy styl FFR (free-form-radio), które najwidoczniej i nas lubi? W Radiofonii ogłosiliśmy nabór na warsztaty 18-19-20 listopada na Słowacji, ale jakiegoś wielkiego ścisku w zgłoszeniach nie ma...?! &lt;br /&gt;Poza tymi zajęciami jest jeszcze kilka na wczoraj... ale daruje sobie tej wyliczanki. MoZe dlatego złości mnie i śmieszy na przemian to skarżenie się młodych ludzi na brak dobrej pracy i perspektyw na przyszłość oraz wysokich cen mieszkań... Mają coś do zaoferowania w zamian? To, że chodzą (od czasu do czasu) do szkoły ma te drobiazgi zapewnić? Kochani, popracujcie po 10 -12 godzin dziennie w trzech zawodach i udowowdnijcie, że macie coś do powiedzenia i wszystko się "samo" ułoży. Tylko tyle trzeba...&lt;br /&gt;Czasem udaje się otworzyć tivi i nie zobaczyć biskupa albo p. Palikota (ostatnio był przekładaniec: Palikot/JP2/biskup Michalik/biskup od krypty/Palikot itd. - i Palikot raz budował krzyż, a innym razem opowiadał jak zdejmie krzyż... Jezusie słodki! Nawet redaktor Kraśko już nie wie kogo popierać... To samo u lewaków: pryszczaci z liceów prywatnych, za których rodzice płacą miesięcznie tyle ile wielu ludzi zarabia  przez miesiąc (co jest skandalem i zgoda na to! ale fakt jest faktem) maszerują jako nowy ruch Oburzonych, bo poczuli zew solidarności z ubogimi i zgłaszają się na kierowanie nimi w słusznej sprawie, która z pewnością nakreśli dokładniej komitet partyjny. Kontestacja ośmieszona do spodu. Nawet w tłumie widziałem transparet: Władza dla wyobraźni... ja nie mogę, goście przepisują hasła z publikacji na temat maja 68 w Paryżu. Szkoda, że nie chce się im jakoś poczytać o tym maju dokładniej... bo jakby się do sytuacjonistów dogrzebali to aż strach. Pewnie teraz się przebiorą za krasnale i będą udawać, że sami to wymyślili. Tak rodzi się tzw. nowa lewica, którą zawiaduje kilku marksistowskich wodzów z bogatych domów...przy czym określenie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;rodzi się &lt;/span&gt; jest mocno umowne. Ta lewica jest pompowana kasą i układami, a reszta moich myśli biegnie już tylko w kierunku zjawiska zwanego zatwardzeniem.&lt;br /&gt;Na moment jednak udało się umknąć palikotodziwiszowi ( a straszyli nas w tivi palikototuskiem i kaczorydzykiem) i oglądaliśmy zadziwiający film z serii ponurych historii o skorumpowanych i szlachetnych glinach, ale w wydaniu francuzkim! No i proszę bardzo... aż wynotowałem kilka cytatów wartych zapamiętania: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie jada się z diabłem nawet długą łyżką &lt;/span&gt; albo inny cytacik: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;książę z bajki nie pije calvadosu o 6 rano&lt;/span&gt;... i mocna wymiana zdań: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ma pan niewyparzoną gębę jak każdy wyautowany gość&lt;/span&gt; i odpowiedź wyautowanego gościa: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;z boku lepiej widać grę&lt;/span&gt;...! Rewela i dlaczego mi się to tak podoba?&lt;br /&gt;Na obrazku owoc dwukolczaka...ilustracja do mojej książki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-8086094783122679237?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/8086094783122679237/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=8086094783122679237' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/8086094783122679237'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/8086094783122679237'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/10/gabinet-odnowy-dzwiekowej.html' title='GABINET ODNOWY DŹWIĘKOWEJ'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-J0B7-QOxhuI/TpxcqpiMkGI/AAAAAAAAAxA/7WwOc1Lqv5s/s72-c/SKAN%2B%252833%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-805214836519124310</id><published>2011-10-10T18:14:00.004+02:00</published><updated>2011-10-10T19:10:28.961+02:00</updated><title type='text'>ZIARNA ZMIAN</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-VqLBsFBpbrA/TpMlKptv0rI/AAAAAAAAAw4/PrA6xUJ799k/s1600/noisesilencelogo"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 269px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-VqLBsFBpbrA/TpMlKptv0rI/AAAAAAAAAw4/PrA6xUJ799k/s400/noisesilencelogo" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661910021461496498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Roboty tyle, że znowu nie wiadomo od czego zaczynać i jak ustalić tzw. priorytety. To trudne gdyż żyjemy światami równoległymi i realizujemy bardzo różne porządki - jako muzycy, fachowcy w swoich dziedzinach, troche nomadyczni i troche zakopani w liściach naszego mieszkania w Wieży. Troche bez słów, ale i z wieloma słowami, które czasem przelewają się przez nas i lądują czarnymi zaklęciami na stronach książek, pism i kodach 0-1 gdzieś tam? Nagryzione jabłko smutno przygasa w kilku naszych pupilach od Jobsa i czeka na zdecydowane dotknięcie aby rozbłysnąć. Wczoraj w audycji Antka Krupy w Radiu Kraków A. powiedziała, że nasza muzyka jest gdzieś pomiędzy światem Jobsa, a dotknięciem tundry. I guzik mnie obchodzi czy to jest cool. Mam od dawna inny plan: /.../ &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Prawda, mogłem przecież stawić bardziej zdecydowany opór z większym czy mniejszym skutkiem, mogłem wpaść w szał i przeciwstawić się społeczeństwu, lecz wolałem, aby to ono wpadło w szał z mojego powodu, jako, że to jego sytuacja była beznadziejna &lt;/span&gt;/.../ H.D.Thoreau ... to cytat jaki zamieściłem na kasecie z nagraniami Atmana z koncertów w klubie Riviera-Remont (1989r.) i OKA Kino/Teatr/Tęcza w Warszawie (1990r.). Jest tam podziękowanie dla Sławka Gołaszewskiego (grał na klarnecie i był) i Roberta Brylewskiego (miks nagrań).&lt;br /&gt;Ten cytat to moja, ciągle aktualna, odpowiedź na zadymę wyborczą i dla tych co nagle stali się tacy upierdliwi co do autostrad, a sami nie są wielkim przykładem skuteczności i punktualności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mamy już kilka elementów, z których warto złożyć sound artowy artefakt Long Strings Installations... to zaczyna być z każdym dniem ciekawszy projekt. Jeszcze w listopadzie chcemy rozciągnąć struny przynajmniej dwa razy i zarejestrować nowe środowiska brzmieniowe jakie tworzą się w interesujący sposób na styku dowolnego i technicznie określonego. Ten swoisty ekoton przynosi nowe brzmienia, inną niż znana nam dynamikę i nade wszystko jakieś intrygujące doświadczenie czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracujemy z Tomkiem -Rolnikiem- Cz. nad składem mojej książki i pięknie wyłania się nam z rozmów, myśli, błysków intuicji, setek fotografii wykonanych kiedyś "nie wiadomo po co?" i całkiem realnej biegłości, która daje do myślenia. Zielnik podróżny - rośliny w tradycji Karpat i Bałakanów (troche) przewodnik alternatywny i (trochę) wprowadzenie do etnobotaniki... może się wreszcie objawi? Jeszcze wiele pracy przed nami...&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;br /&gt;Henry Hobhouse napisał kiedyś książkę Ziarna zmian - sześć roślin, które zmieniły oblicze świata&lt;/span&gt; (spokojnie znajdziecie ją w kryształowej kuli...) i opisuje tam wiele bardzo ciekawych spraw, a pośród nich historię młodego Sigmunda Freuda, który pod wpływem kokainy napisał w 1884 roku rozprawkę wychwalającą narkotyki. Mamy rok 2011, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ziarna zmian&lt;/span&gt; i autorzy tysiąca innych książek dawno temu temat euforii narkotykowej rozpracowali, rośliny zawierające halucynogeny zmodyfikowano genetycznie do monstrualnych przypadków, rozpracowano także wątki służb specjalnych, które pewne narkotyki rozpowszechniały, testowały i modyfikowały dla celów wojskowych - a tu niejaki Kamil Sipowicz odkrywa koło przy poklasku klaki dziennikarskiej. Odgrzebał otóż wspomniany KS stare indyjskie księgi (zapewne zdeponowane pod Warszawą) i światu był ogłosił dobrą nowinę. No, to jakaś jest porażka totalna.&lt;br /&gt;4 listopada ukaże się nowa, koncertowa płyta z nagraniami z Festiwalu Herbaty. Jest zawartość czyli TEA Events, jest &lt;a href="http://worldflagrecords.blogspot.com"&gt;okładka&lt;/a&gt; i będzie też jej edycja w UK!&lt;br /&gt;Jest też cała nasza relacja z trekkingu w tundrze i górach Laponii z lipca 2011 do przeczytania w Internecie w czytelni &lt;a href="http://www.fragile.net.pl"&gt;Fragile&lt;/a&gt;. &lt;br /&gt;,&lt;br /&gt;A dzisiaj Światowy Dzień Drzewa, ale na fejsie znalazłem także i z tego niezadowolonych...no cóż?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obrazek to znakomity logotyp zaprojektowany przez Tomka Rolnika CzermiNskiego - naszego nowego: ziarna zmian...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-805214836519124310?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/805214836519124310/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=805214836519124310' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/805214836519124310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/805214836519124310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/10/ziarna-zmian.html' title='ZIARNA ZMIAN'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-VqLBsFBpbrA/TpMlKptv0rI/AAAAAAAAAw4/PrA6xUJ799k/s72-c/noisesilencelogo' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-4036860971811237566</id><published>2011-10-03T20:15:00.011+02:00</published><updated>2011-10-03T22:33:03.497+02:00</updated><title type='text'>Na żywo!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-wFaVobnXDyU/TooSYg5UVSI/AAAAAAAAAwg/QmkhnqsNW3s/s1600/farinosabg2"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-wFaVobnXDyU/TooSYg5UVSI/AAAAAAAAAwg/QmkhnqsNW3s/s400/farinosabg2" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5659356094100952354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nasza &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Long Wave Installation&lt;/span&gt; przerodziła się na kilka dni w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Long Journey Installation&lt;/span&gt; czyli męczącą, ale kształcącą podróż po kraju. Od biedy można by przyjąć, że to był happening albo kilka eventów, które A. realizuje w tej chwili w Lublinie, a od czwartku w Poznaniu. Do Elbląga ruszyliśmy koleją i oszczędzę wszystkim kwękania na PKP... bo było czysto, smacznie, punktualnie i nie śmierdziało. Punktualność nas słabo cieszyła, bo podróż obliczona wstępnie na ok. 15 godzin, nie skłaniała do triumfalizmu... Dla nas od zawsze liczą się wszelkie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ekotony&lt;/span&gt; więc w relacji pominę jednorodne stepy Mazowsza i zaczne od Tczewa. Ta malownicza miejscowość powitała nas napisem: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rozrząd z Górki Oraz Odrzut Wzbroniony&lt;/span&gt; ! Nawet nie chcę się domyślać co autor miał na myśli... Gdańsk Główny powitał nas podobnie czyli powiewem starego dobrego surrealizmu: na peronie 2 znajduje się sklep (punkt handlowy?!) pt. akcesoria erotyczne! Rozumiem, że pomocne było stoisko z nożami i maczetami na starym Dworcu Centralnym w Wa-wie, bo za plecami Wa-wa Zachodnia, a przed nami Wa-wa Wschodnia i pomoc jakaś się zawsze przydawała, ale co proponuje Gdańsk, że już na peronie ważne jest dobre zaopatrzenie w akcesoria erotyczne?! Nawet zakładając, że niezbędne zakupy robić należy przy wyjeździe...to co tam się wyrabia? Może chodzi jednak bardziej o długi czas w podróży jako element kreatywności, no bo raczej nie wzmacniający libido?! Bardzo sprawnie, ale już z udziałem ZKA (zastępcza komunikacja autobusowa) kolej dowiozła nas do Elbląga na około 11.00 Jeżeli podzielimy te ok. 700 km przez 17 godzin podróży to nasza średnia prędkość wyniesie ok. 40 km na godzinę... to nie jest oszałamiający pęd? Muszę przyznać, że warunki jazdy były całkiem o.k. i widok za oknem potwierdzał tezę o jednej wielkiej budowie jaka rozgrywa się właściwie wszędzie. Nie śnię o szybkości 200 km na godzinę, ale gdyby osiągnąć kiedyś te realne 100...!?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Elblągu zauważyliśmy drogowskaz: Sucha Beskidzka - 642 km ... i poczuliśmy, że  nie jesteśmy w stanie zrozumieć, dlaczego te wszystkie całkowicie różne kultury/przestrzenie jakie widzieliśmy za oknem wagonu w ostatnich 17 godzinach są zespolone w jeden organizm państwowy? Nasze obserwacje polityczne pokazują, że ten twór zamieszkują całkowicie obcy sobie ludzie, którzy przemawiają w różnych językach i mają zasadniczo różną mentalność, a spojeni są jedynie starym budyniem!&lt;br /&gt; W Galerii EL zastaliśmy totalny remont wokoło i ducha warsztatowego wewnątrz. To nas bardzo ucieszyło, bo tzw. koncert zaczyna się jawić wyłącznie jako akcja szołbiznesowa i trudno nam obronić koncepcje, że to coś jak wystawa dzieł malarstwa lub rzeźby (albo instalacja ...), a i innych broniących tej tezy ubywa z każdym programem tivi, który robi gwiazdy z małoletnich dotkniętych nieuleczalną zarazą &lt;span style="font-style:italic;"&gt;chciejstwa natychmiastowego&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;Struny zostały więc naciągnięte do długości 20 m! To nasze trzecie doświadczenie przyniosło nam wiele praktycznych obserwacji i kolejną rejestrację. Wieczór był naprawdę interesujący i byłoby naprawdę o.k. gdyby częściej organizowano tego typu przedsięwzięcia. Nie ukrywam, że mocno różniliśmy się w naszych wizjach Bałtyku, ale to chyba ma sens o ile jest miejsce gdzie te wizje mają szansę być zaprezentowane obok siebie. Mam nadzieje, że stare taktyki wykluczania z projektów, festiwali, prezentacji i wydawnictw, których doświadczaliśmy dawniej i doświadczamy stale zaczną być w opinii środowiska tym czym są czyli smrodem egocentryków. A. z Lublina przekazuje, że może jest szansa na zmianę, bo widać, że interesujące projekty wymagają szerokiej współpracy. Mam nadzieje, że jeden z muzyków grających w Galerii EL pytając mnie o techniczne parametry długich strun miał na myśli taką właśnie współpracę? Byłoby miło, bo płacimy za jakieś pipcenie po Wiśle (zobacz poprzedni wpis) znajomym królika, ale jakoś trudno sięgnąć po to co robi się na miejscu? Ale może to sprawa dorośnięcia, bo : &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie ma innej drogi niż osobiste doświadczenie&lt;/span&gt;! I jeszcze jedno z A. Gaupa (dziennikarza, pisarza i szamana Samów): /.../ &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie możemy być tak poważni jak księża. Praktykujemy rytuały, ale jesteśmy równocześnie artystami, gawędziarzami i klownami&lt;/span&gt;./.../ Może więcej luzu i mniej tej nadętej powagi i zachłyśnięcia dorwania się do sterownika...to jeden z wielu i czasy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;najważniejszych&lt;/span&gt; dawno się skończyły. Przed wyjazdem z Ełku (a wybraliśmy się też do Fromborka poczuć klimat pracowni Kopernika...) w hotelu gdzie nocowaliśmy zobaczyliśmy plakat: Kazik na żywo - koncert w hotelu po 160 zł od łebka zainteresowanego buntowniczym przekazem...! Wow - jak mawiają górale z Zakopanego! Na żywo ...to i cena musi być! Zaciekawiło mnie tylko czy koncert odbędzie się na żywo w restauracji hotelowej czy w jadalni, tam gdzie wciągaliśmy serek i kawkę? Kryzys w Hiszpanii czy twórczy? Juwenalia w Krakowie dopiero w maju i jest jeszcze kawał czasu...&lt;br /&gt;Zupełnie nie kleją się nasze koncerty z Tomkiem Hołujem - wszystkie propozycje lub odpwowiedzi na nasze propozycje są trudne do zaakceptowania, szczególnie dla kogoś, kto na koncert ma przybyć ze Sztokholmu. Szkoda wielka, bo zaiskrzyło muzycznie świetnie.   &lt;br /&gt;Dobre wieści napłynęły ze Słowacji i mogę już ogłosić, że zaplanowaliśmy trzy dni warsztatów opartych o trzy obszary wiedzy i doświadczenia: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tradycyjne instrumenty pasterskie Karpat&lt;/span&gt; (budowa, sposoby gry, znaczenie w kulturze tradycyjnej itd.), &lt;span style="font-style:italic;"&gt;głos i tradycyjne techniki wokalne&lt;/span&gt;: karpackie travnice, nytu, joik, kamłanie, głos dla zdrowia i równowagi oraz trzeci obszar -&lt;span style="font-style:italic;"&gt; etnobotaniczne aspekty muzyki tradycyjnej i magiczne rośliny Karpat i Bałkanów&lt;/span&gt;. Zajęcia poprowadzi Michal Smetanka, Anna Nacher i ja... w Małym Lipniku nad Popradem (okolice Muszyny, ale po słowackiej stronie). Wszystko zaplanowane jest na 18-20 listopada 2011 roku. Chętni mogą się przyłączyć do zakończenia warsztatów w formie roboczych koncertów w Nowym Sączu (kościół ewangelicki, tam gdzie organizowaliśmy dotąd koncerty Naturton, Matouska, mnichów tybetańskich...) - 27 listopada oraz w Preszowie na Uniwersytecie - 28 listopada! Dodatkowa dobra wiadomość to to, że wszystkie zajęcia poprowadzimy bezpłatnie i chętni muszą ponieść jedynie koszty bytowe czyli: dojazdu, wiktu i noclegu, które nie są zbyt wysokie. Postaram się za kilka dni opublikować oficjalne zaproszenie, ale wiem, że najwytrwalsi i tak śledzą nasze blogi więc zawiadamiam już dzisiaj! Zachęcam do kontaktu w sprawach dotyczących warsztatu na adres mailowy: marek.styczynski@gmail.com&lt;br /&gt;Inna bardzo dobra wiadomość to drugie podejście do wydania mojej książki o zapomnianych roślinach magicznych Karpat i Bałkanów... może tym razem się uda się to zrobić?!&lt;br /&gt;Krakowskie pismo kulturalne &lt;a href="http://www.fragile.net.pl"&gt;FRAGILE&lt;/a&gt; z naszą bardzo osobistą relacją z lipcowo/sierpniowej wędrowki po tundrze (w drukowanej wersji jest skrót, a w wersji internetowej całość tekstu) jest już w dystrybucji! Wszystkich, których interesuje nieco inne wędrowanie i/albo szamańska tradycja Samów zapraszam - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Padjelanta trek - forsowne wyjście z odurzenia&lt;/span&gt; we Fragile, którego leadem jest - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Odurzenie&lt;/span&gt;! &lt;br /&gt;Na focie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Primula farinosa&lt;/span&gt;, roślina występująca w jednym jedynym miejscu w Polsce, ale tu na stanowisku w górach Bułgarii i to wysoko, bo na ok. 2,5 tys. m n.p.m. Fota mojego kolegi (jeszcze z liceum) Romka G. która podarował do materiałów jakie opracowuję w zawodowym projekcie dot. ochrony tego gatunku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-4036860971811237566?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/4036860971811237566/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=4036860971811237566' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4036860971811237566'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4036860971811237566'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/10/kazda-podroz-to-udreka.html' title='Na żywo!'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-wFaVobnXDyU/TooSYg5UVSI/AAAAAAAAAwg/QmkhnqsNW3s/s72-c/farinosabg2' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-2837176993290444869</id><published>2011-09-23T17:00:00.009+02:00</published><updated>2011-09-23T20:00:10.101+02:00</updated><title type='text'>Koncert na 2 statki i 100 syren</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-KpVGySg05ZA/TnzJE-b7PAI/AAAAAAAAAwY/lh85iQ3kPnU/s1600/Avramov.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 371px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-KpVGySg05ZA/TnzJE-b7PAI/AAAAAAAAAwY/lh85iQ3kPnU/s400/Avramov.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5655616319387286530" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koncert na 2 statki i 100 syren - pod takim tytułem ( nie wiem czy to uznać za tłumaczenie autorskiego tytułu instalacji Gegen der Strom?!) ma odbyć się jutro w Krakowie akcja artystyczna Christofa Schlagera z pomocą Marjon Smit. Wszystko byłoby wspaniale i cieszyłbym się z ewolucji tego co jeszcze nie tak dawno nazywało się imprezą typu światło - dźwięk i odbywało się dokładnie w tym samym miejscu - pod Wawelem, gdyby nie nadmierna skromność autora lub/i organizatorów tego interesującego w zamyśle przedsięwzięcia. Skromność ta nie pozwoliła usytuować Kn2si100s we właściwym miejscu historii tego typu imprez. Warto przecież wiedzieć, że w 1922 roku, niejaki Avraamov przeprowadził mega imprezkę pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Symphony of Sirens&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; na syreny okrętów wojennych, syreny fabryczne, dwie baterie artylerii, oddział karabinów maszynowych, hydroplany i regiment wojska! Wszystko odbyło się z okazji 5-lecia wybuchu rewolucji bolszewickiej, na akwenie portowym miasta Baku. Dyrygent do okiełznania takiej rozbudowanej orkiestry musiał wykorzystać strzały z pistoletu i wymachiwanie chorągiewkami sygnalizacyjnymi. Całość została powtórzona w Moskwie w 1923 roku i jak łatwo się domyślić odbyła się z okazji 6-tej rocznicy wybuchu rewolucji! Całość stworzono z inspiracji poezją niejakiego Alexeia Gasteva, ale wykorzystano także znane i lubiane melodie m.innymi Marsylianki i Międzynarodówki. Gdyby jedynie te akcje z dawnych czasów legły u podstaw jutrzejszej "oryginalnej" instalacji dźwiękowej Christofa Schlagera to pół biedy... Niemcy znani są z zauroczenia Rosją i mogli się tym zbytnio nie chwalić, ale sterowanie syrenami (oczywiście w Krakowie będzie to zestaw komputerów... a nie pistolety) bywało już realizowane w wielu wydaniach: np. znakomicie prezentuje się to w odmianie skrojonej na miarę estetyki miejskiej przez &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wendy Mae&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. Ta miła pani już od wczesnych lat 80. ubiegłego wieku prezentowała swoje instalacje dźwiękowe m.innymi na klaksony samochodowe. Jeżeli nie wiecie (a z naszych ubogich mediów się nie dowiecie... pewnie też z nadmiernej skromności dziennikarzy) to zobaczcie sami - &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=GHT8qbx260Q"&gt;Wendy Mae Chambers and the Car Horn Organ.&lt;/a&gt; Przyszło mi do głowy, że Gegen der Strom (Pod prąd) miałby super przyjęcie i historycznie właściwe usytuowanie podczas otwarcia Nordstreamu!?&lt;br /&gt;Nie ma nic zdrożnego w kontynuacjach, kopiach, rozwinięciach i dialogach z tym co już było kiedyś zrobione. Co więcej, jesteśmy właściwie na to skazani i kryje się w tej materii wiele interesujących wątków, ale podstawowa zasada jest taka, że należy o tym informować. Pan Christof S., który od 20 lat podobno trudni się instalacjami dźwiękowymi musi przecież znać swych poprzedników. Cała akcja na Wiśle jawiła by się inaczej i całkiem nie mniej ciekawie gdyby przywołać ducha Avraamova i wielkich dzieł komunistycznej sztuki masowej. Sztuka ta miała miejsce i nie warto udawać, że nie robiła/robi wrażenia. To jak z masową sztuką innego totalitaryzmu w Niemczech lat trzydziestych... Warto sobie zdawać sprawę, że masowe imprezy mają takie źródła i może będziemy lepiej rozumieli wtedy fenomen tolerowania bandytyzmu stadionowego i liczenia się z wielkimi, prywatnymi organizacjami "piłkarskimi", które zdają się czasami być ponad państwową grupą (skutecznego) nacisku?! Nie sądzę aby te sto syren sterowane komputerowo (jak piszą dziennikarze z prowincjonalnym podziwem, zapominając, że czytają to ludzie nie pamiętający czasów bez komputerów) i dwie barki na Wiśle dały rewolucyjny impuls krakowskim masom bo nikt nie wygra tu z jamnikami. Pewnie nie będzie to także zabawną "small music" Wendy Mae... ale o.k. wola organizatorów! Ale: gdzie jesteście znawcy muzyki, dziennikarze kształtujący masy, historycy sztuki, znajomi królika? Ogłuszyły Was syreny czy p. Christof syrenim śpiewem? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro już jestem przy stare vs nowe w muzyce, to muszę odnotować wywiad Piotra Koleckiego, mojego niegdysiejszego przyjaciela i współtwórcę brzmienia Atmana. Wywiad ukazał się w najnowszym piśmie &lt;a href="http://www.glissando.pl"&gt;Glissando&lt;/a&gt;. Jest też tam archiwalna fota! Czas wspominek nadchodzi? Na całe szczęście nie; wszyscy "atmanowcy" grają i tym samym rozmowa z Piotrem jest tylko etapem w tej praktyce! To mnie cieszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatnim wpisie chwaliłem pismo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Gościniec Sztuki&lt;/span&gt; za całokształt, ale też i opublikowanie recenzji płyt Karpat Magicznych i Cybertotem Project. Muszę odnieść się jeszcze do zdania tam zawartego: ...&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Karpaty Magiczne...to na polskiej scenie muzyki alternatywnej zjawisko osobne i nieznajdujące następców&lt;/span&gt; /.../ Nie bardzo mogę się zgodzić z taką tezą! Rozumiem, że to był komplement, ale chętnych na następców pojawia się całkiem sporo... Mamy tylko problem z ich wstydliwością. Nie przyznają się do czerpania wzorów, zestawów instrumentów, podejścia do komponowania i nawet naszej poetyki tekstów promujących kolejne programy KM. Jest podobnie jak w przypadku skromnego, estetycznego i pozbawionego jasnego celu widowiska Kn2si100s na Wiśle, które w niczym nie dorówna szalonej wizji &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Symphony of Sirens&lt;/span&gt;. Z drugiej strony nie smuci mnie, że to dalekie echo rewolucyjnej sztuki wita jedynie nadejście jesieni i chyba nie jest nawet częścią kampanii wyborczej  Lewicy? Na to p. Napieralski jest zbyt... powiedzmy; zajęty rozdawnictwem jedzenia. Z czego to się bierze - jak nie jabłuszka, to kanapki, jak nie kanapki to grzybki i jak nie grzybki to szyneczka w Londku!? Nie dojadał czy co?&lt;br /&gt;Już raz tę wizję zdelegalizowania ziela odpwowiedzialnego za ociężałość umysłową publikowałem, ale tym razem pomyślałem, że może duże ilości kapusty sprawiają, że dziennikarze stają się leniwi, a artyści nadzwyczaj wstydliwi? Chwalmy się! Nie wstdźmy się czytania książek, katalogów, odwiedzania wystaw i szperania w Internecie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-2837176993290444869?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/2837176993290444869/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=2837176993290444869' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2837176993290444869'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2837176993290444869'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/09/koncert-na-2-statki-i-100-syren.html' title='Koncert na 2 statki i 100 syren'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-KpVGySg05ZA/TnzJE-b7PAI/AAAAAAAAAwY/lh85iQ3kPnU/s72-c/Avramov.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-6765416573966829021</id><published>2011-09-18T12:49:00.012+02:00</published><updated>2011-09-18T14:47:49.713+02:00</updated><title type='text'>NOISE to SILENCE</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-HZUABFABmpI/TnXjT8txX_I/AAAAAAAAAvw/F5DrOmWloXg/s1600/longstringsmarek"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 342px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-HZUABFABmpI/TnXjT8txX_I/AAAAAAAAAvw/F5DrOmWloXg/s400/longstringsmarek" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5653674839088652274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po udanej akcji plenerowej z ważną częścią Long Wave Installation czyli wiązką 18-metrowych strun (19.08.2011) udało się dzięki naszemu niezrównanemu teamowi: Mirek Badura i Bogdan Kiwak zorganizować nocne manewry w industrialnych przestrzeniach starego budynku pks-u, chyba? W ostatnią środę (14.09.2011) zmontowaliśmy specjalne zaczepy na struny i z pomocą stolika i wielkiego biurka (nieźle rezonowało, ale byłoby trudne do transportu na koncerty...) rozstawiliśmy instalację. Tym razem było dobre oświetlenie i dwa zestawy rejestrujące dźwięk i dlatego sesję poprowadziliśmy w kierunku melodycznego grania i szukania interesujących współbrzmień plus dokumentowanie audio/foto/video. Rezultaty są już w sieci (Mirek B. zamieścił roboczy zapis video na YouTube, znajdziecie bez trudu na naszym FB), a część musi być jeszcze technicznie opracowana. Jesteśmy gotowi na ujawnienie LWI w kontekście innych dźwięków i stanie się to... w &lt;a href="http://galeria-el.pl"&gt;Elblągu&lt;/a&gt;! W świetnej Galerii EL (przestronny dawny obiekt sakralny) - w piątek 30 września uruchomimy ulepszoną wersję Instalacji w otoczeniu dźwięków i środowisk brzmieniowych "morskich" z wielu miejsc nad Bałtykiem. Bardzo mi się podoba powrót do prac, które mają już ponad 10 lat (trzy płyty 2000-2002, muzyka do filmu o Bałtyku, praca w studiu nagraniowym Radia Gdańsk... prezentacja naszej pracy w Bonn) i które nie zostały chyba w tamtych latach odpowiednio docenione i przyjęte. Na tamtych akcjach wzorowało się kilkoro muzyków i byłem pewny, że wszystko co zrobiliśmy przepadnie w wielkiej, brunatno-czarnej budyniowej dziurze... a tu nie? Koniec świata bliski?! Albo początek nowego projektu Noise to Silence, który pojawi się pierwszy raz publicznie w &lt;a href="http://galeria-el.pl"&gt;Elblągu&lt;/a&gt;! Nic więcej nie chcę na ten temat pisać, ale ciąg dalszy - i to ekscytujący - nastąpi!&lt;br /&gt;A. tłumaczy inspirujący tekst Victorii Vesna i Jamesa Gimzewski pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;BLUE MORPH: uwagi o działaniu samoorganizującej się zmiany krytycznej  &lt;/span&gt; Już sam tytuł robi wrażenie, ale to jedynie "uwagi" do wielowątkowej instalacji zaprezentowanej w Gdańsku ( w ramach pracy zaprezentowanej w kościele św. Jana). Nie mogę zdradzać całości tekstu, bo ukaże się w Przeglądzie Kulturoznawczym... kiedyś. James Gimzewski jest fizykiem specjalizującym się w nanotechnologii i autorem metody badania komórek poprzez odczytywanie dźwięków jakie wydają... już sama metoda rejestracji tych dźwięków, w której istotną rolę odgrywa laser i rejestrowanie drgań i przystosowywanie (coś jakby "tłumaczenie") ich do możliwości naszego, ludzkiego słuchu, jest rewelacją samą w sobie. James G. swoją metodę opisał w 2004 roku w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Science&lt;/span&gt; i od tamtej pory jest nazywana - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;sonocytologią&lt;/span&gt;! Badania te są wykorzystywane w onkologii, ale w Gdańsku zaprezentowano instalację artystyczną zbudowaną na zrębach sonocytologii. Rzecz dotyczyła przemiany do jakiej dochodzi w momencie przekształcania się poczwarki w motyla (stąd ten Blue Morph... czyli wielki i piękny motyl). Interesujące jest, że przemiana ta jest błyskawiczna i skokowa i wiąże się z nagłym pojawieniem się wielkiej dawki energii. Towarzyszy temu dźwięk... Towarzyszy albo sam jest tą energią? W wypadku opisywanej instalacji i tekstu o jej backgroundzie dodatkowym walorem jest wskazanie nie tylko na to, że nauka wspólpracować może ze sztuką (co bywa strasznie spłycane do rozwiązań technicznych), ale co ważniejsze, że metody pracy artystów stanowią cenne podejście do uprawiania nauki. Szkoda, że wielcy alchemicy tego nie widzą?! W naszych porannych dyskusjach o stanie wszechświata &lt;span style="font-style:italic;"&gt;sonocytologia&lt;/span&gt; zagościła na dobre!&lt;br /&gt;Swoją drogą pojawia się problem zdolności do pełnego odbioru tego typu prac artystycznych, ale instalacja Blue Morph była poza wszystkim także interesująca wizualnie i dźwiękowo plus dawała szansę na interakcję i doznania wykraczające poza konwencjonalne "oglądanie" dzieła i pozycjonowanie jej w kategoriach estetycznych.Można by wiele powiedzieć w związku z z pracą Blue Morph, ale wiele też już zostało odnotowane...&lt;br /&gt;John Cage powiedział o sobie:&lt;span style="font-style:italic;"&gt; nie mam pojęcia, co to znaczy być artystą. Myślę, że... Mam problem z przyjmowaniem ról. Ja nie chcę żadnej z nich odgrywać. Chcę być&lt;span style="font-style:italic;"&gt; tym, kim jestem.   &lt;/span&gt;, a także w tej samej rozmowie z Mortonem Feldmanem: ...staliśmy się dużo bardziej wrażliwi na dźwięk, i to nie tylko w naszych głowach, ale całym naszym istnieniem, i że ten dźwięk nie musi koniecznie przekazywać jakiejś głębokiej myśli. To może być po prostu dźwięk i może wchodzić jednym uchem i wychodzić drugim, albo wchodzić jednym, przenikać i przemieniać nasze istnienie i wychodzić, być może wpuszczając następny&lt;/span&gt;... &lt;br /&gt;Dodatek literacki wzbogacić muszę jeszcze o dwie obszerne recenzje naszej muzyki opublikowane w intrygującym - w pełni oldschoolowym - piśmie pt. Gościniec Sztuki. Pismo ma podtytuł: Magazyn Artystyczno-Literacki i nie ma swej wersji internetowej, lepiej: nie ma nawet śladu w Internecie... Gościniec wydawany jest od 15 lat w Płocku (Wydawca to Płocki Ośrodek Kultury i Sztuki) i przynosi całkowicie oryginalne teksty, myśli i relacje! Poza intrygującymi tekstami, znakomitymi autorami i tematyką, która drwi sobie z salonów artystycznych i tzw. trendów (szacunek!!!) zauważyć trzeba koniecznie warstwę wizualną: kolorowe reprodukcje prac z kolekcji Leszka Macaka (Maria Wnęk,Władysław Wałęga!), ale także foty archiwalne typu: koncert Zgniatacza Dźwięku w Radomiu... albo Karol Wojciak zwany Heródkiem... Jeszcze raz szacun! Tym bardziej miło, że Andrzej Robak pokusił się na dwie obszerne recenzje, a Gościniec je opublikował: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;The Magic Carpathians - Acousmatic Psychogeography/Enjoy Trees!&lt;/span&gt; oraz &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Marek Styczyński - Cyber Totem/Cybertotem Remix Project&lt;/span&gt;. W powodzi nowości i braku wiedzy o rzeczach, które działy się przed wejściem na scenę kolejnych "odkrywców prochu" ciężka robota Andrzeja Robaka zdaje się być nieoceniona. Tak trzymać... Andrzej masz stałą wejściówkę!&lt;br /&gt;Wiele się dzieje..więc można by tak blgować bez końca, ale A. właśnie sięgnęła po ciekawe wydawnictwo płytowe (ale opis jest grubą książeczką!) - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sound art @ Het Apollohuis&lt;/span&gt;. Pod książeczką są dwa CD: Body Extensions i Sampling Techniques. Na płytach m.innymi: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Paul Panhuysen&lt;/span&gt; (fr. koncertu z 1990 r.), &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Phil Niblock &lt;/span&gt;(z 1991 r.) i 22 innych artystów sound art'u. &lt;br /&gt;Na focie Bogdana K. - scena z ostatniej akcji z długimi strunami! Było około północy...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-6765416573966829021?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/6765416573966829021/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=6765416573966829021' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6765416573966829021'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6765416573966829021'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/09/noise-to-silence.html' title='NOISE to SILENCE'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-HZUABFABmpI/TnXjT8txX_I/AAAAAAAAAvw/F5DrOmWloXg/s72-c/longstringsmarek' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-5167547242901237565</id><published>2011-09-04T15:59:00.007+02:00</published><updated>2011-09-05T06:49:59.047+02:00</updated><title type='text'>SŁOWA na WIATR</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-s4z9tdsY9uQ/TmOirFwBZmI/AAAAAAAAAvg/4ITb6A-YygI/s1600/harfawarsztat2"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 251px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-s4z9tdsY9uQ/TmOirFwBZmI/AAAAAAAAAvg/4ITb6A-YygI/s400/harfawarsztat2" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5648537218814404194" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Spakowałem się już na jutrzejszy warsztat terenowy w Beskidzie Niskim. Wieś Radocyna leży na dawnej Łemkowszczyźnie Środkowej i ma barwną przeszłość, ale ja nie będę się musiał nią zajmować... na szczęście! Od strony przyrodniczej to obszar bardzo interesujący, bo to źródliska Wisłoki, jeszcze Karpaty Zachodnie (ale blisko do granicy z Karpatami Wschodnimi), a wokół jak nie Wilcza Jama albo Łysa Góra ... to Uherec! Beskid Niski jest faktycznie najniższą częścią polskiej części Karpat. Od strony komunikacyjnej to jest załamka pełna... wszystko obliczone na indywidulny dojazd własnym samochodem. Z Radocyny jest blisko do granicy ze Słowacją, ale przyrodniczo to dwa regiony oddzielone ważnym wododziałem karpackim - po jednej stronie wszystko płynie do Bałtyku, a po drugiej - do Morza Czarnego. Po dawnych mieszkańcach Radocyny i okolic nie pozostało zbyt wiele i zobaczymy czy etnobotanika pozwoli na odkrywanie tu czegoś z przeszłości. Rośliny jakie chciałbym tam omówić (a może też odnaleźć) to: szałwia, kłokoczka, dziurawiec, bzy: czarny, hebd, koralowy, może arcydzięgiel litwor? &lt;br /&gt;Jak już przy Karpatach jestem, to warto odnotować kolejne świetne opracowania wydane na Słowacji: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cultural Heritage of Slovakia&lt;/span&gt; - Folk Culture (Vydavatel'stvo DAJAMA, 2010) i całkowicie powalające dzieło  Oskara Elschek'a pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Fujara ako vytvarne dielo&lt;/span&gt; - wydane w 2009 roku przez &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ULUV&lt;/span&gt; (Ustredie umeleckej vyroby) w Bratysławie. Książka - album ma 210 stron i jest naprawdę niezwykle interesująca. To już inny poziom badania tradycyjnej twórczości. Po znakomitym i niewiarygodnie bogatym opracowaniu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;MAJSTRI&lt;/span&gt; - Mariana Plavec'a z 2003 roku (fakt, ma grubo ponad 400 stron i setki ilustracji) to Fujara... wydaje się japełniejszym opracowaniem fenomenu pasterskiego fletu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pionowego&lt;/span&gt; i jego kultowego wręcz znaczenia. Nie tylko melodie warto by ze Słowacji zapożyczyć... i już widzę jak się nasze (pożal się boże...) tzw. wydawnictwa pukają po głowie na takie pomysły.&lt;br /&gt;Kilka dni temu rozpocząłem trochę inżynierskich działań na niwie konstruowania nowych instrumentów i instalacji muzycznych. Po udanym eksperymencie z 18. metrowymi strunami, zbudowaliśmy stały system zaczepów do strun, który pozwoli na szybkie i precyzyjne rozstawienie całej instalacji. Wkrótce wypróbujemy całość i nagramy pierwszą sesję - Long Wave Installation i z pewnością okaże się, że wielu naszych kochanych muzyków robiło to od dawna po domach i tylko się nie przyznawali. Bardzo szybko udało się przystosować moją starą harfę (jest to twórczo opracowany model archaicznej harfy azjatyckiej, wykonany z drewna orzecha, grochodrzewu i śliwy gdzieś około 1984 roku) do funkcji instrumentu wiatrowego. Mam nadzieje, że wiatr halny okaże się muzykalny... Pracujemy nad całkiem niezwykłym instrumentem z grupy akustycznych, ale nie tradycyjnych oraz nad analogowym, elektrycznym zestawem: Motofon+Badoog I+ Badoog II Light System. &lt;br /&gt;To wszystko pcha nas w rejony, które pozostają już całkowicie poza wyobraźnią klubów i poza sitwą tzw. kuratorów czyli oficerów politycznych sztuki współczesnej. Dlatego musimy się przyzwyczaić, że garstka zainteresowanych zdana jest wyłącznie na ten blog i od początku nowego roku, także na realizacje video, których będzie sukcesywnie przybywać na YouTube i płytach dvd. &lt;br /&gt;Ciągle czuję niesmak po dyskusji z Rafałem (Hati) na temat tego czy zespoły muzyczne mają prawo do własnych postaw i poglądów (nawet skrajnych) czy nie, a jak nie, to kto ma zadecydować o odmówieniu im prawa do grania... i co w praktyce z tego może wynikać? Nienawidzę szczerze kiedy ktoś wymaga opowiadania się po jakiejś stronie i przymus taki uważam za arogancki, nieuprawniony i pozbawiony sensu. Na szczęście dla Rafała, znamy się tak długo, że nie mogę się obrażać i tylko czuję się naprawdę źle zmuszany do oświadczania, że nie jestem neofaszystą. Nie jestem też żyrafą, nie jestem z ludu pisowskiego kiedy krytykuję Gazetę i nie napadam na ekologię gdy rozśmiesza mnie jedynie słuszny Adam W., albo smuci przymierze zielonych z tzw. lewicą. Nie zgadzam się udawać prostaka tylko dlatego, że inni by się od tego lepiej poczuli. Ideolo działa jak jakaś piana, która pojawia się nieuchronnie i wycieka nam z dziurek w nosie... jak ten budyń siedmiodniowy, który nie utrzyma w nas nawet stary, dobry Aviomarin. W chwili kiedy zaczniemy żądać jedności poglądów od artystów, stawiamy się w miejscu dawnego Komitetu Powiatowego, Cenzora, Inkwizycji itd. Niech publiczność oceni czy poza ideolo jest coś jeszcze, czy nie? Jak jedynie ideolo to porażka i do domu, ale jak sztuka? To kłopot. A co Rafale zrobisz w sytuacji gdy ktoś nie ogłasza swego ideologicznego programu, to co: wykrywacz kłamstw czy oświadczenie? Np.: oświadczam, że nie jestem ludożercą... nie molestuję dzieci... nie jestem terrorystą ( i tu problem, bo wiele mieszczańskich lewaków jest za terroryzmem, ale w tzw. słusznej sprawie, bo wiadomo: komunizm Stalina był lepszy niż narodowy socjalizm Hitlera? czy tak?) i ostatni raz byłem na spowiedzi / grałem na festiwalu w zeszłym tygodniu... Naprawdę rozsierdzają mnie też tajemnicze "środowiska" i rezydenci z różnych krajów ( oczywiście na wyższym poziomie rozwoju społecznego)... jak oni się o nas troszczą i jak chcą pomóc! Ciśnie się na usta: lekarzu, ulecz się sam.       &lt;br /&gt;Swoją drogą, to A. napisała z Austrii i najważniejszej wystawy sztuki elektronicznej: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;sztuka umarła i dobrze jej tak!&lt;/span&gt; Pozostaje więc marketing i ideolo jako jego część? No to ja spadam i udaję się na emigrację wewnętrzną, nowe wraca?&lt;br /&gt;Kilka dni temu byłem służbowo na spotkaniu, na którym omawia się i wnosi poprawki, postulaty i protesty dotyczące planu pracy leśników na najbliższe 10 lat! Dotyczyło to obszaru Natura 2000 i sporej części cennych górskich terenów chronionych. Prawo mowi, że wszelkie uwagi do tego planu muszą być zaprotokołowane i przeanalizowane w celu udzielenia odpowiedzi jak zostały uwzględnione. O dacie i miejscu spotkania informuje się w ustawowo uregulowany sposób, tak , że wszyscy zainteresowani mogą się o tym dowiedzieć. No i poza przedstawicielami mojej instytucji i ALP nie pojawił się nikt z NGO, nikt z Samorządu i nie przybył Adam Wajrak, który ma tak wiele do zarzucenia dowolnemu nadleśniczemu... ale raczej na fejsie lub za wierszówkę. Zauważyłem, że ideolo przenika wszystko i zawsze to milej, taniej, łatwiej i bardziej cool być &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fejsfajterem&lt;/span&gt; niż zalatwić coś poza klaką swoich znajomych i setkami lajków za ziewnięcie rano i przywalenie nie-naszym.&lt;br /&gt;Bogdan K. jak zwykle cierpliwie dokumentował moje poczynania w warsztacie Wieśka B. (nie mniej cierpliwego wobec moich pomysłów) i nad wpisem jest fota harfy (już) wiatrowej. Dla tych, którym - jak Wojtkowi - moja harfa przypomina: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;narzędzie rolnicze   &lt;/span&gt;wyjaśniam, że ze względów technicznych harfa leży uchwycona w imadle poziomo, a grając na niej trzyma się instrument pionowo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-5167547242901237565?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/5167547242901237565/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=5167547242901237565' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5167547242901237565'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5167547242901237565'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/09/ideolo-promo.html' title='SŁOWA na WIATR'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-s4z9tdsY9uQ/TmOirFwBZmI/AAAAAAAAAvg/4ITb6A-YygI/s72-c/harfawarsztat2' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-1983425852982337230</id><published>2011-08-28T11:46:00.007+02:00</published><updated>2011-08-28T14:02:29.608+02:00</updated><title type='text'>GENESIS of a MUSIC</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-uTzz6xw3PZM/TlokVFQ-XBI/AAAAAAAAAvY/doHMYxk60RI/s1600/vishnu1"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 283px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-uTzz6xw3PZM/TlokVFQ-XBI/AAAAAAAAAvY/doHMYxk60RI/s400/vishnu1" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5645865027471563794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Temperatura gwałtownie opadła do naszej ulubionej: 16 stopni C i da się czytać i normalnie funkcjonować. Przy porannej, rytualnej kawie czytam &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Nową muzykę amerykańską&lt;/span&gt; - zbiór tekstów na ekscytujące tematy pod redakcją Daniela Cichego (redaktor serii) i Jana Topolskiego (redaktor tomu). Szczególnie dobrze czyta się tekst Kyle Ganna'a pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kompozytorzy poza historią&lt;/span&gt;. To prosta, ale kompetentnie napisana opowieść o muzykach, którzy czuli fałsz europejskiej muzyki klasycznej i nie bali się szukać innych rozwiązań. Odkrycie tego fałszu skłoniło niejakiego Harrego Partcha do tego by: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;spalił wszystko co dotąd napisał i postanowił zacząć od nowa.&lt;/span&gt;. Konsekwencją tej przemiany było wymyślenie: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;kilku innych instrumentów. jednym znich był chromelodeon, staromodne organy piszczałkowe, tak nastrojone, by gra półtorej oktawy na 43 dźwiękach klawiatury.../.../gitary wzorowane na starożytnych greckich harfach.../.../... diamentowa marimba.../.../...instrument zwany "cloud-chamber bowls" ...!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Bardzo bliską mi ideą Partcha jest idea korporalności: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fizycznej i teatralnej obecności wykonawców i ich instrumentów.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Niezwykłe i czasem dość trudne życie Harrego Partcha tłumaczy obietnica jaką złożył sobie w młodości: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nikt nie uzna mnie za wariata. Będę całkowicie wolny.&lt;/span&gt; Partch przewrócił do góry nogami napuszoną muzykę akademicką z Europy i był (i jest) inspiracją dla całej rzeszy ambitnych muzyków i badaczy dźwięku. Jego książka pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Genesis of a Music&lt;/span&gt; stała się dziełem prawdziwie wywrotowym. Dla mnie bardzo ważne są dwa zdania - podejścia do pracy z dźwiękiem i muzyką: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;do natury dźwięku podchodzi się bez uprzednich założeń&lt;/span&gt; (Behrman 1998, Sonic Arts Union), oraz: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;trzeba mieć spostrzeżenia, nie opinie. Każdy ma opinie. Ale spostrzeżenia? &lt;/span&gt;(Alvin Lucier, 2001) &lt;br /&gt;Książka jest jedną z kilku wydanych w ramach serii wydawniczej i Linii Muzycznej festiwalu &lt;a href="http://www.sacrumfrofanum.com"&gt;Sacrum Profanum&lt;/a&gt;. Oczywiście można by utyskiwać, że bardziej interesujące byłoby przełożenie książek Harrego Partcha, albo np. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Talking Music&lt;/span&gt; - rozmowy Williama Duckwortha z Johnem Cage, Philipem Glassem, Laurie Anderson, La Monte Youngiem, Stevem Raichem, Pauline Oliveros... i innymi! (Da Capo Press, New York, 1999). Może byłby już czas na coś z pierwszej ręki, a nie opowieści i legendy z drugie i trzeciej ręki - nawet jeżeli są tak miłe?! Ale to może nie pasować, bo w budyniowie zaczyna się też lekko fałszować ten obszar historii muzyki Zachodu. Ludzie z korporacji akademickich nauczyli się stać okrakiem: jedną nogą miło tkwią w ciepłych akademickich piernatach etatów i uczą jak czysto zagrać to czy tamto, a drugą nogę starają się tak wyeksponować aby być uchodzić za ekspertów od muzyki stworzonej z niezgody na tę pierwszy, piernatowy i arogancki obszar. Do tego dochodzą szkoły zawodowe gdzie uczą na muzyka rozrywkowego i jazzowego... I dziwimy się potem, że pojawiają się omnibusy pustosłowia muzycznego: wszystko zagrają! Piszę o pozaakademickich eksperymentach z całą świadomością tego, że wielu kompozytorów nowej muzyki amerykańskiej działało w ośrodkach akademickich... tyle, że te ośrodki były zbudowane całkiem inaczej niż nasze. Np. w Oakland znajduje się Mills College, w którym studiuje się: kompozycję, improwizację, muzykę elektroniczną, zespoły laptopowe, niekonwencjonalne systemy strojenia instrumentów, budowę instrumentów elektroakustycznych, instalacje dźwiękowe, wykonawstwo multimedialne i wiele innych... Wiem, wiem jest u nas kilku profesorów starających się coś zmienić, ale wielu z nich praktykowało w awangardowych i eksperymentalnych zespołach, które stały się ich prawdziwymi szkołami i są dzisiaj jak rodzynki w zakalcowatym cieście.&lt;br /&gt;Cały ten budyniowy wypiek jest zakalcem i tworzy bariery jak w carskiej Rosji. To trochę jak moja rozmowa z Żelazną Damą krakowskiej sztuki współczesnej: nasza fotografia organiczna była zbyt mało nowatorska, ale nowatorska okazała się nagle Jej wystawa fotografii S.I. Witkiewicza na szkolnym poziomie. Nic nowego się nie pojawi, nikt nie namaszczony nie zaistnieje, a artystyczne bitwy rozbijają się o wielkości plakatów i ilość kasy jaką można wydać na promocje. Do tego dochodzi jeszcze ideologizacja wszelkich działań w kulturze... ale Harry Partch działał w okresie wielkiego kryzysu w USA... chyba więc nie będziemy się tak łatwo płoszyć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od pażdziernika postaramy się ujawnić wyjątkowy skład naszego projektu - dołączył do nas Tomek Hołuj! Tylko kombatanci pamiętają wczesny skład (trio) Ossiana z udziałem Tomasza, ale ja osobiście nie mogę sobie przypomnieć jakoś innego!? Transowe, perkusyjne granie Tomka było jedyną rzeczą, która mnie w O. naprawdę kręciła. Inne czasy, inne konteksty i jak mawiają Czesi: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;to se ne vrati&lt;/span&gt;! Po wyemigrowaniu Tomka do Szwecji, słuchałem raczej Codony, Oregonu i Micusa z tej przestrzenii muzycznej. No i stało się - kilka miesięcy temu, trochę z marszu (co lubię najbardziej) rozpoczęliśmy pracę nad wspólnym ujawnieniem. Pamiętam jak utyskiwałem, że od lat nie możemy spotkać odpowiedniego perkusisty (Janek K. jest ciągle zajęty z innymi składami), który dałby radę naszym specyficznym potrzebom co rytmów, brzmienia, wyobraźni i twórczej niezależności. Już nie utyskuję. Tabla, gongi, drewno i żelastwo Tomka ... już się cieszę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na focie wykonanej pod Krakowem w lipcu 2011 i twórczo spreparowanej przez Tomka Czermińskiego z naszego Teamu, od lewej: Marek Styczyński, Anna Nacher, Tomasz Hołuj. CDN...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-1983425852982337230?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/1983425852982337230/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=1983425852982337230' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1983425852982337230'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1983425852982337230'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/08/genesis-of-music.html' title='GENESIS of a MUSIC'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-uTzz6xw3PZM/TlokVFQ-XBI/AAAAAAAAAvY/doHMYxk60RI/s72-c/vishnu1' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-9005681570805180275</id><published>2011-08-27T09:10:00.004+02:00</published><updated>2011-08-27T10:09:15.774+02:00</updated><title type='text'>TUNDRA DRONE</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-4-EVVqhDLkg/TlilaSWMpJI/AAAAAAAAAvQ/AKOwRNL-2jE/s1600/soundscapes1"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-4-EVVqhDLkg/TlilaSWMpJI/AAAAAAAAAvQ/AKOwRNL-2jE/s400/soundscapes1" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5645444003929040018" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z wielką przyjemnością pracujemy nadal nad obiecującym projektem Long Wave Installations i można już &lt;a href="http://www.magiccarpathians.com"&gt;zobaczyć&lt;/a&gt; na YouTube część dokumentacji z eventu Long Strings / Długie struny z 19 sierpnia 2011. W związku z projektem, w przyszłym tygodniu mam umówioną sesję... stolarską! Z pomocą mojego dobrego znajomego zbudujemy stałe elementy zaczepowe i układ strojenia strun do 20 m długości. &lt;br /&gt;Trochę szperam po literaturze i mam ciekawe obserwacje dotyczące długich strun. W dwóch książkach: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;SOUND ART - Beyond Music, Between Categories&lt;/span&gt; (Alan Licht,Rizzoli IP, New York 2007) i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;KULTURA DŹWIĘKU - teksty o muzyce nowoczesnej &lt;/span&gt;(redakcja Ch. Cox, Daniel Warner, przekład: słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2010, a pierwsze wydanie oryginału 2004) nie znalazłem nic o pracy Ellen Fullman i Jej: Long String Instrument! Jest stosunkowo sporo na temat holenderskiego artysty Paula Panhuysena (rocznik 1934), który wydaje się naszym zamierzeniom znacznie bliższy niż Fullman. Jego prace zdefiniowano w krótkim, ale bardzo trafnym stwierdzeniu, że to: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;site specific works creating drones.&lt;/span&gt; To jest bliskie mi podejście, które jest bardziej elastyczne, bardziej współgra z otoczeniem i zakłada swobodne modyfikacje. Fullman ogłosiła w 1981 roku swój projekt pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Long String Instrument&lt;/span&gt;, a Panhuysen pracował nad niezwykłymi instrumentami już z &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Maciunas Ensemble&lt;/span&gt;, a w latach 1982 - 1985 realizował własny projekt pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Lo&lt;span style="font-style:italic;"&gt;ng String Installations&lt;/span&gt;... Budował też nowe instrumenty: duochords, tubular aluminum monochords, spring strings, musical bows, guitar with tails&lt;/span&gt;... Szczególnie interesujące dla mnie są - poza nowymi instrumentami i instalacjami dźwiękowymi - dwie prace: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Projection&lt;/span&gt; - prezentowana na Echo Festival 2 w Holandii w 1987 roku, oraz (!) &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sznurki, Linky, Knoty&lt;/span&gt; (znana też jako: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Singing the World into Existence&lt;/span&gt;) zaprezentowana w... Łodzi w 1990 roku (Work in Progress). Nasz projekt o ustalonej już nazwie: Long Wave Installation będzie znacznie bliżej doświadczeń Paula Pabhuysena, ale zakłada budowę innych źródeł dźwięku, także elektrycznych (generatory i pochodne), bo to co nas interesuje to długie fale, drony, mikrotony i współbrzmienia w związku/kontekście konkretnego otoczenia. Jeszcze we wrześniu planujemy premierowy test całej instalacji w hali fabrycznej wraz ze staranną rejestracją brzmienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezwykle cieszy mnie inny nasz projekt o roboczej nazwie: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Soundscapes/tundra drone&lt;/span&gt;. Po pierwsze projekt objawił mi się w tundrze Sapmi w najwyższym rejonie Padjelanta z bliskim sąsiedztwem gór Sarek. Geomorfologia tego miejsca była całkiem niezwykła i patrząc na płyty skalne wystające z jeziora... zobaczyłem graficzny obraz dźwięku jaki pokazuje monitor komputera w studiu nagraniowym. No i nagle pojawił się pomysł aby ten obraz potraktować jako graficzny kod skrywający dron, brzmienie, dźwięk tego właśnie miejsca. Tundra drone? Utwory skalne odbijające się w jeziorze zarejestrowałem w postaci fotografii i dzięki pomocy filozofa i programisty w jednej osobie - Janka A. udało się obraz przetworzyć na wykres dźwiękowy. Teraz ruch po mojej stronie i w studiu postaramy się z naszym realizatorem Piotrem P. uzyskać brzmienie skał za kręgiem polarnym. Ostatnim etapem będzie próba stworzenia sekwencji dźwiękowych i dalej - muzyki?! Tego typu twórcze ćwiczenia nie są nowe, ale dotąd więcej było akcji pod hasłem: zobacz dźwięki niż usłysz kształty. Program komputerowy i doświadczenie w przetwarzaniu krajobrazu w dźwięki i muzykę może być ekscytującym i inspirującym narzędziem i doświadczeniem!?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na obrazku - kolejne fazy przetwarzania obrazu skał z Padjelanty na graficzny obraz pliku/sekwencji dźwiękowej w opracowaniu Janka Argasińskiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-9005681570805180275?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/9005681570805180275/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=9005681570805180275' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/9005681570805180275'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/9005681570805180275'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/08/tundra-drone.html' title='TUNDRA DRONE'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-4-EVVqhDLkg/TlilaSWMpJI/AAAAAAAAAvQ/AKOwRNL-2jE/s72-c/soundscapes1' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-7633395979853503491</id><published>2011-08-22T08:48:00.008+02:00</published><updated>2011-08-22T10:37:09.533+02:00</updated><title type='text'>LONG STRINGS vel Long Wave Instalation</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-hdrlshE-6uk/TlIQwSXZaCI/AAAAAAAAAvI/mctpRXq6cpo/s1600/longstrings6"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 266px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-hdrlshE-6uk/TlIQwSXZaCI/AAAAAAAAAvI/mctpRXq6cpo/s400/longstrings6" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5643591704798390306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze nie wszystko po wypadzie w tundrę rozpakowane... a tu zaraz robota i robota! W ostatni piątek tj. 19.08.2011 rozpoczęliśmy drugi nowy projekt w tym roku. Pierwszy to współpraca z Tomkiem Hołujem, która powoli przyobleka się w kształty koncertowe... Bardzo interesująco wypadło robocze, warsztatowe działanie pt. Long Strings / Długie struny i wobec tego eksperyment przeprowadzony w zeszły piątek to wstęp do drugiego naszego nowego projektu w 2011 roku.&lt;br /&gt; Punktami wyjścia do pracy z długimi strunami stały się doświadczenia Ellen Fullman z USA, która od 1981 roku realizuje świetny projekt o nazwie: Long String Instrument oraz nasze doświadczenia z monochordami tradycyjnymi (moje są tak samo datowane - od końca lat 70. ubiegłego wieku!) i ostatnie fascynacje harfami eolskimi (wiatrowymi). Fullman stosuje struny od 16 do 60 m długości i dąży konsekwentnie do stworzenia wielkiego instrumentu, który mógłby być wykorzystywany do grania samodzielnie, ale i w zestawie z instrumentami tradycyjnymi. Pomyślne doświadczenia z saksofonem, kwartetem smyczkowym i innymi zestawami pozwalają myśleć o idei Long String Instrument jako o dziele spełnionym. W wielu kulturach brzmienia pojedynczych strun były wykorzystywane w konstrukcjach interesujących instrumentów: monochordów z Wietnamu, trąby maryny używanej w XVII i XVIII wieku w Europie, gusli z byłej Jugosławii, łuków muzycznych, harf poziomych itd. Te fantastyczne czasem konstrukcje, które opierały się na czasem bardzo poważnych założeniach teoretycznych, to nasze drugie źródło inspiracji i doświadczeń. Zbudowaliśmy instrument złożony z trzech strun o długości po 18 m każda, rozwieszonych pomiędzy dwoma prostokątnymi stolikami roboczymi przywiązanymi do drzew. W przeciągu czterech godzin z kwadransem na silny wiatr, deszcz i początki burzy, udało się struny zestroić i rozpocząć pierwsze udane eksperymenty z graniem dłuższych sekwencji muzycznych. Kiedy już zaczęły pojawiać się interesujące fragmenty większych kompozycji, a my wciąż mieliśmy siłę by biegać wzdłuż strun 18 m razy dziesiąt, a może sto... przyjechał samochód organizatorów aby zabrać stoliki i posprzątać miejsce akcji.&lt;br /&gt; Nasz projekt wstępnie nazwaliśmy: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Long strings&lt;/span&gt;, ale po prapremierze w ramach poboczy Festiwalu Karpaty Offer (to najprawdopodobniej nasze rozstanie z tym Fest.) skłonny jestem raczej do myślenia w kategoriach: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;L&lt;/span&gt;ong &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;W&lt;/span&gt;aves &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;I&lt;/span&gt;nstalation. Od doSwiadczeń i celów Fullman wiele nas dzieli: nie dążymy do stworzenia jednej, sprawdzonej konstrukcji o stałych parametrach, możemy działać w plenerze (Fullman realizuje swój projekt jedynie w zamkniętych pomieszczeniach i traktuje to jako warunek realizacji projektu), stosujemy techniki i konstrukcje brane z muzyki tradycyjnej, wydaje się, że doskonale sprawdza się muzycznie nasz duet na &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;LWI&lt;/span&gt;. Po tym pierwszym doświadczeniu, zrealizowanym w warunkach prawie doskonałej dyskrecji i braku przeszkadzających obserwatorów (co zapewnia eksperymentowanie w Nowym Sączu) mamy w planie premierę w pomieszczeniu i konstrukcję elementów stałych do szybkiego montowania całości. Właściwą premierę planujemy na X Industrial Festiwal w listopadzie? No bo nie spodziewam się wielu zaproszeń z ośrodków sztuki współczesnej, a w klubach i przy barach nasz 20 metrowy LWI się nie zmieści ... i dobrze. W projekcie uczestniczył Bogdan Kiwak, który - jak sam twierdził - odkrył instrument dla siebie! i dzięki Bogdanowi mamy niezłą dokumentację i kilka filmików, które pod koniec tygodnia trafią do YouTube. Aż mnie korci aby naszą instalację dźwiękową nazwać; Duże instrumenty... ale dam spokój. Podobno wielkość nie ma znaczenia?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na własną prośbę na szerokie wody Nowej (Lewackiej) Ewangelizacji wypłynęła niejaka R.U.T.A.  Za czasów Kory gdy zainteresowanie mediów opadało i bezinteresowny lans Marka N. z "radiowej Trójki" nie dawał rady... to pojawiało się ogłoszenie nagrane przez Korę o zgubieniu Jej pieska czy kotka... i znowu było coś w radiu. Zawsze coś... R.U.T.A. już nie ma takiego wdzięku i lekkości i straszy nasz poważnymi sankcjami ze strony agitki pt. Gość Niedzielny! Wow! A z tego całego: bo R.U.T.A. to, bo R.U.T.A. tamto to tylko boruta wychodzi i tyle. Nikt i tak nie pobije Męskiej Muzyki w kategorii kabotyństwa, ale muszę przyznać, że w tym zestawie p. Waglewski z rodziną i kolegami nie udają lewaków i nie ukrywają, że chodzi jedynie o kase z piwa. Serce mi tylko krwawi, że Lech Janerka to piwowarskie granie także firmuje... pewnie się bardzo cieszy, z tych chwilowych wskrzeszeń?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na froncie walki lewackich mądralińskich pojawił się w Krakowie (Bunkier sztuki, oczywiście...) artysta Oliver Ressler z tytułem swego wielowątkowego dzieła: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Socjalizm Zawiódł &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kapitalizm Zbankrutował CO DALEJ? &lt;/span&gt;Dramatyczne pytanie zadaje artysta przekupniom na bazarze w Erewaniu i czerpie z tego wiele ważkich przemyśleń. Facio z Austrii majstruje coś przy naszej przyszłości i wie pewnie jak mamy żyć, co nas zawiodło i co zbankrutowało! Dowiedział się tego w Erewaniu? &lt;br /&gt;Czy nie przypomina Wam to innego artystę z Austrii (malarz to był?), który też miał wizję nowych i ostatecznych rozwiązań kwestii społecznych. Ja bym nie pytał; Co dalej? ja bym zapytał jaki to socjalizm tak artystę zawiódł: może narodowy? Niech się artysta Ressler zajmie problemami artystycznymi lub jak musi już koniecznie - bo taki jest trYnd - to może pomajstruje z problemami Austrii. A chyba ich nie brakuje...&lt;br /&gt;Na focie Bogdana prapremiera Long Wave Instalation... z jednej strony 20 metrowej instalacji... może filmy pokażą całość?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-7633395979853503491?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/7633395979853503491/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=7633395979853503491' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7633395979853503491'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7633395979853503491'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/08/long-strings.html' title='LONG STRINGS vel Long Wave Instalation'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-hdrlshE-6uk/TlIQwSXZaCI/AAAAAAAAAvI/mctpRXq6cpo/s72-c/longstrings6' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-125300583577677468</id><published>2011-08-14T14:35:00.005+02:00</published><updated>2011-08-14T16:25:35.174+02:00</updated><title type='text'>FORSOWNE WYJŚCIE Z ODURZENIA</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-HYrsCIBBxOs/TkfUYVzCljI/AAAAAAAAAuo/O1qfuMpWsXw/s1600/DSC_9861.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-HYrsCIBBxOs/TkfUYVzCljI/AAAAAAAAAuo/O1qfuMpWsXw/s400/DSC_9861.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5640710572938008114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pod takim tytułem znajdziecie nasz wspólny tekst o trekkingu przez góry i tundrę Padjelanta z wizytacją Sarek. Jeszcze przed wyjazdem przyjęliśmy zaproszenie od Redakcji &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Krakowskiego pisma kulturalnego&lt;/span&gt; &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Fragile&lt;/span&gt; aby napisać "coś" do numeru pod hasłem - "odurzenie". Właśnie go skończyliśmy w wersji roboczej i jest dla nas bardzo specjalny. Tym samym czuję się troszkę zwolniony z opisywania naszego trekkingu na blogu... ale temat jest mocny i będzie powracał. Napiszę tylko, że przeszliśmy te 150 km po górskiej tundrze za kręgiem polarnym, ale nie sądziliśmy, że będą odcinki, których przebycie będzie nasz kosztowało tempo jeden kilometr na godzinę, kilka w tempie dwa kilometry na godzinę i zaledwie ułamek trasy mieścił się w trzech kilometrach na godzinę! Daje to przejścia od 5 do 9 godzin w trudnym terenie i w kilku wypadkach ulewnym deszczu. Mimo wszystko i tego na co by ta statystyka wskazywała, nasz właśnie skończony trek zaliczamy do najmocniejszych i wpisujemy na listę mocnych doświadczeń, tuż obok spacerów w rejonie Panda Khola w Mustangu, przejścia w burzy przez grań Alp Julijskich i ucieczek przed burzami w Rile i Pirynie.  &lt;br /&gt;Na treku przez Padjelanta jest kilka interesujących punktów. Jeden z nich to miejsce gdzie spotykają się granice trzech parków narodowych: Padjelanta - Sarek - Stora Sjoffalet, które razem tworzą największy obszar dzikiej przyrody w Europie, inne z takich miejsc to intrygująca i rozległa przełęcz ze schroniskiem Duottar na jej początku i schroniskiem Darreluoppal, leżącym na terenie Sarek, u jej stóp. Taką przełęcz pamiętam jedynie z Himalajów (Torong La w masywie Annapurny) i mimo, że tamta miała grubo ponad 5000 m n.p.m. i otoczona jest 6 i 7 tysięcznikami, a Duottar ma tysiąc metrów i góruje nad nią Gierggevarre (1639 m) to chętniej powrócę do niej właśnie. &lt;br /&gt;Sprawdził się znakomicie kierunek naszej wędrowki, za którym optowała A. jeszcze w fazie planów. Większość trekkerów wychodzi z Kvikkjokk i wędruje do Ritsem, my odwrotnie; wędrówkę rozpoczęliśmy od Ritsem i przeprawy pod Ahkkę i dalej do Staloluokta, Duottar...aż po schroniska w dolinie Rappadalen z zaskakującym górskością schroniskiem Njunjes. Z tego ostatniego już tylko 4 godziny marszu dzielą nas od przystani, z której łodzią można się dostać do Kvikkjokk. Ten kierunek jest zdecydowanie dogodniejszy niż start z Kvikkjokk, a połączenie autobusowe z Gaellivare tak samo dostępne.&lt;br /&gt;Pojawiają się też nowe opcje oparte o regularne i nie tak drogie loty helikopterami z Kvikkjokk i Ritsem do Stalolukta nad jeziorem Virihaure, które można traktować jako środkowy obszar tego szlaku. Koszt takiego ominięcia dolinowych odcinków nie przekracza kosztu korzystania z serwisu schronisk i nocowania w namiocie jaki zsumujemy z ominiętych 3-4 przystanków. Jak to w Laponii; opcji jest wiele i są także zupełnie dzikie i nie oznaczone na mapie. Warto jednak zachować rozsądek i nie biegać jak owce w Sarek... gdzie spotykają się gromady tych, którzy słyszeli, że w Sarek jest pusto... O Sarek krążą już dowcipy i opowieści, które pokazują, że i Laponia nie oparła się modzie. &lt;br /&gt;Dotychczasowe trekkingi w Laponii odbywaliśmy o kilka tygodni wcześniej i przełom lipca i sierpnia ma inny koloryt i swe dobre strony. Najsmaczniejszą odmianą jest duża ilość owoców maliny moroszki, której kwiaty (i tylko kwiaty) mogliśmy podziwiać w 2009 i 2010 roku.&lt;br /&gt;Spotkania z kulturowym obszarem Sapmi i Saamami mają totalny charakter i główne schroniska na szlaku Padjelanta są własnością samską (zarządza nimi Badjelannda Laponia Turism z siedzibą w Jokkmokk) i nie obsługuje je STF (szwedzka organizacja turystyczna) co ma swe reperkusje w postaci braku możliowści płacenia kartą (STF mają tzw. maszynki do odbijania kart wypukłych) i nie otrzymywania zniżek z tytułu bycia STF members. Na mapach STF kiepsko z informacją o innych schroniskach i vice versa... Polecam stronę &lt;a href="http://www.padjelanta.com"&gt;www.padjelanta.com&lt;/a&gt; o której dowiedzieliśmy się dopiero na szlaku... Warte odnotowania jest spotkanie sprawnych trekkerów w Jokkmokk, którzy zeszli tam z Kebnekaise ! Także w Jokkmokk wpadliśmy na badacza ważek ... z Krakowa. No, nie jest źle i mam nadzieje, że nie wyprą nas rozkrzyczane grupy rednecków z okrzykami &lt;span style="font-style:italic;"&gt;kurwa, kurwa, kurwa&lt;/span&gt; ... radośnie wznoszonymi po dwóch piwach. Jakoś nie jest to: alleluja, alleluja... a wszyscy tacy u nas pobożni. Niestety w samolocie ze Sztokholmu już nas częstowano bydyniowym zagajeniem z włoskimi wtrętami.&lt;br /&gt;W Kraku jak to w Kraku, super i na targu zakupiliśmy malin, śliw, jabłek, gruszek, ogórków, cukinii, moreli i brzoskwiń... nie było dużo taniej niż w Szwecji! Za to dużo taniej niż u nas kupiliśmy w Sztokholmie kilkanaście płyt... od albumu Jana Garbarka i Marilyn Mazur (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Elixir&lt;/span&gt;, ECM) po box pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Parental Avisory Horrible Punk&lt;/span&gt;, z dziesięcioma płytami w środku. Dodaliśmy też &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Briana Eno&lt;/span&gt; i nieomal wszystko co było &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Patti Smith&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;The Peel&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Session P J Harvey&lt;/span&gt; ... i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Chemical Brothers&lt;/span&gt;... Obiecaliśmy sobie, że wrócimy do Sztokholmu jesienią po następny worek płyt. Empik niech się goni... W Sztokholmie oglądaliśmy intrygującą &lt;a href="http://www.etnografiskamuseet.se"&gt;wystawę&lt;/a&gt; artefaktów Vodou (to pisownia oryginalna), której część była specjalnie zaaranżowana dla pokazywania obiektów magicznych. Wystawa jest czynna tylko do 21 sierpnia... Kolekcja robi silne wrażenie i nie jestem pewny, czy chciałbym ją widzieć raz jeszcze!&lt;br /&gt;Po powrocie, dziwi nas trochę zachodzące szybko słońce i ciemność przez wiele godzin... tego na szlaku nie mieliśmy wcale.&lt;br /&gt;Fotografii narobiliśmy z półtora tysiąca i wiele z pomocą obiektywu 10-20 mm... co dało dobre efekty, następnym razem zabierzemy jednak chyba tylko kamery otworkowe, nic chyba innego nie da rady tundrze w Laponii. Na naszej wspólnej focie jesteśmy w tradycyjnych okularach na zadymki i śnieg, które zrobiłem z kory brzozy.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpoczywając kilka dni w Jokkmokk i Sztokholmie podsumowywaliśmy nasze wrażenia ze szlaku i fascynacja przestrzenią tundry umocniła się nam na stałe. Inaczej też widzimy kulturę Saamów i ich sytuacja wydaje się dużo trudniejsza niż się nam dotąd wydawało. Jak zwykle, dotarliśmy do cennych książek - o joiku i o szamaniźmie pasterzy reniferów. Kupiłem też świetny materiał dvd na temat etnobotaniki Laponii... szkoda, że to zainteresuje w budyniowie tak mało osób. Aby wyjść z budyniowego odurzenia należy podjąć długi, forsowny marsz...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-125300583577677468?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/125300583577677468/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=125300583577677468' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/125300583577677468'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/125300583577677468'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/08/forsowne-wyjscie-z-odurzenia.html' title='FORSOWNE WYJŚCIE Z ODURZENIA'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-HYrsCIBBxOs/TkfUYVzCljI/AAAAAAAAAuo/O1qfuMpWsXw/s72-c/DSC_9861.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-2008581806044886254</id><published>2011-07-19T23:27:00.000+02:00</published><updated>2011-07-19T23:27:40.282+02:00</updated><title type='text'>Staloluokta trek part 2.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak będzie? Nie wiadomo. Nigdy nie wiadomo. Cały dzień śledziłam dzisiaj naszą trasę za pomocą BirdEye Imagery oraz innych (także open source'owych) map satelitarnych Padjelanta i Sarek, ale w dalszym ciągu nie wiem, jak będzie. To bardzo nieuchwytne i składa się z ulotnych wrażeń, kiedy wysiada się z autobusu Lanstraffiken Norrboten przy stacji górskiej Ritsem (a właściwie kilku baraków dla obsługi elektrowni wodnej VAttenfall oraz dwoch baraków dla turystów) i uderza myśl, że to już tutaj żegnamy cywilizację na jakieś 10 do 12 dni. Mało? Być może mało, ale wiem teraz, że te dni to calła epoka i jeśli na kimś te 10 dni nie robi wrażenia, to znaczy, że nigdy nie znajdował się w sytuacji, w której odległość mierzy się dniami drogi na piechotę. Świat pozornie jest nasycony sieciami, danymi i telekomunikacją, ale konfrontacja z prawdziwym terenem pokazuje, że mosty nie w tym miejscu, co na mapie, że inaczej topi się lodowiec i strumienie w innym miejscu (nie mówiąc już o jeziorach), że dzien wędrowki to więcej niż tona teorii itp. Cywilizacja miejska stopniowo będzie wygasać - komfortowy Sztokholm ustąpi miejsca Gaellivare z kilkoma restauracjami i jednym centrum handlowym, w którym pojecie mody w dalszym ciągu słabo jest znane, a późnije będziemy się cieszyć, jeśli znajdziemy kilka półek w schronisku z herbatnikami Digestive na sprzedaż - jeśli będzie śmieszne piwo Bla (3.5 %), to radość będzie niesłychana. Zaczyna się doroczne odosobnienie z reniferami i deszczem.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-2008581806044886254?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/2008581806044886254/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=2008581806044886254' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2008581806044886254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2008581806044886254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/07/staloluokta-trek-part-2.html' title='Staloluokta trek part 2.'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-125682935625505407</id><published>2011-07-19T22:22:00.004+02:00</published><updated>2011-07-19T23:14:56.920+02:00</updated><title type='text'>STALOLUOKTA TREK</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-sZkMaWqksLA/TiXzEcQvi6I/AAAAAAAAAug/la7oaASaNvA/s1600/LAPONIA%2Bmapa2FB.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 332px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-sZkMaWqksLA/TiXzEcQvi6I/AAAAAAAAAug/la7oaASaNvA/s400/LAPONIA%2Bmapa2FB.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5631174166728117154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po dwóch zimowych i dwóch letnich wyprawach w tundrę Saamów za kręgiem polarnym, ruszamy jutro rano na trzeci letni trekking w samo serce World Heritage Area LAPONIA. Tym razem z Ritsem nad jeziorem Ahka (Ahkajavrre) przeprawimy się pod masyw Ahkka - Królowej Laponii i dalej, kierując się na południe mamy dojść do jeziora Virih (Virihjavvre), nad którym leży osada Staloluokta. Stallo to duch pustkowi tundry, który może być bardzo złośliwy, ale też czasem pomocny... Ze Staloluokty powędrujemy lekko na południowy-wschód i zbliżymy się do łańcucha górskiego Sarek, uznawanego za najpiękniejsze góry Skandynawii. Przez Sarek dotrzemy do turystycznej miejscowości Kvikkjokk i dalej już autobusem do pobliskiego i naszego ulubionego Jokkmokk. Jeżeli się wszystko uda to Jokkmokk odwiedzimy już czwarty raz!&lt;br /&gt;Aparat fotograficzny, nowy obiektyw szerokokątny, nagrywarka i testowy GPS zapakowany plus notatnik... Tym razem będziemy pisali w trakcie wędrówki tekst dla krakowskiego pisma Fragile o odurzeniu - to ciekawy temat i pomysł na pisanie.  Powinno się udać pokazać coś prawdziwego, bo w tundrze odurza wszystko: krajobraz, dźwięki, zapachy, miarowy marsz, cała doba światła, stare ryty i niezwykle wyrafinowane znaki i symbole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ania pyta mnie czy jesteśmy już podróżnikami... bo bardzo nie chcemy nimi zostać, ale rola mieszczuchów też nam niezbyt pasuje... czy jest coś pomiędzy tymi utartymi schematami i wzorcami? Tak, to my!&lt;br /&gt;Bogdan K. zamówił tradycyjną czapeczkę Saamów i straszymy Go kupnem wersji z wielkim czerwonym pomponem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dowiedziałem się dzisiaj o interesującym działaniu bobrów w służbie ochrony siedlisk przyrodniczych! Chłop postanowił wprowadzić na miejsce pięknego lasu łęgowego (który wyciął dla dorodnych jesionów...) lasek z posadzonych modrzewi. Modrzew na siedlisku łęgu to raczej słaby pomysł, ale chłop potęgą jest i basta! A przynajmniej był... do czasu, kiedy bobry postanowiły przywrócić równowagę w środowisku i wszystkie drzewka poobgryzały parę centymetrów nad ziemią, powodując ich uschnięcie... Na miejsce modrzewi pojawią się wierzby i jesiony... powróci łęg. Bobry najwidoczniej nie boją się PSL-u i nie cackają się z chłopami jak R.U.T.A. Andrzej W. rzucił ciekawy zlepek cyrku pt. męska muzyka i chłopomanii Ruty : chłopska muzyka! Ładne?!&lt;br /&gt;Co do bobrów to jedna pani chłopka (czyli kobieta jadąca na dotowanym przez nas chłopskim ubezpieczeniu) w totalnych krzakach i dwumetrowych pokrzywach pokazuje patyczkiem cieniutkie gałązki ze śladami zgryzienia i domaga się odszkodowania za szkody od bobrów... Chłopstwo do tego wszystkiego jest niezbyt zadowolone z UE i Tuska i zagłosuje na socjalistę Jarosława K. Może przywróci im upragnione dostawy obowiązkowe? Jest nadzieja... &lt;br /&gt;A jutro pozostawimy Jarosława K., chłopstwo, także bobry i wymkniemy się na tereny poza zasięgiem czegokolwiek i damy się odurzyć dzikości.&lt;br /&gt;Na mapce prawie nie widać Kvikkjokk, bo Bogdan K. nie zechciał zeskanować tej miejscowości... za to dostanie największy pompon z doczepioną czapką... jaki znajdziemy!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-125682935625505407?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/125682935625505407/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=125682935625505407' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/125682935625505407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/125682935625505407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/07/staloluokta-trek.html' title='STALOLUOKTA TREK'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-sZkMaWqksLA/TiXzEcQvi6I/AAAAAAAAAug/la7oaASaNvA/s72-c/LAPONIA%2Bmapa2FB.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-2396032894680936736</id><published>2011-07-18T22:49:00.004+02:00</published><updated>2011-07-18T23:51:41.319+02:00</updated><title type='text'>DAMO SUZUKI</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-p9KH2cWCTsk/TiSnu_WrTiI/AAAAAAAAAuY/EzxPRAaYL4o/s1600/damomy"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-p9KH2cWCTsk/TiSnu_WrTiI/AAAAAAAAAuY/EzxPRAaYL4o/s400/damomy" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5630809859842330146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pięć pracowitych i nie całkiem lekkich dni we Wrocławiu za nami! Ekipa Industrial Art przygotowała coś - na te miałkie czasy - niezwykłego i już wiemy, że 5. edycja Energii Dźwięku zapadnie nam w pamięć na zawsze. Gość najważniejszy czyli Damo Suzuki, zjawił się ot tak! - kiedy telewizja kręciła rozmowę z nami... nakręcili więc i nasze spontaniczne powitanie. Miły i uśmiechnięty Damo po chwili zasiadł w fotelu i przysłuchiwał się naszej próbie...albo drzemał po podróży? Po godzinie wstał, wyszedł na scenę i z miejsca, bez słów i przymiarek, wywalił z siebie głos i energię o jaką trudno byłoby posądzać tego drobnego faceta. Dobrą godzinę trwała ta mocna emanacja i już wiedzieliśmy, że wszystkie nasze przymiarki diabli wzięli. &lt;br /&gt;Przez trzy dni poprzedzające przyjazd Damo, prowadziliśmy wykłady i buszowaliśmy po interesujących miejscach pełnych książek i kawy, ale także odkryliśmy zupełnie perfekcyjny ogród botaniczny. Uniwersytecki ogród botaniczny, w wielu aspektach podobny do ogrodu UJ w Krakowie... bije go w kilku punktach o całą długość. Wrocław nie zasłużył na miano ESK - Wrocław jest ESK! &lt;br /&gt;Trudno się pisze o ulotnych wrażeniach i naszych miejskich dryfach, ale mimo zmęczenia głośnymi nocami i skwarem, który męczył od 7. rano... spacerowaliśmy po mieście całymi godzinami. Dość ryzykowny skład w postaci Damo Suzuki / Job Karma / Igor Box czyli 1/2 Skalpela / Karpaty Magiczne okazał się być całkiem sprawnym i mocnym. Improwizacja na scenie, o ile ma być to prawdziwe granie, nigdy nie jest prosta, ale nie znam niczego innego w muzyce równie satysfakcjonującego. I nie chodzi o naiwne zadowolenie z tego, że było o.k., chodzi o dotknięcie czegoś prawdziwego i czasem bardzo chropowatego, roboczego. Nic mnie nie obchodzą dąsy znawców wszystkiego, którzy i tak nigdy nie będą nikim z nas i tyle. Każdy taki znawca zaśpiewał by lepiej niż Damo, zagrał by lepiej niż wszystkie składy jakie zna... ale jakoś się nie poskładało? Mówiąc językiem mediów: nasz koncert wzbudził silne emocje... &lt;br /&gt;Damo Suzuki Network saportowały dwa inne składy z Włoch, całkiem dobre, klubowe granie, o które kiedyś było w Polsce dość trudno. Ostatni dzień Energii to dwa koncerty: R.U.T.A (o której GW w wydaniu internetowym napisała, że jest naszym nowym projektem... i z przyjemnością tę informację dementowaliśmy!) i The Magic Carpathians w składzie: Ania, Andrzej i Marek. O występie mega gwiazdy (?...?, ale dlaczego?), która nas saportowała nie będę pisał bo słyszałem niezbyt wiele, ale na tyle dużo aby tego nie robić. Publiczność była zachwycona i to jest ważne. Na naszym koncercie nikt nie podskakiwał i tylko jeden gość tańczył... ale odbiór był bardzo mocny i prawdziwy. Cieszę się, że scena w budyniowie potrafi się obejść (... tak, tak kolego, możemy obejść się bez tego...) bez cyrków męskiego grania do piwa i innych masowych jarmarków dla bojącej się samodzielnego myślenia gawiedzi. Tym bardziej jest ważne, że tego rodzaju autentyczne ujawnienie wielu różnych aspektów kultury niezależnej jakim jest Energia Dźwięku Fest. udało się znakomicie. Wrocław jest O.K. ! Już się cieszymy na listopadowy (i jubileuszowy!) Industrial Fest. Przygotujemy coś specjalnego, bo ekipa organizatorów jest specjalna i publiczność jest jedyna w swoim rodzaju. Szkoda, że w KRK wszystko idzie w inną stronę... może walec KBF nie zrówna wszystkiego i przyjdzie jeszcze nasz czas? A jeżeli zrówna... to się dopiero kiedyś "odegnie"...&lt;br /&gt;Stosik sprzętu, który jutro musimy upchnąć w dwóch plecakach i "bagażu ręcznym" zaczyna nas niepokoić... i tylko jeszcze sto różnych pilnych spraw, wpłat, zapasów, map i adresów... i w tundrę!&lt;br /&gt;Na wymuszonej i mało ambitnej focie z WRO: Damo Suzuki plus Igor, Marek, Ania i Andrzej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-2396032894680936736?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/2396032894680936736/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=2396032894680936736' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2396032894680936736'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2396032894680936736'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/07/damo-suzuki.html' title='DAMO SUZUKI'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-p9KH2cWCTsk/TiSnu_WrTiI/AAAAAAAAAuY/EzxPRAaYL4o/s72-c/damomy' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-1247148338620201987</id><published>2011-07-09T22:15:00.004+02:00</published><updated>2011-07-09T23:37:31.429+02:00</updated><title type='text'>PROTO-ELEKTRONIKA 2</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-dB6ox83d2dk/ThjH8dUCeTI/AAAAAAAAAuQ/oO_q_RuQ1IM/s1600/z-rytmikon"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 391px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-dB6ox83d2dk/ThjH8dUCeTI/AAAAAAAAAuQ/oO_q_RuQ1IM/s400/z-rytmikon" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5627467575874189618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oglądanie interesującej wystawy to jedno, a poukładanie sobie wszystkich materiałów, zachwytów, przeczuć i objawień to całkiem inna sprawa. Wszyscy coś oglądamy, słuchamy, czytamy i doświadczamy, ale nie wszyscy potrafią się z tym co ciekawe i inspirujące uporać?! Od lat zachwycamy się daleką Północą i za każdym powrotem mamy nowy segment wiedzy i doświadczenia za sobą i widzimy ile mamy jeszcze przed sobą... Czasem słyszałem, że jesteśmy "hiper-aktywni" i wydajemy zbyt dużo płyt, ale każda płyta to jest jakaś przemyślana i przepraktykowana wyprawa / spotkanie / zachwycienie / eksperyment. Po krótkiej wyprawie do Budapesztu mamy tyle materiału, że tylko systematyczna i wytrwała praca (może) pozwoli na opanowanie emocji i zbudowanie (kiedyś) konstruktywnej puenty?!&lt;br /&gt;Do Budapesztu pojechaliśmy specjalnie aby zobaczyć wystawę: Generation Z - Russian Pioneers of Sound Art and Musical Technology in 1910-1930-s. Z pewną obawą podeszliśmy do drzwi OSA Archivum, które mieści się w Golderberger House w centrum miasta. Za drzwiami wpadliśmy natychmiast w ten inspirujący stan uniesienia i całkiem prostej radości. Po chwili zachwycającej wizji wstępnej, przystąpiliśmy do systematycznych badań i dokumentacji na wszelkie sposoby... A dokumentować było co: variofony, thereminovoxy i terpsiton, rytmikon, paper sound, ANS syntezator zastosowany do uzyskiwania brzmienia dla Solaris - Tarkowskiego, gitara o 23 strunach, zapis kreatywności człowieka, opis Laboratorium Słuchania/słyszenia, graficzne techniki uzyskiwania dźwiękowej ścieżki filmowej, niezwykły Salomon Nikritin, tzw. ornamental sound, android, nowe skale muzyczne itd. itd. a wszystko udokumentowane filmami, oryginalnymi konstrukcjami, reprodukcjami i fotografiami. Zobaczyć reprodukcję patentu na tereminovox to spore przeżycie i całkiem inna opowieść od tych, które krążą tu i tam... Sam się nabrałem na opowieść o ucieczce Lwa Siergiejewicza Termienia do USA... Okazuje się, że nigdzie nie uciekał, patent miał w Rosji a z USA wrócił bo był informatorem KGB. Po powrocie trafił z miejsca do łagru w tajdze... Smutne było oglądanie powtarzającego się układu dokumentów: młody naukowiec / wynalazca, interesujące wyniki badań, konstrukcja prototypu całkiem oryginalnego urządzenia, a po tym już tylko; fotografie NKWD i z łagru lub reprodukcja nakazu aresztowania, czasem wspomnienie o biciu i przesłuchaniach... Co jest nie tak z Rosjanami, że potrafią sami sobie tak szkodzić i niszczyć swoich genialnych ludzi? Sala OSA Archivum była ozdobiona stylowymi transparentami z napisami stosownymi do epoki. Kilka dużych przedsięwzięć typu: Symfonia Syren (symfonia na syreny z okrętów wojennych z partiami perkusyjnymi w postaci salw armatnich... (czy gdański pomysł na balet dźwigów stoczniowych miał coś z tego ducha...? szokujące?) lub Pacific 231 - Symphonic poem about a train...&lt;br /&gt;Z tej wystawy, ale także z moich poszukiwań nowych wersji starych instrumentów (harfy wiatrowe, długie struny...itd.) wyłania się coś nowego, coś innego niż dotąd: inna estetyka, rytm, przestrzeń muzyczna. Polska odmiana tzw. "folku zakleszczonego" męczy mnie już strasznie i dobijają takie niby eksperymenty w stylu Możdżera plus kolo szeleszczący na bębnie ramowym lub chłopomaństwo w postaci zawodzenia nad niedolą szlachetnego ludu miast i wsi. Szczególnie lud wsi mnie irytuje, bo z sojuszu robotniczo-chłopskiego się sianem wykręcił, w każdym ustroju dobrze się miał i tylko tzw. panowie za mordę trzymali bo dobrze wiedzieli, że każdy chłop "dwie dusze ma". Fajne jest śpiewanie pieśni buntu uciemiężonych chłopów (walczyli ofiarnie przeciw rozpijaniu ich przez panów, obszarników i Żyda ...), ale kto zaśpiewa skargę piłowanych drewnianymi piłami tzw. panów i ich gwałconych córek? Armia Czerwona po wkroczeniu do miasta mojego dziadka dała się zapamiętać w mojej rodzinie paleniem deseczkami z parkietu w piecu (bo taka podłoga była obca ideologicznie) oraz pytaniem tzw. chłopca stajennego czy mają rozstrzelać dziadka? Gdyby ten chłopak poskarżył się na moją rodzinę, to nie wiem czy ja bym pisał te opowieści! Wystarczyło by aby zaśpiewał jakąś pieśń buntu ... Czy Krytyka Polityczna będzie pytała naszych znajomych czy powinno się nas zastrzelić? Jak rewolucja to rewolucja!? &lt;br /&gt;Zawsze znajdą się jacyś kolesie, którym rozumu, wyobraźni i zdolności brakuje i kompensują to tzw. polityką. Jedni starają się coś zrozumieć, napisać, zbudować, uprawiać, doskonalić a grupa apartczyków (prawicowych, lewicowych, umiarkowanych, zielonych, czerwonych i brunatnych oraz czarnych, a jakże...) już szykuje wezwania na przesłuchanie lub system wykluczający z tzw. przestrzeni publicznej. ByliSmy dzisiaj w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Krakowie i było tam wiele dźwięków, ale poprzez wszystkie przebijał się wrzask niejakiego pana Sierakowskiego! Nawet Hitler był ciszej, a najciszej brzmiały wspomnienia Żydów... nad wszystkim unosił się falset Sierakowskiego. To po to MOCAK zbudowano?&lt;br /&gt;W Budapeszcie była jeszcze jedna świetna wystawa - The Art of Light czyli wszystko by Laszlo Moholy-Nagy! Te dwie wystawy oglądane razem, jedna po drugiej uświadomiły nam, że są jakieś niezwykłe okresy w życiu kultury - lata 1920-1936, późne lata 50., lata 1967 - 1971, w Polsce lata 70. XX wieku... jakaś fala, wiatr ducha?&lt;br /&gt;Na focie ritmikon z 1930 roku... wersja zapomniana i powracająca co jakiś czas w nieco uproszczonych wersjach. W wymianie zdań pod fotą variofonu na FB pojawiło się to nasze uwielbienie Zachodu: elektroniczna wersja rytmikonu lub variofonu w rękach zamaskowanych The Residens rozpala wyobraźnie, a w dłoniach konstruktorów z Rosji Radzieckiej ... śmieszy!!! A przecież nie tak przebiega granica pomiędzy ideologiami a artystami (uprawiającymi sztukę lub naukę)... są Ci co wnoszą coś pozytywnego /  nowego i inni, którzy zagłuszają wszystkich swoim skrzekotem ideolo-ego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-1247148338620201987?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/1247148338620201987/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=1247148338620201987' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1247148338620201987'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1247148338620201987'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/07/proto-elektronika.html' title='PROTO-ELEKTRONIKA 2'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-dB6ox83d2dk/ThjH8dUCeTI/AAAAAAAAAuQ/oO_q_RuQ1IM/s72-c/z-rytmikon' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-4196007588523246990</id><published>2011-07-06T17:18:00.000+02:00</published><updated>2011-07-06T17:18:30.983+02:00</updated><title type='text'>Genuine Compassion</title><content type='html'>&lt;iframe src="http://www.youtube.com/embed/QOd-MYmUoVA?fs=1" allowfullscreen="" width="480" frameborder="0" height="295"&gt;&lt;/iframe&gt;&lt;p&gt;You make the path that combine emptiness and compassion grow clearer and clearer;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Lord of the teachings and beings in the snowy land of Tibet,&lt;/p&gt;&lt;p&gt;to You, the lotus holder Tenzin Gyatso, I pray: May All Your Wishes Be Spontaneously Fullfilled!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;In the land encircled by snow mountains you are the source of all happiness and good;&lt;/p&gt;All powerful Chenrezig, Tenzin Gyatso, Please remain until samsara ends.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z okazji przypadających dzisiaj 76 urodzin Jego Świątobliwości XIV Dalajlamy, Tenzina Gyatso - wielu. wielu lat w zdrowiu i pomyślności.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-4196007588523246990?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/4196007588523246990/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=4196007588523246990' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4196007588523246990'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4196007588523246990'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/07/genuine-compassion.html' title='Genuine Compassion'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://img.youtube.com/vi/QOd-MYmUoVA/default.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-5352356814180933308</id><published>2011-07-05T23:12:00.000+02:00</published><updated>2011-07-05T23:12:14.840+02:00</updated><title type='text'>reaktywacja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ufff. Za mną ładnych 5 miesięcy głębokiego zanurzenia. Głównie w nie-pisanych-na-czas-i-zawsze-spóźnionych-tekstach, przygotowywanych-w-panice-zajęciach, od-kelndarzowej-i-od-zegarkowej-nerwicy (do przystanku biegnę dokładnie 2 minuty i 25 sekund w lecie oraz o 10 sekund dłużej zimą), koncertach-z-których-pamiętam-tylko-środek-lokomocji i what not. Sporo całkiem osób zna, niestety, te odmienne stany świadomości. Sięgnęłam dna w dniu, w którym ucieszyłam się, że mieszkam przy pętli, bo w ten sposób nie przegapiam przystanku, na którym mam wysiąść w drodze do domu. Jednym słowem, wszelkie możliwe stany upodlenia człowieka żyjącego w neoliberalnej cywilizacji postprzemysłowej ma za sobą, co sprawia, że jakoś trudno mi się podniecać czymkolwiek, co z daleka choćby trąci polityką. Życie jest proste; chce mi się spać, ale nie śpię, bo nie mam czasu, chce mi się jeść, ale nie jem, bo nie ma nic w lodówce (lodowka jeszcze nie nauczyła się sama wychodzić na zakupy, a przez 3 dni w tygodniu nie ma w domu tego cudowanego faceta, który ją zapełnia). Mówiłam, że WSZELKIE możliwe stany upodlenia... Ale wreszcie finał. Po tych kilku miesiącach nie jestem niestety znacząco bogatsza, ale być może odrobinę mądrzejsza (z naciskiem na "być może").&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W każdym razie zobowiązania mniejsze i większe powoli wygasają, kilkanaście licencjatów brawurowo obronionych, wejście do budynku tylko na kartę magnetyczną i pora się przestroić. Przestrojenie zaczęliśmy od wyprawy do Budapesztu (wprost z zajęć, to wcale nie żart - po 5cio godzinnym ostatnim wykładzie i podróży taksowką do domu, pośpiesznym spakowaniu kosmetyczki, bielizny i skarpetek - "za wszystko inne zapłacisz kartą mastercard" - już siedziałam w samochodzie sunącym w kierunku na Budapeszt przez Banską Bystricę i Zvolen). O wystawach być moze napiszę gdzie indziej, a M. też na pewno napisze, bo Generation Z w OSA i wystawa Laszlo Moholy-Nagy'a w Ludwig Museum w pełni na to zasługują, ale na razie liczy się to, że dotarł zapach prawdziwych brzoskiwń i prawdziwej papryki. Nasz kosmos pełen jest rzeczy, które znikają. Znikł zapach i smak prawdziwych warzyw; nawet te na placu ledwo przypominają miejsca skąd pochodzą i już nie przechowują zapachu, jaki pamiętam z dzieciństwa. Wyglądają za to ŁADNIE - tą niezdrową urodą znaną z robionych w fotoszopie reklamówek. A więc żeby zjeść prawdziwe rośliny, trzeba udać się w podróż, albo hodować je na balkonie - tylko trochę z sentymentu, bardziej po to, żeby zachować rownowagę w swiecie, który coraz częściej wydaje się nieprawdziwy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-5352356814180933308?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/5352356814180933308/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=5352356814180933308' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5352356814180933308'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5352356814180933308'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/07/reaktywacja.html' title='reaktywacja'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-2945362380963551202</id><published>2011-07-02T10:09:00.006+02:00</published><updated>2011-07-02T11:56:47.810+02:00</updated><title type='text'>PHONOSCOPY</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-YI7yZrtk88o/Tg7pEePbenI/AAAAAAAAAuI/PQiubbrnRQA/s1600/NALE%25C5%259ANIKI%2BCESARSKIE%2B%25282%2529.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 290px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-YI7yZrtk88o/Tg7pEePbenI/AAAAAAAAAuI/PQiubbrnRQA/s400/NALE%25C5%259ANIKI%2BCESARSKIE%2B%25282%2529.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5624689247678855794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Studiowanie fenomenu dźwięku i słyszenia postępuje w wielu kierunkach. To fascynujące kiedy się prześledzi - nawet z naszego kulturowego dystansu - jak praktyka, dociekania i technika badania dźwięku szybko się rozwija. W budyniowie jedynie przy okazji odczytywania (a dokładnie:odsłuchiwania) zapisu tzw. czarnych skrzynek z wiadomej katastrofy, pojawiło się w mediach coś na temat nowych technik słuchania i badania dźwięku. Padło także tajemnicze słowo: fonoskopia (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;phonoscopy&lt;/span&gt;) i na zawsze pozostanie w budyniowie połączone z tragicznym lotem naszych oficjeli. Poza naszą kałużą zaskorupiałego budyniu pojawiają się inne określenia, jak: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;acoustical holography&lt;/span&gt; i skróty w rodzaju &lt;span style="font-style:italic;"&gt;NAH&lt;/span&gt; - near-field acoustical holography...&lt;br /&gt;Ale zanim zajmiemy się (?) fonoskopią, chociaż raz przytoczę klasyczny zapis spaceru dźwiękowego (soundwalk) w wersji odwróconej, czyli słuchający trwa na jednym, przypadkowo wybranym miejscu i zapisuje dźwięki jakie słyszy. Nasłuchiwania dokonano w maju 2011 roku w miejscowości Jaworki w Małych Pieninach, pomiędzy godziną 10.20 a 10.35.&lt;br /&gt;Zapis z notesu: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;1- sekwencyjne świstanie ptaków w zaroślach wierzbowych nad potokiem, w tle głos zięby (trele) plus na stoku obok pracuje elektryczna piła tarczowa plus kilka razy pieje kogut i milknie / 2- słyszę dopiero po kilku minutach brzmienie płynącej wody, która rozbija się o kamienie, co tworzy zmienną kombinację szumu i chlupotu / 3- nagłe włączenie silnika traktora i szybko silnik gaśnie plus blisko głos samca zięby (trele), pojawia się wiatr i jednocześnie wzmaga się szum liści / 4- nowe włączenie silnika traktora plus na głośny dźwięk silnika nakłada się długie, wibrujące i nieomal melodyczne brzmienie piły tarczowej tnącej jakiś długi element? plus nie słyszę szumu potoku i wiatru co rejestruję gdyż widzę wodę w potoku i ruszające się gałęzie - wrażenie wyłączenia części fonii / 5- piła tarczowa milknie kończąc pracę długim glissandem i obniżeniem tonu plus silnik traktora pracuje miarowo i słyszę jasną strukturę rytmiczną plus powraca chlupot i szum wody, wiatr słabnie / 6- gaśnie silnik traktora co daje wrażenie braku, urwania rytmu i ciszy / 7- włączenie silnika traktora, dodawanie gazu i nieregularność rytmu, brzmienia plus wrażenie, że ptaki w wierzbach i zięba w pobliżu przekrzykują się w sposób irytujący / 8- najpierw słyszę, a zaraz potem widzę duży autokar wycieczkowy, który powoli jedzie w moim kierunku plus traktor i ptaki dają uczucie irytacji i zmęczenia / 9- autobus powoli wtacza się na mostek o zbyt małej nośności plus poza głuchym odgłosem silnika autobusu pojawiają się pojedyncze dźwięki - wystrzały po nadepnięciu" opon na kamienie na drodze plus "sapanie" autobusu i zgiełk ze środka plus widzę, że autobus jest pełny dzieci plus zanikający dźwięk oddalającego się autobusu i powracanie głosów ptaków i potoku / 10- silnik traktora gaśnie plus kilka prób jego włączenia i mocny dźwięk dodawania gazu plus zgiełk głosów dzieci wysiadających z autokaru na pobliskim parkingu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;To jest wierny zapis krajobrazu dźwiękowego rejonu uznawanego za nieomal naturalny, a już z pewnością sielski i nadający się do wypoczynku ze względu na ciszę... i kojące odgłosy natury.&lt;br /&gt;Dariusz Brzostek, którego teksty czytam zawsze z zaciekawieniem, popełnił recenzje naszej ostatniej (ale nie ostatniej...?) regularnej płyty - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Acousmatic Psychogeography  &lt;/span&gt;, którą nagraliśmy w 2008 roku i wydaliśmy w serii World Flag Records w 2009 roku (WFR 028/2009). Darek B. - zauważając obecność Erica Arna, który reprezentuje amerykańską psychedelię z pierwszej ręki - bardzo trafnie wskazuje na to, że: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Absolutną wartością muzyki Karpat Magicznych są jednak jej odmienne źródła. The Magic Carpathians konstruują swoją procedurę twórczą na bazie głębokiego nasłuchiwania muzyki źródeł (a obecnie coraz częściej także - pozamuzycznych źródeł muzyki). I z tego powodu ich artystyczna ekspresja pozostaje całkowicie oryginalna." &lt;/span&gt; Jak to miło jest - chociaż raz na kilka lat - przeczytać coś w rodzimym języku, co świadczy o słuchaniu naszych nagrań ze zrozumieniem. To prawdziwe plaśnięcie w budyń!&lt;br /&gt;Wczoraj oglądaliśmy koncert z okazji przewodnictwa Polski w UE i wiele można byłoby napisać o pomyłkach dziejowych typu obecność p. Rojka przy nieobecności Roberta Brylewskiego, osłabiającym pomyśle wynajęcia niejakiego Kennego G ... boże zmiłuj się nad Nim bo nie słyszy co czyni...? czy nieznośnym kabotyństwie Kapeli ZWW, które niestety wyzerowało u mnie całą sympatię, wspieranie i cierpliwość do tego narodowego neoMazowsza... Szkoda jednak czasu i słów; koncert był doskonale zrealizowany i strawny, raz chociaż tzw. zachodni wykonawcy śpiewali naszych artystów a nie odwrotnie... Kilar to kiler! i kilka innych bardzo trafionych pomysłów, a i konkluzja końcowa jest interesująca - oto objawiła się nam prawdziwa mapa wpływów, sympatii i antypatii warszawskiej wizji kultury Polski. No i o.k.! Kto by zrobił to lepiej?  &lt;br /&gt;Nie czekając na odpwowiedź, ruszamy za chwilę do Budapesztu na wystawę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Generation Z ...&lt;/span&gt; o proto-industrialnych instrumentach muzycznych, które pojawiły się w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku!&lt;br /&gt;Na focie reklama naleśników z syropem z kwiatów bzu czarnego... czerwcowa specjalność Cieszyna! Są naprawdę niezłe...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-2945362380963551202?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/2945362380963551202/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=2945362380963551202' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2945362380963551202'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2945362380963551202'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/07/phonoscopy.html' title='PHONOSCOPY'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-YI7yZrtk88o/Tg7pEePbenI/AAAAAAAAAuI/PQiubbrnRQA/s72-c/NALE%25C5%259ANIKI%2BCESARSKIE%2B%25282%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-7944737570104723396</id><published>2011-06-25T11:25:00.006+02:00</published><updated>2011-06-25T13:14:00.637+02:00</updated><title type='text'>LATO</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-PSxDo9Hlp18/TgW-gJWqxNI/AAAAAAAAAuA/8BLILHdB5OE/s1600/P1050696.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-PSxDo9Hlp18/TgW-gJWqxNI/AAAAAAAAAuA/8BLILHdB5OE/s400/P1050696.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5622109169318020306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No i ważne noce przesilenia letniego za nami... Wchodzimy w drugie półrocze według kalendarza popularnego, kościelnego i popartego dekretami władzy. Przygotowując się do trekkingu w Sapmi/Laponii natknąłem się na inny podział roku, który ma osiem pór:  wiosna (kwiecień i maj), wiosna-lato (czerwiec), lato (czerwiec i lipiec), lato-jesień (sierpień), jesień (wrzesień-październik), jesień-zima (listopad-grudzień), zima (grudzień-marzec), zima-wiosna (marzec-kwiecień). W naszej strefie kulturowej okruchy tego starego, bliższego naturze, podziału roku zostały ukryte w postaci tzw. fenologii czyli obserwacji cyklu rozwoju roślin, zmian krajobrazu itp. symptomów subtelniejszych znaków zmieniających się faz i pór roku. Stare określenia, typu : przednówek określały porę roku także na podstawie sytuacji zapasów i dostępnych wiktuałów. Nie widzę powodu aby dać się ponieść telewizyjnej wersji rzeczywistości i nie śledzić prawdziwych pór roku. Przydaje się to na różne sposoby. &lt;br /&gt;Na naszych małych balkonikach uprawiamy; balkon wschodni: pomidory karłowate, paprykę, bazylię (kilka odmian), bakłażany, ogórki, mini kiwi, dziekie wino z Japonii, kolendrę, melisę, milina amerykańskiego, aloes z okolic Genui (mamy go już z 10 lat!) oraz rozmaryny / na balkonie zachodnim rośnie: Ginkgo biloba czyli miłorząb (drzewko ma ponad 3 m!), dzikie wino z Ameryki Płn., wiciokrzew, oleander, szałwia lekarska, borówka arktyczna, mięta amerykańska, kokornak, grubosze, tymianek, lubczyk, fasola z orzełkiem, azalia pontyjska i to co wyrasta z nasionek, którymi całą zimę karmimy ptaki (karmnik wisi nad donicami i ptaki sieją...)! Do tych upraw dochodzi mała &lt;span style="font-style:italic;"&gt;guerrilla gardening&lt;/span&gt; w postaci krzewu bzu czarnego, kilkunastu lilii, wiązowca, ajlanta, róż karpackich, jałowców, krokusów, jodły, buków czerwonych i kilka innych roślin gnębionych każdego dnia przez dzieci... Szczególnie dobrym posunięciem jest posadzenie możliwie wielu cebulek krokusów (szafranów) w jesieni na trawniku przed blokiem/domem/osiedlem. Krokusy kwitną wcześniej niż pierwsze golenie trawników głośnymi maszynami. To osesyjne golenie jest ulubionym zleceniem rozdawanym ochoczo przez (prawie) wszystkich zajmujących się osiedlową zielenią... to jakaś szajba i choroba prowincjonalnych dozorców. Na sadzonki i opiekę nad zielenią osiedlową w postaci krzewów, pnączy, drzew i roślin kwitnących podobno nie ma pieniędzy, ale na golenie trawnika co dwa tygodnie, od końca kwietnia do listopada, jakoś się znajdują?! Nazywam to ekonomią wujka: jak wujek zajmuje się goleniem trawników to golenie trawników jest podstawą dbania o zieleń! Czekam aż któryś z wujków założy firmę ogrodniczą... pewnie okaże się, że jednak mam rację z zamienianiem łysiejących od suszy (bo golić - tak, ale podlewać - nie!) trawników na zieleń urozmaiconą. Co do powodów zajmowania się ogrodnictwem, to pisałem o terapeutycznej roli uprawy roślin, o tym, że sprzyja uczeniu się i utrzymywaniu sprawności intelektualnej, o tym, że w kuchni nic nie może zastąpić bazylię zerwaną na 5 minut przed posilkiem.... itd. itd. W czasie spaceru wzdłuż osiedla, na którym mieszkamy na 3 duże, 5-6 piętrowe budynki, naliczyłem ... dwa balkony i jeden taras z zielenią! W tym jeden był nasz... Jednak kilka osób walczy samotnie i każdego roku zauważamy jakieś zielone wysepki na golonych przez wujków trawnikach. Można jojczeć, że brak nam zielenii i kontaktu z naturą, ale można także kupić sobie cwaną łopatkę i sprytny szpikulec do szybkiego sadzenia nasion i cebulek (konieczny dla &lt;span style="font-style:italic;"&gt;guerrilli gardening&lt;/span&gt; i polecam każdemu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;guerrillas&lt;/span&gt; !).&lt;br /&gt;Wracając do trekkingu w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Laponia World Heritage Area&lt;/span&gt; to jestem już w fazie przygotowań, którą najbardziej lubię: wyłaniają się ekscytujące cele i powody do zboczenia z głównego szlaku, pojawiają się listy roślin i obiektów jakie przy odrobinie czujności natrafimy... pojawiają się liczne alternatywne ścieżki i lista sprzętu jaki musimy zabrać! Tym razem poza masywem Ahkka - Matki Laponii, mamy przy trasie święte źródła nazywane aja, masyw skalny z prehistorycznymi rysunkami, dwie osady Saamów gdzie można kupić chleb saamski i wędzone ryby należące do archaicznej grupy łososiowatych... Jedna z tych osad leży nad Zatoką Stallo i ludzie mieszkali tam już w epoce kamiennej. Stallo to olbrzym, który żywi się ludźmi... jeżeli przetrwamy to obiecuję, że opiszę jak zatoka i okolice wyglądają. A okolice warto dobrze i z bliska zobaczyć, bo uważane są za najbogatsze pod względem botanicznym i już cieszę się na spotkanie z interesującym Rhododendron lapponicum !  Wielką pryjemnością byłoby zobaczyć białozora czyli białego sokoła jak ze snu... sowę śnieżną jak z filmów o Harry'm P. i bieliki czy rybołowy. Rosomaki, niedźwiedzie i łosie chcemy oglądać raczej z pewnego dystansu, ale stad reniferów nie możemy się już docekać! Na szlaku będziemy korzystali z namiotu, ale także kuchni schronisk i szałasów jakie wybudował park narodowy, Saamowie i w kilku wypadkach także towarzystwo turystyczne, którego członkami od wiosny jesteśmy i oczekujemy stosownej zniżki w opłatach.&lt;br /&gt;Przed wyjazdem w tundrę czeka nas jeszcze kilka dość ekscytujących akcji, spotkań i sporo roboty. Za kilka dni wyjazd na &lt;a href="http://www.osaarchivum.org"&gt;wystawę&lt;/a&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Generation Z&lt;/span&gt; do Budapesztu ! To wystawa traktująca o oryginalnych instrumentach elektrycznych konstruowanych w latach 20. i 30. XX wieku, m.innymi przez Lwa Termiena (Leo Theremin). Zapowiada się wszystko rewelacyjnie i odpowiada na nasze mocne studia nad archeologią instrumentów elektrycznych. Potem spotkanie z Tomkiem Hołujem, z którym przygotowujemy specjalne koncerty!!! Następnie blisko tydzień we Wrocławiu z Job Karmą, Damo Suzuki, warsztatami i koncertem. I dopiero tundra... a w sierpniu już szykują się inne karmicżne owoce naszych własnych zawirowań. Lato zapowiada się fantastycznie... Będzie o czym pisać!&lt;br /&gt;Na fotce jest interesująca roślina - tłustosz, która rośnie w Polsce, ale naprawdę wiele tłustoszy spotykamy w tundrze. Preferuje takie siedliska, których w budyniowie ubywa, bo włościanie albo wywalają tam śmieci, albo odwadniają, albo kopią torf... Saamowie stosowali tę roślinę do kwaszenia mleka...gdyż na jej liściach znajdują się enzymy przyspieszające ścinanie się mleka. RoSlina jest częściowo owadożerna! Gamonie na quadach niszczą kolonie tłustosza w kilka minut... Homo quadens, no bo najwidoczniej nie sapiens!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-7944737570104723396?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/7944737570104723396/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=7944737570104723396' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7944737570104723396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7944737570104723396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/06/lato.html' title='LATO'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-PSxDo9Hlp18/TgW-gJWqxNI/AAAAAAAAAuA/8BLILHdB5OE/s72-c/P1050696.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-6102530188051282580</id><published>2011-06-19T14:03:00.010+02:00</published><updated>2011-06-19T20:46:47.816+02:00</updated><title type='text'>HYPERKOTO</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-MQiD5r3P9L8/Tf3ygTvpQ0I/AAAAAAAAAt4/AMxwYrxGIPk/s1600/KM%2Bbaner%2B2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 178px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-MQiD5r3P9L8/Tf3ygTvpQ0I/AAAAAAAAAt4/AMxwYrxGIPk/s400/KM%2Bbaner%2B2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5619914546898092866" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nasze uprawy balkonowe rozwijają się niezwykle bujnie: pomidory karłowate kwitną bogato i są już dwa małe pomidorki - owoce, ogórki rosną jak oszalałe i jest jeden do zbioru (ok. 10 cm) i ze 6 malutkich, bazylia rozrasta się fantastycznie, kolendra kwitnie, szałwia pachnie... itd. itd. i to wszystko w ekstremalnie trudnych dla roślin warunkach. Uprawy roślin jadalnych, leczniczych i ozdobnych to autentyczna praktyka alternatywnego stylu życia. Te wszystkie (albo prawie wszystkie) miejskie zabawy i podchody pod szyldem pseudo rewolucyjnej sztuki nowoczesnej to jedynie lans bardzo konkretnych osób. Zaczyna być strasznie nudne obserwowanie kolejnych i powielanych strategii zawłaszczania segmentów tzw. rynku sztuki, medialnych tematów, klubów/scen, galerii itd. Ogrodnictwo alternatywne (czyli takie na jakie pozwalają nam warunki: chociażby w dwóch doniczkach) daje dystans i uczy cierpliwości. No i domowy ogórek lepiej smakuje niż tekst pochwalny kolegii z Bardzo Kulturalnej Redakcji. Obserwuje sobie (i w pewnych granicach popieram) cały ten błękitny zgiełk modraszkowy w Krakowie. To jak w filmie wg. klasycznych prawideł: jest fermencik, pojawia się lider, ma niezbyt eksponowane (no bo spontan) wsparcie mediów/kolegów, lepi się pracowicie kolejny lans, kolejny szum... i tylko zastanawiam się czy coś dobrego wyniknie z tego dla modraszka i jego siedliska. Jak tak, to o.k. : coś za coś, ale jeżeli tylko nowy albumik tzw. "świetnych fotek", lans na fejsie, ugruntowanie w tzw. społeczeństwie przekonania o wyższości dobrze wyreżyserowanego spontanu nad każdym innym podejściem do sprawy... to głupio jakoś. Ale zobaczymy...  niech tam, co mi zależy i tak wszyscy wiedzą, że ochrona przyrody w Polsce spoczywa na barkach jednego dziennikarza i jednej działaczki z pomysłami na media... &lt;br /&gt;W czasie, kiedy sprawy ochrony całej przyrody rozgrywają się w redakcjach wrażliwej społecznie (i popierającej młodą, zaangażowaną sztukę) gazety, ja sobie prowadzę w najlepsze (jako zgorzkniały kombatant mam prawo) research po Internecie w poszukiwaniu harf wiatrowych, interesujących instrumentów strunowych i nowych technologii muzycznych/dźwiękowych. Stało się jasne, że w budyniowie nie ma miejsc do grania muzyki, która nie ma innego celu i kształtu niż sama muzyka... Zaczynam się więc poważnie rozglądać za sposobami na performans poza miejscami, w których muzyka jest tylko dodatkiem do piwa lub dragów. Chodzi mi o miejsca w mieście bo kocham stodoły i alternatywne domki na wsi, ale to już zbyt silna konwencja i nie moje miejsce do życia. Dla zszokowanych wyjaśnienie: cholernie nie lubię wsi, a wsi budyniowej szczególnie i to nie ma nic wspólnego z moimi totalnymi / organicznymi związkami z Naturą. Mieszkać na wsi, to nie to samo co mieszkać pośród przyrody. No chyba, że się to lubi, ale o zjawisku kulturowym zwanym chłopomanią, napiszę za kilka dni w kontekście naszych wrocławskich koncertów.&lt;br /&gt;A więc na tapecie są po raz kolejny: ogrody dźwiękowe, mobilne zestawy głośnikowe, orkiestry na aplikacje do telefonów... muzyka w postaci aplikacji do iPoda... instrumenty nowej generacji, ale o najstarszych korzeniach... czyli to czym zajmę się na tzw. emeryturze - nuRave! No i okazuje się, że trafiam w środek spraw jakie dzieją się poza zasięgiem kultu Patrycji M., lansu Marii - co miała awarię, ale chyba się zepsuła już i czerstwych (ale sympatycznych i zasłużonych) gwiazd typu Gienek L. oraz czegoś niewiarygodnie koszmarnego o adekwatnej nazwie - trendy festiwal (dawniej nazywano takie rzeczy: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;kiłą&lt;/span&gt;) : a to Bjork zapowiada nowe utwory na iPad'a (dostępne od 30 czerwca)... i dopiero w jesieni płyta CD, a to niejaka Ellen Fullman rozciąga długie struny i nawiązuje do fascynującej &lt;span style="font-style:italic;"&gt;teorii strun&lt;/span&gt; - na temat budowy wszechświata ? a to Miya Masaoka rewelacyjnie katuje ( a może &lt;span style="font-style:italic;"&gt;kotuje&lt;/span&gt;?!) swoje tradycyjne japońskie harfy poziome - koto! Dobrze Ją rozumiem, bo kilka lat temu też nie mogłem już znieść tych pitu-pitu ( Ej sokoły...) na cymbałach, które sam rozpocząłem gdzieś w późnych latach 70-siątych XX wieku i które za sprawą Marka Leszczyńskiego i Atmana zaraziły wielu ludzi. Zamówiłem cymbały santoor z modyfikacjami w Indiach, zelektryfikowałem w dość przemyślny sposób i tak powstał nowy, hybrydyczny instrument z serii &lt;span style="font-style:italic;"&gt;digital archeo&lt;/span&gt;. Słuchając muzyki Miya Masaoka natrafiłem na inną wirtuozkę modyfikowanego koto - Michiyo Yagi... a potem okazało się, że grają czasem razem! Polecam: "Michyo Yagi &amp; Miya Masaoke @ Shinjuku Pit Inn" na YouTube... Albo taki kawał doskonałej muzyki (w rozumieniu jakie zaproponowałem wyżej) - Erebus, Terror (w /AA@Darknorse) zagrany/ujawniony przez M.Yagi - jest też na YT. Nawet nie linkuje bo Internet zaraz Wam to pokaże, a jest szansa, że jeszcze inne rejestracje, jakich ja nie widziałem. Polecam też &lt;a href="http://www.myspace.com/hyperkoto"&gt;www.myspace.com/hyperkoto &lt;/a&gt;i tylko dla hyperkoto bo sam myspace to dwód jak można zgnoić doskonałe pomysły... to jakby nim zajął się Onet...nie jestem chyba daleki od prawdy?&lt;br /&gt;Mamy wiele radości z nowej tampury. Przyjechała do nas z Kalkuty i jest to wersja koncertowo-nomadyczna. Mamy wielką, piękną i doskonale brzmiącą tampurę, którą przywiozłem z jednego z pierwszych wyjadów do Indii. Nowa jest znacznie mniejsza, ma metr długości i co ważne posiada płaskie pudło rezonansowe! Brzmi doskonale i chyba się polubiły, bo razem dają dron jakich mało i jaki jest całkiem niedostępny z urządzeń elektronicznych, które także i my używamy. Dawno nie "oswajałem" swoją starą metodą nowego instrumentu, chyba kilka lat temu kaval z Bułgarii.&lt;br /&gt;Kilka filmików z &lt;a href="http://www.festiwalherbaty.pl"&gt;FESTIWALU HERBATY&lt;/a&gt; w Cieszynie udało się opublikować na YouTube, ale ważniejsza jest robocza i dlatego całkiem udana rejestracja koncertu. W jesieni bedzie dostępna u nas czyli we Fladze Świata - &lt;a href="http://worldflagrecords.blogspot.com"&gt;World Flag Records&lt;/a&gt; i jednocześnie w UK, w tamtejszej małej dystrybucji artystycznych wydawnictw muzycznych. To będzie już trzecia płyta podwójnie udostępniana w ten sposób.&lt;br /&gt;Lipiec wygląda na bardzo interesujący. Najpierw blisko tydzień we Wrocławiu i warsztaty, granie z Damo Suzuki (wokalisty i muzyka legendarnego CAN !!!), nasz koncert... a potem wolność w tundrze Samów aż do sierpnia.&lt;br /&gt;Śledzę też kolejne meldunki z trasy załogi &lt;a href="http://www.balkan4x4.eu"&gt;Balkan4x4&lt;/a&gt;, która przeciera drogi gdzieś na pograniczu Serbii i Bułgarii! Może w przyszłym roku etnobotanika w górach Bułgarii! Zainteresowani - powoli się ujawniajcie, bo szykuje się ekscytująca etnobotaniczna podróż na 2012 rok... aby póniej nie kwękać, że się nie wiedziało... &lt;br /&gt;Jutro biegnę poprowadzić wykład nt. etnobotaniki dla studentów AGH... z którymi mam we wrześniu praktykować metodę etnobotaniczną w antropologii kulturowej w ...Bieszczadach!&lt;br /&gt;Na obrazku jest piękny, mroczny baner zaprojektowany przez Tomka -Rolnika- Czermińskiego, który właśnie pakuje blisko setkę wyjątkowych, kolorowych zaproszeń dla zainteresowanych kultywowaniem zwyczajów niezależnej sceny psychedelicznej, jacy, mam nadzieję, pojawią się we WRO w połowie lipca!?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-6102530188051282580?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/6102530188051282580/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=6102530188051282580' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6102530188051282580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6102530188051282580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/06/hyperkoto.html' title='HYPERKOTO'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-MQiD5r3P9L8/Tf3ygTvpQ0I/AAAAAAAAAt4/AMxwYrxGIPk/s72-c/KM%2Bbaner%2B2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-7764218524644664733</id><published>2011-06-13T21:02:00.007+02:00</published><updated>2011-06-13T22:28:37.298+02:00</updated><title type='text'>SRACZKA</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-ej5sBlLBfUA/TfZfa6q79CI/AAAAAAAAAtw/J9ID4UVYwEY/s1600/indianin%2Bczb.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 276px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ej5sBlLBfUA/TfZfa6q79CI/AAAAAAAAAtw/J9ID4UVYwEY/s400/indianin%2Bczb.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5617782501221856290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wczesnym rankiem ruszyłem do Szczawnicy i Jaworek aby zobaczyć co dzieje się ze stanowiskiem Primula farinosa. Niewielka, podmokła łączka była tym razem biała od wełnianki. Na cieniutkiej, zielonej łodydze zwisają białe kłaczki jak wyrwane z luźnego kłębka waty. Takich wacikowych łodyżek jest ze dwa tysiące obok siebie... Zaraz przypomniałem sobie kilka fantastycznych wełniankowych łączek w tundrze. Troche inne gatunki wełnianek i całkiem inne góry... już chciałbym pakować plecak! Praca, polegająca na wyszukiwaniu przekwitłych kwiatostanów Primuli i wyborze innych tematów do wykonania zawodowej dokumentacji przez Bogdana K. troszkę się nam przeciągnęła i z żalem musieliśmy pozostawić całe zbocza poziomek...aby złapać autobus do Krakowa.&lt;br /&gt;Ciągle jeszcze myślę o Festiwalu Herbaty w Cieszynie i tym cichym rugowaniu wszystkiego co posługuje się nieco inną logiką. Wystarczy, że na festiwalu nie ma piwa i już jest to poważna przeszkoda w słuchaniu muzyki? A po takiej sobie ilości słuchaczy i uczestników warsztatów można sądzić, że to jest jednak poważna przeszkoda!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Za tydzień mam poprowadzić wykład dla studentów AGH na temat etnobotaniki. Nie mam z tym wielkiego kłopotu, ale zaczynam widzieć, że wraz z doświadczeniem pojawia się wątpliwość co do możliwości nauczenia kogokolwiek ...czegokolwiek. Pewnie należy z tym walczyć dla dobra przyszłych pokoleń, czy coś w tym rodzaju, ale z drugiej strony bardzo zaczyna mnie pociągać inne wyjście: nie przejmować się sprawami innych ludzi. Jedyne co mnie jeszcze trzyma przy misji edukacyjnej (poza ślubowaniami bodhisattwy) to żal wielkich, starych drzew. No bo jak się nie nauczy małego Jasia... A małe Jasie i małe Małgosie zabawiają się pod naszą Wieżą... obrywając rozkwitające pąki posadzonych przez nas kilku odmian lilii. Nie mam żalu do dzieci, ale rodzice zachowują się skandalicznie nie reagując na tego typu zabawy. Mały Jaś urywa bezkarnie i bezmyślnie pączki kwiatów, które posadził pan z brodą (dziwny jakiś bo nie musiał a posadził), później urwie motylkowi skrzydełka dla zabawy, następnie kopnie koleżankę w głowe aby zabawy było jeszcze więcej, a zakończy maltretując mniejszego Jasia i zdejmując koleżance majtki aby zrobić stosowną dokumentację i wysłać filmik z komórki innym rozbawionym dzieciaczkom. Rodzice tych małych Jasiów i Małgoś zorganizują później jakiś marsz milczenia przeciw przemocy, a wystarczyłoby zareagować kilka lat wcześniej na poznawczo-niszczące praktyki na podwórku. No więc brnijmy w tę dydaktykę, może ktoś ocaleje i kilka drzew postoi jeszcze parę lat?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Cieszynie, po naszym koncercie usłyszeliśmy od Vlastislava Matouska, że jest nam wdzięczny za nasze bezkompromisowe poszukiwanie muzyki/energii, a nie granie - jak to pięknie i trafnie ujął Vlasto - "tej sraczki"... Niestety, nie granie "sraczki" zawęża możliwości grania koncertów, ale z drugiej strony wyautowuje nas automatycznie i skutecznie poza te wszystkie obiegi i koterie, które właśnie z opychania "sraczki" żyją. Ale mam wrażenie, że tych innych, "bezsraczkowych" obiegów jest z roku na rok mniej?! A może mi się tylko tak zdaje? Kilka dni temu słyszałem wypowiedź młodego muzyka, że powinno się jego zespołowi udać zyskać popularność; bo grają covery i potrafią zrobić salto na scenie. Jak słyszę takie wypowiedzi to rozumiem decyzję Witkacego, że nie chciał oglądać świata równych szans... bo ta równość jakoś zawsze kończy się równaniem w dół. Z drugiej strony jednak spotykają nas czasem bardzo miłe niespodzianki... &lt;br /&gt;Specjalnie zaprojektowane i wydrukowane przez Tomka -Rolnika- Cz. na dobrym papierze zaproszenia na nasz koncert w ramach Festiwalu Herbaty powiesiliśmy na wotywnej gałęzi przywiązanej do masztu oświetlenia, w ramach realizacji dość intuicyjnych moich wizji zaznaczonej na plakatach Karpat jako: event - concert - image. Byłem pewny, że nikt moich niejasnych intencji nie zrozumie i bilety pozostaną na miejscu... a tu gałąź po koncercie była pusta! Może nasza wojna ze "sraczkami" muzycznymi i przymusem wykonywania salta na scenie nie jest całkiem beznadziejna?&lt;br /&gt;Na obrazku stara ilustracja do mojego tekstu o syntezatorach i pytanie: co jest zabawniejsze; kiedy "dzicy" grają na klawiszach, czy kiedy my gramy dzikich?&lt;br /&gt;Niestety nasi mistrzowie fotografii: Kasia i Bogdan nie zalali mnie fotografiami z koncertu, koncertów... ale będę miał co w zimie pokazywać. W medialnym świecie działać należy natychmiast, albo wcale?!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-7764218524644664733?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/7764218524644664733/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=7764218524644664733' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7764218524644664733'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7764218524644664733'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/06/sraczka.html' title='SRACZKA'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-ej5sBlLBfUA/TfZfa6q79CI/AAAAAAAAAtw/J9ID4UVYwEY/s72-c/indianin%2Bczb.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-2350095964403728575</id><published>2011-06-12T20:46:00.005+02:00</published><updated>2011-06-12T21:52:49.968+02:00</updated><title type='text'>DRAGON'S FLIGHT</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-X9k9J0XTvKU/TfUXl0JdWbI/AAAAAAAAAto/W9qvwTjrLsI/s1600/DSC_7381.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-X9k9J0XTvKU/TfUXl0JdWbI/AAAAAAAAAto/W9qvwTjrLsI/s400/DSC_7381.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5617422048635476402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kilka godzin temu wróciliśmy do Krakowa i kolejna edycja Festiwalu Herbaty w Cieszynie za nami! Jedno popołudnie i jeden dzień to stanowczo zbyt krótko jak na tego rodzaju świętowanie. Sam Cieszyn wymaga wielu godzin spacerów tematycznych i to wyprawy bardzo przyjemne. Takiej ilości pięknych starych drzew nie widziałem dawno w miastach na naszych szlakach. Wszystkie większe okazy są wytropione, obcięte lub wycięte i na ich miejsce sadzi się patykowane atrapy z systemem korzeniowym wielkości pięści z nadzieją, że szybko uschnie i będzie spokój?! Dość często też sadzi się ulubione przez lud nasz tuje wg. reguły: wszystkie wujki sadzą tujki! A w Cieszynie 20-30 metrowe olbrzymy stoją sobie spokojnie? Może dlatego to na Festiwalu spotkałem legendarnego w pewnych kręgach Jana Szimika z broszurką Jego autorstwa pt. Domowe herbaty ziołowe, Czeski Cieszyn 2007, nakład własny...&lt;br /&gt;Pierwszą płytą jaką odpaliliśmy po powrocie z Cieszyna jest CD Vladimira Vaclavka - Pisne Nepisne,&lt;br /&gt;wydana w 2003 roku przez &lt;a href="http://www.indiesrec.cz"&gt;Indies Records&lt;/a&gt;. Blisko godzinna płyta nagrana w studiu doskonale oddaje klimat i poziom koncertów solowych Vaclavka. Koncert w ubiegłym roku i koncert z wczoraj to wielkie przyjemności jakie nas w Cieszynie spotkały. Koncert klasycznej muzyki Indii na sitar, esraj i tabla był więcej niż poprawny, ale proste zamienianie skrzypiec na esraj i uczenie gry na tabli w sposób przyjęty dla "opanowywania" podstaw gry na pianinie ... niezbyt się sprawdza. Niby wszystko gra i odpowiada teorii, ale gdzieś gubi się muzyka i jej duch. Duch się nie gubił duo didjeridu z Warszawy. Ruffi Libner i Luka Hołuj utrzymali szlachetny minimal i "pompowali" jak należy. Jeżeli szukać jakiegoś "ale" to także nie w doskonałej formie i technice gry; to było bez uwag. Jedyne co przychodzi mi na myśl to tradycyjny termin z muzycznej praktyki indyjskiej: rasa. Rasa to stan emocjonalny słuchacza wyzwalany przez doświadczonego muzyka, który to stan jest niezbędny do wytworzenia subtelnego powiązania wykonawcy i słuchającego. Bez mocnej wymiany rasa nie ma istotnej, zapadającej głęboko muzyki. Gdy jest rasa, technika staje się tłem, a nie istotą. Rasa pojawia się z wiekiem i doświadczeniem, ale także dzięki bezkompromisowości i oddaniu istotnym elementom muzyki traktowanej jako wyraz praktyki duchowej. Duo z Warszawy powinno jedynie grać i starzeć się, natomiast czeski tablista, który w obecności starego mistrza sitaru ziewał, popijał herbatkę i podpierał ciążącą mu głowę pełną teorii - do rasa ma tak daleko jak z Cieszyna na księżyc. Gość ten odpalił wieczorem jakiś cyrk w rodzaju "barwnego korowodu dookoła świata" i zaprezentował wszystkie techniki muzyczne jakie poznano... A wszystko sprawnie i bardzo wesoło... Taka nauka zajmuje pewnie tak zdolnemu muzykowi ledwo ze dwa semestry?!&lt;br /&gt;Vladimir Vaclavek na swojej płycie, która gra właśnie w naszej Wieży, umieścił nagranie Dragon Flight... i tak to jest; prawdziwa rasa jest jak lot smoków - oszałamia.&lt;br /&gt;Na focie - detal z zaułków Lewoczy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-2350095964403728575?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/2350095964403728575/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=2350095964403728575' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2350095964403728575'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2350095964403728575'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/06/dragons-flight.html' title='DRAGON&apos;S FLIGHT'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-X9k9J0XTvKU/TfUXl0JdWbI/AAAAAAAAAto/W9qvwTjrLsI/s72-c/DSC_7381.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-7896222829884963960</id><published>2011-06-08T20:02:00.004+02:00</published><updated>2011-06-08T21:16:17.861+02:00</updated><title type='text'>ANTI-THEORY</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-BeCatItv1O8/Te_HIdldy6I/AAAAAAAAAtg/uvLSBIzPyrI/s1600/DSC_1010.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-BeCatItv1O8/Te_HIdldy6I/AAAAAAAAAtg/uvLSBIzPyrI/s400/DSC_1010.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5615926208548948898" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na dobre przesiadłem się do "maka" i właśnie włączyło się automatycznie podświetlanie klawiszy... bo już po zachodzie słońca, a na lampę jeszcze zbyt wcześnie. Ostatnie dni zainspirowały mnie do pracy nad instrumentami, które "pobierają" muzykę wprost z otoczenia. Jest wiele takich konstrukcji, które współdziałają z wiatrem, słońcem, wodą i prądem elektrycznym w czystej postaci. Mam plan, aby tegoroczny dość długi i ekscytujący trekking w tundrze Saamów (na terenie Laponia - World Haritage Area, wyznaczonym przez UNESCO) wykorzystać do eksperymentów z harfami wiatrowymi. W tego rodzaju eksperymentach pociągająca jest ich nieprzewidywalność i niezwykła inspirująca siła. Myślałem o tym dzisiaj w południe, podczas interesującego wykładu o "walorach terapeutycznych roślin ozdobnych", jaki wygłosiła dr inż. Bożena Szewczyk-Taranek podczas Swięta Ogrodów 2011 w Krakowie. Ogród jest strefą bliską natury i bywa, że stanowi jej jedyny dostępny substytut. Istnieje terapia ogrodnicza i ogrodnictwo terapeutyczne... Ogrodnictwo to określenie, którego istota sprowadza się do - kultury opiekowania się roślinami, przy czym; kultura, wydaje się w tym określeniu nie całkiem doceniana i rozumiana. Bardzo ciekawą informacją z wykładu było przytoczenie badań z których wynika, że na długowieczność w dobrym zdrowiu i zachowanie sprawności intelektualnej największy i dobroczynny wpływ ma ogrodnictwo i przebywanie wśród roślin, a nie sport! Powinno się apelować i lobbować nie o budowę boisk, ale o zakładanie ogrodów!  Mam wrażenie, że z tym nadęciem spraw tzw. sportu to jakaś gigantyczna ściema, a już organizacje piłkarskie to jawne ekipy działające jak mafia. Szkoda, że aktywiści ekologiczni lekceważą okazje do uczenia się i nie widziałem nikogo na bardzo interesujących wykładach ... a np. teoria psychologiczno-ewolucyjna Rogera Urlicha byłaby chyba bardzo interesująca dla wyznaczania celów i strategii działania. Nie wystarczy zlikwidowanie sklepików z dopalaczami w pobliżu szkoły, przydał by się szkolny ogród i codzienna swobodna aktywność w nim. Za kilka lat to posiadanie ogrodu, tarasu, a może nawet balkonu z uprawami ziół i roślin ozdobnych i pokarmowych będzie pewnie wyrazem wielkiej niezależności. I tu muszę się pochwalić; na naszym balkonie od wschodu mamy już trzy maleńkie ogórki w hodowli donicowej... A ogórki były ostatnio przebojem medialnym większym niż krypta, wrak samolotu i największy kiczowaty Król Polski.&lt;br /&gt;Co to ma wszystko wspólnego z muzyką? Dla mnie osobiście bardzo wiele i nie wszystko umiałbym jeszcze dobrze wytłumaczyć. Jest w roślinach jakiś element bliskiej mi organiczności i tego fascynującego elementu, który stanowi o życiu. Kiedy dawno temu uczestniczyłem w niezwykłym wydarzeniu jakim było działanie Living Theatre to słowo "living" zawsze czyłem jako roślinne, organicznie roślinne, a nie zwierzęce, które jest zawsze bardziej indywidualistyczne i przez to skazane na śmierć. ®ośliny wydają się być długowieczne i obliczone na znacznie dłuższy dystans? Ot takie tam intuicje. Ogrody, dzikie obszary o silnym oddziaływaniu, muzyka i dźwięki z anrchicznych i osobliwych instrumentów, oto smak tego co genialny Reed Ghazala nazwał - anti-theory. Boginiom niech będą dzięki za uchronienie mnie od przymusu bycia muzykantem, którego nauczono wszystkiego co najdalsze od swobody, kreatywności i wielkiej przyjemności eksperymentowania. &lt;br /&gt;W piątek rano mkniemy do Cieszyna i Festiwal Herbaty. To znakomity przykład, że można zrobić coś po swojemy i nie ulegając ciśnieniu niby-szołbiznesu, bez browarów i wyszczekanej do kuriozalnych rozmiarów dziadowizji. Oby tylko pogoda dopisała! &lt;br /&gt;W niedziele zamieszałem się w tłum modraszków na Zakrzówku w Krakowie i mimo tego, że widzę też te zakulisowe ruchy - poparłem czynem słuszną sprawę powstrzymania chętnych do zrobienia interesu kosztem świetnego terenu zieleni, skał, drzew i modraszków. Nie wszystko musi być w takich sprawach łatwe i jestem za zasadą ostrożności w dysponowaniu wspólnymi terenami w mieście. Jest takiego dobra czyli tej wyeksploatowanej do spodu - przestrzeni publicznej bardzo już mało... zawsze jakieś płoty, święte pomniki, kaplice, krzyże, zamknięte ogrody księżych posiadłości w środku Krakowa... &lt;br /&gt;Da się wiele zagadać, ale przychodzi taki cenny moment, w którym budzi się w nas intuicja, to coś... anti-theory i wiemy co mamy robić, wiemy co mamy grać, wiemy z kim mamy być. I ma to silny związek z muzyką.&lt;br /&gt;Na obrazku: dołącz do najlepszych w anti-theory! Fota ze starszych zasobów dokumentacji gier i zabaw miejskich.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-7896222829884963960?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/7896222829884963960/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=7896222829884963960' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7896222829884963960'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7896222829884963960'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/06/anti-theory.html' title='ANTI-THEORY'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-BeCatItv1O8/Te_HIdldy6I/AAAAAAAAAtg/uvLSBIzPyrI/s72-c/DSC_1010.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-1171088077619882343</id><published>2011-06-06T20:48:00.003+02:00</published><updated>2011-06-06T22:07:39.233+02:00</updated><title type='text'>PERFORMANS</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-4fuvZom3G00/Te0y99jjS-I/AAAAAAAAAtY/nyar0GvKRMM/s1600/DSC_8649.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-4fuvZom3G00/Te0y99jjS-I/AAAAAAAAAtY/nyar0GvKRMM/s400/DSC_8649.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5615200350477962210" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Słowo "performance" pojawiło się po raz pierwszy około 1494 roku... i oznaczała: powodzenie, wyczyn, wykonanie, występ, przedstawienie. Do tych znaczeń dodano współcześnie także: seans, koncert, osiągnięcie (celu), a nawet wydajność! Richard Schechner wyróżnił osiem rodzajów performansów: performans w życiu codziennym, w sztuce, w sporcie i innych popularnych rozrywkach, w biznesie, w technologii, w seksie, w rytuałach świętych i świeckich, w zabawie. Bardzo interesująco wygląda performans technologiczny. Widzę tu wyjaśnienie pewnego stylu wypowiedzi wielu obserwatorów i samych performerów. Pokaz świateł, obrazów itd. czyli to co często mylone jest z np. koncertem (a to performans artystyczny, muzyczny) jest performansem technologicznym, w którym ważna jest technologia i jej poziom, to ona jest tematem performansu. Dlatego, kiedy przedstawiamy nagrania muzyczne fanom performansu technologicznego usłyszymy raczej, że mają zbyt mało basu, zbyt dużo basu, są źle skompresowane i mają słaby mastering... niż cokolwiek na temat samej muzyki. Performans technologiczny wprowadził zjawisko nazywane parametryzacją performansu. Performans technologiczny jest dość arogancki i pretenduje do wiodącego. Pomaga w tym zjawisku wsparcie koncernów i sprzedawców nowych technologii, którzy świetnie wygrywają te snobistyczne zagrywki. Do tego dochodzi jeszcze wstydliwy problem tego, że łatwiej jest porównać parametry głośnika niż artystyczne strategie. No i mamy rzesze wielkich znawców jak malowane. No i wszystko w obrębie performansu technologicznego jest nowe... niczego (poza instrukcją techniczną) czytać się nie musi. A to nowe wygląda m.innymi tak:&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;W 1913 roku niejaki Luigi Russolo pokazał swoją pracę pt. Sztuka hałasu: zestaw skrzyń z ukrytymi emitorami hałasu. Pan Luigi wraz ze swym asystentem Hugo Piattim potrafili wytworzyć około 30 tysięcy różnych dźwięków. Orkiestra Russolo i Piattego wystąpiła z koncertem Sztuka hałasu po raz pierwszy 11 sierpnia 1913 roku. Może tę datę przyjąć jako początek grania noise music...?! Niejaki J. Cage skomponował (?) w 1951 roku &lt;br /&gt;utwór pt. Imaginary Landscape No.4 na dźwięki wydobywane z dwunastu radioodbiorników obsługiwanych przez dwadzieścia cztery osoby, które nieustannie zmieniały stacje i natężenie dźwięku...   &lt;br /&gt;To wszystko i więcej: Herman Nitsch, Kurt Kren, object art, liminalność vs liminoidalność, interowalność .... wyczytacie w świetnej książce Jacka Wachowskiego - Performans, wydanej przez słowo/obraz terytoria. Jest to także podręcznik akademicki i daje to nadzieje nie odkrywania odkrytego i świadomego odbioru sztuki w miejsce popadania w dwuletnie cykle lansowania gwiazd budyniowa?! No wiem; naiwny, naiwny...&lt;br /&gt;Ale wczoraj znalazłem się w dużym zgromadzeniu ludzi z przyczepionymi skrzydłami o barwie niebieskiej. Nie były to jedynie dzieci, oj nie... widziałem bardzo dorosłe już okazy motylo-ludzi... a nawet motylo psa! Modraszkowy performans polegał na byciu przez chwilę motylem i człowiekiem razem z innymi, w obronie miejsca gdzie żyją  modraszki i gdzie ludzie przychodzą aby je oglądać i generalnie nie oglądać przez jakiś czas rzeki samochodów, mas ludzkich, reklam i ścian domów... Te błękitne motylki, które symbolicznie są tematem performansu to zlepek dwóch gatunków modraszków: telejusa (Maculinea teleius) i neusitous (Maculinea nausithos), które żyją sobie na trawiastych i nieco podmokłych terenach na Zakrzówku w Krakowie. Obydwa gatunki są u nas prawnie chronione, wpisano je na listy ginących gatunków, ale są także wymienione w II i IV załączniku Dyrektywy Habitatowej, którą ratyfikowaliśmy przystępując do Unii Europejskiej. Załącznik II mówi, że nasze modraszki to: gatunki będące przedmiotem zainteresowania Wspólnoty, których ochrona wymaga wyznaczenia specjalnych obszarów ochrony, załącznik nr IV mówi, że: to gatunki, które wymagają ścisłej ochrony. Ale w modraszkowym performansie chodziło o coś innego; coś bardzo podstawowego dla mieszkańców miasta. To tereny swobodnego bycia, tereny gdzie można odpocząć i gdzie dzieci mogą zobaczyć, że istnieje także świat drzew, motyli, traw i skał. Chodziło też o to gdzie kończy się władza kilku osób i ekonomii, a gdzie zaczyna się władza mieszkańców miasta. Chodzi o to, że nie wszystko można kupić i nie wszystko warto sprzedwać. A modraszki to interesujące motyle i w ich cyklu życiowym jest wiele tajemniczych zjawisk; adopcja larw motyla przez...mrówki, specjalne rośliny żywicielskie i silny tzw. dyformizm płciowy. Oznacza to, że samiczki i samce różnią się znacznie ubarwieniem. Podczas performansu na Zakrzówku widziałem tylko błękitne samczyki modraszków... może samiczki dołączą następnym razem?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-1171088077619882343?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/1171088077619882343/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=1171088077619882343' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1171088077619882343'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1171088077619882343'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/06/performans.html' title='PERFORMANS'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-4fuvZom3G00/Te0y99jjS-I/AAAAAAAAAtY/nyar0GvKRMM/s72-c/DSC_8649.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-3880517847806812416</id><published>2011-05-30T09:15:00.008+02:00</published><updated>2011-05-30T11:38:28.550+02:00</updated><title type='text'>DIGITAL ARCHAIC</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-yuR07xTmRkc/TeNaPkBW_qI/AAAAAAAAAtM/hW0AVCgQQ7M/s1600/BADOOG%2B2%2Bkopia.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 179px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-yuR07xTmRkc/TeNaPkBW_qI/AAAAAAAAAtM/hW0AVCgQQ7M/s400/BADOOG%2B2%2Bkopia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5612428784047685282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Do naszego dość specyficznego instrumentarium dołączył kilka dni temu MOTOPHON 1... To trzecia analogowa konstrukcja, która włączona do systemu paneli efektów i wzmacniacza lampowego daje mi wiele radości. Dość często rozmawiamy na temat elektryczności jako naturalnym, przyrodniczym i zadziwiająco mało znanym zjawisku/środowisku. &lt;br /&gt;Obok grupy najstarszych instrumentów tradycyjnych i cyfrowych technologii przetwarzania dźwięku i tych stosowanych w studiu (ale także tzw. sampli / próbek dźwiękowych) od lat cieszy nas bardzo sfera operowania prądem elektrycznym. To może być dla części młodych adeptów "elektroniki" załamujące, ale jest to dość stara ścieżka, bo już w XVIII wieku (!!!) próbowano konstruować nowe instrumenty oparte o elektryczność. Pionierem był niejaki Prokop Divis, czeski wynalazca ..piorunochronu. Zbudował &lt;span style="font-style:italic;"&gt;orchestrion mutacyjny  &lt;/span&gt; , ale niestety do naszych czasów nie zachował się nawet jeden. W latach 20-stych XX wieku pojawiły się dwa ciekawe instrumenty: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tiermienvox&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dinaphon&lt;/span&gt;. Wynalazcą &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tiermienvoxa&lt;/span&gt; był Lew Siergiejewicz Tiermien, który swój niezwykły instrument opatentował w 1924 roku. W.I. Lenin realizował w tamtych czasach plan opisany prostym równaniem: władza w ręce rad + kolektywizacja rolnictwa + elektryfikacja = komunizm ! W ramach elektryfikacji znalazło się miejsce na elektryczny instrument bez historii, dźwiękowy wyraz nowych czasów... tyle, że wynalazca dał nogę za Wielką Wodę i jego instrument (i inne prace z dziedziny zaawansowanej fizyki!) wsparły zgniły kapitalizm. Rozumiem, że Krytyka Polityczna ma go na swej czarnej liście?! W komunistycznym raju ideologii szalonych, Lew dostałby strzał w tył głowy i jako doskonały fizyk i mądry człowiek nie czekał w imię równości z najgłupszymi i najbardziej leniwymi i dał dyla! W USA Lew zamienił się w Leo, a Tiermien w Theremin... wobec czego także jego elektryczne dziecko nazywano &lt;span style="font-style:italic;"&gt;thereminovoxem&lt;/span&gt; , a po jakimś czasie w skrócie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;thereminem&lt;/span&gt;. W Polsce "obowiązuje" "spolszczona" nazwa &lt;span style="font-style:italic;"&gt;teremin&lt;/span&gt; , jest jakimś miejscowym fetyszem i nigdy się nie przyjęła prawidłowa nazwa uparcie stosowana przez samego konstruktora. Nasi "swoje" wiedzą i w budyniowie musi być zawsze jakieś "didziuridziu" albo inne "efy szesnaste". &lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Thereminovox&lt;/span&gt; nie był końcem poszukiwań nowych instrumentów elektrycznych i dopiero w latach 30-stych XX wieku wysypało się kilka konstrukcji: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;fale Martenota&lt;/span&gt; (instrument zbudowany przez Maurice Martenot'a)czy całkowicie dla mnie powalająca konstrukcja Friedricha Trautweina - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;trautonium&lt;/span&gt;! Kiedy pojawiły się (a jak widać nie pojawiły się z niczego i nagle...) tzw. obwody scalone posypały się pomysły na instrumenty elektroniczne. W 1972 roku rozpoczęła się era organów elektrycznych (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;phoenix&lt;/span&gt; Hammonda!)i konstrukcji Roberta Mooga, opracowano setki nowych instrumentów. To firma utworzona przez pana Roberta M. czyli rozpalający zmysły polskich fanów i "wtajemniczonych" MOOG przejął oryginalną konstrukcję &lt;span style="font-style:italic;"&gt;thereminovoxa&lt;/span&gt; Leona Theremina i produkuje te instrumenty w kilku odmianach do dzisiaj. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Thereminovox&lt;/span&gt; od blisko 100 lat pozostaje kultowym instrumentem i opisy muzyki granej na nim rozpalały wyobraźnię wielu ludzi. W łodzi podwodnej kapitana Nemo słuchano koncertów na tym, jak go nazywano, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;instrumencie sferycznym&lt;/span&gt;! Zważywszy na to, że w pierwotnym zamiarze autora &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Stu tysięcy mil podwodnej podróży&lt;/span&gt; kapitan Nemo nie był indyjskim renegatem, ale polskim szlachcicem walczącym z Rosjanami wszędzie gdzie się dało... obecność &lt;span style="font-style:italic;"&gt;thereminovoxa&lt;/span&gt; była pewnym smaczkiem.&lt;br /&gt;Instrumenty tradycyjne, odkryte i zbudowane dawno temu (chociaż niektóre z nich wcale nie mają tak archaicznych początków jak się zwykło uważać) miały dla mnie zawsze walor zagadkowych źródeł dźwięku, które w miarę ich oswajania ( mam wiele własnych technik na ten proces) prowadziły mnie w rejony zakodowanych w ich konstrukcji i możliwościach dźwiękowych, znaczeń i istności. Nigdy się nie zgodzę z tezą, że cała muzyka jest w głowie muzyka i wiem, że tylko delikatna gra pomiędzy umysłem i ciałem dać może interesujący efekt. Dlaczego więc nie cofnąć się do czasów gdy fantastycznie twórczy ludzie, kierując się intuicją i wyobraźnią, odważnie tworzyli niepowtarzalne instrumenty na prąd elektryczny. Nie musi nas przecież obchodzić cała ta masowa produkcja "klawiatur" ("parapetów', "kibordów"...) z taniego plastiku i z czipami produkowanymi na tony. Możemy podejść do rzeczy raz jeszcze i nie musi to być koniecznie syntezator Moog, którym dzisiaj kupuje się go jako etykietkę: "awangarda" albo "elektronika". Nie krytykuję tu niezwykłej konstrukcji Roberta Mooga, a nawet jego dzisiejszych, mocno już zdygitalizowanych wersji, ale jestem przekonany, że praca nad muzyką nie powinna się opierać o gotowe, nawet dobrze brzmiące moduły. &lt;br /&gt;Wyjściem z tego ambarasu, które praktykujemy jest włączenie pracy z prądem elektrycznym w większe systemy, których częścią są - w przypadku naszych generatorów: Badoog 1 i Badoog 2 zbudowanych przez Mirka Badurę - rozmaite inne urządzenia, w tym nawet fotoogniwa. No i teraz, tuż obok mojego laptopa leżą dwie czarne skrzyneczki połączone kablem, które konstruktor M. Badura nazwał: MOTOPHONEM odchodząc tym samym od serii Badoogów, których nazwa była moim pomysłem na połączenie nazwiska konstruktora i ojca legendarnego walizkowego syntezatora Mooga. Mirek ze swoim (ale firmowanym przez firmę Moog) &lt;span style="font-style:italic;"&gt;thereminovoxem&lt;/span&gt; plus Badoog 2 i MOTOPHON to istotny element załogi naszego projektu o nazwie: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Thereminovox Interactive Instalation Project &lt;/span&gt;(TIIP), który zaczyna się rozwijać na tyle dobrze aby zacząć myśleć o jakimś nagraniowym podsumowaniu wiosną przyszłego roku? Ślady tej aktywności znajdziecie na YouTube i na płytce 7. Collective Improvisation wydanej przez WFR pod numerem 033/2010. &lt;br /&gt;Warto może dodać, że nasze kontakty z interesującą elektroniką zaczęły się jeszcze przed powstaniem Projektu Karpaty Magiczne i rosyjskie podróbki (doskonale brzmiące) syntezatorów i organów amerykańskich usłyszeć można już na pierwszej naszej płycie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ethnocore&lt;/span&gt; ! Sporo brzmień syntezatora Mooga (tym razem starego dobrego analogowego i oryginalnego) jest na płycie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Euscorpius Carpathicus&lt;/span&gt; i w kilku innych miejscach. Dość zabawną jest historia odbioru utworu zagranego w całości na generatorze Badoog 2 opublikowanego na naszym całkowicie niedocenionym w Polsce albumie - MIRRORS - (VIVO Records,2007)! Polegli nawet najbardziej radykalni z radykalnych! Ubaw po pachy! Jakby były obowiązujące na radykalnej scenie cichutkie szumy z darmowych programów komputerowych, artystowskie zgrzytnięcia (ale takie niezbyt długie: zgrzytnie i przestanie) i dupnięcia (od czasu do czasu, rzecz jasna)... oj, to tak, tak, ale chropowaty, mocny i arogancki generator sterowany mną i światłem, to nie. A ja miałem obraz metalowych konstrukcji kolejki krzesełkowej z naoliwionymi kołami odlanymi w ogniowo-czarnych hutach, stalowe liny przecinające wykarczowane stoki bukowego lasu, arogancję budowniczych, lizusostwo naukowców, sprzedajność tzw. społeczności lokalnej, kłamstwo i obłudę, której jest na kopy i tę polską nienawiść do drzew, którą musieliśmy nabyć przecież nie tak dawno? Eleganckie szumy i dupnięcia nie wystarczają aby to zagrać, wierzcie mi. Uparłem się i do tego zrobiłem video z tym całym dziadostwem, ale tak jak muzyka obraz był także zbyt radykalny.&lt;br /&gt;Podczas pamiętnego Festiwalu Terrastock w USA (2006) zaintrygowała nas wielka, "pajęcza" konstrukcja otaczająca od góry i boków ekipę Ghost. To był rodzaj &lt;span style="font-style:italic;"&gt;thereminovoxa&lt;/span&gt;, ale zamiast jednego masztu / anteny pionowej i poziomego zagiętego panelu, rozwieszono sieć przewodów i nieekranizowanego drutu-anten. Wejście w niektóre obszary sceny generowało dodatkowe dźwięki i idea Leona T. "instrumentu sferycznego", na którym gra się bez jego dotykania poszerzyła się do grania całym ciałem i obecnością lub brakiem obecności w określonym miejscu. Jak blisko jest z tej sfery do najnowszych intuicji związanych z geo-mediami, mapowaniem pól elektromagnetycznych (czyli mapowaniem technologii w mieście, ale także do archaicznych technik szamańskich mapowania naturalnych pól elektromagnetycznych wytwarzanych przez Ziemię, które mogą mieć więcej wspólnego z pojęciem tzw. land mark niż się nam teraz wydaje)! Być może stara myśl o nowych instrumentach muzycznych na prąd elektryczny miała coś wspólnego u źródeł procesu, który dał nam komputery i Internet? Zadziwiające jest jak muzykę rozumie się jednowymiarowo, a muzyków postrzega jako odtwórców tyrających po programach X Factor lub w dobrze naoliwionych archaicznych maszynach nazywanych orkiestrami symfonicznymi. To jakieś muzyczne galery starej daty, a nie orkiestry?  &lt;br /&gt;Może dlatego Digital Archaic - tak przekornie pisany tytuł, czego tytuł? Tego jeszcze nie wiemy. I to jest to, co nas cieszy na poziomie naszej własnej ludzkiej elektryczności. Bo sami jesteśmy na prąd?! To jest dopiero wyprawa w najstarsze tradycje i do źródeł naszej kultury. &lt;br /&gt;Na koniec tej natchnionej opowieści jeszcze jeden obraz z Karpat: jest w tych przedziwnych górach takie źródło, z którego przez wodę wydobywa się gaz ziemny. Odnotowano, że kilkadziesiąt lat temu, na skutek uderzenia piorunu, źródło zapaliło się i "woda" płonęła żywym ogniem. Takie samo płonące źródło oglądałem w Himalajach i jest to ośrodek starego kultu w Muktinath, który ściąga do świątyni zbudowanej nad źródłem płonącej wody tysiące pielgrzymów. &lt;br /&gt;Kiedyś w Gdańsku (jaka ulga, że nie muszę pisać o Warszawie...) po naszym koncercie podszedł do mnie młody facet i rzucił: a ja mam w domu 15 generatorów! Tyle, że najwidoczniej piorun nie zapalił tego źródła? A "gazu" jak pamiętam posiadaczowi wielkiej ilości generatorów (w domu, rzecz jasna) nie brakowało? Bo najwidoczniej, nawet do generatorów niezbędna jest "iskra boża"...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-3880517847806812416?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/3880517847806812416/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=3880517847806812416' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3880517847806812416'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3880517847806812416'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/05/digital-archaic.html' title='DIGITAL ARCHAIC'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-yuR07xTmRkc/TeNaPkBW_qI/AAAAAAAAAtM/hW0AVCgQQ7M/s72-c/BADOOG%2B2%2Bkopia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-2092189877350029127</id><published>2011-05-28T14:35:00.008+02:00</published><updated>2011-05-28T16:23:02.425+02:00</updated><title type='text'>MY REINCARNATION</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-NHg9IRhT9_g/TeEFEPlYPgI/AAAAAAAAAtE/abgZd_Z9g_Y/s1600/NEPAL%2526INDIE%2B%252894%2529.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 279px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-NHg9IRhT9_g/TeEFEPlYPgI/AAAAAAAAAtE/abgZd_Z9g_Y/s400/NEPAL%2526INDIE%2B%252894%2529.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5611772181141274114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po czwartkowym święcie w postaci oglądania filmu Larsa von Triera - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Melancholia&lt;/span&gt;, wybraliśmy się wczoraj na film Jennifer Fox - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;My Reincarnation. &lt;/span&gt;Pokaz filmu w Kijowie (ale w Krakowie...) był polską premierą i to celebrowaną w obecności samej reżyserki! To miłe, zobaczyć u siebie kogoś takiego jak p. Jennifer Fox. Praca nad filmem trwała blisko 20 lat, które były dla Fox i tak bardzo bogate w nagrody (Sundance, Berlinaria),bogatą pracę dydaktyczną i pisanie scenariuszy. Film dla wielu ludzi (także w Polsce) ma charakter kultowy, ze względu na bardzo prywatne filmowe obrazy z życia jednego z najważniejszych nauczycieli buddyjskich Ch. Namkhai Norbu, jego niezwykłej-zwykłej żony i syna Yeshi. Fox pokazuje jak Yeshi, niezależny, młody i zdolny człowiek, pracownik IBM - początkowo dość daleki od wiary w reinkarnacyjne powroty i figurę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tulku&lt;/span&gt; (wcielenia dawnego mistrza w dziecko pojawiające się na świecie po jego śmierci)- bardzo powoli ewoluuje w stronę przyjęcia pełnej odpowiedzialności za swoje dziedzictwo. Mistrzostwo w strategii wychowawczej! &lt;br /&gt;Filmu nie da się właściwie opowiedzieć (i nie ma takiej potrzeby...), ale osobiste zapisy filmowe zrealizowane we Włoszech, USA i Tybecie pokazują coś bardzo wartościowego i prawdziwego. Jennifer Fox przez jakiś czas była sekretarzem Ch. N. Norbu i ten czas, który sama określa jako "przerwa w karierze filmowej", stał się źródłem filmu My Reincarnation... Takimi to drogami wędrują: przyczyna i skutek, skutek jako przyczyna... ale to już inna historia nazywana w filozofii buddyjskiej ścieżką współzależnego powstawania (Pattika Sammupada). Dla tych, którzy kurczowo trzymają się dziwacznego przekonania, że istnieje jakaś jedyna prawda to jest ciężka sprawa! Film, poza tematem i opisywanymi osobami, ma także walor doskonałego filmu dokumentalnego. Niestety, koszt produkcji filmu pogrążył Fox i współpracowników w długach (można wpłacać dowolne sumy jako wsparcie plus można też wpłacić 25 dolarów wspierających wersje DVD, który pojawi się w przyszłym roku!). Mamy więc do czynienia z filmem - akcją i mądrym wsparciem kultury Tybetu. Wielki Nauczyciel Ch.N. Norbu jest kolejnym tulku w ważnej dla obecnego Jego Świątobliwości Dalajlamy XIV - linii tzw. inkarnacji Dzogczen Tulku. Pokaz tego filmu w Polsce może spełnić dobrą rolę wobec dziwnego sekciarstwa i oczekiwania cudownych przekazów wiedzy i szczęścia, wprost przez małą dziurkę w głowie. Jak mówi jednak stara mądrość: z pustego w próżne nawet Salomon nie przeleje...&lt;br /&gt;Na FB w wymianie kuksańców z Maciejem Góralskim - artystą znanym niegdyś jako Magura, powróciła opozycja Centrum vs Prowincja. Bardzo mnie dziwi, że jako tzw. centrum występować ma Warszawa?! Miasto utkane w całości; fizycznie i metaforycznie z prowincjonalnych nici, a to z wielu powodów, głównie z tego tragicznego powodu, że została odbudowana ze zgliszczy przez Prowincję i liczy 60 lat! Ale O.K. niech będzie Centrum, co mi tam! Zwłaszcza, że poszło o Festiwal Herbaty w &lt;a href="http://www.festiwalherbaty.pl"&gt;Cieszynie&lt;/a&gt;, który Maciej zechciał skomplementować jako - lokalny. Do tego dorzuciłem jeszcze "lokalną" premierę filmu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;My Reincarnation&lt;/span&gt; i także "lokalny" koncert &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Damo Suzuki&lt;/span&gt; we Wrocławiu ... i o to chodzi! Pogranicza zawsze są bogatsze niż tereny jednorodne i wydaje mi się, że mamy całkiem pozytywne zjawisko w naszym Budyniowie: poza obligatoryjnym Centrum (Warszawa da się lubić...) występuje życie w całkiem niezłym wydaniu! Więc: PEACE &amp; LOVE! dla Centrum! A co mi tam!&lt;br /&gt;Od wczoraj testuje nowe urządzenie z serii analogowych generatorów (mocnego) dźwieku, tym razem nie jest to modyfikacja linii Badoog (mam dwa: analogowy basowy i z systemem na fotoogniwo), ale nowa konstrukcja o nazwie MOTOPHON ! Urodziła się z mojego poszukiwania modyfikacji dźwięku specjalnej gitary (linia Steinberger), na której gra A. Po zabawach kilkoma mechanicznymi zabawkami dla dzieci okazało się, że można zrobić to jeszcze inaczej niż dotąd. Moja idea objawiona przy kawie Mirkowi B. (gra obecnie z nami na thereminovoxie) bardzo szybko zaowocowała prototypem, który mam tuż obok laptopa i "na oku". Premiera tego brzmienia odbędzie się w Cieszynie podczas koncertu zatytułowanego DIGITAL ARCHAIC w serii Thereminovox Interactive Instalation Project. TIIP ma na swym koncie 4-godzinne granie w sierpniu 2010 roku na plantach - udokumentowane na YouTube, 2-godzinną odsłonę w zaimprowizowanym studiu (której efektem jest recenzowana i zauważona płytka: 7 Collective Improvisation &lt;a href="http://worldflagrecords.blogspot.com"&gt;wydana&lt;/a&gt; przez &lt;span style="font-style:italic;"&gt;WFR&lt;/span&gt;) oraz koncert w Muzeum Etnograficznym w Krakowie z 20 maja 2011 roku.&lt;br /&gt;W Cieszynie podamy też dwa wykłady - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Renifery z Oulauvolie i efekt fonografu &lt;/span&gt;   oraz: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Mapy dźwiekowe. Inna topografia&lt;/span&gt;.  Obydwa wykłady oparte będą o publikowane teksty A. Polecam: &lt;a href="http://www.scribd.com/anna_nacher"&gt;www.scribd.com/anna_nacher   &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na mojej focie: strażnik dharmy z klasztoru w Manangu... ?!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-2092189877350029127?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/2092189877350029127/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=2092189877350029127' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2092189877350029127'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2092189877350029127'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/05/my-reincarnation.html' title='MY REINCARNATION'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-NHg9IRhT9_g/TeEFEPlYPgI/AAAAAAAAAtE/abgZd_Z9g_Y/s72-c/NEPAL%2526INDIE%2B%252894%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-170203721178559063</id><published>2011-05-23T13:34:00.001+02:00</published><updated>2011-05-23T13:34:49.324+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='SoundCloud'/><title type='text'>Crex crex</title><content type='html'>&lt;object height="81" width="100%"&gt;&lt;param name="movie" value="http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F15772633"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed allowscriptaccess="always" height="81" src="http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F15772633" type="application/x-shockwave-flash" width="100%"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;span&gt;&lt;a href="http://soundcloud.com/magiccarpathians/crex-crex"&gt;Crex crex&lt;/a&gt; by &lt;a href="http://soundcloud.com/magiccarpathians"&gt;Magic Carpathians&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;Z cyklu: co my wiemy o naturze? Derkacz (crex crex) dzielnie walczy z miejskim tłem dźwiękowym, w dodatku zupełnie nie przejmując się jeżdżącymi tuż obok niego samochodami. Nagranie z balkonu naszego mieszkania na Ruczaju (Kraków), ok. 1.00 w nocy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-170203721178559063?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/170203721178559063/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=170203721178559063' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/170203721178559063'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/170203721178559063'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/05/crex-crex.html' title='Crex crex'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-8277371883599860809</id><published>2011-05-23T03:28:00.007+02:00</published><updated>2011-05-23T14:10:38.643+02:00</updated><title type='text'>BYŁO ciężko!</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kqE9-8m1ink/TdpJoptQyxI/AAAAAAAAAs0/tEiU1wN3UvQ/s1600/_DSC0038A.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5609877248582667026" src="http://3.bp.blogspot.com/-kqE9-8m1ink/TdpJoptQyxI/AAAAAAAAAs0/tEiU1wN3UvQ/s400/_DSC0038A.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 266px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ostatni weekend to było coś całkiem specjalnego! Tak się czasem dzieje, że kilka różnych akcji jakby się przyciągało i na koniec zlewają się w jeden ostry czas. W piątek zagraliśmy plenerowy koncert na podwórku Muzeum Etnograficznego i to zawsze jest trochę bieganiny, stresu i zagadkowych sytuacji... tym razem było nieco więcej niż zwykle. Dzięki "sile spokoju", pracy, wiedzy i kreatywności udało się osiągnąć całkiem przyzwoite brzmienie (co było zaskoczeniem dla wszystkich nas) i te magiczne kilkadziesiąt minut azylu w sferze dźwięku. Tłumów specjalnych jakoś nie było, ale weekend był wypełniony wieloma różnymi atrakcjami i wcale się nie dziwię. W sobotę musiałem pozbierać się rano, bo od 10 -tej miałem zajęcia na Uniwersytecie Dzieci w sali na Kampusie UJ. Dwie grupy studentów w wieku ok. 9 lat po ok. 100 osób... to jest prawdziwe wyzwanie i koncert zaczyna się wydawać relaksowym zajęciem typu leżakowania! Dzieciaki oceniają prowadzącego i dostałem podobno najwyższą ocenę z dotąd występujących wykładowców i komplement najwyższej wagi: pan dostał więcej punktów niż - nawet! - całkowity rodzynek, który przyniósł na zajęcia z dziećmi prawdziwe roboty! No, to jest komplement - tradycyjne instrumenty (miałem: didjeridu, fujarę pasterską, bębny z Tybetu, flety i zabawki muzyczne....) vs roboty! i wygrały instrumenty! Poważnie się zacząłem zastanawiać nad zakończeniem mojej życiowej przygody z tzw. etnicznym brzmieniem: robi to już dzisiaj Filharmonia, setki "etnicznych" kapeli i solistów no i Uniwersytet Dzieci... Pamiętam jak się z 30 lat temu wyśmiewano z tego... to może moja misja się powiodła i basta? Do domu dotarłem słaniając się na nogach około 14-stej i musiałem zapakować graty na koncert na Kazimierzu w ramach Festiwalu Hierofanie. Do knajpki Kolanko dotarliśmy około 19.30 i za moment dołączył do nas legendarny Henryk S., niegdyś "manager" grupy Atman, ale także bębniarz, organizator festiwali i ogólnie gość od fermentów pozytywnych. Miło było się spotkać i powspominać czas z okresu, który syn Piotra Koleckiego (z podstawowego składu Atmana) nazwał zabawnie: Wielką Schizmą! Tak, w dobrej atmosferze wysłuchaliśmy koncertu Południcy w zmienionym składzie i doczekaliśmy naszego koncertu. Tytuł Festiwalu: Hierofanie... potraktowaliśmy poważnie i szybko weszliśmy w obszar totalnej improwizacji. Nie wiemy jak słuchacze, ale nam się objawiło wiele świętych wibracji... W domu, około drugiej w nocy, wcale się nam nie chciało spać i jest to zazwyczaj sygnał ostrzegawczy! Czysta adrenalina nie daje spać, ale oszukuje i my o tym wiemy. Wczoraj nastąpił ostatni akt zaplanowanych aktywności i w południe pokazaliśmy trochę fotek z Sapmi / Laponii także w ramach Festiwalu Religii Świata Hierofanie na UJ. Dodam tylko, że A. prowadziła w sobotę i niedzielę normalne zajęcia zawodowe... a ja rozpakowywałem, pakowałem, taszczyłem i rozpakowywałem, pakowałem, taszczyłem...&lt;br /&gt;Na portalu Magazynu Gitarzysta, który jakiś czas temu zamieścił wywiad z nami, ukazała się &lt;a href="http://www.magazyngitarzysta.pl/muzyka/recenzje/6766-bcggjlns-7-collective-improvisation.html"&gt;recenzja&lt;/a&gt; płytki pt. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;7. Collective Improvisation&lt;/span&gt; napisana przez Jacka Walewskiego. Polecam tę recenzję, a nie jest jakoś jednoznacznie pozytywna... bo to co przynosi płyta nie jest łatwe w słuchaniu i recenzowaniu. Autor troszkę się zagalopował w rozważaniach: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;czy to jeszcze kreatywność, czy już szaleństwo&lt;/span&gt;...? ale jeżeli uznać to za komplement to o.k.?!  Rzecz w tym, że wielu ludzi (w większości normalnie głupich, ale kilku także inteligentnych, a z pewnością sprytnych) agresywnie i z poparciem dużych środków kształtuje masowy image muzyki jako towaru, zabawowej maskotki, wypełniacza i tła do picia piwa po klubach. Muzyka ma być rodzajem wyprysku na młodocianej gębie, który po kilku latach przechodzi - w momencie gdy właściciel jest już gotowym produktem dla korporacji i banków. Taki typ, co bawi się dziwnie podjarany do telewizyjnego amoku po... butelce piwa, do niczego się nie nadaje, a potem rzuca dumnym tekstem: a teraz mówią mi kierowniku! Muzycy mają w tej koncepcji odpowiadać na zamówienie tzw. publiczności, którą reprezentują oczywiście właśnie te spryciule (zlepek słów nie całkiem przypadkowy). Muzyka już w niewielu przypadkach jest postrzegana jako sztuka i raczej jeżeli tak, to sztuka nudna. Ja bym się bardziej zastanawiał czy takie zjawiska jak Bitwa na głosy lub Factor X to jeszcze kreatywność zarobkowa czy już szaleństwo? Myśle, że Magazyn Gitarzysta może jako jeden z pierwszych bardziej pop-owych pism zauważył, że schlebianie wyłącznie tej beznadziejnej magmie niby-muzyki obróci się kiedyś także przeciw niemu? Bo cel takiego budyniowego szaleństwa jest jeden: aby w muzyce zostały takie postaci jak niejaka Sablewska, tak jak w tzw. świecie podróży - niejaka Ekstremalna Martyna. Publika w naszym biednym kraju jest tak beznadziejna, że właściwie już się to udało i jeszcze tylko kilka Tymczasowych Stref Autonomicznych się nie poddaje. Gdyby nie Internet to by było już po nas.&lt;br /&gt;Przed nami &lt;a href="http://www.swietoherbaty.pl/"&gt;Festiwal Herbaty&lt;/a&gt; w Cieszynie i już się cieszymy na te kilka dni w magicznym mieście i miłym towarzystwie. Z tego co widzę w programie, to jest kilku znajomych i kilka projektów, które z chęcią posłucham i zobaczę. Należy do nich znana nam formacja &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Radio Samsara&lt;/span&gt;, ale także &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Balanda didjeridoDuo&lt;/span&gt; (czyli trzech muzyków z Wa-wy, z których jeden gra w dwóch projektach...), &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dr Jibendra Narayan Goswami&lt;/span&gt; z zespołem, oczywiście nasz przyjaciel Vlastislav Matousek i duo Longital. Może nawet filharmonicy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Walasi&lt;/span&gt; będą dobrze brzmieli? Kto wie? W Cieszynie można liczyć nawet na cuda. No i nawet mi już to pakowanie... nie przeszkadza! Zagramy dość specjalny program z Mirkiem Badurą (thereminovox) i Andrzejem Widotą, który będzie początkiem jeszcze mocniejszego wejścia w sferę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;free music&lt;/span&gt;. Poza koncertem mamy jeszcze w ramach Festiwalu wygłosić wykład - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mapy dźwiękowe.Inna topografia&lt;/span&gt;. &lt;br /&gt;Dotarły do nas dwa nowe wydawnictwa z serii, którą od jakiegoś czasu omawiam: książki, które można jedynie dostać (nie kupić)! Tym razem dwie takie pozycje: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niecne Memy Dwanaście Wykładów o Kulturze Internetu&lt;/span&gt; - doktor Magdaleny Kamińskiej... a w tej super wydanej (design!) książce m.innymi: Interfaith. Wojny wyznaniowe w Internecie, cyberkościoły, parodie religii ... oraz np. Cyberbohaterowie, cybergwiazdy, cybercelebryci. Od pani Barbary do Pedomisia. Książkę wydała Galeria Miejska &lt;a href="http://www.arsenal.art.pl/"&gt;Arsenał&lt;/a&gt; w Poznaniu. Druga pozycja to naukowy periodyk &lt;a href="http://www.kulturapopularna.swps.edu.pl/"&gt;Kultura Popularna&lt;/a&gt; (nr 3-4/2010)- numer zatytułowany: Media cyfrowe, przestrzeń, czas.&lt;br /&gt;Na focie Bogdana K. z piątku - 20.05.2011 - gramy w Muzeum Etnograficznym w Krakowie (Mirek Badura, A.N.i A. Widota, mnie Bogdan jakoś nie zauważył?).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-8277371883599860809?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/8277371883599860809/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=8277371883599860809' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/8277371883599860809'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/8277371883599860809'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/05/byo-ciezko.html' title='BYŁO ciężko!'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-kqE9-8m1ink/TdpJoptQyxI/AAAAAAAAAs0/tEiU1wN3UvQ/s72-c/_DSC0038A.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-5738323062934326774</id><published>2011-05-14T22:38:00.001+02:00</published><updated>2011-05-14T22:38:10.587+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='SoundCloud'/><title type='text'>Ekoton</title><content type='html'>&lt;object height="81" width="100%"&gt;&lt;param name="movie" value="http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F15267543"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed allowscriptaccess="always" height="81" src="http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F15267543" type="application/x-shockwave-flash" width="100%"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;span&gt;&lt;a href="http://soundcloud.com/magiccarpathians/ekoton"&gt;Ekoton&lt;/a&gt; by &lt;a href="http://soundcloud.com/magiccarpathians"&gt;Magic Carpathians&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;Strefa dźwiękowego ekotonu tuż za ogrodzeniem ZOO w Krakowie. Nasze? Obce? Cóż to znaczy?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-5738323062934326774?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/5738323062934326774/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=5738323062934326774' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5738323062934326774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5738323062934326774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/05/ekoton.html' title='Ekoton'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-7900694779180991964</id><published>2011-05-14T22:24:00.001+02:00</published><updated>2011-05-14T22:24:14.959+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='SoundCloud'/><title type='text'>Kos / Blackbird</title><content type='html'>&lt;object height="81" width="100%"&gt;&lt;param name="movie" value="http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F15266594"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed allowscriptaccess="always" height="81" src="http://player.soundcloud.com/player.swf?url=http%3A%2F%2Fapi.soundcloud.com%2Ftracks%2F15266594" type="application/x-shockwave-flash" width="100%"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;span&gt;&lt;a href="http://soundcloud.com/magiccarpathians/kos-blackbird"&gt;Kos / Blackbird&lt;/a&gt; by &lt;a href="http://soundcloud.com/magiccarpathians"&gt;Magic Carpathians&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;To na dzisiejszym spacerze w Lasku Wolskim.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-7900694779180991964?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/7900694779180991964/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=7900694779180991964' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7900694779180991964'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7900694779180991964'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/05/kos-blackbird.html' title='Kos / Blackbird'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-8331641955950974673</id><published>2011-05-14T21:58:00.000+02:00</published><updated>2011-05-14T23:02:13.662+02:00</updated><title type='text'>Ludzie Flagi</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-t2cVPAwFcTY/Tc7tVUH99SI/AAAAAAAAAss/MTuWv7NSay8/s1600/maska%2Bobrzedowa.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 391px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-t2cVPAwFcTY/Tc7tVUH99SI/AAAAAAAAAss/MTuWv7NSay8/s400/maska%2Bobrzedowa.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5606679536558011682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pojawiło się sporo zapytań (m.innymi w komentsach, ale także w mailach) gdzie można kupić płyty z serii &lt;span style="font-style:italic;"&gt;World Flag Records&lt;/span&gt; i skrypt pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wprowadzenie do etnobotaniki Karpat i Bałkanów&lt;/span&gt; i aby nie odpisywać każdemu osobno podaję adres: &lt;a href="http://www.serpent.pl"&gt;www.serpent.pl &lt;/a&gt;to na tym portalu jest nasze "prawie wszystko": sample do słuchania, płyty w realu i w mp3 do kupienia oraz skrypt w cenie płyty. To jedyne oficjalne miejsce poza naszymi koncertami i warsztatami gdzie można kupić nasze wydawnictwa legalnie i za naszą akceptacją.&lt;br /&gt;Wiosna nie sprzyja chyba logicznemu działaniu i mamy nieco kłopotu ze zbliżającymi się dwoma koncertami. Ciągle jest problem ze sprawną organizacją, radosną promocją i rzeczową informacją o koncertach. Wydaje się to takie proste, ale chyba wydamy jakiś krótki poradnik jak to robić? Kiedyś mieliśmy taki tekst dołączony do ridera technicznego i niektórzy "nagłaśniacze" się po nim obrażali! Jeden taki w Warszawie odmówił ustawienia sprzętu na dwie godziny przed sporym koncertem w CSW i zostawił nam przestraszonego młodego adepta. Adept okazał się całkiem kumaty i sprawny, przy tym sympatyczny; bez trudu ustawiliśmy wszystko i grało się całkiem przyjemnie. Następny zespół był już nie taki "rogaty" jak my i sprzęt został ustawiony ręką obrażalskiego mistrza. Nie mogliśmy wyjść z podziwu jak można było tak źle ustawić dźwięku i dziękowaliśmy Komu Trzeba za ten obraźliwy tekst! Pamiętam, że w rękach mistrza konsolety lira korbowa zabrzmiała jak stara pilarka spalinowa ze szczerbatym łańcuchem usiłująca przepiłować sękaty pień. Instrukcja organizacji koncertów powinna być krótka i uzmysławiać, że nie potrzeba cudów, ale jedynie: data, godzina, adres miejsca, informacje o biletach lub braku biletów, coś o tym kto ma grać, może jakaś fota (teksty i wybór fot w każdej rozdzielczości wysyłamy czasem wielokrotnie, ale zazwyczaj "się gubią" w przepastnych lochach Internetu?). Co do samego koncertu to wystarczy podać czy jest scena czy tylko róg pokoju przerobionego na piwiarnię i "klimatyczne" miejsce do grania... a może jest tzw. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;backstage&lt;/span&gt; czyli miejsce gdzie można przebrać spodnie i uczesać się, pozostawić portfel przygotowany na przejęcie wynagrodzenia ( o ile jesteśmy materialistami i/lub gwiazdami i coś nam wypłacą) oraz jakie spotka nas tam rozczarowanie tzw. nagłośnieniem? Na nieśmiałe: a czy moglibyście zabrać własne? zawsze odpowiadam: bez problemu! Koszt sprzętu i samochodu plus obsługa zaczyna się gdzieś od 600 zł, a górnej granicy właściwie nie ma... Ważnym punktem Instrukcji jest uświadomienie, że to iż tzw. Organizator wie coś na temat planowanego koncertu nie powoduje zawiadomienia wszystkich innych?! Dobrze jak jest jakiś pomysł na promocję: plakaty na okrąglaki i tablice, banery itd. duży format... (he, he, he....), Internet?, afisze wieszane "na czarno", prasa, serwisy radiowe i tivi... (he, he, he...). Na końcu tego zawsze okazuje się, że rozrywkowo knajacki koncert Kultu w ramach Juwenaliów jest reklamowany w każdy wymieniony sposób plus afisze na okrąglakach wiszą 6 tygodni przed... a na Karpaty Magiczne zawiesi się ze dwa dni przed koncertem bo i tak Organizator i zespół przecież wiedzą! Brak wiary, pewnego elementu zabawy tą całą grą w koncert (co jest super elementem np. w USA), radości z tego, że coś się organizuje i stwarza interesujące okoliczności i ten głupi sposób dzielenia na to, co komercyjne i musi zarobić i to, co ciekawe i nietuzinkowe czyli musi przegrać i trwać za garść gruszek. Na końcu Instrukcji (o ile powstanie...?) umieścimy odezwę: ludzie wielkiego serca i wielkiej chęci pomocy - nie organizujcie nam koncertów! Kupcie płytę, kolportujcie ulotki, uśmiechnijcie się do nas po koncercie... ale nie róbcie czegoś o czym nie macie pojęcia!!! Są inne sposoby na uczynienie ze sceny niezależnej dziadostwa.&lt;br /&gt;W naszym teamie realizującym serię &lt;span style="font-style:italic;"&gt;World Flag Records&lt;/span&gt; pojawił się nowy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;człowiek Flagi&lt;/span&gt; - Tomek Rolnik Czermiński. Przygotował świetnie prostą, ale stylową ulotkę z katalogiem na 2011 rok!, potem przygotował do druku i plastycznie oprawił skrypt &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wprowadzenie do etnobotaniki Karpat i Bałkanów &lt;/span&gt; A WFR to jedna z naszych Tymczasowych Stref Autonomicznych, która porządkuje nasze bogate działania i kontakty w serię konkretnych wydawnictw. Przywiązujemy sporo uwagi do Flagi i mamy nadzieję udoskonalić nasze działanie. Byłaby świetnie gdyby pojawili się ludzie, którzy pomogą w kolportowaniu informacji o naszym działaniu. Cel jest niezwykle prosty: dokumentować projekty, które mają autorski, artystyczny i niezależny charakter w formie płyt CD, CDR i DVD i nie być zależnym od żelowanych speców od marketingu, zawiadowców kultury, kierowników "od" sztuki, głupich i przypadkowych recenzentów i całej tej ferajny głodnych duchów. Mam nadzieję, że są jeszcze tacy, którzy to rozumieją? &lt;br /&gt;Ludzie Flagi...? Jesteście ?&lt;br /&gt;Na obrazku - maska rytualna. UWAGA: koszulki i znaczki/przypinki z logo Karpat Magicznych od 20 maja (koncert podczas Nocy Muzeów w Muzeum Etnograficznym w Krakowie &lt;a href="http://www.etnomuzeum.eu"&gt;www.etnomuzeum.eu&lt;/a&gt;) do &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;wygrania&lt;/span&gt;, kupienia, dostania w ramach zakupu płyt Flagowych razem z koszulkami (są już damskie!!!)... To może konkursik... zobacz dźwiękową zagadkę na FB!!! Nowość na naszym fejsowym blogu - od dzisiaj będziemy plaskali także sonicznie! O! Ania właśnie woła, że ktoś już wygrał koszulkę!!! Gratuluję ucha!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-8331641955950974673?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/8331641955950974673/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=8331641955950974673' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/8331641955950974673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/8331641955950974673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/05/ludzie-flagi.html' title='Ludzie Flagi'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-t2cVPAwFcTY/Tc7tVUH99SI/AAAAAAAAAss/MTuWv7NSay8/s72-c/maska%2Bobrzedowa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-4454479406760532568</id><published>2011-05-09T16:18:00.000+02:00</published><updated>2011-05-09T17:42:47.037+02:00</updated><title type='text'>PERSONAL TELEVISION</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-gtJU3xtuG-M/TcgK3N4pzKI/AAAAAAAAAsM/PxAHAYeBjbM/s1600/6.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 391px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-gtJU3xtuG-M/TcgK3N4pzKI/AAAAAAAAAsM/PxAHAYeBjbM/s400/6.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5604741679998946466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Słońce mocno już operuje i musiałem wrócić do pisania przy opuszczonych roletach czyli do czasu słonecznych dni! W szparze pod roletami widzę naszą zieleń na balkonie zachodnim i to jest sytuacja działająca na mnie bardzo pozytywnie. A trochę pozytywów jest konieczne aby w tym wrogim środowisku budyniofilów jakoś przetrwać. Nawet nie dotykam spraw polityki, ale trudno się nie zadumać nad informacją, że: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Polska musi zmienić ustawę o wychowaniu w trzeźwości... bo UEFA chce aby na stadionach podczas meczy kibice mogli pić piwo.&lt;/span&gt;.. i co ? i nic?! Nikt nie zająknął się nawet o tym co jakaś UEFA o mocno szemranej reputacji ma do naszych ustaw? Do tego co dzieje się na stadionach dojdą jeszcze zabici puszką pełną piwa oraz małoletni pijani, którzy nie będą pamiętali kogo zabili... bo byli pijani. Tragikomiczne jest ustalanie tego jakie piwo w sensie zawartości alkoholu będzie dopuszczone na trybuny. To jest już jakaś paranoja; goście wnoszą maczety, siekiery i młotki plus leją policję całymi ławkami z widowni, a niby poważni ludzie ustalają, że taka puszka piwa tak, a inna nie? To jakaś kolejna paranoja i rozdwojenie jaźni! Zobaczcie na reklamówki piwa w tivi; konsekwentnie stawiają na jakiś nawiedzony tłumek, a to rozwalający ściany, a to unoszący się w powietrzu, a to lekko na haju i powtarza się jedno: bezmyślnie roześmiani i podjarani jak w powiedzeniu o tym, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;śmieje się jak głupi do sera.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Aby się trochę zdystansować od tej piwowarskiej ekspansji infantylizmu medialnego, czytam sobie o nowej telewizji czyli &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zmierzch telewizji?&lt;/span&gt; To świetna &lt;a href="http://www.scholar.com.pl"&gt;antologia&lt;/a&gt; tekstów na temat przemian telewizji i tego co nas może czekać w przyszłości. Powalił mnie tekst o badaniach telewizji mobilnej w Seulu ( Yanqing Cui, Jan Chipchase, Younghee Jung - 2007) , a szczególnie kilka wprowadzających informacji. Pośród nich jest taka mianowicie, że miasto Seul liczy sobie (w 2007 !) 10,3 miliona ludzi, ale z przedmieściami i satelitarnymi miastami jest aglomeracją zamieszkałą przez 48 milionów ludzi... W Seulu najłatwiejszym i najsprawniejszym środkiem transportu jest metro, którym dojechać można w niespełna godzinę do dowolnego punktu w mieście. Do tego autorzy informują nas, że metro ma minimalne opóźnienia i na podziemnych terminalach i wszystkich liniach nie ma kłopotu z zasięgiem telefonii komórkowej... i dlatego bardzo popularna stała się tzw. mobilna telewizja. Kochamy Pana Profesora Jacka Majchrowskiego, ale jak jeszcze raz powie, że w Krakowie jest jedna z najlepszych komunikacji miejskich i powinniśmy się cieszyć, że z Kampusu do Huty da się czasem dojechać w godzinę... to chyba zacznę gwizdać! To tak jakby donosić, że całą Limanową da się miejscową komunikacją busową przejechać za 5 minut! Co by z takiej informacji miało wynikać? No i ta mobilna telewizja w komórkach mieszkańców Seulu... sami przeczytajcie. Jest kilka tekstów, które naprawdę warto znać. Zaryzykuje i powiem co myślę: to powinna być wiedza przerabiana w szkołach średnich. Może tak być za chwilę, że wreszcie nastąpi ten wieszczony na wszelkie sposoby koniec świata... a my się nawet nie zorientujemy, bo nie czytamy i nie mamy telewizji mobilnej?! A prawda, u nas cały ten sektor zastępuje poczciwa ambona, tyle, że raz w tygodniu. A swoją drogą, to może jest już po końcu świata? No bo w 2011 roku widzę w tivi relacje z pochodów ludności, która nosi po mieście kroplę krwi zmarłego, do tego w jakiejś fikuśnej szklanej flaszce?! Nie naśmiewam się z tzw. uczuć religijnych, bo rozumiem, że są różne i mają wiele postaci, ale montowanie z nich wydarzeń politycznych i demonstracji siły? &lt;br /&gt;Za niespełna dwa tygodnie mamy grać dwa koncerty i jest jak zawsze: drobnym druczkiem tu, drobniejszym tam i tyle w sprawie informacji (bo o promocji to nawet już nie śnię) czyli jak zawsze. To musi mieć coś wspólnego z tym, że do mnie zawsze po pieniądze startują wszystkie menele i dziady z okolicy. Widocznie mam jakiś głupkowaty wygląd i łatwowierność w oczach, czy co? Mniej się już dziwię, że niejaki Maleńczuk ubrał garniak i na plakatach dopisuje przed swoim nazwiskiem: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pan&lt;/span&gt;! Pewnie się też wszystkie dobre dusze do niego garnęły? A dobre dusze chcą dobrze, ale nie potrafią. I z tego chcenia dobrze by umarł z głodu, a tak jest gwiazdą i prowokuje z bilbordów. Ja nie muszę dopisywać sobie "pan" bo mam całkiem interesujący zawód i kilka nabytych drogą uczenia się (to mało popularna tzw. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;old school&lt;/span&gt;)umiejętności. Jak to dobrze, że nie muszę zależeć od szynkarzy i pokojówek pani Dody...albo tych kuriozalnych ekip z telewizji - całkiem u nas nie mobilnej, szczególnie jeżeli chodzi o ruch myśli.&lt;br /&gt;W taniej księgarni na Grodzkiej kupiliśmy 7 książek za nieco ponad sto złotych! Pośród nich jest Don Kichote i Sade w twardych okładkach, dwa grube tomy Ja - inny Wokół Bachtina i trzy inne interesujące. Za jedyne 4,50 zł zakupiłem książeczkę pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kadzidła ze swojskich ziół - Użycie, Działanie i Rytuały&lt;/span&gt; napisaną przez Marlis Bader. Jest tam co poczytać, aż się okadzać chce wszystkich i wszystko! najbardziej mi się podoba dopisek do wielu "swojskich ziół" typu: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie wydzielają żadnego silnego zapachu, dlatego warto mieszać go z innymi ziołami i żywicami&lt;/span&gt;... Naprawdę bomba! To jak z nasza telewizją; nie można jej bez irytacji oglądać, dlatego warto ją mieszać z BBC, CNN i innymi telewizjami...i wtedy jest super swojską telewizją! Można też pomieszać np. swojskie skarpetki z jeansami z USA, swojskie sznurówki z butami z ... itd. itd. To jest świetny przepis na swojszczyznę. Dziełko przetłumaczyło z niemieckiego i wydało Studio Astropsychologii z Białegostoku! Ze stopki książki dowiedziałem się, że &lt;a href="http://www.studioastro.pl"&gt;Studio Astropsychologii&lt;/a&gt; to szkoła zarejestrowana w Kuratorium Oświaty pod nr 152 &lt;br /&gt;A w Seulu bawią się telewizją mobilną!  &lt;br /&gt;Na obrazku znajdziecie projekt przypinki z logo Karpat Magicznych. Za jakiś czas taka przypinka będzie jak kiedyś opornik wpięty w klapę. Stare dzieje... i okazały się jednym wielkim nieporozumieniem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-4454479406760532568?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/4454479406760532568/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=4454479406760532568' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4454479406760532568'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4454479406760532568'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/05/personal-television.html' title='PERSONAL TELEVISION'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-gtJU3xtuG-M/TcgK3N4pzKI/AAAAAAAAAsM/PxAHAYeBjbM/s72-c/6.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-3020417138533458952</id><published>2011-05-03T20:23:00.000+02:00</published><updated>2011-05-03T21:27:04.401+02:00</updated><title type='text'>KUKUŁKA</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-8uoHkBVT5Mg/TcBRuJRd55I/AAAAAAAAAr0/FszTr-pg99E/s1600/DSC_8356.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-8uoHkBVT5Mg/TcBRuJRd55I/AAAAAAAAAr0/FszTr-pg99E/s400/DSC_8356.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5602567789653911442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Za oknem szaro, mglisto i tylko 2 stopnie C ! A jeszcze wczoraj i dzisiaj rano biegaliśmy po górach w słońcu, zieleni o stu odcieniach i względnym cieple. Troszkę po uszach dawało, ale w górach i na ponad 1000 m n.p.m. to nas nie dziwiło. Pracowity, ale i bardzo przyjemny weekend (z kopką) na Sopatowcu w Beskidzie Sądeckim, który zaczęliśmy od soboty w Małych Pieninach, jest już za nami.&lt;br /&gt;Wczorajszy spacer etnobotaniczny na Przehybę był wyjątkowo ciekawy, miły i inspirujący. Wiosenne rośliny dają nieskończenie wiele tematów do omawiania i doświadczania: pierwiosnki, czosnek niedźwiedzi, ciemiężyca zielona, brzozy, dziki agrest, suchodrzew... to fantastyczne źródło wiedzy i praktyki etnobotanicznej. Do tego wszystkiego, w sobotę mieliśmy chwilę samotności w bardzo ciekawym rezerwacie Zaskalskie w Małych Pieninach. &lt;br /&gt;Tuż przed schroniskiem na Przehybie, przy odejściu szlaku do Szczawnicy, jedna z naszych miłych "warsztatowiczek" zobaczyła ptaka leżącego na ścieżce i przywołała nas do niego. Ptak nieruchomo przycupnął na ziemi, jednak najwyraźniej żył i patrzył na nas pięknymi, wielkimi oczami. Udało mi się go ostrożnie podnieść i zobaczyliśmy, że ma wielką otwartą ranę od śrutu i potrzaskane skrzydło. Osoba, która ptaka znalazła zdecydowała się momentalnie aby z nim wrócić na Sopatowiec i po okręceniu ptaka szalikiem, pobiegła w dół ścieżki! Muszę przyznać, że szybka decyzja i współczucie zrobiła na mnie mocne wrażenie. &lt;br /&gt;Kiedy ptak leżał jeszcze na ziemi i zobaczyłem biało-czarny deseń na jego piersi plus długie ostre lotki i ogon, pomyślałem, że to sokół. Po pierwszych oględzinach okazało się, że ta ofiara jakiegoś bezmyślnego głupka, to ...kukułka. I jak już pisałem na FB: wszyscy słyszeli kukułkę, ale kto ją widział?&lt;br /&gt;Rana została zdezynfekowana, kukułka zjadła coś małego i została dwa razy napojona. Opracowaliśmy całą akcję dostarczenia jej do szpitalika dla ptaków. Kukułka (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Cuculus canorus) &lt;/span&gt; to spory ptak nieomal mityczny: kukanie i ilość powtórzeń tego charakterystycznego głosu samca kukułki, ma nam przynieść wielokrotność pieniędzy jakie mamy przy sobie, wszyscy słyszeliśmy o "kukułczym jaju" i to, że ptak ten zjada kosmate gąsienice, których inne ptaki nie ruszają... Kukułka jest ptakiem wędrownym, który odlatuje na zimę i przylatuje do nas wiosną.&lt;br /&gt;Kiedy pisałem o niej na FB myślałem jeszcze, że żyje... ale przed kilkoma minutami dowiedziałem się, że jest martwa. "Nasza" kukułka nie dotrwała do Światowego Dnia Ptaków Wędrownych (12 maja) bo zrobiła błąd i przyleciała do Polski, w lasy Beskidu Sądeckiego, do Popradzkiego Parku Krajobrazowego, na obszar Ostoi Popradzkiej Natura 2000 ? &lt;br /&gt;Pytanie: kto ma taki trucicielski budyń w głowie, że wali z wiatrówki w ptaki i to jeszcze w tak pięknym miejscu?! &lt;br /&gt;Odpowiedź przyszła w drodze powrotnej: to ci sami ludzie, którzy potrafią jeździć bez wstydu quadami po górach (dla mnie jest to tak jakby ktoś się obnosił z dumą z nieustannym pierdzeniem), to ludzie, którzy na wszystkich wsiach wzdłuż drogi od Jazowska, przez Gorce do Myślenic (ojczyźnie Górali Podhalańskich) obcinają drzewa na połowie wysokości robiąc z nich smutne kikuty, sadzą nałogowo tuje (wszystkie wuje - sadzą tuje!) i budują te koszmarne bida-dworki w kanarkowych kolorach z wieżyczkami. Naprawdę, nie wymagajcie abym czuł jedność i wspólnotę narodową z tego typu umysłami. Nie czuję!&lt;br /&gt;Na imieniny dostałem świetny zgniatacz to butelek plastikowych i puszek. Jest produkcji włoskiej, ale rozprowadza go u nas firma &lt;span style="font-style:italic;"&gt;adansonia&lt;/span&gt; (&lt;a href="http://www.zgniatam.pl"&gt;www.zgniatam.pl&lt;/a&gt;)  Przy okazji testowania tej zmyślnej konstrukcji (co rozpoczęliśmy już w Osturni na Słowacji) zastanawialiśmy się nad tym, co skłania ludzi do sortowania, zgniatania, świadomego używania wody itd. itd. i zawsze dochodzimy do wniosku, że to raczej kultura, a nie jakaś ideologia czy wynik tzw. edukacji ekologicznej! &lt;br /&gt;Także kultura, a właściwie jej brak (pielęgnowany od wielu pokoleń) zdecyduje, czy będziemy mieli coś wartościowego i autentycznego wokół siebie, czy jedynie namiastki, śmieci, smog kulturowy oraz sytą, dorodną i bogatą głupotę?&lt;br /&gt;Może jeszcze nie wszystko stracone, ale też wielkiego optymizmu (dzisiaj) nie czuję.&lt;br /&gt;Na focie Ani - kukułka w mojej dłoni, przygląda się nam badawczo!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-3020417138533458952?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/3020417138533458952/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=3020417138533458952' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3020417138533458952'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3020417138533458952'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/05/kukuka.html' title='KUKUŁKA'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-8uoHkBVT5Mg/TcBRuJRd55I/AAAAAAAAAr0/FszTr-pg99E/s72-c/DSC_8356.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-4181271541992246294</id><published>2011-04-29T08:46:00.000+02:00</published><updated>2011-04-29T11:13:32.092+02:00</updated><title type='text'>OSTURNIA</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-ib_EfNvRUFQ/Tbp5j4g5y3I/AAAAAAAAArs/UiqjX3P-aUI/s1600/02.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 279px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-ib_EfNvRUFQ/Tbp5j4g5y3I/AAAAAAAAArs/UiqjX3P-aUI/s400/02.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5600922743961406322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze się dobrze nie rozpakowałem i już znowu pakuję plecak plus nieomal rytualne ładowanie baterii do aparatu fotograficznego i nagrywarki, płyty, książeczki Etnobotanika..., instrumenty do warsztatów i wieczornego grania w "stodole" na Sopatowcu... itd. itd. Czy to neo-nomadyzm?&lt;br /&gt;We wtorek wróciliśmy z Osturni, świetnego miejsca (najbardziej na zachód wysunięta wioska rusińska) na Słowacji. Wioska zajmuje dno wielkiej doliny, z której dobrze widać dwa charakterystyczne szczyty Tatr: Murań i Hawrań z kryjącym się za nimi wielkim, poszarpanym gniazdem Łomnicy. Ten widok zawsze przywołuje wspomnienia z Himalajów; z trekkingu wokół Annapurny (naprawdę wokół... a nie samolotem na kawkę w Jomosom) czy całkiem powalającą dolinę zagrodzoną przez Lhotse w rejonie szlaku na/pod Czomolungmę/Everest. W ten rejon; od klasztoru Tyjangpoche i Pengpoche, szczyt Gokyo, na który kiedyś dosłownie wbiegłem (Gokyo Ri ma 5 318 m n.p.m.) czy w okolice bazy pod Everestem. Nigdy nie czułem się przez te wypady tzw. "podróżnikiem" i dalej nie myślę tak o sobie. W Osturni... paradoksalnie (?) myślami wróciłem do starego marzenia aby spędzić kilka tygodni, miesięcy, a może zimę w Manangu, starym autonomicznym rejonie w Mustangu (dawnym królestwie Tybetu, na szczęście w granicach Nepalu a nie Chin)z klasztorami w pobliskiej Bryadze i samym Manangu... ej boy!? Te miejsca tak silnie zapadły we mnie (a może wyłoniły się ze starej pamięci?), że czuję zapach łąki w Bryadze (tak, tej łąki po której spacerował Milarepa!) i woń drzewiastych jałowców rosnących wokół starego klasztoru. Na te wakacje mamy już zaplanowaną kolejną wędrówkę po tundrze na terytorium Saamów, ale kto wie co zrobimy w następnym roku?&lt;br /&gt;W Osturni jest jeszcze wiele starych, tradycyjnych domów, ale może nie mniej całkiem nowych. Tyle, że te nowe są świetnie zrekonstruowanymi tradycyjnymi domami pasterzy i niektóre zdobione są w symboliczne słoneczka, kwiaty lub charakterystyczne skrócone do zwięzłego znaku (logo!) symbole solarne. We wsi nie ma nawet jednego pałacyku włościańskiego ze sto razy łamanym dachem, wieżą i plastikowymi oknami, co jest normą w krainie odległej od Osturni o kilka kilometrów.  Po kilku spacerach ponad wsią odkryliśmy także umocnienia z czasów wojny (tzw. transzeje: zygzakowate okopy i stanowiska karabinów maszynowych), ale ponad wszystko całą gamę tego co składa się na krajobraz pasterski. W powietrzu unosił się przyjemny zapach drewna palonego, także w naszym kominku. W ogródkach starszych domów odnalazłem piękne kępy karpackiej rośliny magicznej - lulecznicy kraińskiej, która na Słowacji nie została tak gruntownie zapomniana jak w Polsce. Kilka innych obserwacji uzupełnią moją książkę, której losy dalej są w zawieszeniu. Na otarcie łez (nawet jakoś mi bardziej żal tego, że tyle interesujących rzeczy nie trafi do powszechniejszego obiegu niż to, że to moja książka... czyżby faktycznie mądrzało się na starość?) oglądałem wstępną makietę przewodnika po Starym Sączu i Lewoczy i muszę przyznać, że jest pięknie przygotowywana. Aby nie wywalić zbyt dużo tekstu (bo mojego tekstu do przewodnika, który dostaniecie do ręki weszło pewnie z 40-50 procent...) zręcznym zabiegiem udało się kilka mniejszych fragmentów (tzw. "ramek") umieścić w części słowackiej, dotyczącej Lewoczy. Przy okazji urodziła się dyskusja ze słowackimi autorkami o pieśniach nazywanych na Słowacji &lt;span style="font-style:italic;"&gt;travnicami&lt;/span&gt;  , które miały dość specjalny charakter. Pieśni te śpiewały jedynie kobiety i miały niegdyś (a my wiemy, że i dzisiaj) swój aspekt leczniczy. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Travnice&lt;/span&gt;, dosłownie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;pieśni łąkowe &lt;/span&gt; w swej powszechnej formie towarzyszą sianokosom, ale śpiewane są także dla celów leczniczych i rytualnych. Jest interesujące, że mamy więcej wiadomości, nagrań i bezpośrednich doświadczeń z tym rodzajem śpiewu / praktyki dźwięku niż wielu Słowaków?! Można by coś o tym więcej napisać, ale po co? Znowu robić taki wielki kłopot szanownym Wydawnictwom? Niektóre z nich uchodzą za zajmujące się kulturą Europy Środka, ale to tylko chwyt marketingowy; niczego istotnego o tej kulturze nie chcą się dowiedzieć i tylko tworzą nowsze stereotypy zbudowane na alkoholu / kawie i tanich papierosach. To taki sobie komunizm kulturalny i nowa odsłona chłopomanii w wersji literackiej z koniecznym biskupem w tle. Gdyby to były Stany to jeden gość, który ma kasę a nie jest hujem (co u nas jest jak kruk albinos) rozpieprzył by te - namaszczone przez licealistów i studentów z pierwszych lat studiów - gremia. Ale co tam "gremia", niech spadają i tyle. Zawsze pozostaje wysiłek praktyki i sublimacja we wgląd. &lt;br /&gt;Kilka dni temu zostaliśmy członkami Szwedzkiego Towarzystwa Turystycznego! Przynosi to biuletyny z newsami (po szwedzku...) i zniżki w schroniskach tej organizacji. Zaraz po tym akcie, który planowaliśmy już od roku, zgodnie z logiką wypalania naszej karmy (ej musieliśmy kiedyś nabroić...) okazało się, że na planowanej na lipiec trasie (chyba najtrudniejszej i najdłuższej z dotąd "zrobionych") większość schronisk prowadzą sami Saamowie i zniżka STT nie działa! Ale w Sztokholmie działa bardzo dobrze - ot takie kruczki. To wszystko bardzo pomaga utrzymywać umysł w błogosławionym stanie "nie wiem" czyli praktykować Zen każdego dnia, hmm, hmm.&lt;br /&gt;W Krakowie jest miły zwyczaj dużych wiosennych upustów na książki i w ramach ekscytacji taką "okazją" (chyba będziemy już zapełniać balkony, minęliśmy dawno 3000 książek w naszym domu...) wyłowiłem niezwykłą pozycję pt.&lt;span style="font-style:italic;"&gt; Avatar Jamesa Camerona - Jedyna książka ukazująca fantastyczny świat stworzony w najnowszym filmie twórcy Titanica - Tajny raport o świecie Pandory.&lt;/span&gt;  To dziełko, w wersji angielskiej omawiane już w Plaśnięciu... (zobaczcie wpis Avatar) jest już przetłumaczone! Dla mnie rewelacja (co może niektórych zdziwi lub zasmuci, a niektórych ucieszy radością złośliwą/!) bo to jest to właśnie! Aby stworzyć interesujący film zespół biologów, pisarzy i wizjonerów opracowało całą etnologię ludu Na'vi ( rozdział: Fizjologia i kultura Na'vi !) środowisko naturalne ich planety Pandory (rozdziały: Fauna Pandory, Flora Pandory, Astronomia i geologia ) i kilka innych aspektów życia ludu Na'vi. W książce znajdziecie także opis niezwykłych instrumentów muzycznych ludu Na'vi, z których &lt;span style="font-style:italic;"&gt;omati s'ampta&lt;/span&gt; (błękitny flet)i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;t'ritti so jahmka&lt;/span&gt; (bębny wahadłowe albo dosłownie "drzewo, które lata" ) są moimi absolutnymi faworytami. Do tego są ilustracje i kilka naprawdę doskonałych tekstów. Całość ma taki "ekologiczny" wydźwięk, że cała nasza zgrzebna "edukacja ekologiczna" może się schować, bo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;na drzewo&lt;/span&gt; jej nie można wysłać gdyż drzewa są już wycięte... ot taki rezultat wbijania w chłopskie i księżowskie łby kilku prostych prawd. Oczywiście wiem, że zaraz zostanę obśmiany za mało poważne lektury (zwłaszcza, że nie czytuję W.I. Lenina i L. Trockiego co pozostało za mną wraz z trądzikiem młodzieńczym) , ale nie wdając się w subtelności takich projektów ( a należy do nich w jakimś sensie i stopniu słynna Sphera, Sphera II, Projekt Eden i kilka innych wizjonerskich przedsięwzięć) dla rechocących polecam porównanie przychodów Avatara i naszego fantastycznego "hitu" eksportowego - Wiedźmin. W budyniowie zawsze będziemy zajmowali się zasadami uprawy ziemniaków i produkcją parareligijną filmów gniotów albo patriotycznych glutów. Sorry, wolałbym jednak pracować przy Avatarze, taki to jestem mało ambitny? Ambitna sztuka kwitnie jedynie u nas, bo mamy Ministra (od) Kultury i (nawet) Sztuki?! &lt;br /&gt;Książkę Avatar... w polskiej wersji językowej zawdzięczamy wydawnictwu &lt;a href="http://www.wydawnictwoamber.pl"&gt;www.wydawnictwoamber.pl&lt;/a&gt; a więcej o całym projekcie i filmie znajdziecie oczywiście na &lt;a href="http://www.avatarmovie.com"&gt;www.avatarmovie.com&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W tivi ostatnio mignął mi taki obrazek: pełne studio dziennikarzy telewizyjnych (są dosłownie jak odlewani z jednej matrycy - gangi, krawaty, krótki fryz, gładkie gęby bez zarostu i cała siła woli włożona w wytrzeszczanie oczu dla profesjonalnego looku) i polityków (opis tych gości byłby niecenzuralny) plus jastrzębie od pilnowania zysków bankowych (tzw. doradcy i eksperci od biznesu, ej boy, tym to by się należało przyglądnąć uważniej) i wszyscy ci faceci (bo sami faceci to byli?! nie nabawili się siusiakami w dzieciństwie, czy co?) walili równo w urzędników rządowych. Urzędnicy rządowi (czyli ci ludzie, którzy mają pilnować ustalonego prawa państwowego i unijnego) to całe zło i główna przeszkoda dla rozwoju. Ja dotąd myślałem, że to ekolodzy są całym złem dla takich gremiów, ale nie - to urzędnicy! Więc teza była prosta: zwolnić urzędników (możliwie wszystkich, no może coś w samych ministerstwach zostawić aby banki, firmy i chłopstwo miało od kogo brać obligacje, renty, Krusy, ulgi podatkowe, dopłaty, odszkodowania od głupoty budowlanej właścicieli i co tam jeszcze) i świat będzie piękny, bogaty, zdrowy i wspaniały! Proponuję na początek zrobić odwrotnie (i bezpieczniej jednak): zredukować o 50-60 procent liczbę polityków etatowych, których żywimy i ubieramy oraz płacimy im za kluby Go Go i inne, wywalić z pracy (tak jak to się teraz proponuje wobec urzędników) co 10-tego dziennikarza telewizyjnego i przy każdej wypowiedzi "jastrzębi" biznesu podawać na pasku dla kogo wypowiadający się pracuje... Poczekamy troszkę i okaże się, czy Ci ludzie, którzy także obciążają nasz wspólny budżet są tacy niezbędni? Pewnie nawet nie zauważymy ich braku i w takim nowym, uwolnionym od samozwańczych mądrali świecie, podyskutujmy już spokojniej o zwalnianiu urzędników. Ci najlepsi z nich znajdą bez wielkiego trudu zajęcie znacznie lepiej płatne i spokojniejsze niż kontakt z tzw. społecznością lokalną. Aby zastosować się do proponowanych zmian podaję info o wypowiadającym się w tym blogu: wypowiadam się jako kompilacja wszystkiego najgorszego w budyniowie: jestem urzędnikiem, ekologiem, czytam i kupuję książki, nie płakałem po papieżu, nie czułem wspólnoty narodowej po Smoleńsku i staram się krytycznie podchodzić do tanich chwytów propagandowych w tivi, których jakby więcej ostatnio w prywatnych imperiach typu TVN? &lt;br /&gt;Tyle słowa na "długi weekend", który nie spędzam w Rzymie, swoją drogą także nie w Londynie!&lt;br /&gt;Na zaaranżowanej przez nas focie Nataszy, która została twórczo potraktowana kodami 0-1 (oczywiście fota a nie Natasza) przez designera Tomka C., odpowiedzialnego za okładkę Wprowadzenia do etnobotaniki... i jej przygotowanie do druku - takie nasze / słowackie klimaty z okolic Osturni.&lt;br /&gt;Pamiętajcie też o sprawdzeniu naszej oferty na &lt;a href="http://www.serpent.pl"&gt;www.serpent.pl&lt;/a&gt; gdzie znajdziecie też plan koncertów aż do lipca!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-4181271541992246294?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/4181271541992246294/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=4181271541992246294' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4181271541992246294'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4181271541992246294'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/04/osturnia.html' title='OSTURNIA'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-ib_EfNvRUFQ/Tbp5j4g5y3I/AAAAAAAAArs/UiqjX3P-aUI/s72-c/02.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-453725325605562194</id><published>2011-04-26T20:47:00.000+02:00</published><updated>2011-04-26T22:11:37.775+02:00</updated><title type='text'>FITOTRON</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Z3NiLXheCdU/TbchR1SI4TI/AAAAAAAAArk/5Vm5Dw_B-Kw/s1600/DSC_8272.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Z3NiLXheCdU/TbchR1SI4TI/AAAAAAAAArk/5Vm5Dw_B-Kw/s400/DSC_8272.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5599981251903152434" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wszystko tak się zagęszcza ostatnio, że wpisy na blogu wydają się jakąś mozolna pracą... Na szczęście także pracą trochę jakby odświętną, coś w rodzaju pisania tradycyjnym piórem. Być może za jakiś czas blog będzie się jawił jak pisanie piórem... gęsim?! &lt;br /&gt;Już nawet trudno mi wyłowić najważniejsze akcje, spotkania i wiadomości z ostatnich dwóch tygodni. Z pewnością do takich należy krótki, ale bardzo intensywny i inspirujący wyjazd do Śląskiego Ogrodu Botanicznego w Mikołowie. Świetna ekipa pracowników, rozmach w projekcie i pracach w terenie (fitotron!, ogrody japońskie...) i spotkanie przy okazji mojego wykładu nt. etnobotaniki w samym Mikołowie - to wszystko było warte wyjazdu. Fitotron to częściowo umieszczony pod ziemią budynek mieszczący komory z klimatyzacja, oświetleniem, wentylację, które wykorzystuje się do symulowania cykli rozwojowych roślin lub stwarzania założonych warunków (mróz, wilgoć, suchy klimat pustyni...) dla obserwacji roślin. Fitotron może także służyć przechowywaniu nasion i uprawie roślin. Duży fitotron ma Uniwersytet Rolniczy w Krakowie, ale że jest już w zaawansowanej budowie fitotron w Mikołowie, tego nie wiedziałem! Nad świetnymi zabudowaniami biurowymi Ogrodu Botanicznego jest wieża, z której widać nieomal cały Górny Śląsk! Ekipa pracowników do tych pomieszczeń przeniesie się pewnie w lecie, a teraz kwateruje w... przedszkolu! Moja wizyta w Mikołowie (14 kwietnia) była także prapremierą &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wprowadzenia do etnobotaniki Karpat i Bałkanów&lt;/span&gt; tomu I i mam nadzieję, że przyniesie dobre kontakty w przyszłości!?&lt;br /&gt;Na froncie muzycznym zdecydowaliśmy się na umieszczanie w sieci całych płyt (starszych lub okazjonalnych) i dzięki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Enjoy Trees!&lt;/span&gt; (WFR/Greenpeace), która w pierwszym tygodniu zyskała ponad 2000 odsłuchań i blisko 1000 ściągnięć nasza &lt;a href="http://worldflagrecords.blogspot.com"&gt;World Flag Records&lt;/a&gt; została zauważona jako osobna labela! Zauważyli nasze wydawnictwo oczywiście w USA ... w Polsce jedynie &lt;a href="http://www.serpent.pl"&gt;Serpent.pl&lt;/a&gt; okazał się być stałym i dobrym partnerem. Serpent.pl ma sporo naszej muzyki do odsłuchiwania (sample) i do kupowania jako płyty i jako mp3. Z nowości WFR kończymy pracę nad wydaniem specjalnej reedycji mojej solowej płyty pt. Cyber Totem w wersji &lt;span style="font-style:italic;"&gt;core&lt;/span&gt; czyli skróconej do najistotniejszych utworów, wzbogaconych remiksem muzyki Karpat Magicznych wykonanym - wiele lat temu - przez Paula Wirkusa. Ten ponad 5 minutowy remiks nosi tytuł: Karpaty Magiczne &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Analogia Mix&lt;/span&gt; i dobrze koresponduje z częścią mojej muzyki z tego albumu. Przypominam, że &lt;a href="http://www.cybertotem.eu"&gt;Cyber Totem&lt;/a&gt; wydał REQUIEM Rec. na dość dla mnie dziwnych zasadach w 2007 roku. Było minęło, ale do muzyki warto wrócić. Z Paulem Wirkusem to długa opowieść... i jakże budyniowa. Był czas, że każdy magazyn muzyczny, każdy anons, ba! nawet otwarcie lodówki lub szuflady ukazywały postać i dzieło tego muzyka! W tym czasie otrzymaliśmy i my remix od Paula Wirkusa, jako wynik miłej korespondencji i zainteresowania wzajemnego. Nie zdecydowałem się w tamtym czasie na opublikowanie tego nagrania i włączenie w zagłaskiwanie tego muzyka przez VIP-y budyniowej awangardy i sądy kapturowe, decydujące co jest, a co nie jest ważne. I jak to bywa w budyniowym światku, gdzie po 2-letnim cyklu wynoszenia pod niebiosa, echo odbija się później latami od pustych czaszek, Paul Wirkus przestał być ulubieńcem mądralińskich i jakoś tak sprawa ucichła? A może tylko ktoś zaczął być Wirkusem Bis i wiadomo, pierwowzór nie był już potrzebny? &lt;br /&gt;Jeżeli posłuchacie remixu Wirkusa z około 2000 roku to sami usłyszycie, że jest intrygujący także w 2011 roku. &lt;br /&gt;Na muzycznym froncie w Budyniowie robi się już całkiem kiepsko: jak nie X Factor to jakaś inna beznadziejna zaraza i muzyka zaczyna się kojarzyć z rodzajem kitu do klajstrowania mniej pofałdowanych wersji mózgów i tandetnej rozrywki. Do tego, w niby niezależnym światku "muzycznym" rozpleniła się maniera czegoś, co prosi się nazwy: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;djembe soft porno&lt;/span&gt;. Nawalanie na bębnach do podrygiwania podmalowanych tancerek na golasa uchodzić ma za jakiś etniczny styl? Co to ma być? To podobno jest także koncertem muzyki? To już wolę słynne remixy ścieżek dźwiękowych filmów porno z lat 70-siątych! Znacznie bardziej ambitne i w wersji niemieckiej: tylko dla zuchwałych! A my dalej swoje i ciągle można poczytać wywiad z nami w magazynie &lt;a href="http://www.magazyngitarzysta.pl/ludzie/wywiady/6458-karpaty-magiczne.html"&gt;Gitarzysta&lt;/a&gt;!   &lt;br /&gt;Od piątku prowadzimy warsztaty na &lt;a href="http://www.sopatowiec.pl"&gt;Sopatowcu&lt;/a&gt;. Podobno termin wiosennych warsztatów na Sopatowcu zbiegł się z innym ważnym terminem i spodziewana jest jakaś załamka w Rzymie?! Sorry, to nie było zamierzone!&lt;br /&gt;Na focie z naszych wędrówek z kilku ostatnich dni na Słowacji: kocioł w Tatrach , z którego bierze się ważna i subtelna energia! Tak mawiają badacze tradycji, my to czujemy! Czasem udaje się to umieścić w muzyce. W kicie, budyniu, soft porno i iks sraktorach się tego nie da zrobić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-453725325605562194?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/453725325605562194/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=453725325605562194' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/453725325605562194'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/453725325605562194'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/04/fitotron.html' title='FITOTRON'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Z3NiLXheCdU/TbchR1SI4TI/AAAAAAAAArk/5Vm5Dw_B-Kw/s72-c/DSC_8272.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-9045968456225746081</id><published>2011-04-11T22:07:00.000+02:00</published><updated>2011-04-11T22:07:15.594+02:00</updated><title type='text'>Granice wytrzymałości</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-GIfRG8PjMsU/TaNfN4uph2I/AAAAAAAAFvU/bpYOelmmAdg/s1600/DSC_7728.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://4.bp.blogspot.com/-GIfRG8PjMsU/TaNfN4uph2I/AAAAAAAAFvU/bpYOelmmAdg/s400/DSC_7728.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Postanowiliśmy ich nie testować. Jak słusznie pisze Marek, ewakuowaliśmy się 9. kwietnia i w gruncie rzeczy pozostaliśmy ewakuowani do tej pory, bo przez zapamiętane kosie trele jakoś nie przebija się żaden nekrofilski bełkot. Przepraszam, jeśli ktoś czuje się urażony, odróżniamy po prostu żałobę od spotworniałej, śmierdzącej i męczącej awantury, którą jesteśmy molestowani (pun intended!) nie tylko przez księcia ciemności vel skina w garniturze, ale także przez niemal wszystkie media. I dlatego woleliśmy poranek z obowiązkowym niedzielnym folklorem słowackim w telewizji przy śniadaniu (recepcja naszego ulubionego od lat ośrodka w Czerwonym Klasztorze :-), czyli niepozbawioną wdzięku pozostałość po tamtejszym socrealu, a także sobotę z zacinającym deszczem i śniegiem oraz szalejącym wiatrem. Cóż, właściwie PIeniny były dla nas nadzwyczaj łaskawe tym razem - otwarlła się słoneczna plama między kolejnymi ulewami i przebrnęliśmy jak te legendarne zastępy przez Morze Czerwone do naszej zamagurskiej Arki (a co, udziela się retoryka, od dwóch dni jesteśmy już po tej stronie Dunajca). Próbujemy czasem liczyć, który to raz przemierzamy trasę wzdłuż Dunajca (tak, tym razem też nie spotkaliśmy NIKOGO na bodaj najbardziej uczęszczanym szlaku Karpat), ale to próżny trud. Tak naprawdę wcale nas liczby nie interesują, jedno jest pewne: nigdy nas to przejście nie przestało zachwycać. To żadna tam górska męska przygoda ani nawet porządna wycieczka - ot, dwugodzinny spacer wzdłuż Dunajca, czasem mijamy na tej trasie całe peletony, a coraz cześciej tylko kaczki , myszołowy i wielkie rybska (stosowanie wybierając pory pograniczne nocno-dzienne lub pogodę w stylu "dla zaawansowanych miłośników karpackiej marznącej mżawki"). A jednak jest to trasa, którą mamy zapisaną pod skórą i moglibyśmy przemierzać ją&amp;nbsp; zamkniętymi oczami, bo poznajemy, gdzie jesteśmy po zapachu roślin i wody. Pieniny i Małe Pieniny (to zabawne,&amp;nbsp; bo są większe od Pienin właściwych) to nasza archetypowa przestrzeń do włóczenia się, poza wszelkimi szlakami i mapami, zachęcają do tego łąki, zbójnickie ścieżki (pozostałość z czasów, hm, co tu kryć, "zielonej granicy") przełęcze i ukryte w jałowcach schowanka. I tak kilka razy do roku.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-9045968456225746081?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/9045968456225746081/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=9045968456225746081' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/9045968456225746081'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/9045968456225746081'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/04/granice-wytrzymaosci.html' title='Granice wytrzymałości'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-GIfRG8PjMsU/TaNfN4uph2I/AAAAAAAAFvU/bpYOelmmAdg/s72-c/DSC_7728.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-3997297874562533187</id><published>2011-04-11T15:48:00.000+02:00</published><updated>2011-04-11T21:32:36.230+02:00</updated><title type='text'>GRANICE KULTURY</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-Jgy1lFuTNfc/TaMaGh0xfLI/AAAAAAAAArc/Gr3FpekTCrI/s1600/DSC_7717.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-Jgy1lFuTNfc/TaMaGh0xfLI/AAAAAAAAArc/Gr3FpekTCrI/s400/DSC_7717.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5594343861585542322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na sobotę i niedzielę schroniliśmy się w Pieninach. Stare ścieżki i nowe przejście poza szlakami dają wiele radości. To nowe przejście, to już trzeci poważny "skrót" po stronie Słowacji (a więc Pieniny i Zamagurie) i chyba zaprzestaniemy od tej wycieczki chodzenia szlakami turystycznymi. Bo w "skrótach" tego typu wcale nie chodzi o skracanie drogi, ale raczej o inne niż zwykle punkty widzenia na dobrze znane góry. I jak tu wytłumaczyć, że tak wyglądają nasze próby i proces komponowania muzyki? Najprzyjemniejszy był sobotni wieczór w Czerwonym Klasztorze, pełny głosów paszkotów i kosów plus doskonała &lt;span style="font-style:italic;"&gt;vecera&lt;/span&gt;, a po niej sesja czytania odkładanych książek. W moim przypadku były to dwie książki: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zwierzęta w kulturach górali himalajskich &lt;/span&gt;p. Przemysława Hinca (Poznańskie Studia Etnologiczne nr 8) wydane w 2006 roku przez Wydawnictwo Poznańskie. Książka bardzo ciekawa, ale brakuje mi w niej wiele elementów: dzikich zwierząt (autor zrezygnował z tej arcyciekawej problematyki), bliższego opisu zwierząt domowych, a kategoria &lt;span style="font-style:italic;"&gt;owca&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;koza&lt;/span&gt;  jest szczególnie ważna na tle zoologicznych dyskusji o dzikich krewnych tych zwierząt żyjących w Himalajach. Dla tzw. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;błękitnych owiec&lt;/span&gt; zakładano w Himalajach olbrzymie parki narodowe i warto byłoby coś więcej napisać na ten temat. To jest trochę jak z roślinami albo tradycyjnymi instrumentami muzycznymi - etnologom wydaje się, że są to sprawy poboczne, a najważniejsze jest to co myślą i robią ludzie. A jest całkiem inaczej: ludzie myślą i robią to, na co im substancja / rodzaj / materiał / mit / techniczne właściwości pozwalają. Rośliny wybrane i instrumenty tradycyjne należy traktować jak cyfrowe karty pamięci i nie pisać, że są podobne do siebie tylko je odczytać we właściwy sposób. Wydaje się więc, że warto byłoby pogłębić takie ogólniki jak: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;bukiety z roślin, proste instrumenty, zwierzęta domowe itd.&lt;/span&gt; itd. No i pojawia się potrzeba &lt;span style="font-style:italic;"&gt;etnobiologii&lt;/span&gt;. Ta potrzeba nadchodzi także i u nas! Kiedy kilka lat temu zacząłem uparcie stosować nazwę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;etnobotanika&lt;/span&gt;, to budziło to uśmiech lub obchodzenie opłotkami po trasie survival i rośliny jadalne (jak u p. Łukasza Łuczaja) albo rośliny w kulturze i sztuce (jak na Uniwersytecie Rolniczym)... teraz czytam już, że p. Łuczaj prowadzi warsztaty z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;etnobotaniki Karpat&lt;/span&gt;... To jest bardzo krzepiące i mam nadzieje, że uda się zastosować w Polsce to podejście powszechnie.&lt;br /&gt;Druga książka to &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Granice Kultury&lt;/span&gt; - cegła ponad 650 stron! To następna książka z tych, które nie da się kupić! Można ją jedynie dostać lub "zdobyć"?! Kilka wpisów wstecz opisywałem taką nową kategorię książek, która jest owocem zaściankowości naszych komercyjnych wydawnictw. Polega to na tym, że wydawnictwa niczego nie muszą szukać i promować bo jest ich zbyt mało a ci nieliczni, którzy czytają i kupują książki to w tym dziwnym kraju kilka procent mieszkańców. Te wydawnictwa, które doceniają nowe rzeczy stać jedynie na sygnalną ilość książek czyli na to, na co "puszcza" grant zdobyty przez autorów. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Granice Kultury&lt;/span&gt; to praca pod redakcją prof. Andrzeja Gwoździa, wydana w Katowicach przez "Śląsk" Wydawnictwo Naukowe, a do nas trafiła jako karmiczny efekt tego, że A. się chciało uczyć, myśleć i pisać (str. 544: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Negocjacje protokołu. Dlaczego warto kreślić odmienne historie nowych mediów&lt;/span&gt; ) ...co w Budyniowie budzi nieufność i dystans.&lt;br /&gt;Po powrocie z Pienin od pierwszego momentu usłyszenia radia w autobusie, przez wiadmości w tivi (wyglądały jakby świat się zatrzymał i nic nie było warte naszej uwagi poza wiadomo-czym), aż po doniesienia niby agencyjne: jedna wielka medialna przemoc i obłuda.&lt;br /&gt;Dzisiaj A. umieściła w &lt;a href="http://Freemusicarchive.org/music/Projekt_Karpaty_Magiczne_Magic_Carpathians/Enjoy_Trees/"&gt;Internecie&lt;/a&gt; całą naszą płytę dla Greenpeace i wszystkich ludzi wspierających ochronę Puszczy Białowieskiej.&lt;br /&gt;Płytę można legalnie ściągać i słuchać zgodnie z zasadami, które mówią, że legalne jest wszystko poza sprzedawaniem tak pozyskanych plików muzycznych lub przypisywanie sobie ich autorstwa. &lt;br /&gt;Z nowości z frontu muzyki uprawianej poza "dworem" taka ciekawostka: jest wywiad z nami na portalu &lt;a href="http://www.magazyngitarzysta.pl/ludzie/wywiady/6458-karpaty-magiczne.html"&gt;Magazynu Gitarzysta&lt;/a&gt;! Odpytywał nas Jacek Walewski i przygotowuje także recenzje naszych ostatnich płyt, w tym także Enjoy Trees!&lt;br /&gt;Przygotowujemy już następną płytę do Internetu - to będzie niespodzianka i może jakaś nowość dla młodszych naszych słuchaczy? Nie zdradzę jeszcze, ale warto poczekać! Skoro już tyle ogłoszeń to jeszcze i to, że zamieściliśmy na naszej głównej &lt;a href="http://www.magiccarpathians.com"&gt;stronie&lt;/a&gt; spis koncertów jakie zagramy pomiędzy majem a listopadem. Pewnie coś się jeszcze "urodzi", ale to co już zaplanowane powinno wystarczyć?&lt;br /&gt;Na mojej focie z niedzieli - stary buk na prawym brzegu Dunajca w Pieninach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-3997297874562533187?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/3997297874562533187/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=3997297874562533187' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3997297874562533187'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3997297874562533187'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/04/granice-kultury.html' title='GRANICE KULTURY'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-Jgy1lFuTNfc/TaMaGh0xfLI/AAAAAAAAArc/Gr3FpekTCrI/s72-c/DSC_7717.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-272438485198537911</id><published>2011-04-04T21:17:00.000+02:00</published><updated>2011-04-04T22:16:44.204+02:00</updated><title type='text'>NIEDZIELA WZORCOWA!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-uLh3WmEnTW8/TZolcvGlcyI/AAAAAAAAArM/gMBxIeTuZRw/s1600/instrumenty%2Bmuzeum%2Betnograficzne%2Bfot%2BBogdan%2BKiwak%2B%25287%2529.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-uLh3WmEnTW8/TZolcvGlcyI/AAAAAAAAArM/gMBxIeTuZRw/s400/instrumenty%2Bmuzeum%2Betnograficzne%2Bfot%2BBogdan%2BKiwak%2B%25287%2529.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5591823062944543522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na przystankach PKS w Gnojniku, Czchowie - Zapora i Wytrzyszczce (! ładna nazwa; moja ulubiona na trasie z Krakowa przez Brzesko do Krynicy) wiszą już plakaty Kultu z zapowiedzią "ubogacenia" krakowskich Juwenalii! To znak, że przyszła wiosna i nic jej już nie zatrzyma. Jutro Dzień Leśnika i Drzewiarza i pewnie wszyscy "zieloni" zechcą podzielić się dobrym słowem i życzeniami pomyślności???&lt;br /&gt;Pyłki z kwiatów roślin wiosennych działają psychoaktywnie i sam Prezes wygadywał głupoty wyraźnie pod wpływem wiosny. Moja wiedza etnobotaniczna wskazuje, że Prezes został wystawiony (przez wiadomo-kogo...!) na działanie pyłków z pięknego krzewu o nazwie (nomen omen) pokrzyk wilcza jagoda! Silne alkaloidy i coś pewnie więcej, miesza w głowie straszliwie... co widać, słychać i czuć!&lt;br /&gt;Ostatnia niedziela była dla mnie wzorcową i same takie niedziele chciałbym mieć w przyszłości. Rano rytualna kawa (z Kolumbii, ciemno palona, wysokociśnieniowy...)z A. i zaraz po tym otwarciu dnia, rowerki i na Wisłostradę do Tyńca. Dołączyła Natasza i razem pomknęliśmy pustą ścieżką rowerową (bo była zaledwie 10 rano!). W Opactwie Tynieckim, które zawsze słynęło bardziej z handlu i ilości dóbr niż z przesadnej ascezy, sklepik, kawiarnia, restauracja, księgarnia... wszystko to bez problemów w niedziele funkcjonuje i cieszymy się z tego. Nie możemy zatem zbyt mocno uwierzyć w apele tzw. Kościoła o zamykanie hipermarketów - bo to jedynie cienka walka z konkurencja, a nie jakieś względy religijne? My i tak do Tyńca lubimy jeździć więc nas nie trzeba od hipersklepów odganiać! Spoko! Na plac przed kościołem w Opactwie spokojnie wjedziecie rowerkiem i tylko warto trzymać się czarnej Toyoty, któregoś zakonnika? Jak co niedzielę, na Wiśle pod murami Opactwa, jakiś gamoń beznadziejny popisuje się pływaniem motorówką tam i nazad ( nazad to takie karpackie: back) bez sensu i byle było głośniej. Następny co się czegoś wiosną nawąchał?! To pewnie jakiś korporacyjny Superman i musi odreagować dobrowolne niewolnictwo za motorówkę z silnikiem bez tłumika.&lt;br /&gt;Zaopatrzeni w bryndzę (nie ma startu do tej np. z Krakowskiego Kredensu), piwo Opata, ciasteczka i herbatki ziołowe, których receptury braciszkowie ukradli kiedyś paru mądrym zielarkom ( i na wszelki wypadek je potem spalono na stosie aby się nie czepiały o prawa autorskie) czyli wszystko co jest niezbędne do praktykowanie monastycznej &lt;span style="font-style:italic;"&gt;way of life&lt;/span&gt; dokupiliśmy bardzo cenną książkę pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Kuchnia klasztorów prawosławnych&lt;/span&gt;, autora o nazwisku Mykoła Mańko. To chyba był jakiś wypadek w pracach Wydawnictwa &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nemrod&lt;/span&gt; , które zawsze mnie zadziwiało swoją misją. Ale jak to mawiają prości ekolodzy: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;każdy orze jak może&lt;/span&gt;! Przepisy pochodzą z Góry Athos, która była święta na długo przed przybyciem pierwszych mnichów wypędzonych z Syrii, Egiptu i Palestyny. Ale to inna historia... W książce opisano doskonałe przepisy z Monasteru Rylskiego (przy okazji opisując jego powstanie w nieco inny sposób niż dotąd spotykałem) w Bułagrii, z klasztorów na Ukrainie, Rumunii, Gruzji i Rosji. Polecam dziełko p. Mykoły Mańko! Do tego wszystkiego książka ma bardzo miłą cenę; 24 złote! &lt;br /&gt;Po powrocie z Tyńca, zabrałem się za obiad i dania pod silnym wpływem wspomnień z Monasteru Rylskiego i okolic... panierowane papryki... dam już spokój bo może będziecie czytali późną nocą i lodówka pójdzie w ruch!&lt;br /&gt;Na obiad przyszedł bardzo miły gość, który pojawił się jakby z jakiejś przestrzeni zawieszonej, oddalonej, którą znamy, ale jednocześnie jest trochę nierealna i daleka. Fizycznie, to nie z bardzo daleka bo ze Sztokholmu via Warszawa, ale jednak jakby z innego trochę wymiaru. Tomek Hołuj to tego rodzaju gość. Wróciło trochę wspomnień, trochę mniej niż myślałem, było więcej planów i pomysłów na przyszłość. To o.k. - znaczy to, że żyjemy! &lt;br /&gt;Wieczorem usiadłem do poprawek ostatecznych nad &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wprowadzeniem do etnobotaniki...&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Niedziela wzorcowa, niedziela pełna równowagi, bliskich relacji... i dobrej kuchni.&lt;br /&gt;Takich niedziel Wam życzę! &lt;br /&gt;Na focie Bogdana - lubię sobie pograć na dużych bębnach szczelinowych. Jedyną ceną jaką "płacimy" za takie przyjemności jest to, że naszych plakatów nie zobaczycie w Gnojniku, Czchowie- Zapora... da się z tym żyć.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-272438485198537911?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/272438485198537911/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=272438485198537911' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/272438485198537911'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/272438485198537911'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/04/idzie-nowe-czyli-wpis-pozytywny.html' title='NIEDZIELA WZORCOWA!'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-uLh3WmEnTW8/TZolcvGlcyI/AAAAAAAAArM/gMBxIeTuZRw/s72-c/instrumenty%2Bmuzeum%2Betnograficzne%2Bfot%2BBogdan%2BKiwak%2B%25287%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-3672823202666847833</id><published>2011-04-02T14:08:00.000+02:00</published><updated>2011-04-02T14:49:21.756+02:00</updated><title type='text'>ROBOTA, ROBOTA!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-lcOrB2E2oWI/TZcbSCxN14I/AAAAAAAAArE/MqoF8p391bU/s1600/instrumenty%2Bmuzeum%2Betnograficzne%2Bfot%2BBogdan%2BKiwak%2B%2528166%2529.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-lcOrB2E2oWI/TZcbSCxN14I/AAAAAAAAArE/MqoF8p391bU/s400/instrumenty%2Bmuzeum%2Betnograficzne%2Bfot%2BBogdan%2BKiwak%2B%2528166%2529.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5590967459198654338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dochodzę do siebie po trzech intensywnych dniach, które wydawały się nie do przejścia...!? We środę prowadziłem ekipę naukowców na jedyne stanowisko w Polsce małej, ale czarującej rośliny: pierwiosnki omączonej (&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Primula farinosa&lt;/span&gt;), które zaczynamy wreszcie drobiazgowo i metodycznie badać w celu opracowania jego skutecznej ochrony. Projekt mojego pomysłu wygrał poważny konkurs i wizyta w terenie to początek jego realizacji. W takich momentach pojawia się myśl, że mój zawód pozwala na obcowanie z pozaludzkim otoczeniem na znacznie głębszym poziomie niż to się przytrafia wielu, nawet bardzo oddanym i zainteresowanym ludziom. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Primula&lt;/span&gt; rośnie w takim miejscu, że widać bez najmniejszej bariery ośnieżone Tatry i kawałek Pienin. Co tu dodać? Ten środowy entuzjazm do zawodu zmalał mi ekstremalnie we czwartek do południa, kiedy to opracowywałem szereg poważnych interwencji prawnych... nie lubię tego typu roboty, ale rozumiem, że jest konieczna. Po pracy w roli eksperta i przyrodnika, wsiadłem do Land Rovera Michala Smetanki i po zabraniu Bogdana K. z Nowego Sącza, pomknęliśmy ku Krakowowi. Tam, w Muzeum Etnograficznym czekało już około setki zainteresowanych tradycyjnymi instrumentami Karpat. Było całkiem miło i zleciało na gadaniu, graniu i śpiewaniu ponad trzy godziny! Po kolacji i odprowadzeniu Michala... na Wawel, gdzie miał nocleg, do domu dotarliśmy około północy. Szybko skanowaliśmy fotę niezwykłej rzeźby Randala-Page'a, na którą czekał Tomek C. aby zamknąć skład mojej etnobotanicznej broszurki... a wstawaliśmy około 6 rano... bo zajęcia, bo do Muzeum na 9 rano... Dopiero ten trzeci - z intensywnych dni - zwalił mnie naprawdę z nóg. W Muzeum Etnograficznym wystarczyła nam kilkugodzinna kwerenda w dziale instrumentów muzycznych ( Europa, ale też Afryka i Azja!) aby się poddać, wywiesić białą flagę i prosić o litość! Litość została okazana w postaci pączków i kapuśniaczków, które oczarowały Michala do reszty!&lt;br /&gt;Jest nad czym myśleć i jest co planować! Już czuję ten mocny nurt, który powoduje, że myśli się jaśniej, szybciej i składniej. To naprawdę kręci! To nic, że jest tylko garstka ludzi, którzy docenią nasze wysiłki... ale jakich ludzi! Bardzo dobrze rozumiem stare powiedzenie, że: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;dla towarzystwa, Cygan dał się powiesić!   &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Samplowanie wielkiego bębna szczelinowego i setki fot jakie cały czas robił Bogdan to tylko początek nowego projektu.&lt;br /&gt;W przyszłym tygodniu mam odebrać z drukarni pierwszy rzut broszurki z wprowadzeniem do Etnobotaniki Karpat i Bałkanów. Tak to wygląda od podszewki: znowu pudła, taszczenie i pasmo rozczarowań, uwag krytycznych i kłopotów z dotarciem do szerszego grona zainteresowanych! &lt;br /&gt;I o tym jest moja opowieść na koniec wpisu: biegając z Michalem i Bogdanem po mieście zauważyliśmy wielki tłum ludzi na rynku przy Adasiu. Okazało się, że otoczony setkami młodych ludzi śpiewał gość, który dotąd robił to latami bez wielkiego odzewu. Ot, kilka osób, jakiś turysta z USA... Gość śpiewa "na stricie" od lat bluesowo-rockowym mocnym i bardzo rasowym głosem. Co się więc stało, że młoda i tak liczna publika nagle Go odkryła? Sprawiło to zaledwie kilka minut w beznadziejnym programie X Factor, którego jurorami są (poza Kubą Wojewódzkim) pan i pani stanowiący żałosny folklor korytarzy telewizyjnych raczej niż cokolwiek innego.  &lt;br /&gt;Na focie Bogdana: oględziny afrykańskiej harfy...&lt;br /&gt;Uwaga: nie ma strachu, do X Factora się nie zgłaszamy, wolimy się dać powiesić...dla towarzystwa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-3672823202666847833?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/3672823202666847833/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=3672823202666847833' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3672823202666847833'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3672823202666847833'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/04/robota-robota.html' title='ROBOTA, ROBOTA!'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-lcOrB2E2oWI/TZcbSCxN14I/AAAAAAAAArE/MqoF8p391bU/s72-c/instrumenty%2Bmuzeum%2Betnograficzne%2Bfot%2BBogdan%2BKiwak%2B%2528166%2529.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-554020271299134506</id><published>2011-03-26T20:30:00.000+01:00</published><updated>2011-03-26T22:04:03.755+01:00</updated><title type='text'>PASSAGES et REPASSAGES</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-uUoj19pvakE/TY5R6BEt5mI/AAAAAAAAAq8/iomHAwPHF4Y/s1600/etnobotanika-okladk-robotai.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 275px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-uUoj19pvakE/TY5R6BEt5mI/AAAAAAAAAq8/iomHAwPHF4Y/s400/etnobotanika-okladk-robotai.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5588494244775847522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejna pracowita sobota dobiega końca... Za oknem pada śnieg i matactwa z zegarami ukradną nam jutro godzinę snu. Właśnie odpowiedziałem na maila od naszego przyjaciela z Kowna, który zapytał mnie czy u nas tak wyglądają wszystkie mecze? Co miałem napisać? Tak, u nas tak wyglądają mecze piłki nożnej i przepraszam za głupich i agresywnych Polaków. Trudno mi sobie wyobrazić kogoś, kto byłby dalej od bycia kibicem piłki nożnej niż ja, ale jak tu tłumaczyć, że nie jestem żyrafą? &lt;br /&gt;Mimo wszystko mam dobry nastrój z powodu kilku interesujących zwrotów akcji, jakie są moim udziałem. Pierwszy z nich to niespodziewana i świetna zawodowa pomoc człowieka, który zadeklarował się kiedyś, że w razie czego może przygotować do druku moją książkę. To była reakcja na mój internetowy szloch i dół psychiczny, wywołany matactwami wydawnictwa X, które wystawiło mnie do wiatru i arogancji wydawnictw Y, Z oraz brakiem wyobraźni kilku innych. Po otarciu łez przyjrzałem się stopkom kilku cennych książek i zobaczyłem, że moja historia nie jest ani pierwsza, ani nowa i zapewne nie ostatnia. Kiedyś na początku mojej drogi muzycznej podobnie było z wydawaniem płyt. Nie skapitulowałem w tamtych czasach, to nie poddam się w tych, które mamy. No i dzisiaj wysłałem tekst pierwszego tomu Wprowadzenia do etnobotaniki Karpat i Bałkanów do Tomka C., który zajmie się składem i łamaniem czyli zrobi z 0-1 cyfrowego kodu analogową książkę. Mam nadzieje, że premiera tego wydawnictwa odbędzie się w tzw. długi weekend majowy na Sopatowcu w Beskidzie Sądeckim. Kolejny raz będziemy tam prowadzili zajęcia warsztatowe, a ja także spacery etnobotaniczne. Pozostaje do wydania część o zapomnianych roślinach magicznych Karpat i część o roślinach czarodziejskich Bałkanów. Jestem przekonany, że się to uda!&lt;br /&gt;Od listopada 2010 przygotowujemy &lt;a href="http://www.etnomuzeum.eu"&gt;spotkanie&lt;/a&gt; warsztatowe w Muzeum Etnograficznym w Krakowie i ostatni poniedziałek był dopięciem tego projektu. Spędziłem w Muzeum chyba z pięć godzin (A. nieco krócej) omawiając szczegóły i odpowiadając na pytania reporterów z czterech rozgłośni radiowych! &lt;br /&gt;W Muzeum dostaliśmy cenny prezent i to z rąk samego dyrektora! To bardzo interesujący katalog wystawy pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Przejścia i powroty (Passages et repassages)&lt;/span&gt;. Wydawnictwo ma przeszło 270 stron i jest właściwie bardzo interesującą książką, w której ilustracje stanowią zaledwie dopełnienie tekstu. Wystawa powstała przy okazji 100-lecia Muzeum z burzy mózgów przeprowadzonej przez jego pracowników, którzy w cyklu kilku spotkań zastanawiali się jak przeżywają świat. Około czterdzieści osób o różnym pochodzeniu, wykształceniu, wieku, doświadczeniu i poglądach dyskutuje o swoim osobistym odbieraniu świata / życia ! Już sam ten wysiłek wart jest uwagi wobec moich obserwacji wodzowskich instytucji, w których wykonuje się niewolniczo pomysły polityków, księży i kierowców. Z tych dyskusji i kolejnych sesji, powstały zapiski, w rodzaju skojarzeń z pojęciem przejścia / passage: droga / inicjacja / proces / skrót / most / zmiana / przekroczenie ... itd. (to mój wybór z obszerniejszego tekstu katalogu). Powroty /reppasage oznaczały: naprawę / nowy początek / przemianę / lęk / radość... Ekipa natrafiała na trudności i bariery. Barierą okazało się pojęcie &lt;span style="font-style:italic;"&gt;utraty&lt;/span&gt;. Zapisano: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;W kwestii utraty nie doszliśmy do porozumienia. Nie było ono możliwe. &lt;/span&gt;Jest już tylko samą przyjemnością przytoczenie zdania: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie chodziło nam o to, aby wystawa w bezpośredni sposób ilustrowała nasze wspomnienia, lecz aby wywołała w widzach te rodzaj odczuć, jakie pojawiły się w nas samych podczas warsztatów.&lt;/span&gt; Wystawa pokazana będzie we Francji... i może także w Polsce? Dlaczego to mnie nie dziwi? Katalog wydano w nakładzie 1000 egz. i jego projekt graficzny zrobił mi wielką przyjemność.&lt;br /&gt;Skoro już jestem przy miłych i jednocześnie znaczących wydawnictwach to mam tuż obok laptopa jeszcze jedno z najnowszych. To książka pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sztuki w przestrzeni transmedialnej  &lt;/span&gt; pod redakcją Tomasza Załuskiego, wydaną przez ASP w Łodzi. Książka ma 282 strony i jest plonem konferencji naukowej. Książka nie jest sprzedawana (jest dystrybuowana poprzez sieć autorów, wykładowców i studentów) i nie wiem właściwie jak ją zdobyć? Podobnie jak katalog Passage et repassage. Na moim stole leży z powodu zamieszczenia w niej tekstu pt." &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bio Mapping&lt;/span&gt; Christiana Nolda - transmedialna retoryka wędrowna" dr Anny Nacher (tekst &lt;a href="http://www.scribd.com/anna_nacher"&gt;dostępny&lt;/a&gt; jest już w sieci!) Media lokacyjne to niezwykle interesujący temat i działania artystyczne jakie rodzą się gdzieś w tym rejonie są niezwykle inspirujące. &lt;br /&gt;A obok mnie istna uczta intelektualna: program bitwa (czy bitwy?) na muzykę? z wyłączoną fonią. W masmediach bzdura goni bzdurę, a ważne książki w Polsce zaczynają być podawane z rąk do rąk i tylko w małych społecznościach... Tylko patrzeć jak oskarżą nas o kacerstwo i alchemię. &lt;br /&gt;Nie opuszcza mnie dobry nastrój i deklaruję: mnie to zaczyna pasować!&lt;br /&gt;Na obrazku: okładka pierwszego tomu niechcianej książki!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-554020271299134506?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/554020271299134506/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=554020271299134506' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/554020271299134506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/554020271299134506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/03/passages-et-repassages.html' title='PASSAGES et REPASSAGES'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-uUoj19pvakE/TY5R6BEt5mI/AAAAAAAAAq8/iomHAwPHF4Y/s72-c/etnobotanika-okladk-robotai.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-5391836710366278579</id><published>2011-03-19T20:14:00.000+01:00</published><updated>2011-03-19T22:01:11.404+01:00</updated><title type='text'>SHINNAI BUYO</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-ScZMND8CWxM/TYUW7vVySjI/AAAAAAAAAq0/M-z1NX-UDc0/s1600/ulotka_WFR.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 284px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-ScZMND8CWxM/TYUW7vVySjI/AAAAAAAAAq0/M-z1NX-UDc0/s400/ulotka_WFR.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5585896128398903858" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mimo nawału pracy i pogody, która nastraja jedynie do przykrycia się kołdrą i czekania na wiosnę, poszliśmy wczoraj wieczorem do Muzeum -manggha- na spektakl starego, XVII - wiecznego teatru narracji i muzyki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;shinnai&lt;/span&gt;. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Shinnai&lt;/span&gt; łączony z &lt;span style="font-style:italic;"&gt;buyo&lt;/span&gt; ( &lt;span style="font-style:italic;"&gt;buyo&lt;/span&gt; to taniec i pantomima) widuje się rzadko i taki spektakl zaledwie się trafia i można nie mieć okazji na jego zobaczenie. W &lt;span style="font-style:italic;"&gt;shinnai buyo&lt;/span&gt; dużą rolę odgrywa muzyka grana na shamisen (3-strunowa lutnia), koto (rodzaj wielkiej cytry lub jak chcą niektórzy - harfy poziomej), shakuhachi (bambusowy flet medytacyjny). Spektakl oparty jest o narrację w wykonaniu kantora, ale także akompaniament śpiewny. W sumie wystąpiło osiem osób i całość poprzedzona była wprowadzeniem. Nie ma co ukrywać, że okoliczności w jakich przyszło występować artystom z Japonii są niezwykle smutne. Tym bardziej cieszyło to, że w sali Muzeum trudno było pomieścić wszystkich przybyłych. Muzeum -manggha- wybiło się na jedno z najciekawszych miejsc w Krakowie i z wielką sympatią myślimy o tym interesującym przedsięwzięciu. Graliśmy w -manggha- już kilka razy, pomagaliśmy też w pierwszym, solowym koncercie Vlastislava Matouska i zawsze sala jest pełna, zaplecze zawodowe i wszystko dopięte... To jest dla mnie prawdziwa alternatywa. Wszystko co zebrano za bilety i z dobrowolnych datków zostało przeznaczone na pomoc dla Japonii. To był znakomity wieczór i bliska nam estetyka. To dość trudne do wytłumaczenia, ale ten język sztuki jest dla nas (bo rozmawialiśmy nie raz o naszych odczuciach) zrozumiały i oczyszczający. &lt;br /&gt;Także wczoraj, ale w pierwszej połowie dnia, przyszła wiadomość o klęsce i wygranej! Klęska to zaledwie wyróżnienie dla płyty Kapeli Byrtków (Monografie Instrumentów Karpackich Vol.II) w konkursie na Fonogram Źródeł za 2010 rok. Nie będę komentował decyzji znawców z Polskiego Radia, bo i po co? Pierwsza płyta dwóch starszych panów z karpackiego pogranicza  i wyróżnienie z Kongresówki... może to nie tak źle? Jest też i sukces! Polega on na tym, że nasza płyta &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Acoustic Psychogeography&lt;/span&gt; nie zyskała aprobaty znawców z jury konkursu na Folkowy Fonogram Roku! Oznacza to, że nie stoczyliśmy się na pozycje muzyki kolonialnej w rodzaju &lt;span style="font-style:italic;"&gt;world music &lt;/span&gt; co nam niektórzy przepowiadali około 2001 roku! Wszystko jest po staremu ustalone w Warszawie: kto ma rolę nowatorów, kto jest zasłużonym propagatorem i kto będzie nagradzany pogłaskaniem po głowie. Tak więc prawdziwym sukcesem jest utrzymywanie się poza tym towarzystwem mimo licznych projektów i wydawnictw.&lt;br /&gt;Nadeszła też wiadomość, że pojawiły się &lt;a href="http://popupmusic.pl/no/30/recenzje/1237/bcggjlns-7--collective-improvisation"&gt;dwie&lt;/a&gt; recenzje na popupmusic. Szczególnie podobała mi się ta na temat &lt;a href="http://popupmusic.pl/no/30/recenzje/1236/the-magic-carpathians-enjoy-trees"&gt;Enjoy Trees!&lt;/a&gt; bo mam jakiś niedosyt związany z tą płytą. Szkoda, że nie wszystkie media niezależne (w jakimś stopniu) rozumieją, że tego typu akcje należy promować. &lt;br /&gt;Kilka godzin temu wróciłem z Radiofonii gdzie odbyła się bardzo miła i ciekawa rozmowa na temat muzyki tradycyjnej w nowych czasach czyli o naszym warsztacie w &lt;a href="http://www.etnomuzeum.eu"&gt;Muzeum Etnograficznym&lt;/a&gt; w Krakowie jaki organizujemy 31 marca. Obok mojego laptopa leży master nowej płyty Michala Smetanki, z którego przygotujemy nową płytę w naszej serii &lt;a href="http://worldflagrecords.blogspot.com"&gt;World Flag Records&lt;/a&gt;, będzie ona miała numer 037 ! Prapremiera w Krakowie podczas wspomnianego warsztatu w Muzeum!&lt;br /&gt;Muszę się pochwalić uznaniem po latach mojej niezauważanej pracy fotografika! Uznanie jest do oglądania w postaci nowego numeru Pisma skandynawskiego &lt;a href="http://www.zewpolnocy.pl"&gt;Zew Północy &lt;/a&gt;(nr 8, zima wiosna 2011) gdzie moja fota z Jokkmokk znalazła się na okładce a druga jest w środku numeru na całą rozkładówke! Tym bardziej się cieszę, że jest to numer gdzie jest sporo innych znakomitych materiałów. To naprawdę świetne, że są jeszcze pisma gdzie doceniają pracę i wyobraźnię, a nie tylko koneksje rodzinne lub nadsyłane gotowce z "centrali"! Koniecznie poprzyjcie Zew za pomocą strategii jaką wyuczyliśmy się w USA - popierasz to wyjmij 8,90 zł i kup w Empiku zamiast gadać o alternatywnej kulturze.  &lt;br /&gt;Ha!Art wydał z siebie jakiś słownik dezinformujący (to stara technika lewicy) gdzie przypięto nam łatkę &lt;span style="font-style:italic;"&gt;globalnego folku &lt;/span&gt; i jakiś niesprecyzowanych działań terapeutycznych. Szkoda, że taka inicjatywa, która mogła by być czymś cennym poległa dzięki naiwnemu podejściu autorów. Sądzą oni, że jak festiwal nazywa się OFF to jest niezależny i prezentuje sztukę alternatywną. Jak Muniek powie o sobie, że jest punkowcem i walczy to znaczy, że tak jest! Wyrocznią jest dla lewaków miły gość od ckliwego przeboju o Rzece miłości... , który jest naprawdę fajny na miły wieczór i tyle. Szkoda, ze takie informacje są przygotowywane przez jakieś pańcie na poziomie wypracowania pt. Krajobraz w literaturze polskiej...na próbnej maturze. Język opisywania muzyki alternatywnej jest wzięty z tzw. przemysłu muzycznego i to jest jakieś nieporozumienie u podstaw. To szołbiznes przejmuje zjawiska jakie dzieją się na offie (nie na tym festiwalu, proszę Was...), robi z nich coś nieco innego w procesie przypominającym karmienie u niektórych ptaków, wtłacza w przegródki oznaczone etykietami (które bezmyślnie kupuje autorka niunia) i sprzedaje jako swoje odkrycie. Właściwie dlaczego w tym dziele pani niuni nie ma przeboju offu czyli - X Factor! Skoro jest w nim przebój Festiwalu Off czyli Zdzisek Kasuje? &lt;br /&gt;I to jest dobre miejsce aby przypomnieć o tym karmieniu u ptaków: stare ptaszysko łowi ryby i połyka, ale nie całkiem! Lekko przefermentowane wyrzyguje dziatwie i ku uciesze wszystkich obserwuje jak to sobie wyrywają, a sprytniejsze łykają! Chciałbym sadzić, że Ha!Art jest starym ptaszyskiem, ale chyba jest jednak w innym miejscu...&lt;br /&gt;Na obrazku - pierwsza strona kartki informacyjnej World Flag Records, autorstwa Tomka C. Podobno projektowana pod wpływem muzyki Jimi Hendrixa! Mnie pasuje ... i kartka i Hendrix!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-5391836710366278579?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/5391836710366278579/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=5391836710366278579' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5391836710366278579'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/5391836710366278579'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/03/shinnai-buyo.html' title='SHINNAI BUYO'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ScZMND8CWxM/TYUW7vVySjI/AAAAAAAAAq0/M-z1NX-UDc0/s72-c/ulotka_WFR.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-4304853624386097486</id><published>2011-03-14T10:23:00.000+01:00</published><updated>2011-03-14T10:26:50.741+01:00</updated><title type='text'>telewizja, czyli sztuka (?) rozmowy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wierna drodze środka nie zakladam, że telewizja jest moim największym wrogiem - wręcz przeciwnie, co jakiś czas lubię telewizję dla samej telewizji (bo czy nie jest na przykład maksymalną egzotyką życie Kardashianów albo eliminacje do You Can Dance? i czytso buddyjską refleksją nad niezwykłą różnorodnością życia oraz parktyką nieoceniania?). A już w sytuacjach globalnych katastrof bądź wydarzeń tragicznych telewizja staje się niezastąpiona, oczywiście, o ile utrzymuje się w głowie świadomość, jak cienka linia odgradza niezdrową ekscytację wizjami makabry od uważnego bycia&amp;nbsp; we współodczuwaniu (nic mnie tak chyba nie uderzyło w trakcie tsunami, jak pojawiający się w mediach elektronicznych, podkreślony komunikat "Nowe zdjęcia" - myślę, że niebawem zobaczymy takie tytuły: "Odkryto tysiące ciał na wybrzeżu Japonii [ZOBACZ ZDJĘCIA]". Ten kontakt z telewizją układa się oczywiście we fragmentaryczny i poszatkowany ciąg obrazów - jak rozmowa profesorów w studiu TVN, którzy na koniec powyzywali się od "wieśniaków" i wiedzę oraz próbę zrozumienia zastąpili żądzą udowodnienia, że mają rację. To bardzo zresztą typowe dla polskich "ekspertów" dziedzin wszelakich. Albo inny ekspert od energii jądrowej mowiący o "troszeczkę radioaktywnym" dymie, którego "odrobinę" wyrzuci się do atmosfery. Ci eksperci - udowadniając nam, że najbezpieczniejsza jest energia jądrowa zapominają, że z tym bezpieczeństwem jest jak z samolotem, rownie bezpiecznym środkiem transportu. Zapominają także - i to typowe dla technokratów, którymi wypełniona jest polska przestrzeń publiczna - o kontekście. Opowiadają o energii jądrowej w sposób zupełnie oderwany od konkretnych realiów miejsc, ludzi i krajów. Tak, jakby mieli je budować kosmici w przestrzeni, w której nie mieszkają żadne istoty. Może jest to i najbezpieczniejsza technologia i może, jak twierdzi jeden "ekspert", nie ma odwrotu. Ale warto chyba wziąć pod uwagę fakt, że to upuszczanie radioaktywnego dymu w Japonii będzie &lt;a href="http://www.nytimes.com/2011/03/14/world/asia/japan-fukushima-nuclear-reactor.html?_r=1&amp;amp;hp"&gt;trwało miesiącami, może nawet rok&lt;/a&gt;... I jak to jest, ze u nas debata toczy się wyraźnie pod dyktando think-tanków i biznesu promującego energię jądrową, a np. w takich Stanach rozmawia się o tym &lt;a href="http://www.nytimes.com/2011/03/14/science/earth/14politics.html?hp"&gt;w zupełnie innym tonie&lt;/a&gt;... Przy doniesieniach z Japonii wszystko dookoła wydaje się jakieś nieważne, nierealne, sztuczne (a najbardziej wieści z polskiej polityki oczywiście, z zafiksowaniem na JPII i Smoleńskiem). Nie będę się już zżymać na to, co zaproponowała polska telewizja publiczna przy tej okazji, uczynił to Marek poniżej. Kiedy staliśmy się tak schamiałym spoleczeństwem, w którym takie nagłówki i takie teksty nie budzą niczyjej wątpliwości? Sądzę, że dosięga nas inne tsunami - jadąc z Warszawy jednym z nielicznych pociągow łączących Kraków ze stolicą w nowym rozkładzie obserwowałam interwał między zimą a wiosną, strasznie smutny. Ludzie mają wypasione domy we wszystkich kolorach tęczy, a za płotem, w lasku lub potoku zazwyczaj śmietnisko. Naprawdę głęboko się zastanawiam: jak to jest mieć taki umysł, który pozwala żyć obok śmietnika i bez końca rozlewać się z tym śmietnikiem na łąki, lasy i potoki? Bury dym snuł się z kominów podkrakowskich wiosek i uroczo skądinąd zawisał nad podkrakowskimi dolinkami. Ludzie wylegli na spacery i co rusz musieli uskakiwać przed quadami i motocyklami crossowymi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dla równowagi, po powrocie do domu, dostrzegłam, że mamy Sundance Channel, a w nim urocza rozmowa rekinów amerykanskiego showbizu. Luźna, skrząca się dowicpem, niewymuszona rozmowa, jakiej w TVP Kultura nie da się uświadczyć, bo tu ważniejsze są grymasy i wygibasy młodych i starych wschodzących gwiazd alternatywy. Aaron Sorkin, autor scenariusza do The Social Network, podrzucił nam kwestię roku: wypowiedź zaczął od tego, jak ważny w przypadku historii opartych na autentycznych biografiach jest kompas moralny pisarza a dalej bez zająknięcia kontynuował w ten deseń: "Jeśli autor nie ma wystarczająco wyczulonego kompasu moralnego, to pomocną dłoń poda mu wydział prawny firmy Sony". Tagline of the Year. W Budyniowie chyba niewiele osób doceni dowcip nowojorskiego wyjadacza, my śmialiśmy się, aż nam łzy ciekły z oczu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-4304853624386097486?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/4304853624386097486/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=4304853624386097486' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4304853624386097486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4304853624386097486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/03/telewizja-czyli-sztuka-rozmowy.html' title='telewizja, czyli sztuka (?) rozmowy'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-3530194461338573344</id><published>2011-03-12T19:52:00.000+01:00</published><updated>2011-03-12T21:56:56.611+01:00</updated><title type='text'>DRUGA STRONA RZECZY</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-gr91gZ4X8rM/TXvUaQ7sDhI/AAAAAAAAAqs/BIktsTtjVS4/s1600/WARSZTATY%2Bkopia.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 164px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-gr91gZ4X8rM/TXvUaQ7sDhI/AAAAAAAAAqs/BIktsTtjVS4/s400/WARSZTATY%2Bkopia.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5583289710742867474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj i dzisiaj, po kilka godzin, pisałem jeszcze drobne uzupełnienia do przewodnika po Starym Sączu i myślę, że to już definitywny koniec. Teraz zacznie się ten magiczny wir prac redakcyjnych, które autora zazwyczaj kosztują sporo rozczarowań i irytacji. Tekst, pisany w przemyślanych sekwencjach i w stanach skupienia uwagi, które coś w nas otwierają i trwale zmieniają, ale nade wszystko są bardzo osobistym doświadczeniem, jest szatkowany, przemieszany, naszym zdaniem trywializowany i ujednolicany. Druga strona jest taka, że tekst zazwyczaj staje się czytelniejszy i bardziej komunikatywny, mniej zawiły i bardziej uładzony. Dobrze jeżeli dotyczy to przewodnika po mieście i jego okolicy,ale gdyby taka praktyka dotykała wprost naszej wyobraźni? Już widzę te argumenty i korektę tekstu &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ulissesa&lt;/span&gt; - Jamesa Joyce'a...!? Jak James J. dostaje z redakcji tekst &lt;span style="font-style:italic;"&gt;w trybie śledzenia zmian   &lt;/span&gt; z adnotacjami: kiepska gramatyka, interpunkcja, czy nie można tego wierszyka zastąpić prozą? ...bardzo proszę o skrócenie rozdziału XY do 2 000 znaków ze spacjami! Nie chcę w ten sposób powiedzieć, że pozbawienie tekstu redakcji uczyni z niego arcydzieło... ale złoty środek nie jest na połowie dystansu, zawsze jest bliżej głowy autora.&lt;br /&gt;Tak się rozkręciłem, że chyba siadam za kilka dni do planowanej od dawna niezbyt wielkiej książeczki pod roboczym tytułem - Etnobotaniczne aspekty muzyki tradycyjnej. Miała to być druga, po &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Magicznych roślinach Karpat i Bałkanów&lt;/span&gt;, książka z serii - wstęp do etnobotaniki, ale...może będzie pierwsza?! Budyniowe wydawnictwa najpierw mnie irytowały, a teraz czuję jedynie politowanie i żal, że zawsze musimy być takimi dziadowskimi głupkami bez wyobraźni i odwagi. Moja szuflada będzie pełna, to nie jest zły ani też specjalnie nowy stan w Budyniowie. Okazuje się tylko, że nie wszystkiemu winni byli jacyś mityczni "komuniści".&lt;br /&gt;Powoli przygotowujemy się do ważnego dla nas pokazu-warsztatu pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Dźwięki utracone, dźwięki odzyskane, &lt;/span&gt;który przeprowadzimy na zaproszenie Muzeum Etnograficznego w Krakowie z okazji jego 100-lecia! Zaprosiliśmy Michala Smetankę, naszego przyjaciela ze Słowacji, który jak mało kto zna się na tradycyjnych instrumentach Karpat. Nie dość, że świetnie gra i śpiewa w tradycyjnej pasterskiej manierze z Gór Lewockich, to jeszcze potrafi własnoręcznie zrobić fujarę detwiańską, gajdicę, koncovki i wielkie trąby sygnałowe. W poniedziałek najprawdopodobniej wyjmę ze skrzynki przesyłkę z Jego nowymi nagraniami i może uda się przygotować kilka sztuk płyt z naszej &lt;a href="http://worldflagrecords.blogspot.com"&gt;Flagi&lt;/a&gt; na prapremierową prezentację w Muzeum?! Mamy tam blisko trzy godziny do dyspozycji i postaramy się aby to był intensywny czas, który podsumuje nasze ostatnie lata praktykowania karpackich dźwięków. W 2009 była ogromna i fantastyczna (!) robota z doborem, rejestracją i redakcją nagrań na płytę z tradycyjnymi instrumentami muzycznymi z Karpat, potem (2010) była praca z opracowaniem pocztówek dźwiękowych z soundscapes'ami Pienin i mofety i niezwykłe spotkanie z Kapelą Byrtków z Beskidu Żywieckiego, zakończone wydaniem płyty. Późną jesienią 2010 była premiera mojego projektu Karpacka Muzyka Improwizowana (pierwszy skład: Smetanka / Kubek / Marczuk / Styczyński) i małe ujawnienia na Słowacji i w Zakopanem. Nie chce się wierzyć, że tyle ciekawych rzeczy interesuje tak mało ludzi, ale już chyba przywykłem. No więc warsztat z Michalem, który prowadzi swoje &lt;a href="http://www.smetankovo.sk"&gt;prywatne muzeum&lt;/a&gt; instrumentów muzycznych (bardzo podobne do naszej kolekcji ze Starego Domu... zlikwidowanej wraz z opuszczeniem wyjątkowo budyniowatego Nowego Sącza) jest dla mnie jakimś podsumowaniem kolejnego etapu, a być może nawet zamknięciem pewnego etapu i początkiem czegoś innego? Warsztat będziemy rejestrowali - z naciskiem na zapis filmowy. Pokaz/warsztat i trochę improwizowanej muzyki ma się przytrafić 31 marca w ratuszu na pl. Wolnica 1 w Krakowie w ramach cyklu pt. DRUGA STRONA RZECZY. Można to rozumieć jako swoiste zaglądanie na backstage albo na zaplecze wystawy, zazwyczaj cichej i jakby zawieszonej w czasie. My tę rzecz na kilka godzin ożywimy i obudzimy! Zaczynamy po około 18.30 i pewnie się trochę rozgadamy i rozegramy?!  &lt;br /&gt;Od wczoraj oglądamy tsunami w Japonii i łzy się kręcą z tego nieszczęścia, które spotyka tak dzielnych ludzi i niesamowite społeczeństwo. Jak pomyśleć jaką drogę przebyła Japonia od II wojny światowej to trudno nam zrozumieć jak się to mogło stać. Nasze zakute łby politycznych pieniaczy i egoistów, nie licząc normalnych gangsterów, nie mogą odpuścić fotela w samolocie i zaproszenia/nie zaproszenia gdzieś tam... Zmęczeni jakimiś przedziwnymi zabiegami TVN nękającymi polityków i politykę PO i ledwie skrywanym pociągiem TVN-u do PiS (co jest chyba wyrafinowaną praktyką z kręgu S/M) włączyliśmy TVP 1 ... i klęska! Najpierw redaktor Kraśko "zręcznie" porównał to co (jego zdaniem) czuli Polacy na wieść o śmierci Jana Pawła II do tego co czują Japończycy na widok relacji telewizyjnych z trzęsienia ziemi i tsunami! Pan Kraśko ma jakąś szajbę religijną i powinno się go leczyć, a nie pokazywać w telewizji publicznej. Zaraz po skandalicznej i głupiej wypowiedzi red. Kraśko, u dołu ekranu zobaczyłem na pasku tytuł następnego felietonu z Japonii:  Wstrząsający spokój - czy tam w studiu ktoś zgłupiał? &lt;br /&gt;Na focie złożonej z fotek Bogdana i Lenki jest nasz warsztatowy team: Anna, Michal i Marek. Michal nieźle przycina na tych gajdach huculskich...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-3530194461338573344?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/3530194461338573344/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=3530194461338573344' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3530194461338573344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3530194461338573344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/03/druga-strona-rzeczy.html' title='DRUGA STRONA RZECZY'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-gr91gZ4X8rM/TXvUaQ7sDhI/AAAAAAAAAqs/BIktsTtjVS4/s72-c/WARSZTATY%2Bkopia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-7447744503007155141</id><published>2011-03-07T23:30:00.000+01:00</published><updated>2011-03-07T23:30:12.990+01:00</updated><title type='text'>kulinarnie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj będzie krótko i kulinarnie. Bo w czasie około nowiu, podczas niewydarzonej zimy (czyli ni to zimy, ni to wiosny), najlepiej ratować się za pomocą smoothies. Co z tego, że z mrożonych truskawek. Ich zapach od razu przywołuje wszystkie smaki lata. Więc: mrożone truskawki, kilka bananów, szklanka mleka. Oto, czy dzisiaj uczyniło nas szczęściarzami. Plus stadko sójek, dostrzeżonych po drodze na basen - toczyły jakieś bardzo zażarte kłótnie, sądząc po głosach; w każdym razie wielkie ptasie ożywienie słychać nawet na snzym osiedlu, co raz bardziej ogołoconym z drzew, po tym, jak kolejna parcela została pozbawiona sporych jesionów (pod nowe bloki, a jakże). Tyle na razie, w 5 minutach wydartych przemocą z kołowrotu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-7447744503007155141?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/7447744503007155141/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=7447744503007155141' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7447744503007155141'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7447744503007155141'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/03/kulinarnie.html' title='kulinarnie'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-2947156397335673717</id><published>2011-03-07T22:14:00.000+01:00</published><updated>2011-03-07T23:46:39.878+01:00</updated><title type='text'>SPHERICAL PULSATION</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/-0jvPx18toYI/TXVa9zYP_qI/AAAAAAAAAqk/h0F1nfXCai8/s1600/_DSC0138.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-0jvPx18toYI/TXVa9zYP_qI/AAAAAAAAAqk/h0F1nfXCai8/s400/_DSC0138.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5581467331006037666" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mimo całkowitego zawału robotą, postanowiłem napisać kilka słów o dwóch płytach jakie znalazłem w kopercie nadesłanej z Warszawy. Płyty łączy osoba Ruffusa Libnera, który zdaje się być sprawcą tego, że muzyka jest udokumentowana w formie wydawnictw. Pierwsza z płyt to zapis wspólnego muzykowania Ruffusa z ekipą muzyków nepalskich w stolicy Nepalu - Katmandu. Płyta nosi tytuł &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Triple Fusion&lt;/span&gt; i w nagraniach wzięli udział: Ruff Libner, Shyam Nepali,Binod Katuwal,Pritam Lama i Raman Maharjan. Sesję muzyczną zarejestrował Greg Simmons. Didjeridu (Ruff) połączone z zestawem typowym dla tradycyjnego folk-popu z Nepalu: sarangi, tabla, flet i drumle brzmią doskonale i już po pierwszych minutach słuchania powróciłem na chwilę do swoich własnych nepalskich wędrówek. Kiedy po raz pierwszy odwiedziłem Katmandu, to był jeszcze stary porządek i Nepal pisało się tak: N.E.P.A.L (&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;N&lt;/span&gt;ever &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;E&lt;/span&gt;nd &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;P&lt;/span&gt;eace &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;A&lt;/span&gt;nd &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;L&lt;/span&gt;ove) Wszędzie unosił się zapach kadzideł, sklepy były pełne kolorowych ciuchów, o których w Polsce można było tylko pomarzyć, a jedzenie - słynne &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nepali fusion&lt;/span&gt; pamiętam do dzisiaj! Na ulicy słyszało się wiele różnej muzyki, ale był to albo miejscowy pop-folk, albo indyjska i tybetańska klasyka albo hipisowskie kapele wszechczasów na tysiącach pirackich wydaniach. Kiedy ostatni raz wędrowaliśmy po Nepalu młodzi bojownicy maoistowscy zbierali się na dyskoteki w wiejskich domach kultury lub sprzedawali konopie, narwane za swoją chatę, głupim do bólu turystom. Na ulicy zauważyłem też kilka wystaw w innym niż dotąd stylu; fosforyzujące farby, małe elektryczne żaróweczki i ciężka od mechanicznego beatu muzyka. Do Nepalu nadciągnęło Goa Trans i techno z Wielkiej Brytanii. W Pokarze na jednej z handlowych ulic w małym szałasie siedział nepalski freak i zamiast na flecie pompował na bambusowym didjeridu. To było coś nowego. Potem spotkaliśmy w Benaresie (Indie) Willego Grimma, który brał udział w projekcie filmowym opartym o pomysł wspólnego muzykowania wielu różnych muzyków, grających coś, co można by nazwać wspólnotową muzyką liturgiczną? Grimm powiedział nam, że didjeridu jakoś mało się mistrzom indyjskim podoba. Płyta &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Triple Fusion&lt;/span&gt; przynosi 8 utworów i pierwsze 5 pchały mnie do radosnej bezczynności i sączenia dobrej herbaty. Trzy ostatnie to niezłe popisy rytmiczne, szczególnie ostatni zamienia się w zbiorowe szaleństwo. Chciałbym doczekać chwili, kiedy znajdzie się klub z taką muzyką i nie będzie ona grana tam jako tło dla dealerów i opychania kiepskiego piwa, tylko ot tak, for fun! Wiem, taki klub to będzie dopiero w niebie.  Didjeridu Ruffusa, grane techniką białasów czyli długimi dźwiękami emitującymi chmury alikwotów przyjemnie masują mózg (do tego służą alikwoty), zadziwiająco przypominają drony emitowane przez koncertową indyjską tampurę. Wiem coś o tym, bo były czasy, że godzinami emitowałem taki dźwiękowy dywan, na którym Maria i Jurek Pomianowscy snuli klasyczne tematy na sarangi i tabli. Ten czas nazywał się &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Raga Sangit&lt;/span&gt; i jak mawiają niektórzy; było to przed wojną! No więc tak; płyta jest o.k. i projekt jest o.k. i oby tak dalej! I już ostatnia kombatancka wspominka przy ognisku; moje pierwsze spotkanie z Indiami i kulturą Tybetu zaowocowało w postaci sesji &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Personal&lt;/span&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Forest&lt;/span&gt;, którą wydaliśmy na kasecie magnetofonowej, po jakims czasie materiał ten wyszedł w postaci LP w Niemczech (z inną, świetną okładką) i znowu po jakimś czasie pojawił się jako CD w Kalifornii i reszcie USA. &lt;br /&gt;Druga z nadesłanych płyt to &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Spherical pulsation&lt;/span&gt; vol. 1 dua o nazwie; Balanda DidjeridooDuo i w składzie: Ruff Libner i Luka Hołuj - didjeridu. Znalazłem tam 8 tracków i pierwszy przykuł moją uwagę na tyle, że wysłuchałem płyty do samego końca. W moim odczuciu number one jest #1, w #3 jest świetna zmiana rytmu i nastroju przy końcu, #4 pokazuje świetną ale dość niebezpieczną rytmikę, w #6 muzykom towarzyszy za pomocą głosu Diana Diurow, pozostawiając sprawy niedokończone, ale nie zepsute! Tu mam kłopot z jakością dźwięku, ale część nagrań była rejestrowana poza studiem (pomiędzy Oslo, Warszawą i Krakowem) - ja to dobrze rozumiem i nie czepiam się. Płyty zostały wydane przez Roland Records ("nepalska" ciągle czeka na swą premierę w Katmandu) - więcej znajdziecie na &lt;a href="http://www.myspace.com/travellingdidjeridoo"&gt;www.myspace.com/travellingdidjeridoo&lt;/a&gt; oraz na ...&lt;a href="http://www.myspace.com/balandadidjeridooduo"&gt;myspace.com/balandadidjeridooduo &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Didjeridu jest bardzo specyficznym instrumentem i jest wiele szkół grania na nim. Kłopot w tym, że granie na instrumencie muzycznym nie jest jednoznaczne z tworzeniem muzyki. Wielu muzyków o tym zapomina. Ale nie zapomina na szczęście Ruffus Libner i nie Luka Hołuj... To miłe natknąć się na takie nagrania i słuchać ich bez tego szczególnego bólu rozczarowania, który tak dobrze znam. W domu, gdzie duo (!?) &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Naturton&lt;/span&gt; spijało herbatki i didjeridu z Australii stoją pod ścianą (niektóre z nich wykonane specjalnie dla mnie, a jedna rura dedykowana była... Ani!) nie jest to całkiem proste. I jeszcze o samych płytach; to taki rzadki przypadek, że coś jest solidnie udokumentowane. I nie trzeba do tego szachrajskich firm i budyniowego szoł?!  &lt;br /&gt;Nie mogę się całkiem oderwać od myślenia na temat przewodnika po Starym Sączu i dlatego wieszam fotkę malowidła p. Raczka ze street artowej kolekcji Bogdana K.&lt;br /&gt;Zapraszam do czytania moich tekstów "rozsianych", które gdzieś się kiedyś ukazały i przepadły. Jest &lt;a href="http://www.scribd.com/marek_styczynski"&gt;miejsce&lt;/a&gt; gdzie je powoli dodaję i można spokojnie je tam czytać!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-2947156397335673717?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/2947156397335673717/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=2947156397335673717' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2947156397335673717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/2947156397335673717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/03/spherical-pulsation.html' title='SPHERICAL PULSATION'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-0jvPx18toYI/TXVa9zYP_qI/AAAAAAAAAqk/h0F1nfXCai8/s72-c/_DSC0138.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-8156939441659034740</id><published>2011-03-05T20:08:00.000+01:00</published><updated>2011-03-05T21:29:14.846+01:00</updated><title type='text'>NOWA GWIAZDA i KARPACKIE MURALE</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-D2l2O6baoBo/TXKZbkKCZdI/AAAAAAAAAqc/0ZhaKqA67Os/s1600/_DSC0117.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 377px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-D2l2O6baoBo/TXKZbkKCZdI/AAAAAAAAAqc/0ZhaKqA67Os/s400/_DSC0117.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5580691587106760146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Siedzę i piszę o Starym Sączu... i końca nie widać!? Nawet Losar z ciastkami, filmem, wykładem i fotami z Tybetu Marka K. musiałem odpuścić! Zaczynam się zastanawiać, co ludzie robią, że mają tyle czasu? Więcej zarabiają, lepiej planują, mają mniejsze wymagania? No nie wiem i od kilku tygodni nie mieszczę się w 10 godzinach pracy plus sto tysięcy czynności organizacyjno-przygotowawczych. Nawet do bloga siadałem bez wielkiego entuzjazmu bo to też...pisanie.&lt;br /&gt;Życie wyrobnika ma też czasem błysk radości i kilka takich rozweselających drobiazgów odnotuję. Na przystanku MPK usłyszałem jak dziadek uczy wnuczka piosenki: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka, konduktorze łaskawy - byle nie do Warszawy!&lt;/span&gt; Takiej wersji jeszcze nie znałem, może to jest ta właściwa? Osiedle Europejskie w Krakowie to kilka wielkich budynków, które noszą nazwy europejskich stolic: Paryż, Wiedeń, Barcelona, Londyn... itd. Starsza para spaceruje naszą osiedlową alejką i dzieli się wrażeniami: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nie lepiej by było: Kielce, Radom, Białystok! &lt;/span&gt;Prawdziwi Polacy boją się Europy? Co im Paryż przeszkadza? Od słuchania Rydzyka ogłupieli czy co? Nie mniej zabawne było bajanie wielkiego polskiego publicysty Bronisława Wildsteina w tivi. Rzucił pan wielki publicysta zdanie o : &lt;span style="font-style:italic;"&gt;kontrkulturowym potencjale SLD&lt;/span&gt; ! Chyba się czegoś zepsutego najadł?! &lt;br /&gt;Przez to pisanie o mały włos nie umknęło by mi pojawienie się kolejnej nowej gwiazdy budyniowego szołbiznesu. Nie od dzisiaj wiadomo, że to interes rodzinny i nowa gwiazda to niejaki Janusz Staszewski. Pan Janusz S. wyznaje w wywiadzie, że na piosenki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;otworzył się już w liceum&lt;/span&gt;! To zadziwiające! Deklaruje także, że &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tworzył muzykę dla samego siebie&lt;/span&gt;. Aby zadowolić siebie potrzebował muzyków sesyjnych i wtedy: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;tata zaproponował swoich kolegów, bo to świetni instrumentaliści i ...byli pod ręką!&lt;/span&gt; Jak zapewnia dalej : &lt;span style="font-style:italic;"&gt;bardzo mi pomogli...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Dalej jest już mniej śmiesznie: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bóg jest dla mnie najważniejszy. Właściwie nie nazwałbym się "wierzącym", ale raczej "wiedzącym". Bo wiem, że Bóg istnieje, jestem tego pewny. Dlatego mogę o Nim mówić innym. Mam nadzieję, że w ten sposób wskażę komuś drogę duchowego rozwoju.&lt;/span&gt; No, to jest naprawdę bomba! &lt;br /&gt;W zespole nowej gwiazdy gra na perkusji jego brat... czyżby pomysł na synów i braci nie był już lekko wyeksploatowany? Ale nie ma co się czepiać bo gość zna miarę i obiecuje, że: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;wystarczy, że trafię ze swoim przekazem choćby do jednego człowieka - a będę szczęśliwy&lt;/span&gt;. Pewnie dlatego: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;koncertując z Kultem, wystąpiliśmy w katowickim Spodku dla sześciu tysięcy osób. (śmiech)&lt;/span&gt;. Ten - śmiech - w nawiasie dodał przytomnie Paweł Gzyl, recenzent muzyczny. Pamiętam pana Pawła z tego, że znudziły się Mu nasze płyty, było ich zbyt wiele i sprawiały kłopot. Aby ratować człowieka, przestałem mu je podrzucać. A przestałem też dlatego, że schematyczne recenzje i muzyczny widnokres recenzenta, oparty o granice Kielc i Warszawy, także i mnie znudził strasznie. Panie Pawle, a nie nudzi pana takie wciskanie budyniowego kitu? Nie muszę chyba dodawać, że tytuł wywiadu z gwiazdą mimo woli, brzmi: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Bóg jest najważniejszy&lt;/span&gt;.  Od siebie dodam w nawiasie - /śmiech/.&lt;br /&gt;Muszę wracać do pisania więc skończę tematem starosądeckim. Mieszkał tam kiedyś artysta Raczek. Był prawdopodobnie prekursorem street art'u w Karpatach i niezłym happenerem. Wymalował niezłą sztukę w bramie, na ścianach oficyny i kilku innych miejscach. Jak większość sztuki ulicy obrazki balansują na granicy kiczu i mają ten specjalny koloryt i tę perfidną naiwność jaką poraża Nikifor, pani Wnękowa, czasem Hasior. To coś miał też Witkacy. Z jednej strony ten pierwiastek karpacki jest jak dobre udawanie wariactwa albo (jednak) cykliczne uleganie wiatrowi halnemu, ale z drugiej; w czym to jest gorsze od meksykańskich wielkich oczu i jaskrawych kolorów, albo przejmującej tym samym - sztuki Voodoo?&lt;br /&gt;Kiedy w Nowym Sączu zobaczyłem po raz pierwszy mural, który powstał na wielkiej kamienicy w ramach Festiwalu Karpaty Offer, byłem całkowicie załamany. Mimo młodych, wielkich ze świata street artu i całkiem spoko tagów (nie jestem jednak miłośnikiem tagów w starym stylu - przerost formy nad treścią) całość jawi się jak wielka reklama Spółdzielni Samopomoc Chłopska! Nie było cenzury, nie było sprawdzania i miała być tylko sztuka. Od powstania tego dzieła jestem za cenzurą i ograniczeniami, za barierami i kłodami pod nogi... zbyt rozpieszczanych lokalnych mistrzów. Kiedy jednak zobaczyłem te murale pana Raczka (są o wiele bardziej przekonywujące!) to zaczynam myśleć, że jest coś w wodzie lub w izolacji kulturalnej, albo w halnym wiejącym od gór, co sprawia, że ta naiwność i nieprawdopodobne prostactwo (przy całym uznaniu dla zręcznej ręki i oka) zaczyna się jawić jako to, co jest dla sztuki w Karpatach wspólne? Kiedy piszę o zręczności warsztatowej to zawsze przypominam sobie piękne rysunki uśmiechniętej Myszki Miki, jakimi zręczny w rysowaniu i kolorowaniu kolega zapełniał zeszyty w szkole podstawowej. Nigdy nie mogłem mu dorównać. Na szczęście...(śmiech).&lt;br /&gt;Na focie najbardziej graficzny z dzieł podwórkowo-ulicznych pana Raczka w Starym Sączu w fotograficznej relacji Bogdana Kiwaka. Obiecujemy powiesić w sieci więcej tej odlotowej (z halnym...) sztuki karpackiej.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-8156939441659034740?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/8156939441659034740/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=8156939441659034740' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/8156939441659034740'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/8156939441659034740'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/03/nowa-gwiazda-i-karpackie-murale.html' title='NOWA GWIAZDA i KARPACKIE MURALE'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-D2l2O6baoBo/TXKZbkKCZdI/AAAAAAAAAqc/0ZhaKqA67Os/s72-c/_DSC0117.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-7562917368184925</id><published>2011-02-26T20:15:00.000+01:00</published><updated>2011-02-26T21:49:05.257+01:00</updated><title type='text'>10 sposobów uważnego korzystania</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-wqH6HQuAG9U/TWlc-khWNhI/AAAAAAAAFvI/IS1BEb2A7Mw/s1600/tricycle.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh6.googleusercontent.com/-wqH6HQuAG9U/TWlc-khWNhI/AAAAAAAAFvI/IS1BEb2A7Mw/s320/tricycle.jpg" width="241" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;To jest coś w rodzaju nowego początku. Po kilku latach prowadzenia własnego bloga postanowiłam zagościć u Marka (a on się ucieszył, przynajmniej tak mi się wydawało :-) - a więc będzie to coś w rodzaju naszego wspólnego bloga (skoro Najwięksi Tego i Tamtego Świata Już Piszą Blogi... wypada polączyć siły, żeby skuteczniej walczyć ze złymi mocami).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na początek coś użytecznego: z magazynu Tricycle, z którego regularnie korzystamy - &lt;a href="http://www.tricycle.com/feature/ten-mindful-ways-use-social-media"&gt;10 sposobów uważnego korzystania z mediów społecznościowych&lt;/a&gt; ("Ten Mindful Ways to Use Social Media"). Muszę przyznać, że Facebook i Twitter od jakiegoś czasu stały się dla mnie czymś bardzo w praktyce pomocnym. Zwłaszcza kilka wskazowek z tego w pewnym sensie typowego amerykańskiego poradnika (12 sposobów na schudnięcie w weekend, 3 kroki do zostania wielkim człowiekiem, 8 sposobów na ocalenie świata przez planetoidą itp.) stało się moim chlebem powszednim. Na przykład: Know your intentions. Od pewnego momentu zaczęłam się zastanawiać, zanim nacisnę przycisk "podziel się", czy rzeczywiście warto dzielić się frustracją i gniewem? (Ależ oczywiście, że czasem to robię; ale może nie tak odruchowo, jak kiedyś). Z drugiej strony, przekonałam się, że w chwilach totalnego wkurzenia na rzeczywistość i ogromnej frustracji (a przecież są takie chwile), znajomi na fejsie są super: ich dowcipne komentarze i poczucie humoru ratowały mnie nieraz, kiedy działy się rzeczy koszmarne (lato z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu...). Nie musimy wcale na co dzień być przyjaciółmi ani nawet dobrymi znajomymi; wystarcza, że w trudnych chwilach machamy sobie z pewnej odległości, puszczamy oko, dajemy znaki, że ktoś myśli podobnie - albo myśli inaczej, ale potrafimy rozmawiać. To jest jakieś gigantyczne nieporozumienie z tą tezą, że znajomi na portalach społecznosciowych nie są naszymi prawdziwymi przyjaciółmi; ludzie, z którymi spotykam się w pracy albo w tramwaju też najczęściej nimi nie są, ale czy to powód, żeby się nie witać, nie uśmiechać i udawać, że tak naprawdę kontaktujemy się tylko z super sprawdzonymi, od wieków znanymi i najbliższymi sercu? Co tacy nagle wszyscy się stają pryncypialni i wrażliwi na jakość relacji międzyludzkich, w kraju, gdzie ludzie wsiadając do windy nie mówią nikomu "dzień dobry", a kiedy chcą zająć wolne miejsce siedzące, to szarżują jak pod Monte Cassino... Krytyka w tym kraju zawsze przybiera objawy histerii. Facebook nagle stał się "be", "niefajny" i wszyscy są specjalistami od machinacji wielkiego kapitału, bo obejrzeli "The Social Network" Finchera... W kraju, w którym każdy nowy start-up jest kalką czegoś, co już istnieje w necie od dawna, a &lt;a href="http://www.bankier.pl/wiadomosc/Mlode-wilki-w-internecie-czyli-6-pomyslow-na-e-biznes-2293501.html?utm_source=feedburner&amp;amp;utm_medium=feed&amp;amp;utm_campaign=Feed%3A+bankier-wiadomosci-dnia+%28Bankier.pl+-+Wiadomosci+dnia%29&amp;amp;utm_content=Google+Feedfetcher"&gt;co obwieszcza się &lt;/a&gt;takim tonem, jakby chodziło o dokonanie co najmniej na miarę stworzenia WWW przez Tima Bernersa-Lee. Już się zresztą nad tym zżymalam na fejsie. W każdym razie charakterystyczne jest u nas nieustanne wylewanie dziecka z kąpielą - najpierw peany zachwytu, po pewnym okresie czasu, kiedy osiągnięte zostanie nasycenie, spuszczenie z wodą po całości. Co dotyczy też polityki, ale nie chce mi się tego wątku rozwijać. Dlatego wolę takie prostolinijne amerykańskie podejście: 10 sposobów na uważne korzystanie z mediów spolecznościowych. Czyli po prostu, zastanów się, zanim klikniesz. Weź głęboki oddech. Przeczytaj do końca maila (tak, mnie też się zdarza tylko przebiegać wzrokiem maile pisane "longiem", które mają więcej niż 5 linijek). Bądź aktywna, nie reaktywna (oczywiście trudno lepiej przełożyć "Be active, not reactive"). Myślę, że życie w tym kraju byłoby zdrowsze i lżejsze, gdybyśmy czasem spuścili powietrze z nadętych balonów i oczekiwali czegoś mniej, niż wszechswiatowej rewolucji moralnej, która sprawi, że wszyscy staną się idealistami. Na marginesie: w tym samym numerze Tricycle któryś z autorów cytuje słowa jednego z indyjskich nauczycieli: "idealizm jest aktem przemocy". Daje do myślenia - "próba dorośnięcia do jakiegoś ideału zamiast bycia tam, gdzie jesteśmy, jest formą wewnętrznej przemocy, jeśli sprawia, że dzielisz się na dwie cześci, które są ze sobą w niesustannym konflikcie."&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tyle dzisiaj słowa na sobotę. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-7562917368184925?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/7562917368184925/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=7562917368184925' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7562917368184925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/7562917368184925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/02/10-sposobow-uwaznego-korzystania.html' title='10 sposobów uważnego korzystania'/><author><name>nytuan</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06076050445122602754</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_JAWDy0P-rDw/ST_70ibcG6I/AAAAAAAACZ8/BoaXey6KtBA/S220/DSC_0664.JPG'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh6.googleusercontent.com/-wqH6HQuAG9U/TWlc-khWNhI/AAAAAAAAFvI/IS1BEb2A7Mw/s72-c/tricycle.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-6758673952374398325</id><published>2011-02-26T19:34:00.000+01:00</published><updated>2011-02-26T20:53:33.382+01:00</updated><title type='text'>ROK 2138 !</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-qjgS4_UFDt0/TWlW30uKXTI/AAAAAAAAAqU/2FXGQypQFDg/s1600/IMG_3320.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 334px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-qjgS4_UFDt0/TWlW30uKXTI/AAAAAAAAAqU/2FXGQypQFDg/s400/IMG_3320.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5578085130520124722" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wchodzimy powoli w Tybetański Rok Żelaznego Królika i będzie to 2138 rok tego kalendarza. Przypomina to umowność liczenia czasu i potrzebę świadomego dopisywania małych literek typu p.n.e. (przed naszą erą) i n.e. (nasza era), tak aby wiedzieć co oznacza "nasza" czyli czyja? A czas jako temat rozważań to bardzo wdzięczna sprawa... więc daję spokój, bo szkoda czasu!?&lt;br /&gt;Nowy rok (każdy, więc i nie "nasz"?) to dobry okres wprowadzania zmian. Właściwie nie wiadomo dlaczego, ale tak sobie to utrwalamy od dzieciństwa, podobnie jak "naszą erę". Uleganie konwencji nie jest z definicji złe o ile ma się świadomość tego co robimy. I dlatego, w pełni świadomie wprowadzam pewne zmiany w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;plaśnięciu w budyń&lt;/span&gt;! &lt;br /&gt;Zmiana polega na zaproszeniu do stałego współautorstwa Anny N. i od czasu do czasu także zaproszonych gości. Pomysł przyszedł z różnych źródeł, jednym z nich był obłok kilku szybkich rozmów na fejsie, które rozegrały się pomiędzy Autonomicznymi Strefami z Wrocławia i Krakowa. Chodziło o wymianę poglądów na temat irytujących zachowań jakie zauważamy z perspektywy swej długiej już praktyki działania w obrębie kultury alternatywnej (bo słowo &lt;span style="font-style:italic;"&gt;off&lt;/span&gt; nie może mi już przejść przez klawiaturę lapa). Także na fejsie wymieniłem krótkie uwagi z wokalistą świetnej i zasłużonej dla nowej ewangelizacji grupy Armia. Musiał on dodać do życzeń w postaci słów peace, pokój itd. także pax i pouczył mnie łaskawie, co ono oznacza. Nie wiem z kim przestaje ten Pan, jeszcze niedawno biegający w prześcieradle z wymalowanym krzyżem po sprzyjającej tego typu offowi telewizji, ale współczuje najwyraźniej prostej oprawy tej perły naszej muzyki rozrywkowej. Zdałem sobie sprawę, że tego rodzaju artyści mogą naprawdę uważać się za alternatywę?! To oczywiście jest poważniejsza sprawa niż sztuczne kreacje w rodzaju Marii Awarii, Patrycji M. czy jakichś, jak to określa trafnie Maciek F. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;czereśniaków&lt;/span&gt; w rodzaju Czesławów i innej uciesznej ekipy. Jest wiele innych zjawisk w naszym Budyniowym Królestwie o bardzo szemranych podstawach i warto aby czasem o nich pogadać?! Wielu młodych artystów "odkrywa" obszary odkryte od pół wieku i za sprawą Internetu ogłasza odkrycie Ameryki z irytującą głupotą i arogancją. To jest do pewnego stopnia normalne i wynika z biochemii mózgu i gruczołów dokrewnych, ale jeżeli serwuje nam to kanał telewizyjny typu Bardzo Namaszczona Kultura, o, to jest już znacznie gorzej i jak przy innych napaściach, złodziejstwie i kłamaniu w żywe oczy - warto zapytać: dla czyjego to dobra? Kto na tym ma skorzystać?  &lt;br /&gt;Telewizja, której w sposób zawodowy przygląda się A. dostarcza też wielu tematów do szerszej rozmowy. Telewizja TVN, która dostarczała nam wielu rzetelnych informacji i bywała odtrutką na różnych domorosłych ideologów typu red. Kraśko i reszta Ideolo-Jedynki, sama stała się siedliskiem groteskowych dziennikarzy, którym rozdęcie ego od nagród wręczanych samym sobie uciska najwidoczniej mózgi. TVN pyta (diagnozuje?) dlaczego jednej z partii "opadły skrzydła", a ja chciałbym zapytać (zdiagnozować?) dlaczego skrzydła opadły TVN-owi i odbiera rozum kolejnym redaktorom - mędrcom. To może czas na partie TVN - Olejnik i Durczok są najważniejsi, chociaż już dochodzą do nich żelazne damy kreujące rzeczywistość. Wiem, wiem, to prywatna stacja i robi co chce... ale ten blog jest prywatnym blogiem...  &lt;br /&gt;Pieniądze na kulturę przewalają kiepscy kolesie, którzy nawet gdyby ich ozłocić to i tak dobrego komiksu nie narysują i zawsze podświadomie będą śnili o przygodach Michała Wiśniewskiego, który myli się im z Chopinem. Zawsze mogą liczyć na wsparcie ministra od kultury, który w ten sposób zapewnia sobie trwanie na niepotrzebnym stanowisku. Dzięki tak rozumianemu wspieraniu kultury, mierni knajpiarze dorabiają sobie aureolę organizatorów festiwali sztuki. Warto pogadać o tym, czy to pewne jest, że w 2011 roku kluby i teatry dotowane przez partie polityczne są przestrzenią dla niezależnej sztuki? Czy wobec sztuki maminsynków i pociotków ministerialnych urzędników, ubieranej przez ich koleżanki i kolegów bawiących się w modne "kuratorstwo" w szaty nowatorstwa i wizjonerstwa podlanego starym i śmierdzącym obłudą lewicowym sosikiem, mamy milczeć? Nie, pośmiejmy się razem z osobowości telewizyjnych i nowych gwiazd. Nie aby komuś dokuczyć (przy skórze tej grubości, to nawet nie jest możliwe), ale aby było nam wszystkim wesoło, przyjaźnie i aby zaznaczyć, że to także &lt;span style="font-style:italic;"&gt;nasza era&lt;/span&gt;. Inaczej budyń zaleje nas swymi teleturniejami, dyżurnymi ideologami w postaci etatowych: ekologów, feministek, muzyków o misji narodowej, bardzo mądrych "nowych twarzy" w rodzaju &lt;span style="font-style:italic;"&gt;doradcy wizerunkowego &lt;/span&gt;znanego dotąd jako Edi Pyrek, facet co za sto dolarów i życzliwość starszych pań potrafił dotrzeć do Indii!  &lt;br /&gt;Na focie Maciek F. (Job Karma) w stroju kacerskim wpatruje się w labirynt węzła bez początku i końca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-6758673952374398325?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/6758673952374398325/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=6758673952374398325' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6758673952374398325'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6758673952374398325'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/02/rok-2138.html' title='ROK 2138 !'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-qjgS4_UFDt0/TWlW30uKXTI/AAAAAAAAAqU/2FXGQypQFDg/s72-c/IMG_3320.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-3563812694817204411</id><published>2011-02-19T22:25:00.000+01:00</published><updated>2011-02-20T00:16:04.213+01:00</updated><title type='text'>STO TYSIĘCY MILIARDÓW SŁÓW</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-eQBHhCSJ8vI/TWBIU0S3ifI/AAAAAAAAAqM/BTmBAy5_xo0/s1600/DSC_2333.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-eQBHhCSJ8vI/TWBIU0S3ifI/AAAAAAAAAqM/BTmBAy5_xo0/s400/DSC_2333.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5575535861157038578" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I znowu stół zasłany książkami i otwartymi mapami. I znowu małe odkrycia; a to, że od Starego Sącza do Levoczy na Słowacji jest "lotem ptaka" tylko 70 km... albo, że Karpaty zajmują jedynie coś około 6 % powierzchni Polski (a w kulturze z 50 %?), albo to, że Kinga, która założyła klasztor w Starym Sączu miała matkę Greczynkę! Mam kilka dni na napisanie przewodnika po Starym Sączu i okolicach. To trudne i łatwe zarazem. Najgorsze jest to, że godziny mijają, powoli układa się z nich stosik kolejnego dnia i pisanie musi nabierać intensywności, mimo zmęczenia i lekkiego zniechęcenia. Zniechęcenie pojawia się ilekroć odkrywam, że w naszym kraju nic nie jest naprawdę dobrze zrobione. Rozmodlone rzesze fanatycznych fanów Kingi nie sprawiają, że ta bardzo interesująca postać jest świetnie poznana i opisana. Czego się dotknę to mity, pogłoski i wyobrażenia. To jak z opisem malowidła, które przedstawia Kunegundę (Kingę) gdy "błogosławi klęczącego żołnierza" (str. 7) aby na stronie 8 przeistoczyć się w obraz, na którym " lewa ręka księżny spoczywa na głowie wiernego żołnierza, który przedstawiony jest w pozycji stojącej". To może klęczy w pozycji stojącej? Autorka tych rewelacji opisuje sugestywnie poetyckie opowieści z życia Kingi i ma prawo do swoich natchnionych wizji, ale dlaczego część z nich znam z całkiem innych bajek? Można powiedzieć, że co za różnica czy żołnierz klęczy czy stoi, ale to może nie chodzić o Kingę albo żołnierz był wędrownym mnichem buddyjskim? Niby wszystko jedno...a jednak? Szkoda, że Kingę spotyka ciągle powierzchowność i rozanielona głupota zamiast uwagi i prawdziwego zainteresowania. Dziewczynka urodzona najprawdopodobniej w Ostrzyhomiu (Estergomie) - miasteczku z wielką katedrą wznoszącą się nad Dunajem, jako córka węgierskiego króla Beli IV i Marii, córki bizantyńskiego cesarza Teodora Laskarisa, wydana w wieku 12 lat za Bolesława, księcia krakowsko-sandomierskiego i późniejszego króla zwanego Bolesławem Wstydliwym, nie miała prostego życia i musiała być osobą niezwykłej siły woli aby przetrwać czas wojny, śmierć męża, budowę własnego klasztoru i skutecznie bronić się przed ekipą zawistnych biskupów krakowskich. Sprawdziłem daty: Hildegarda z Bingen żyła wcześniej o ponad sto lat: 1098 - 1179, Kinga: 1234 - 1292, mogła więc znać dokonania mistyczki, zielarki i kompozytorki z Niemiec?! To nie wystarczy na wiarygodny i jednocześnie niezwykle bogaty życiorys niezwykłej osoby? Trzeba zaraz wpuszczać nawiedzonych prostaków i zawodowych manipulatorów z fiolkami zaschłej krwi i paznokciem z lewej nogi? Koniecznie musi się zamieszać teksty pochodzące z tradycji Azji? Bo była może święta i dobra ale pozostanie zawsze obca? &lt;br /&gt;No więc czeka mnie jeszcze wywołanie w umyśle stu tysięcy miliardów słów, z których tylko część zapiszę i z tych zapisanych jedynie część zostanie odczytana, z tych odczytanych tylko niewielka część zostanie zrozumiana... a w Polsce czyta cokolwiek tylko niewielka część społeczeństwa.&lt;br /&gt;Już druga połowa lutego i pozostaje tylko marzec do początku naszego sezonu muzycznego. Wydaje się, że czeka nas kilka ciekawych koncertów i kilka interesujących festiwali? Nie mamy specjalnych oczekiwań, bo wygląda na to, że co zrobimy lub nie zrobimy to na jedno wychodzi. Zawsze znajdzie się ktoś, kto nas będzie chciał promować (ale nie ma na to pomysłu), kto nam zaproponuje coś co robimy z powodzeniem od lat lub zawiadomi, że jako pierwszy w Polsce pojedzie na wielki festiwal do Austin... w dziesięć lat po naszym tam koncercie i koncertach innych polskich ekip. I ktoś zawiesi swoja fotkę z Katmandu i ktoś inny się tym niezwykle zachwyci. I wszystko się tak toczy jakby losy wszystkich ludzi działy się bez kontaktu i bez wzajemnej zależności. Najlepiej widać to na fejsbuku gdzie totalnie jest jak w powiedzeniu - chłop swoje a baba swoje... albo - gadała baba do obrazu, a obraz (do niej) ani razu... I to się nazywa społecznością sieciową? No to witaj nasz drogi Jarosławie w szeregach blogerów! Byleś nie był bardziej blagierem niż blogerem?!&lt;br /&gt;Skoro Nasz Drogocenny Wódz i Światłość Mądrości IV RP może uchodzić za blogera to ja mogę zabrać się za rymowanie? No więc pierwsza próbka: &lt;br /&gt;Budyniu wokół masa / Kupimy z radiem grubasa / bo kasa / bo publiki masa / bo pół basa / ważne aby mieć / poglądy na ciebie / ja rymuje w niebie / bo wnerwiają mnie chuje / więc nie wystopuje / bo kasa / dobrze mieć / światopogląd i właściwy ogląd / a budyniu masa / z mafijnego grubasa wyciśnięta  / to mój pogląd na złamasów światopogląd / ważne mieć!&lt;br /&gt;Prawda, że sto tysięcy miliardów słów przynosi niespodzianki? I co z tego, że tekst coś Wam może przypominać! To ja przed chwilą wymyśliłem rymy, a jutro kupię sobie puszkę farby i zapoczątkuję &lt;span style="font-style:italic;"&gt;street art&lt;/span&gt;... i jeżeli trafię na stołecznego dj, który odkrył właśnie radio to zawojujemy świat (czyli Polskę) bo wiadomo, że ziemia jest płaska i poza nami nikt inny nie istnieje. Więc zawsze pojawi się jakiś Wuj Śpiewa, Zbawca Nowej Huty albo powrót Lenina do Poronina. Czym głupiej tym lepiej! Wczoraj widziałem plakat, który donosił, że Nigel Kennedy gra w ramach objazdowego festiwalu żartu muzycznego, i co, czyż nie wyszło na moje?! &lt;br /&gt;Na mojej focie mała i nieco pogięta uprawa z ogrody botanicznego w Krakowie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-3563812694817204411?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/3563812694817204411/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=3563812694817204411' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3563812694817204411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/3563812694817204411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/02/sto-tysiecy-miliardow-sow.html' title='STO TYSIĘCY MILIARDÓW SŁÓW'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-eQBHhCSJ8vI/TWBIU0S3ifI/AAAAAAAAAqM/BTmBAy5_xo0/s72-c/DSC_2333.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-4003622335363168257</id><published>2011-02-11T17:33:00.000+01:00</published><updated>2011-02-11T19:57:28.791+01:00</updated><title type='text'>STO TYSIĘCY MILIARDÓW DŹWIĘKÓW</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-WhBYUnF6djI/TVV4FM8txrI/AAAAAAAAAqE/ew4l5In6cpY/s1600/DSC_6994.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-WhBYUnF6djI/TVV4FM8txrI/AAAAAAAAAqE/ew4l5In6cpY/s400/DSC_6994.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572492144711419570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W bardzo dla mnie interesującym numerze Kultury Współczesnej (nr 3/2010 z podtytułem - Wyobraźnia turystyczna), o którym już wspominałem w poprzednim wpisie, znalazłem ważny i bliski mi tekst pt.: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Sto Tysięcy Miliardów Dźwięków - Podróż poza wzrokocentryzm (pejzaż dźwiękowy, soundwalk, auralsafari)&lt;/span&gt; Anny Nacher. Już pierwsze dwa akapity przynoszą materiał do poważnych przemyśleń... Pierwszy temat to rozróżnienie rozmaitych znaczeń słowa krajobraz (landscape), które znaczy coś trochę innego w Wielkiej Brytanii niż w Ameryce, a obydwa różnią się od niemieckiego Landschaft. A u nas? Czy krajobraz to coś bardziej naznaczonego obecnością ludzi (krajobraz angielski) czy bardziej dzikiego i naturalnego (krajobraz w Ameryce), czy też raczej określone i wydzielone jasno terytorium, jak to bywa w Niemczech? Ideogram chiński na określenie krajobrazu oznacza: góry i wody, jest więc bliższy amerykańskiemu rozumieniu tego terminu... podobnie jak u nas? Czy trudno powiedzieć?! A nie jest to całkiem teoretyczne pytanie w kraju gdzie wprowadzono ochronę tzw. Obszarów Krajobrazu Chronionego...bez czytelnej ale i pogłębionej definicji krajobrazu.  &lt;br /&gt;Druga świetna obserwacja i przypomnienie to historia tworzenia amerykańskich parków narodowych jako zaplanowanego i doskonale zrealizowanego procesu uczynienia z rodzimej przyrody jednego z najważniejszych elementów tożsamości narodowej w USA. Fotografie Anselma Adamsa i okoliczności w jakich powstawały pokazują, jak jesteśmy nieporadni wobec roszczeniowej, aroganckiej i głupiej postawy naszych tzw. społeczności lokalnych. Demokracja zamieniona na liberum veto daje opłakane skutki. Pierwsza część tekstu kończy się fundamentalnym rozróżnieniem słuchania na wzór patrzenia i tej innej, w pełni słuchowej praktyce postrzegania świata. To coś podobnego do wegetariańskich "kotlecików sojowych", "steków z tofu" itp. dań bezmięsnych przygotowywanych na wzór kuchni opartej o mięso i tłuszcze zwierzęce. Kuchnia wegetariańska nie jest zubożoną kuchnią mięsożerców... tak jak słuchanie otoczenia, nie jest patrzeniem na niego przez mikrofon. To ważna obserwacja, ale i konieczne doświadczenie.&lt;br /&gt;A dalej jest już tylko ciekawiej: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;jedną z najpowszechniejszych reguł języka muzycznego jest opisywanie tonów w kategoriach ich wysokości, a jak przypomina David Dunn, są to pojęcia związane z doświadczeniem wizualnym, gdyż w istocie opisujemy w ten sposób długość fali dźwięku i jej drgania, co nie ma nic wspólnego z położeniem względem jakiegoś punktu zero&lt;/span&gt;". Ej boy - David Dunn! I Jego - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Why Do Whales and Children Sing? A Guide to Listening in Nature&lt;/span&gt; z 1999 r. Kiedy doczekamy się aby takie książki wydawały nasze poważne wydawnictwa? Ale nie wydają i czytam te pisma, pisane drobnymi czcioneczkami, a jednak nadęte od miernego (ale wielkiego jak wzdęcie po kapuście kiszonej) ego naszych wielkich specjalistów od eksperymentalnej muzyki i ciągle się nie mogę nadziwić: jak udaje się tak lać z próżnego w puste? Ot, taka mała dygresyjka. &lt;br /&gt;Pojawienie się w dalszej części tekstu terminu - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;sound event&lt;/span&gt; (wypracowanego przez R. Murraya Schafera) daje następne pole do działania ze zrozumieniem, że prawie nigdy nie rejestrujemy brzmienia otoczenia, ale raczej nasze wyobrażenia o nim. W najlepszym razie nagrania "dźwięków otoczenia" mają charakter praktyki krytycznej. W tym rozumieniu seria płyt z nagraniami terenowymi z tundry jaką przyniosły rejestracje Anny dokonane w Sapmi /Laponii w 2009 i 2010 roku mogą być rozpatrywane jako Jej autorskie płyty, a nie jakieś "obiektywne" odwzorowanie brzmienia górskiej tundry. &lt;br /&gt;Osobistą satysfakcją napawa mnie zwrócenie uwagi na pewną praktykę słuchania / rejestracji / odsłuchiwania, którą Christopher DeLaurenti nazwał &lt;span style="font-style:italic;"&gt;aural safari&lt;/span&gt; . Poetyka tego co DeLaurenti nazywa: agresywną edycją, frenetycznym montażem, ostentacyjnie nienaturalną polifonią, szumem taśmy... a ja dodam: mechanicznymi dźwiękami włączania i wyłączania mikrofonu, skutkami używanie sprzętu o bardzo różnych parametrach, rejestrowanie dramatycznych odgłosów (szumu, tarcia, stukania w mikrofon) towarzyszących nagrywaniu w terenie itd. itd. jest mi szczególnie bliska i prawdę mówiąc nie widzę powodu aby skrzypienie starych drzwi i spuszczanie wody w kiblu opactwa, rejestrować na sprzęcie o najwyższych parametrach. Brzmienie szelestu banknotów, wystawionych na sprzedaż kroków opata i inne tego typu dyrdymały, nabrały by tylko wiarygodności i dramatyzmu gdyby zrealizować je tak, jak na to zasługują; w najtańszy i możliwie roboczy sposób. Inaczej otrzymamy to, co Rafał Księżyk opisał swoim genialnym określeniem: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;hipisowscy filharmonicy&lt;/span&gt; (to o Osjanie z tego okresu, który sobie darowałem)... i czar pryska?!&lt;br /&gt;Cały tekst o tytule, który pomagałem autorce bronić... i super, że się udało, bo mam już dość tych uczonych &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Zarysów do próby wstępu  &lt;/span&gt; , którymi usiane są uczone wydawnictwa. &lt;br /&gt;I jeszcze jedno, oczywiście każdy może przepisać coś z Schafera, ale trzeba zniszczyć kilka par dobrych, górskich butów podczas tego co nazywamy "doświadczaniem", aby to co się pisze miało wiarygodność i siłę. W przeciwnym razie pozostaje nudne emanowanie światła odbitego, ale to autorce Stu Tysięcy Miliardów Dźwięków nie grozi. I dlatego zaraz wstaję od laptopa i obieram "relaksacyjne" pomelo... bo znowu ślęczy nad klawiaturą komputera! &lt;br /&gt;Cały tekst można czytać na &lt;a href="http://www.scribd.com/anna_nacher"&gt;stronie Anny&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Na mojej focie A.N. wyciskająca maile ze stalowego laptopa w Budapeszcie, jesień 2010 r.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-4003622335363168257?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/4003622335363168257/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=4003622335363168257' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4003622335363168257'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4003622335363168257'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/02/sto-tysiecy-miliardow-dzwiekow.html' title='STO TYSIĘCY MILIARDÓW DŹWIĘKÓW'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-WhBYUnF6djI/TVV4FM8txrI/AAAAAAAAAqE/ew4l5In6cpY/s72-c/DSC_6994.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-9151932053124442848</id><published>2011-02-11T12:09:00.000+01:00</published><updated>2011-02-11T13:24:29.010+01:00</updated><title type='text'>CIENIE</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/-rv4H2YP3qas/TVUndZVaf5I/AAAAAAAAAp8/2CbLOJjx7M0/s1600/DSC_7647.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-rv4H2YP3qas/TVUndZVaf5I/AAAAAAAAAp8/2CbLOJjx7M0/s400/DSC_7647.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5572403499911249810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rozpakowałem właśnie spory pakiet z płytami Accomplice Affair. To nowa płyta, którą Przemek Rychlik przygotowywał od wielu miesięcy.Na płycie znalazłem osiem kompozycji zagranych głównie na gitarach, ale także z wykorzystaniem głosu i drobnych instrumentów perkusyjnych oraz wielkiej cytry fidola. Przemek zaprosił mnie do stworzenia dwóch dronów, które wkomponował w swoją wizję muzyki. To było bardzo ciekawe doświadczenie i drony przygotowałem w studiu, używając instrumentu, który wyciągnąłem z moich zbiorów. To doświadczenie, dopełniło w jakimś sensie moje wcześniejsze zaproszenie Przemka do projektu Cybertotem Remix Project. Kompozycje Przemka są bardzo specyficzne; pełne dźwięków unoszących się w przestrzeni, długich wybrzmień, ukrytej pulsacji i falowania energii. Kiedy słuchan tych wszystkich nasyconych i gęstych ale jednocześnie ulotnych tematów, przychodzi mi na myśl to, co w przypadku wzroku nazywa się powidokiem. Accomplice Affair mistrzowsko buduje obszar, który wywołuje i podtrzymuje dźwiękowe powidoki. W fizjologii słyszenia jest opisane zjawisko pojawiania się dźwięków, które nie dochodzą do naszego mózgu z zewnątrz, ale są wynikiem pewnego rodzaju rezonansu i produkowane są w naszym umyśle jako odzew na niektóre rodzaje stymulacji aparatu słuchowego. Wielu ludzi będzie miało problem ze słuchaniem długich kompozycji (na 8 utworów, jedynie jeden ma mniej niż 4 minuty, jeden nieco mniej niż 6 minut... a reszta oscyluje pomiędzy 6 a 8 minut!), bo tak zostali wytresowani przez komercyjne radio i telewizje. Tym, którzy się jednak nie boją tego rodzaju wyzwań, przyjdzie łatwo poddać się Cieniom i zapaść w ten błogosławiony stan, który pozwala nam "dogonić" nasze dusze na intensywnych mapach codzienności. Dziwi mnie niepomiernie, że obserwowane (np. na Facebooku) przeze mnie z uwagą praktyki, polegające na nieprzerwanym oglądaniu "videoclipów", uznaje się za bardziej urozmaicone i "normalniejsze" zajęcie niż przesłuchanie z uwagą jednej płyty w całości? Ale zostawmy to psychiatrom i psychologii mediów? Mam nadzieję, że &lt;a href="http://www.accompliceaffair.glt.pl"&gt;płyta&lt;/a&gt; Accomplice Affair wejdzie w szerszy obieg (nie mam na myśli masowego obiegu popowych śmieci), co by jednak znaczyło, że budyń nie podchodzi do wszystkich gardeł?! W książeczce towarzyszącej płycie zamieszczono fragmenty tekstów Tadeusza Micińskiego. Tyle o płycie Accomplice Affair, teraz o innych i dosłowniejszych - cieniach! Na początek cytacik: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;" jak fundamentalizm światopoglądowy Cejrowskiego wpływa na jego relacje z innym? Czy uprawiane przez niego podróżopisarstwo może być "nowoczesna formą ewangelizacji"? Przypadek Wojciechowskiej, a zwłaszcza jej droga medialna - od modelki, prezenterki telewizyjnej Big Brother i Automaniak, przez sesje zdjęciowe w "Playboyu", po zdobycie korony świata i stanowisko redaktora naczelnego "National Geographic" stawia równie wiele - wcale niełatwych do odpowiedzi - pytań. Czy podróż jest jest pasją, zawodem, czy forma autokreacji?"&lt;/span&gt; To był fragment z niezwykle ciekawego tekstu dr Elżbiety Rybickiej z UJ - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Travelebrity - markowanie dyskursu podróżniczego    &lt;/span&gt; z ultra (dla mnie) ciekawego numeru pisma &lt;a href="http://www.kulturawspolczesna.pl"&gt;Kultura współczesna &lt;/a&gt; (numer 3 (65) 2010 )! W tym samym numerze pisma znajdziecie tekst pt. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Turystyka uwikłana w pamięć zbiorową&lt;/span&gt;, w którym dr Magdalena Saryusz-Wolska przypomina, że: " &lt;span style="font-style:italic;"&gt;współczesna zachodnia turystyka to w gruncie rzeczy zjawisko o podłożu kolonialnym i imperialnym, polegające na tym, że bogaci ludzie z Północy wykorzystują biednych z Południa&lt;/span&gt;". Wypowiedzi naszych turystów (?) wybierających się do Egiptu, w rodzaju: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jedziemy bo co nas jakaś rewolucja obchodzi&lt;/span&gt; wpisują się idealnie w ten tekst! Szkoda tylko, że tak mało ludzi chce czytać/słuchać refleksji ludzi, którzy praktykują myślenie?! Budyniowi celebryci mają ciągle duże "przebicie"?! Ale powoli dywanik wysuniemy im spod ciżemek i nie będzie to wynik działalności anarchistów, wolnościowców ani innych offowców... To są cienie naszej pop-kultury.&lt;br /&gt;Na mojej focie - krajobraz Kral'ovej Hol'y (Niskie Tatry) na Słowacji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-9151932053124442848?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/9151932053124442848/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=9151932053124442848' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/9151932053124442848'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/9151932053124442848'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/02/cienie.html' title='CIENIE'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-rv4H2YP3qas/TVUndZVaf5I/AAAAAAAAAp8/2CbLOJjx7M0/s72-c/DSC_7647.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-4513167052044991108</id><published>2011-02-07T20:07:00.000+01:00</published><updated>2011-02-07T22:25:23.644+01:00</updated><title type='text'>ŁĄKA POD REKLAMĘ</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TVBhVoxov2I/AAAAAAAAAp0/LaZhElqRyy4/s1600/DSC_7631.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TVBhVoxov2I/AAAAAAAAAp0/LaZhElqRyy4/s400/DSC_7631.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5571059763408060258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze trochę nogi bolą i trudno się przestawić na "miejski tryb" po trzech dniach w górach. Karpaty ciągle mnie zadziwiają i mimo wielu szlaków jakie mamy za sobą jest nieomal pewne, że kolejny wypad przyniesie wiele niespodzianek. Tym razem mieliśmy zamiar wyjść na Kral'ovą Hol'ę (1946 m n.p.m.) w fascynującym paśmie Niskich Tatr. Na miejsce wyjścia w góry wybraliśmy wioskę Liptowską Teplićkę, położoną około 25 km od Popradu na Słowacji. Wioska okazała się miejscem dość niezwykłym; nosi tytuł wioski roku 2007, ma świetną restaurację "Turnićka" w stylu pasterskim (nie tzw. "mordownię" tylko &lt;a href="http://www.lonik.sk"&gt;restaurację&lt;/a&gt; z przyzwoitym jedzeniem i doskonała kawą!, bo stylowa Karćmicka (raczej dla miejscowych...) mieści się w Penzionie Vah. W &lt;a href="http://www.penzionvah.sk"&gt;pensjonacie&lt;/a&gt; się nocuje, a je w Turnićkie...i przyznaję, że tak jest lepiej dla wszystkich stron. Poza tym w Liptowskiej Teplićce są tzw. &lt;span style="font-style:italic;"&gt;stodoliśte&lt;/span&gt; czyli małe piwniczki ziemne, wykopane w jednym rozległym wzgórzu na terenie wsi. Jest ich blisko pół setki i wyglądają bardzo intrygująco! Podobno przechowuje się w nich ziemniaki ze względu na stałą temperaturę wzgórza, która utrzymuje się także w mroźne zimy! To kolejny przykład na Karpacką Inżynierię Wernakularną, której przejawy opisałem w Książce Która w Budyniowie Nie Znajdzie Wydawcy. Piwniczki zaraz zostaną dopisane do stosowanego rozdziału KKwBNZW, tuż obok opisu oryginalnego wodnego młyna o wielu łopatach, który został zbudowany w środku wsi &lt;span style="font-style:italic;"&gt;for fun&lt;/span&gt;?! Do tego wszystkiego dochodzi wspomnienie istniejącej niegdyś kolejki wąskotorowej, która łączyła L. Teplićkę z miasteczkiem Liptowski Hradok!  &lt;br /&gt;Około ósmej rano ruszyliśmy w kierunku Kral'ovej Hol'y rozległą doliną. Deszczyk i mgły nadawały ton kolejnym kilometrom i utwierdzały nas w słuszności decyzji pozostawienia naszych trekkingowych nart w pensjonacie... Kolejne doliny odchodziły raz na południe, innym razem na północ, ale my trzymaliśmy się szybkiego nurtu Ciernego Vahu, którego źródliska znajdują się pod samą kopułą K. Hol'y. Oczywiście Cierny Vah ma swego krewnego w postaci... Bieleho Vahu, który płynie znacznie bardziej na północy i dopiero po ich połączeniu mamy do czynienia z piękną słowacką rzeką Vah. Po dwóch godzinach zaczynało być naprawdę stromo, po trzech było bardzo stromo i zaczynał się śnieg i oblodzenia. Weszliśmy ponad granicą lasu w gęstą kosodrzewinę i zaczęły się problemy... Szlak gdzieś przepadł, a słabe ślady kogoś (?) przed nami oplatały tropy niedźwiedzia, wilków i rysia. Zauważyliśmy także sporo tropów i śladów jarząbków. Deszcz zaczynał zamieniać się w słaby opad śniegu z deszczem. Mgła była naprawdę fascynująca i działała na wyobraźnię i kreatywność, ale było około południa, a my zapadaliśmy się po pas w kosówce przykrytej śniegiem. Oznakowanie szlaku zniknęło na dobre i z wysokości około 1600 m n.p.m., prawdopodobnie 30-50 minut od szczytu, zdecydowaliśmy się zawrócić. Takie decyzje nie są jakieś specjalnie radosne, ale nie przychodzą nam też z trudem bo szanujemy góry i czujemy duży respekt wobec tego co się w nich dzieje. Wracając po własnych śladach spotkaliśmy tropy niedźwiedzia i całkiem nisko, w okolicy domku myśliwskiego także odciski łap na topniejącym lodzie. Jesteśmy pewni, że nie było ich tam, kiedy wspinaliśmy się w górę Cierneho Vahu... Nasza wyprawa z wyjścia na Kral'ovą Hol'ę zamieniła się w dojście do źródliska Cierneho Vah'u i tak jest całkiem dobrze! Do Turnićki na liptowskie pierogi z bryndzą doszliśmy w ciągle padającym deszczu na trzecią z groszami - siedem godzin w górach to jest średni wyczyn w lecie, zimą to inna sprawa i przyznaję: byłem wykończony! Ten kto nazwał ten obszar Tatr - Niskimi, musiał być nieco złośliwy... Zapomniał dodać: Rozległe i Dzikie. W Niskich Tatrach właściwie nie ma schroniska górskiego (są ze dwa schrony?), a odległości i dzikość terenu powoduje, że jest to wyjątkowo ciekawy teren dla trekkingowych przejść w dość ekstremalnych warunkach. Jeżeli nie czujecie przymusu paradowania w kaskach i oplatania się linami, to Tatry Niskie (ale) Rozległe i Dzikie są dla Was! Tatry Niskie słyną też z niedźwiedzi o każdej porze roku i to jest pewien problem ze względu na "nie zalecanie" obozowania w namiotach. Ale jak obozować? Bez namiotu, bez schroniska? Przytulić się do niedźwiedzia? W Tatrach Wysokich trudno jest przejść 5 godzin nie natrafiając na schronisko albo dwa... Postaramy się w 2011  sprawdzić jak przetrwać bez takich udogodnień?! &lt;br /&gt;Dzisiaj od 7.30 wracaliśmy do Krakowa, kolejno: przepełnionym autobusem miejscowym do Popradu, wypełnionym i nawet przepełnionym uczniami, pilarzami, Romami, chorymi udającymi się do lekarza (wszyscy kichali, smarkali, a kaszel jednego dorodnego Roma był głęboki i dochodził z samego &lt;span style="font-style:italic;"&gt;hara&lt;/span&gt;!), następnie: busem firmy Strama ( dzięki Firmo Strama, że utrzymujesz to zbawienne połączenie!!!) z Popradu do Zakopanego. Z Zakopanego - brzydkiego do bólu oczu i skurczu zaciśniętych z odrazy powiek -  miasteczka-dziwoląga i jeszcze straszniejszego Podhala, dojechaliśmy do spowitego w smog Krakowa. Nie muszę wspominać, że oczywiście od rana było piękne słońce i niebieskie niebo, ale do tego zjawiska pogodowego (piękna pogoda podczas powrotu do domu) już się przyzwyczailiśmy i wycieczki w słońcu trochę nas stresują... &lt;br /&gt;Staram się zrozumieć przyczyny nagromadzenia brzydoty na Podhalu i w "perle polskich gór", ale mimo kilku teorii nie dopracowałem się jasnej odpowiedzi. Skórki owiec farbowane na kolory tęczy, pustakowe "dworki góralskie", domy-dziwaki jak złośliwa karykatura "stylu zakopiańskiego" stworzonego przez Stanisława Witkiewicza (ojca), potworne reklamy z mieszaniną taniej erotomanii i wciskaniem kitu przybyszom traktowanym jak masa idiotów... Ta straszna miłość do gór i ogłoszenia typu: "Łąka pod reklamę", albo specyfika samostanowienia ujęta w tytuł konkursu: "Osobowość Ziem Górskich w Kategorii Średni Przedsiębiorca"... wow! jak mawiają w Chicago...&lt;br /&gt;Ale co tam, my tylko przesiadamy się tutaj w drodze na południową stronę...&lt;br /&gt;W domu oczywiście kilkadziesiąt powiadomień z FB i kilkanaście maili... jeden z nich był całkiem niezwykły! Napisał go Ramunas Jaras, nasz przyjaciel i muzyczny partner z Litwy, który pisał zaniepokojony: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;śniło mi się, że szliście na wielką górę, poszedłem za wami z moim polymoogiem aby razem zagrać koncert z naturą&lt;/span&gt;... Przez cały czas wspinania się przez górną część stromych, zalesionych stoków i później w kosówce mieliśmy wrażenie, że ktoś idzie za nami... Tropy niedźwiedzi i sam niedźwiedź, który mignął Ani podczas szybkiego zejścia na wysokości około 1200 m stanowiły odpowiedź jaką sobie udzieliliśmy co do wyczuwanego towarzystwa... aż do przeczytania tego maila. Okazało się, że obok ekipy niedźwiedzi był to także Ramunas z polymoogiem! Karpaty Magiczne - pewnie nikt mi nie uwierzy, że do dzisiaj nie traktuję tego stwierdzenia jedynie jako nazwy naszego z Anią, wspólnego projektu artystyczno-badawczego!&lt;br /&gt;Inne maile przyniosły wiadomości o tym, że znowu zagramy na Festiwalu Herbaty w Cieszynie (tym razem w pierwszej połowie czerwca) i będziemy celebrowali rocznicę Industrial Festiwal we Wrocławiu. Trochę się pośmialiśmy, że skoro mamy zabukowane dwa koncerty w Krakowie, jeden we Wrocławiu i jeden w Cieszynie to już właściwie na 2011 wystarczy! Bo po co się szarpać skoro i tak pokona nas playlista! Tak, tak, byłem w znanym radiu, w którym można opowiadać o swojej nowej płycie, ale i tak puszczą w tle Muńka. Playlista obowiązuje i tyle. Ze starych nowości krakowskich to studencki klub znowu daje piwowarski team ww, tym razem będzie split z metalem! Powalające! I jak tu przekonywać, że "nie wszyscy muzycy to szmalcownicy"? No jak?&lt;br /&gt;Ale niedźwiedzie mają to gdzieś...&lt;br /&gt;Na mojej focie - intrygujące piwniczki &lt;span style="font-style:italic;"&gt;stodoliśte&lt;/span&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-4513167052044991108?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/4513167052044991108/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=4513167052044991108' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4513167052044991108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/4513167052044991108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/02/aka-pod-reklame.html' title='ŁĄKA POD REKLAMĘ'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TVBhVoxov2I/AAAAAAAAAp0/LaZhElqRyy4/s72-c/DSC_7631.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-6396765886541870705</id><published>2011-01-29T16:32:00.000+01:00</published><updated>2011-01-29T18:29:13.693+01:00</updated><title type='text'>ENJOY FACEBOOK!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TURI7kKqf8I/AAAAAAAAApk/rvvuoLOHlmE/s1600/P1020766%2Bczb2.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 339px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TURI7kKqf8I/AAAAAAAAApk/rvvuoLOHlmE/s400/P1020766%2Bczb2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5567655227494662082" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Popisy, newsy, prowokacje i ciekawostki na Facebooku są niezwykle wciągające, mimo że przeciętna zawartość otwartej stronki FB jest taka, że pisanie bloga jawi się przy niej jako niezwykle szlachetne zajęcie. Nieomal jak pisanie gęsim piórem w czasach esemesów. Jakaś część naszej natury lgnie do mało znaczącego zgiełku i ploteczek. Jako terminujący dopiero uczestnik FB muszę się jeszcze wiele nauczyć, a ciągle najważniejsza jest cierpliwość... Cierpliwość do wylewów nieskrępowanej autopromocji innych, poskramiania swojej i nie popadania w mordercze zamiary kiedy napotyka się fejsbukowego despotę. Już mam kilku takich na oku: nigdy niczego nie komentują, nikomu nie odpowiadają i nic ich generalnie nie obchodzi poza powieszeniem kolejnego ogłoszenia o swoim udziale w fantastycznym Festiwalu Srutu Putu Majtki z Drutu Digital Audio Media City (można te wszystkie wyrazy poukładać w dowolny ciąg i otrzyma się w ten sposób fantastyczne nazwy: Fest. SrutuPu Tumaj Tki/z/Dr Utudigital Ci Aumetydia Ty... fajne, nie?). Skłaniam się do następującego stopniowania moich reakcji: po stwierdzeniu, że jest to uparta praktyka, a nie chwilowa lub okresowa załamka/konieczność/ niemożność wpisuję delikwentowi: Bravo, bravo! Jeżeli nie widać poprawy po tym poważnym ostrzeżeniu (no bo kto "sam z siebie" pisze komuś "bravo"?!) sprawiam, że gagatek jest w mojej grupie FB, ale nie jest widoczny. Ostatnim aktem jest wywalenie uparciuszka z listy friendsów, co jest radykalne, ale może być konieczne. W tej chwili jedni mają umnie "bravo" i jeden gagatek myśli, że czytam jego ogłoszenia - a tak nie jest. Jest też jeden poważny kandydat do "delete". I tu pojawia się problem naszych nisz życiowych, niby chcemy poznawać innych i uczyć się szacunku dla różnych postaw i punktów widzenia... a tu nawet na FB po jakimś czasie pozostaną nam tylko Ci, których akceptujemy, z którymi się zgadzamy, którzy z nami się zgadzają i nić dogadzania sobie i kompromisów snuje się spokojnie i całkiem tak jak dawniej w ulubionej kawiarni gdzie bywamy bo lubimy.&lt;br /&gt;Z zainteresowaniem i szacunkiem dla roboty pana Mihaly Hoppal'a oglądam, czytam i rozpracowuję Jego książkę / album pt. Szamani Euroazjatyccy z 2005 roku, którą w Polsce opublikowało w 2009 roku Wydawnictwo Iskry. Książka ma ponad 300 stron i ponad 260 ilustracji. Autor pisze: "&lt;span style="font-style:italic;"&gt;W obrębie kultury dziś już wyraźnie zarysowuje się nowa grupa znaczeń, którą możemy określić mianem postmodernistycznego szamanizmu".     &lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Autor wie o czym mówi, bo poza niezliczonymi podróżami i kierowaniem Etnograficznym Instytutem Badawczym Węgierskiej Akademii Nauk jest Hoppal wydawcą pisma poświęconego badaniu szamanizmu. Tym bardziej cieszy mnie, że tak wiele jest jeszcze do poznania w sferach związanych z szamańskimi praktykami i światopoglądem Saamów, które to zagadnienia nie są w książce jakoś wyjątkowo dobrze przedstawione. Tuva, Mongolia, Bajkał, nawet Korea i Japonia, ale Skandynawia jakoś umyka... Tym bardziej się cieszę na zapowiedź opracowania ekscytującego tematu bębnów Noaidów (szamanów) ludu Saami. Opracowanie to szykuje się w Gdańsku! Pod wpływem książki i kilku ilustracji jakie mnie w niej zainteresowały, sobotnie przedpołudnie poświęciłem na badanie śladów jakie w Internecie pozostawiły tzw. zwierzęta mocy czyli pomocnicy szamanów. Odpowiednikiem zwierząt mocy są roślinni sprzymierzeńcy szamanów. Te ostatnie nazwałem, w tekście mojej książki, która-chyba-nie-doczeka-się-wydawcy, roślinami wspierającymi. Czyżby to był przejaw postmodernistycznego szamanizmu? A swoja drogą to sztuka First Nation, nawet jeżeli jest stosunkowo nowym wyrazem artystycznej aktywności, zadziwia nasyceniem i doskonałością. Zobaczcie np. na &lt;a href="http://www.inuitart.ca"&gt;www.inuitart.ca&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W skrytce pocztowej znalazłem kopertę, a w niej płytę pt. Kalisz 2010 - przegląd muzyki elektronicznej 62 800. To świetnie wydana płyta demo z 11 projektami prezentującymi swoje utwory na blisko godzinnej płycie CD. Poza moim stałym faworytem w postaci projektu Accomplice Affair z wielkim zainteresowaniem wysłuchałem także a27, Citizen DuB (!), Fred Beatstone, ttk, disordered. Płyta została udostępniona na licencji CC (Creative Commons) czyli na określonych przez samych autorów warunkach. Warunki te są jasno opisane i bardzo przyjazne miłośnikom muzyki i wszystkim, którzy świadomie korzystają z Internetu. Zobaczcie i słuchajcie / ściągajcie sami: &lt;a href="http://www.62-800.bandcamp.com"&gt;www.62-800.bandcamp.com&lt;/a&gt; I nikt z muzyków jacy spotkali się w Kaliszu nie płacze w garsonki i gajery telewizyjnych wyrobników skarżąc się jak to ich dzieciaki okradają z geniuszu! Powinno się rozgonić tę całą skarżącą się bandę, bo to nie geniusz ich żywi ale ten post-peerelowski układ pt. "wszystkie prawa zastrzeżone" i płyty sprzedawane za 60 złotych przy koszcie ich produkcji na poziomie 4 złotych. Złoty układ dla ścisłego grona geniuszy muzycznych, szemranych układów z prezenterami radiowymi i zręcznie przymkniętych dystrybucji? Więc - szacunek dla kodu 62-800 i niech się szoł-budynio-biznes goni!&lt;br /&gt;Na mojej focie "cieszenie się drzewami inaczej" z wewnętrznej strony okładki naszej płyty Enjoy Trees! rozdawanej przez Greenepace i częściowo już dostępnej w plikach mp3 na naszej głównej stronie &lt;a href="http://www.magiccarpathians.com"&gt;www.magiccarpathians.com&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-6396765886541870705?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/6396765886541870705/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=6396765886541870705' title='4 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6396765886541870705'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/6396765886541870705'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/01/enjoy-facebook.html' title='ENJOY FACEBOOK!'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TURI7kKqf8I/AAAAAAAAApk/rvvuoLOHlmE/s72-c/P1020766%2Bczb2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-1284018835014045200</id><published>2011-01-23T11:13:00.000+01:00</published><updated>2011-01-23T13:25:29.473+01:00</updated><title type='text'>SZAROGRÓD</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TTwMOWS-kFI/AAAAAAAAApU/VGfOB_5MmbY/s1600/DSC_7582.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TTwMOWS-kFI/AAAAAAAAApU/VGfOB_5MmbY/s400/DSC_7582.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5565336680165970002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ludziom przyzwyczajonym poruszać się w obszarach państw narodowych często trudno zaakceptować wielokulturowe dziedzictwo danego regionu czy miejscowości, chyba, że jest to dziedzictwo upadłe będące śladem istnienia w przeszłości innej społeczności religijnej czy etnicznej. Co więcej, takie pozostałości często są jedynie oznaką triumfu jednej grupy nad resztą, która musiała z różnych powodów opuścić daną przestrzeń.&lt;/span&gt; Siłą powstrzymuję się aby nie cytować dalej broszury pt. Szarogród Śladami niepamięci, która powstała w wyniku pracy i namysłu interesującego &lt;a href="http://www.magurycz.org/"&gt;Stowarzyszenia Magurycz&lt;/a&gt;, w 2010 roku. Książeczka ma 30 stron i gdybym się nie powstrzymał to bym ją przepisał, tak jest ciekawa... Ale w są w niej także fotografie... 19 obrazów równie sugestywnych jak sam tekst! Jeszcze jeden fragment (a jednak!): &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Oddajemy do waszych rąk słów parę o ścieżkach, którymi chadzali Żydzi, Ukraińcy, Polacy, Ormianie, Turcy i bezdomni, którymi nie chcemy być... Tych słów parę napisał Damian Nowak, którego życie owa wielokulturowość ukształtowała, mimo, że jej dostrzeganie nie jest zajęciem ani łatwym ani popularnym specjalnie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Książeczkę o podolskim Szarogrodzie (no wiem, że ciągle czai się w Was przypuszczenie, że to inna nazwa na Budyniów, ale nie - powaga: Szarogród) dostałem od samego autora ... przypadkowo (?) podczas spotkania w studiu &lt;a href="http://www.radiofonia.fm/"&gt;Radiofonii&lt;/a&gt;! Ja byłem tam z płytą Enjoy Trees!, którą Greenpeace chyba już rozdał świetnym, bezinteresownie zaangażowanym w zbieranie podpisów pod petycją w sprawie zmiany ustawy o ochronie przyrody! Oni zebrali (troszkę: my zebraliśmy) 250 tysięcy podpisów! Ta przypadkowość (ludzie ze Stow. Magurycz grupa kamieniarzy - promowali koncert i płytę fajnie brzmiącego duetu &lt;a href="http://www.myspace.com/3apaska"&gt;Zapaska&lt;/a&gt;, który gra za kilka dni w Krakowie) bardzo dobrze świadczy o Radiofonii i autorce programu Gosi N. ! Wygląda na to, że się podlizuję, ale co tam; jak trzeba komuś walnąć to walę, ale jak należy się miodzio to miodzio! I co, Andrzeju zAlaski, bude to dobre? Jest poprawa? &lt;br /&gt;W Levockich Vrchach i L. Planinie chodziliśmy po tropach legendarnego wilka samotnika, zwanego przez miejscowych Profesorem. W Firmie otwarłem różne podręczniki zawodowe (bo taką mam pracę!) i porównałem te materiały naukowe z licznymi fotami tropów jakie zrobiliśmy w górach. Ej boy... wychodzi na to, że Profesor to Profesorka raczej, wadera i tyle? No chyba, że samotnik ma jednak koleżankę? Odezwały się głosy (nie będę wskazywał palcem...), że niezwykła inteligencja Profesora wskazuje, że to jednak Ona... Hm, ej boy - &lt;span style="font-style:italic;"&gt;je to możne&lt;/span&gt;!&lt;br /&gt;W tej chwalonej wcześniej Radiofonii byli także ludzie z projektu &lt;a href="http://www.1usmiech.pl"&gt;Jeden Uśmiech&lt;/a&gt;, którzy opowiadali ciekawe rzeczy i mają w przyszły tygodniu wystawy, w tym jedna z nich to prezentacje fotografii uśmiechniętych ludzi na fasadach budynków w Krakowie. Ciągle mnie to kręci bo w innych radiach można raczej spotkać grupę Pektus, Synowie, Bracia czy jakieś inne tego typu Budyniowe Potwory... albo jakiegoś Joachima B. czy innego pomyleńca. Już opanowuje &lt;span style="font-style:italic;"&gt;haterskie&lt;/span&gt; zapędy, sorry królowie popu... ale politbiuro pomyleńców mam w d....!&lt;br /&gt;No cóż, stało się i grasuję również na Facebooku... podobno to obciach, podobno to super... no nie wiem i jestem naiwnie nastawiony pozytywnie. To może wynik tej mgły i braku słońca? Jakieś zamroczenie pozytywne? &lt;br /&gt;A może mam też trochę radości (wiem; fun...) z naszej płyty Enjoy Trees! i drugiej części Monografii Instrumentów Karpackich, którą wypełnili bracia Byrtkowie z małą pomocą gości ze Słowacji i kumaka górskiego aka Bombina variegata (tak jest w opisie płyty!). Z tym wydawnictwem miałem naprawdę baaardzo dużo pracy, ale album - wydawnictwo kryje płytę z nagraniami &lt;a href="http://worldflagrecords.blogspot.com"&gt;Kapeli Byrtków&lt;/a&gt;, reedycję płyty z nagraniami instrumentów karpackich i jeszcze do tego książeczkę z opisem plus wiele unikalnych fotografii jakie wykonał zawodowo Bogdan Kiwak! - wyszedł bardzo dobrze.  &lt;br /&gt;Na focie: trop Profesora pozostawiony przez inteligentną waderę...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-1284018835014045200?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/1284018835014045200/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=1284018835014045200' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1284018835014045200'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/1284018835014045200'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/01/szarogrod.html' title='SZAROGRÓD'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TTwMOWS-kFI/AAAAAAAAApU/VGfOB_5MmbY/s72-c/DSC_7582.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-8957074549995547705</id><published>2011-01-17T17:24:00.000+01:00</published><updated>2011-01-17T18:50:41.387+01:00</updated><title type='text'>LEVOCSKA PLANINA</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TTR9E6CaGEI/AAAAAAAAApM/DUjXroTEgOs/s1600/DSC_7604.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TTR9E6CaGEI/AAAAAAAAApM/DUjXroTEgOs/s400/DSC_7604.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5563208962961709122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z wielkim trudem zabrałem się do pisania po powrocie ze słowackich Karpat. Jakoś nie chce mi się, a może też i nie potrafię (a może także nie bardzo chcę?) opisywać ważnego czasu w realnym miejscu! Realność to dobre określenie na tę różnicę pomiędzy życiem wielkomiejskim złudzeniem i realnością całkiem magicznej przestrzeni tętniącej życiem. Brzmi jak sprzeczność: realność i magiczność, ale tak to czuję. Bo to nie figle na FB, nie krótkie ujawnienie uczuć na blogu i nie zadziwianie świata na YT..., nie jest to także napuszone odgrywanie ról Bardzo Poważnych Osób, lub Bardzo Szalonych Artystów Kup Mnie, którzy królują w Budyniowie. To jest taki stan, który pozwala nam poczuć, że naprawdę żyjemy, oddychamy i ciągle jeszcze wgryzamy się w ten słodko-cierpki miąższ:   t e r a z.&lt;br /&gt;Levocska Planina to maleńkie pasmo, z którego dwa kroki jest na bardziej znane Levocske Vrhy z wielką halą Spiskiej (1056 m n.p.m.), którą ominęliśmy łagodnym łukiem aby wyjść na bezimienny szczyt o 16 m niższy niż ona. Zaczęliśmy oczywiście od szczycików: Jedlinka i Hol'a, które nie osiągają tysiąca metrów. Gotowaliśmy herbatkę na kuchence gazowej w pustej wsi Podproc i tam odebrałem telefon od Roberta C. z podziękowaniami za płytę Enjoy Trees!, która dotarła do biura Greenpeace. Piliśmy gorącą herbatę patrząc na Spiski Hrad wyłaniający się z gęstej, białej mgły i cieszyliśmy się chwilą, która zapadała niespiesznie gdzieś w nas, głęboko i na stałe. W zimnym deszczu, po błocie i porywistym wietrze szliśmy godzinami po tropach wilka samotnika, zwanego w tej okolicy "profesorem". Tytuł akademicki zyskał dzięki swej nieuchwytności i odwadze. Podobno "profesor" porywa owce nawet w biały dzień i nikt go nigdy nie przyłapał. Wilk jest więc jakąś częścią tej opowieści? To pewnie jest część najważniejsza, bo nieuchwytna. &lt;br /&gt;Okolice Levoczy były ulubionym terenem wypadów na Południe polskich botaników i w wielu pismach prof. Bogumiła Pawłowskiego są doniesienia florystyczne z tych terenów. Wybierzemy się tam w lecie aby zobaczyć te roślinne cuda. Rośnie tam piękna lilia bulwkowata i dziewięćsiły... i sto innych roślin. &lt;br /&gt;Spaliśmy w drewnianej, tradycyjnej chałupie w samym środku muzeum karpackich instrumentów ludowych... tak już jest z nami, co tu pisać. Gadaliśmy wieczorem o świetnej książce Jaroslava Svobody pt. EKOZAHRADY (Eko Ogrody), która to &lt;a href="http://www.ekozahrady.com"&gt;książka&lt;/a&gt;: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jest dedykowana ludziom, którzy uprawiają rośliny, czyniąc z tej planety piękniejsze miejsce dla życia. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Książka ma ponad 300 stron i setki fotografii ... i tylko pozostaje zazdrościć bez zawiści, że istnieją nacje nie ulegające histerii religijnej i politycznym zidioceniom. Pozostaje dobrze przestudiować książkę i zacząć planować ogród naturalny jako realny i bardzo konkretny program zwalczania budyniowatości mentalnej.&lt;br /&gt;Wieczorami także trochę muzykowaliśmy; osobno ale i razem z gospodarzem muzeum, pracowni i kilku innych inicjatyw. To co robiliśmy, nazwałem w listopadzie 2010 roku Karpacką Muzyką Improwizowaną, będziemy pewnie gdzieś grali otwarty koncert. Gdzieś i kiedyś, bo jakoś opada ze mnie przymus brania udziału w tej fałszywej grze pozorów jakim jawi się mi budyniowa tzw. scena muzyczna.&lt;br /&gt;Przytaszczyłem dzisiaj dwie paczki płyt Enjoy Trees! i miło było posłuchać muzyki z takiej "prawdziwej" płyty! Trochę pośmialiśmy się z tego, za co tym razem dostaniemy recenzenckie "wciry"...? Ale jakie to ma znaczenie, skoro i tak, w szerszym obiegu kultury w tym budyniem płynącym i nawiedzonym kraju, nie istniejemy?! To i lepiej, bo dwugłowy potwór ziejący smrodem wariatkowa o nazwie Kaczodziwisz, przyprawia mnie o depresje i wstyd.&lt;br /&gt;Na mojej fotce Michał Smetanka, nasz gospodarz i znawca pasterskich brzmień - nie tylko Gór Lewockich, w tradycyjnym stroju swobodnych wędrowców i banitów z Karpat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25544292-8957074549995547705?l=plasnieciewbudyn.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/feeds/8957074549995547705/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25544292&amp;postID=8957074549995547705' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/8957074549995547705'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25544292/posts/default/8957074549995547705'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://plasnieciewbudyn.blogspot.com/2011/01/levocska-planina.html' title='LEVOCSKA PLANINA'/><author><name>marek styczynski</name><uri>http://www.blogger.com/profile/15465200462681747322</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TTR9E6CaGEI/AAAAAAAAApM/DUjXroTEgOs/s72-c/DSC_7604.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25544292.post-1908243444028829051</id><published>2011-01-09T13:01:00.000+01:00</published><updated>2011-01-09T14:31:50.788+01:00</updated><title type='text'>CYWILIZACJE</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TSmt0XC-mRI/AAAAAAAAAo0/7aUGnlIuto8/s1600/182.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 400px; height: 268px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_1p0peMQ3yHg/TSmt0XC-mRI/AAAAAAAAAo0/7aUGnlIuto8/s400/182.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5560166330016897298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Puszcze kurczyły się wraz z postępem chrześcijaństwa&lt;/span&gt;... i &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Drzewa w odwrocie: czas katedr&lt;/span&gt; - to cytaty z ważnej książki pt. Cywilizacje - kultura, ambicje i przekształcanie natury, autorstwa Felipe Fernandez-Armesto (wydanej w 2008 roku przez Wydawnictwo Naukowe PWN). Od wielu lat odnoszę wrażenie, że drzewa i las są dla bardzo wielu krajanów przeciwnikami. Proste apelowanie o zaprzestanie bezmyślnej wycinki drzew i niszczenia skrawków, w miarę jeszcze naturalnego lasu, jest mało skuteczne i dobrze byłoby aby ekolodzy-estetycy troszkę się wysilili i postarali się zrozumieć w czym tkwi przyczyna smutnego stanu rzeczy. Kulturowo usankcjonowana   bezmyślność i okrucieństwo wobec "wrogiej" Natury jest bowiem gorszym wrogiem niż spychacze i pilarki spalinowe w rękach włościan. Naturalna puszcza w Europie Środka to:&lt;br /&gt; &lt;span style="font-style:italic;"&gt;"mroczna kraina wszelkich dziwów /.../, pełna łosi i turów, niedźwiedzi i wilków, rysi i wszelakich drapieżników, a może i jeszcze gorszych bestii /.../. Tu bowiem znaleźli schronienie zagubieni i bezdomni epigonii barbarzyństwa, szpetniejsi jeszcze od wyrzutków cywilizacji - a więc wilkołaki i inni odmieńcy, olbrzymi, dzikie ogry, mocarni zbóje i banici wszelkiej innej maści, wśród których nie brakowało brutalnych furiatów. Kryli się nago po jaskiniach i jamach, żywili ludzkim mięsem, nie znając prawa, a tylko właśnie wściekłe popędy. Biada niewieście, dziecku lub nieuzbrojonemu mężczyźnie, który by popadł w moc ich okrucieństwa.&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;To cytat oddający istotę problemu jaki mamy z naszą cywilizacją (z cytowanej książki Cywilazacje ... za Charles Kingsley, 1891). Jeszcze się dziwicie, że puszcz się raczej w tym kraju nie ochroni bez poważnej wojny z budyniową mentalnością? Swoją drogą to sam znam przynajmniej dwóch "furiatów i odmieńców" mieszkających w Puszczy B., ale ma na nich oko zdrowy myśliwsko-kościelny lud boży?    &lt;br /&gt;Udało się kilka dni posiedzieć w domu, ale już powoli pakujemy się na niewielką wyprawę badawczą w maleńkie pasmo górskie na Słowacji - Levocske Planiny. To serce tradycyjnego, karpackiego pasterstwa i praktykowania tradycji tzw. fasiang (u nas to lutowe odganianie zimy-mroku i witanie wiosny-słońca nazwano -ostatkami-), które tak interesująco objawiają się korowodami kukerów w Bułgarii. Levocske Planiny leżą pomiędzy Levocskymi Vrchami a pasmem górskim - Branisko. Wybieramy się na szczyt Spisska (1056,50 m n.p.m.), który wznosi się we wschodniej części L. Vrchov i na szczyt Hol'a (949,2 m n.p.m.) w sercu L. Planiny. Będziemy nocowali na wysokości 863 m n.p.m. więc może mgły będą pod nami? Po drodze zawadzimy o Poprad i Levoczę, już cieszę się na Słowację!&lt;br /&gt;Słuchamy Dawn Penn (No,no,no You Don't Love Me!), Moon Doga i czekamy na zapowiadaną erupcję koncertową Andrzeja W. i Jego &lt;a href="http://www.bandlessnoise.com"&gt;The Band of End
