Monday, July 21, 2008

Tradycja wynaleziona

Pod tym tytułem kryje się zbiorek interesujących tekstów pod redakcją Panów - Hobsbawm'a i Ranger'a. W kontekście naszego Zakopanego warto sobie przeczytać rozdział pt. Góralska tradycja Szkocji autorstwa H.Trevor-Roper'a. Zupełnie jak u nas... kilty wymyślone, literatura i muzyka zręcznie spreparowana z obcech źródeł i rozdęta do absurdu mitologia... We wstępie czytamy : "..."Tradycje",uważane za prastare lub jako takie przekazywane, mają rodowód całkiem niedawny, a czasem wręcz zmyślony". Lata, na które przypada "masowa produkcja tradycji w Europie" to " 1870-1914". No to ja otwieram encyklopedię i wszystko gra : Stanisław Witkiewicz (ojciec Witkacego) ur. 1851 i zmarł w 1915r. a willę Pod Jedlami zaprojektował w 1896r. Szkoda, że to co się teraz buduje jest jeszcze bardziej "tradycyjne", jeszcze bardziej "starodawne" i jeszcze BARDZIEJ...
A lektura na czasie bo przygotowuję kilka rzeczy w ramach nowego festiwalu pod nazwą : KARPATY OFFer na drugą połowę sierpnia. Jak dotąd udało mi się przygotować mapę street art'u w Nowym Sączu... (hej, tradycja Bozicku, hej!), akcję fotografii organicznej i fotografii otworkowej we współpracy z Bogdanem K. i dr Anną N. Pracujemy teraz nad koncertem KM z okazji 10-lecia.... tzn. raz na dziesięć lat w tym miejscu, hej! I aby wynaleźć jakąś tradycję zaprosiłem młodych muzyków grających pod szyldem Centrum, więc łatwo zgadnąć, że z Warszawy. Zrobili świetne wersje swojej muzyki z moimi dronami z Cybertotemu. A własnie! już trochę tych nagrań się pojawiło i pracujemy z Piotrem w studiu nad nimi! Sama radość i kilka ciekawych konstatacji. Mam też już fotografię na okładkę i cover, to dla mnie bardzo ważne bo jak na muzyka (chyba...) to jestem zadziwiającym wzrokowcem! Ale całość się zapowiada doskonale i nawet to, że kilka osób nie dotrzymało obietnicy nic już nie zmieni. Pewnie są jakieś wazne powody, wszyscy żyjemy dość intensywnie więc każdy musi dokonywać wyborów i robić to co sam uważa za ważne. Aby się trochę zrelaksować ale "na temat" pojechaliśmy w Tatry i trochę pokręciliśmy się w dawnej strefie zakazanej czyli wokół Wołowca i Rohaczy na Słowacji. Ile to razy tęsknym wzrokiem zagladałem w dolinę pod Wołowcem i pozdrawiałem turystów ze Słowacji, którzy robili to samo patrząc w kierunku Chochołowskiej... A teraz nawet kofoli się napiliśmy za złotówki! Ale ciągle ta nasza arogacja wychodzi bo w schronisku na Chochołowskiej za korony już niczego dostać nie można. Na moje pytanie dlaczego otrzymałem wieloznaczny uśmiech od miłej Pani z bufetu. W schronisku cisza nocna polega na tym, że jakiś pan z wianuszkiem pań buczy monotonnie jeszcze o pierwszej w nocy. Dzieci walą drzwiami do północy w odwiecznej dziecięcej zabawie w bezmyslne bieganie do wc i na powrót a wysportowani, młodzi ludzie odgrywają role z reklam piwa. Tyle, że mają już brzuchy jak bania i nikt nie waży się ich cenzurować. Są więc roześmiani, wulgarni, bezdennie głupi i głośni ponad wszelką miarę. Ta ich wesołkowatość wygląda na domieszki w piwie albo jakąś psychofizyczną skłonność wykorzystywana w tych wspaniałych reklamach.
Udało się nam w Zakopanem być dwa razy po ok. 5 minut, tyle bowiem trwało przesiadanie się do busów katapultujących nas z tej perły prastarej góralskiej tradycji w inne, cichsze miejsca. I to jest już coś nowego i dla nas bardzo optymistycznego : Tatry bez Zakopanego!?
Ale oscypki (tradycyjne, ajuzci...hej!) były naprawdę bardzo smaczne. Ale czy to nie Unia Europejska jest sprawczynią, e, gdzies tam... Ale były też i zastanawiające przygody. Chłopak, na oko 20-letni, sprzedawał coś pod szyldem : oscypki z rydzami! No to my się na te rydze złakomiliśmy i dawaj zamawiać... ale nie, rydze okazały się szynką i to bez wyjątku a chłopak taaakie oczy zrobił na moje skromne oświadczenie, że nie jadam mięsa! W wieku 20 lat po raz pierwszy spotkać się oko w oko z wegetarianinem ! To jest zamknięta, tradycyjna społeczność! A niektórzy badali jakieś odległe wyspy i niedostępne góry, bajdoki jakieś - jak tu maJOM czyste formy pod bokiem. Regge wprawdzie grają i co tam Pan redaktor Kleszcz wymyśli ale swoje wiedzą i jusss.
Ale co dobre ( a czasem jak widać zastanawiające!) szybko się kończy...i rozpocząłem dziś wielkie pakowanie. Jedne pakuny na OFF Festiwal... (he, he, he...) a drugie na Sajeta Festiwal do Słowenii i potem...do Bułgarii przez kraje dawnej Jugosławii. I to okutym stalą landroverem... no chyba to tylko tak się da?! Spróbujemy....
A fota to bonus od Tatr za to, że niezależnie od tradycji (wynalezionej czy nie, takiej czy innej) kochamy je mocno!

Saturday, July 05, 2008

Lato

No i mamy lato! Ale jakoś tak trochę zbyt szybko i bez stosownej pompy? To pewnie dlatego, że tak wiele aktywności i pracy. Po ostatniej etnobotanicznej wycieczce w góry Beskidu Sądeckiego uznałem, że to naprawdę wciągające. Zwłaszcza, że ekipa była zawodowa i nie musiałem nikogo przekonywać, że Atropa belladonna to ciekawa roślina. Dwa dni temu znalazłem stanowisko tej czarodziejskiej rośliny, które szacuje na ok. 30 kęp o wysokości ok. 170 cm! Czarownice miały niezłe zaplecze! A czarownice dlatego, że Atropa była jedną z podstawowych roślin wchodzących w skład tzw. maści wiedźmich...no i jak nie pokochać etnobotaniki.
Czasem wracają ciekawe chwile z Londynu...i dlatego ta fota : oczywiście to trochę zmieniona fota ale obiecałem A., że następnym razem wsiądę do tej gondolki.... i muszę się jakoś przyzwyczaić.
Graliśmy z ekipa BOEN w Raciborzu, to trochę dla nas ekstrawaganckie ale festiwal był naprawdę ciekawy i obskurna świetlica dworcowa okazała się doskonałym miejscem do grania naszej (i BOEN) muzyki! No tak, bo graliśmy w pustych pomieszczeniach dworcowych przy peronie 1 na dworcu PKP w Raciborzu. I tak jest zawsze lepiej niż w wypasionym domu kultury lub czymś podobnym. Czeka nas kilka koncertów i obserwując (czasem od wewnątrz) organizowanie festiwali i dobór wykonawców mam bardzo mieszane uczucia. Dawno już minęły dla nas czasy, w których ilość koncertów miała dla nas znaczenie. Może dlatego często przychodzi mi na myśl cytat z Deborda : "Jednostka, jeśli tylko zależy jej na zdobyciu uznania w tym społeczeństwie, jest skazana paradoksalnie na stałe wypieranie się siebie". W specyficznej polityce kulturalnej miasteczek (nie tylko) na prowincji widzę tak wielki stopień arogancji i głupoty władz, że czasem się zastanawiam nad tym czy to nie kwalifikuje się do leczenia lub przynajmniej porady psychiatrycznej? Na występ sztucznej i utrzymywanej z naszych podatków kapeli (niby) ludowej (co to określenie oznacza dzisiaj?) są zawsze pieniądze ale na festiwal organizowany przez młodych ludzi mieszkających (jeszcze) w mieścinie - zawsze brak! Czy te władze to samobójcy polityczni? Obserwując poczynania władz w miasteczkach, które chylą się ku upadkowi systematycznie i jakby planowo mam wątpliwości czy są jeszcze miastami. Bo wg. cytowanego już Deborda : "Wioski, w odróżnieniu od miast, były zawsze obszarem konformizmu, izolacji, małostkowego wścibstwa, bezustannie rozsiewanych plotek na temat kilku, wciąż tych samych, rodzin".

Tym bardziej ożywczo wpłynęła na mnie rozmowa z ekipą street art'owców. Nie klęczą, nie proszą tylko biorą farby, szablony i odzyskują ulice dla ludzi. Bo urzędnicy już poszaleli : na trawniki w Poznaniu nie wolno wchodzić, gówniane reklamy piwa i rajstop musimy oglądać ale graffiti to straszliwe przestępstwo! Obrzygane kible w PKP to jest normalka ale mural to zagrożenie. To jakaś paranoja i dobrze, że nie wszyscy jej ulegają. Pracuję nad mapą...Nowego Sącza potraktowanego jak dość spora galeria street art'u! A kilka ekip robi całkiem fajne rzeczy. Polubiłem szablony Cosme Crew i część muralowych prac w jednej z dzielnic. Czy to nie dziwne, że ekipie, która czyni z Nowego Sącza - jeszcze miasto - musimy robić fotkę z zasłoniętymi twarzami?
A jutro do Warszawki na...próbę z BOEN! Tak się "powyczyniało"...

Tuesday, June 10, 2008

Na trawie i takie tam...

Miło było prowadzić pokaz świętych roślin Indii pod pięknym bzem czarnym w pełni kwitnienia...To w ramach festiwalu - Joga na trawie - ale wcześniej także było miło czytać i przygotowywać pokaz / warsztaty. To taaaka ulga, kiedy kontaktuje się ze starymi i nowymi tradycjami mądrych ludzi i roślinami...
Przed dwoma godzinami wyszedł od nas po przedłużonym śniadaniu Vlastislav, troche gadania i troche ogrywania -tower - nowego naszego mieszkania, shakuhachi podobnie jak mój kaval dobrze tu brzmi!
A wczoraj zupełnie niesłychana historia!!! Zadzwonił Vlasto, że jest już w krk i chętnie by się spotkał z nami jeszcze tego wieczora. My na to, że zapraszamy na jutro bo mamy sporo zajęć i już do city się nam nie chce jechać. Po godzinie widzę Vlasta, jak forsuje z towarzystwem naszą bramkę na osiedle. Trochę się zdziwiłem, że zna kod i nie doczekawszy się dzwonka domofonu zjechałem windą na dół...tam ani śladu gości! Wyjechałem do góry sposobiąc się do powitania, a tam też nikogo...!? Okazało się, że Vlasto z ekipą przyjechał się zakwaterować w mieszkaniu na parterze w naszej klatce...nie wiedząc, że my mieszkamy kilka pięter wyżej. To spotkanie było niezwykłe... Doszliśmy do wniosku, że lepiej tego nie analizować dogłębnie.
Tak na marginesie, to Vlasto należy do śmietanki świata muzyki i Jego koncert jest niezwykłym przeżyciem, do tego prowadzi katedrę etnomuzykologii na uniwersytecie w Pradze itd. itd. No i dlatego pewnie w tzw. mediach NIC! Brawo! Ale to przecież nie jest tak całkiem niezrozumiałe... U nas panuje taki zwyczaj, że promuje się ofiarnie jedynie z następujących powodów : promowany to ktoś z rodziny lub tzw. biznesowej rodziny zastępczej lub rozszerzonej, 2/ wariant punktu 1, ale rodzina ma charakter polityczny 3/ promowanie promującego czyli : promujący chce dać do zrozumienia, że jest naprawdę dobry w te klocki i trzyma z największymi (gromadne promowanie np. Stinga albo Claptona, albo Jimi Hendrixa i popieranie The Beatles, Mega Death itd. łaknących promocji polskich mediów). Ale na tym koniec bo dzisiaj nie będzie haterstwa, pracuję nad tym ( a trudno mi, wierzcie...!!!).
Aby z tego wybrnąć i nie całkiem zrezygnować ze swobodnej ekspresji przepiszę cytaciki z pewnej książki :
"Idol, spektakularne przedstawienie żywej istoty ludzkiej, ucieleśnia dozwoloną rolę, a więc samą banalność. Jako specjalista w zakresie pozornych przeżyć idol zachęca innych do utożsamienia się z życiem pozornym i płytkim. (...) Funkcja gwiazd polega na nieskrępowanym odgrywaniu rozmaitych stylów życia i sposobów pojmowania rzeczywistości społecznej. (...) Zachowania gwiazdy są jednak w równie znikomym stopniu nieskrępowane, jak i urozmaicone. (...) Sługa spektaklu, którego obsadzono w roli gwiazdy, jest przeciwieństwem jednostki, to jawny wróg własnej indywidualności oraz indywidualności innych ludzi."
Napisał to Guy Debord, sytuacjonista z kilkuosobowej grupki pt. Międzynarodówka Sytuacjonistów, oni to, oprócz wywołania poważnych akcji podczas tzw. paryskiego maja 68, próbowali konkretyzować swój program także m.innymi poprzez uprawianie psychogeografii za pomocą tzw. dryfowania. " Debord i jego przyjaciele niestrudzenie eksplorowali Paryż, kierując się, w trakcie tych wielogodzinnych, a czasem wielodniowych wędrówek jedynie "siłą przyciągania miejsc"(...) starając się odkryc takie formy miejskiej przestrzeni, które budziły nowe pragnienia i sprzyjały ich zaspokajaniu. Wypuszczali się również na teren utopii, opisując fantastyczne miasta " przeznaczone do permanentnego dryfowania"." (to ze wstępu do "Społeczeństwa spektaklu" PIW 2006).

Friday, May 30, 2008

28.05.2008 Nottingham, Anglia

... With a wish to free all beings / I shall always go for refuge to the Buddha, Dharma and Sangha,
until I reach full enlightenment...

Tuesday, May 27, 2008

Nottingham


Wstalismy wczesniej bo dzisiaj przed wykladem spiewali mnisi z klasztoru Tashi Lhunpo. Ten kwadrans przeniosl nas na nasze himalajskie sciezki, czasem tego brakuje. W przerwie poszlismy jesc do wielkiego namiotu z tybetanskim targiem, jadalnia i wystawami fotografii. Chetnych bylo tak wielu, ze musielismy stac dwadziescia minut w kolejce przed wejsciem. Gongi, konchy, misy spiewajace itd. itd. itd. Spotykamy dwoje rodakow w kolejce, po chwili dzwoni z Polski Adam... wszyscy sa w podrozy : wyjazd-przyjazd, to slowa klcze na ten czas.
Pogoda jak z opisu Londynu : drobny deszczyk i mgla.
Miro przy -poczitaczu- obrabia nasze fotki z blokowiska gdzie krecono film o Joy Division, film czarno-bialy to i nasze fotki musza byc takie... a myslelismy dawniej, ze wielka plyta to socjalistyczny epizod polskiej architektury...

Monday, May 26, 2008

Jego Swiatobliwosc Dalai Lama



Przygotowania trwaly trzy lata i udalo sie! Organizatorzy z GB dopieli swego i dzieki nim, takze i my, przez kilka dni mozemy uczestniczyc w spotkaniu z JS Dalai Lama i sluchac Jego zaawansowanych nauk. Wszystko to robi wrazenie, na wszystkich poziomach : od komentarza do jednego z najistotniejszych tekstow (Pattica Sammupada) po wielki namiot z targiem tybetanskim w sercu deszczowej Anglii. Flagi Tybetu wisza w wielu miejscach a ludzi jest tu kilka tysiecy! Podobno w dniu przyjazdu JS studenci chinscy demonstrowali niechec do Niego ale tak sie zastanawiam czy naprawde byli to studenci a jezeli to czy sie zastanowili co robia? W Polsce tez kiedys, niektorzy studenci (wcale nie tak malo ich bylo) demonstrowali swoja niechec do Zachodu i demokracji... Jutro od rana zaczyna sie naprawde ciekawie od spiewow mnichow ze znanego na swiecie klasztoru...Pewnie jeszcze cos do tego dopisze ale musze koniecznie odnotowac, ze jestesmy tu takze dzieki naszym przyjaciolom ze Slowacji.... mieszkaja tu, kilka ulic od wielkiej hali, w ktorej spotkanie z JS Dalai Lama sie odbywa! Zawsze lubilismy Slowacje ale nie moglismy nigdy przypuscic, ze ta siec wzajemnej zyczliwosci bedzie tak dzialala w przyszlosci. To dzieki nim moglismy sie troche pofotografowac w glownej kwaterze Joy Division! Jestesmy wszystkim bardzo, bardzo wdzieczni i nie da sie tego napisac ani wyrazic inaczej niz : GASSIO!

Tate Modern

Londyn robi wrazenie...tym razem moim - numer 1- stal sie wysokosciowiec w ksztalcie pisanki...Podobno to nie jest jajo ale pocisk karabinowy ale kazdy ma prawo do wlasnej interpretacji tego co w przestrzeni publicznej. Pod jajem - ultranowoczesnym budynkiem - zasadzono kilka drzew, ktore przetrwaly wieki : metasekwoje byly pokarmem dinozaurow! Po rajdzie miedzy bardzo starymi i bardzo, bardzo nowymi budowlami dochodzimy do Tate Modern i pochlania nas na dwa dni prawie calkowicie. Duchamp (szyba!) i Picabia, Picabia w oryginalach to jest dla mnie duzo, duzo ciekawsze niz Picasso. Ten ostatni chyba jest troche przereklamowany. Siedem pieter (bo na ostatnim jest niby tylko restauracja ale za to kto tam jada....) miodu dla naszych zlaknionych oczu...W dolnej hali flux zabawy dla dzieci, koncert flux muzyki i tysiac innych atrakcji plus dlugi marsz z mapka pt. street art! Filmujemy, fotografujemy na dwa aparaty i chloniemy.... Wyjatkowo dzisiaj nie odniose sie do Polski, nie bedzie haterstwa i WW. Odpuszczam raz na zawsze! szkoda czasu na dziadostwo i tyle. Sorki za brak czcionek ale pisze w.... Nothingham po sesji fotograficznej w blokowisku gdzie krecono film o Joy Division....tak, to tutaj! O glownym powodzie dla ktorego tu jestesmy napisze w nastepnym odcinku.

Sunday, May 18, 2008

kk

K-wietniowe K-oncerty już za nami... chyba lubie taką intensywność i różnorodność...
Ostatni z trzech kk, w Drukarni i z świetnymi gośćmi, kosztował mnie sporo nerwów ale przy kolacji, około pierwszej w nocy doszedłem do wniosku, że było warto. Tom i Christine wyznali, że bali się trochę przyjęcia podobnego do tego z koncertu w Warszawie. Krakowski Kazimierz nocną porą jest doskonałym miejscem dla wyłuszczenia subtelnych i mało subtelnych różnic kulturowych pomiędzy ... sami wiecie. W nagrodę za ciężką prace pojechaliśmy do Gosi na Sopatowiec aby w czasie długiego weekendu... trochę popracować! Było super! Ania jak zawsze wzmagała się z głosami sympatycznej grupy, ja poprowadziłem spacery etnobotaniczne. Te zajęcia i sound lectures psychogeografia transu cieszy mnie nie mniej niż koncerty. Powoli nadchodzą przesyłki z muzyką zbudowana na moich dronach z Cyber Totem'u. Jest czego posłuchać i zapowiada się naprawdę interesująca jesień.
W mojej "ulubionej" Gazecie Krakowskiej przeczytałem, że : "...głosami jedenastu radnych odrzucono projekt wprowadzenia do porządku obrad oświadczenia potępiającego łamanie praw człowieka w Tybecie..." - to na sesji w UM Nowego Sącza. A z mojego archiwum tej samej gazetki rarytasik "...Jest to logiczne dopełnienie niezwykłego dzieła, rozkwitającego w naddunajskim grodzie, które trudno ogarnąć umysłem, a można pojąć tylko oczami wiary". To piękny tekst z 2001 roku o gazetce pt. " Zwyciężajmy miłością". Mój umysł faktycznie nie może pojąć swobodnego zabierania przestrzeni publicznej na religijne sanktuaria w imię -zwyciężania miłością- wpychaną na siłę do gardła każdemu posiadaczowi zwykłych, chciało by się powiedzieć : normalnych?!), oczu.
I jak tu nie zostać blogowym hatersem gdy się widzi tyle zmian w znaczeniu słów... Poza - miłością- dam inny przykład. Piknik rodzinny dawniej oznaczał, że całe rodziny mogą uczestniczyć w akcji, coś dla taty, coś dla mamy i coś dla dzieci ( albo jakiś inny układ jak ktoś chce). Teraz to oznacza, że podczas jednej imprezy zagra : WW, synowie solo i razem, Osjan, WW z kimś tam itd. To jest teraz piknik rodzinny i funduje go niezaspokojonym warszawiakom Lublin. No i o.k. - jak mówi Ania : nie ciągnie nas na ścianę wschodnią, tylko dlaczego to się nazywa : nowe brzmienia? W Lublinie, gdzie tyle lat działał niestrudzenie OBUH Records, gdzie nasz (już zapomniany przez media...) oskarowy kompozytor Jan A.P. Kaczmarek grywał (osobiście bądź z taśmy) podczas spektakli u Pana Mądzika, a Obywatel GC w pobliskim Kazimierzu ... nawet nie wspomnę wczesnego okresu Budki S. (sorry, jestem już stary i pamiętam coś więcej niż -tango-) i wielu innych ludzi... i tam objawia się NOWE brzmienia?! Pogłupieli ludzie od tego dobrobytu w lessowej krainie?
No dobra, szołbiznes ma swoje prawa i rozumiem to, powodzenia! tylko troszkę przyzwoitości i pokory wobec muzyki. No wiem - idealiści muszą zginąć, jak nie od "miłości" to od "nowości".
Tu otwiera się piękny i wdzięczny temat do dyskusji.... bo jest jeszcze jedno określenie warte analizy : offowy! Oj jest o czym podyskutować!

Tuesday, April 15, 2008

Kwietniowa bieganina


Fota : Rodzina katolicka z okolic Sarajewa, pochodzi z książkowej relacji z jezuickiej wyprawy na Bałkany, opublikowanej w 1899 roku. Jest tam więcej takich rodzyneczków, miodzio i tyle.

Bieganina kwietniowa wchodzi w fazę kulminacji... W sobotę pięknym pociążkiem, który zmierza do Berlina dojechałem (tym razem) do Wrocławia. Średnia prędkość 50 km/godzinę i liczne zastępy sprawdzaczy biletów to kolejowa forma budyniu, która zaczyna sprawiać surrealistyczne wrażenie. No bo wyobraźmy sobie, że ktoś otwiera sklep i ma w nim jedynie ocet, margarynę i baleron... Nawet najbardziej sentymentalni ludzie nie będą się w nim zaopatrywać, a my musimy czasem jechać pociążkiem i nie ma wyboru! We Wrocławiu wygłosiłem wykład pt. psychogeografia transu z transowym efektem u słuchaczy. Nie było tłumów ale ... w sobotę, o 13-stej, w mieście licznych rozrywek i kultury to chyba sukces, że ta grupka się zjawiła. A w mieście było trochę atrakcji bo "naziole" pod pretekstem uczczenia ofiar katyńskich postanowili trochę poszaleć. Jakoś przemknąłem na dworzec i od nowa pięć godzin, chmary sprawdzaczy biletów (był nawet cywilny sprawdzacz sprawdzaczy biletów...jak u Kafki) i moja ulubiona stacja : Trzebinia. Trans pewny i bez specjalnego treningu. A kto we Wrocławiu będzie grał na Juwenaliach? No kto? Kult! Jaka niespodzianka (!) i rodzi sie pytanie : a co z Kazikiem Staszewskim? A co z Korą i Marylą Rodowicz. Co z tymi co się nawzajem obdarowują Fryderykami?
W niedzielę wybrałem się na Festiwal Inicjatyw Niezależnych Artystycznie. Bogdan rozwinął naszą Flagę Świata i czekał na tłumy od południa do około 18-stej. Całkowite nieporozumienie i osłabiająca niekompetencja, do tego katakumby Pauzy... to sceneria obowiązkowa dla "niszowych", "niezależnych" itd. Do tego pewna pancia nie mogła się zdecydować czy jest bardziej lesbijką, biseksualistką czy może transwestytką i częstowała zgromadzonych banałami przetykanymi oświadczeniami o swej skromności. Pokazała swoje dzieło, które powstało podczas sesji fotograficznej eksponującej marną bieliznę damską pod pozorem rewolucji seksualnej.
Tak się składa, że podobny album został dawno wydany i nosi tytuł : Women by women, wydano go w wersji niemieckiej i angielskiej w 2003 roku (Prestel). Foty są tam na wysokim poziomie i bielizna (o ile jest) naprawdę fajna. Ale dajmy spokój tej pani, bo co można powiedzieć tym, którzy jeszcze walczą podczas II-giej światowej...chcą, to niech walczą i tak nie uwierzą, że jesteśmy w Unii i na granicach możemy pokazać dowód osobisty albo nawet ...nic. Był też aspekt pozytywny tej pomyłki organizacyjno-ideowej : poznałem dwóch fajnych gości. Bo spotkanie to jest to co jest najważniejsze w tej naszej przestrzeni ale...na spotkanie nie dają grancików. I to jest ten ból i musi być panel i kiermasz itd. itd. Do białej gorączki mnie doprowadza określenie "niszowy", to uzurpacja i dyskurs władzy i tyle. To Telewizja Polska jest niszowa i fundamentaliści od "warto rozmawiać" są niszowi, nie my. Nie dajcie sobie wmówić niszowości, katakumb, braku informacji i prasowych przekłamań i przeoczeń. Chodzi o kasę, o brudne zwalczanie konkurencji (tych co nie zapłacili za usługę w postaci promocji) i o rząd dusz. Do tego służą przyjazne gesty na pokaz i społecznościowe akcje. I do tego służy przypinana łatka niszowości. Tego jakoś FINA nie może zauważyć, albo nie chce? bo to nie jest zabawne i takie cool- studencko-zajebiste.
W poniedziałek zagraliśmy do pięknego filmu w ciekawym miejscu firmowanym przez Teatr im. J.Słowackiego. Byłem zdziwiony sporą grupą słuchaczy i oglądaczy (bo część publiczności śledziła film ale wiele osób miała zamknięte oczy!). Po raz pierwszy od lat zagrałem koncertową formę bez instrumentów dętych...co za ulga! Historia Joanny d'Arc pokazana czarno-białymi obrazami i scena płonącej na stosie kobiety mocno nas zainspirowała. Myślałem o płonących mnichach buddyjskich i do teraz ten obraz pozostaje gdzieś blisko mnie.
Gazeta nie uznała za warte odnotowania, że to Karpaty grają i w jednozdaniowej informacji wymieniono jedynie nazwisko reżysera filmu, a na okrase podano mylną informację co do miejsca zajścia. Już widzę jakie teksty i foty byłyby gdyby miał grać ..... sami wiecie! Ale efekt tej zmyły okazał się odwrotny, czyżby ludzie już się zorientowali, że nie całą prawdę piszą w gazetkach?
Jutro w Lokatorze mamy krytycznie odnieść się do zjawiska handlowego pt. World Music aby utwierdzić opinię o naszym malkontenctwie...no bo to taka fajna sztuka przecież i tak fajnie pokazuje jak ludy tubylcze też śpiewają i grają. Oczywiście nie tak zawodowo i jak my tu na Zachodzie... Po tej prowokacji (teraz to się nazywa sound lecture...) chcemy zagrać i przypomnieć muzycznie kulturę Tybetu. Wszystko co się dzieje jest w szerszym planie o.k. ale czuję, że poza napięciem nerwowym jakie u dziennikarzy powoduje wielki problem naszych gwiazd sportów motorowych i szołbiznesu, coś nam wszystkim umyka. Zrozumiałem to kiedy na pasku w TVN-ie pokazała się dobra nowina w postaci zdania : iksiński polityk średniego poziomu (nie premier, prezydent czy ktoś taki) - chce się spotkać z Dalaj Lamą. Wow! to sukces Tybetu, że mąciwoda z Bolandy kategorycznie chce sie spotkać! I jaka to łaska pańska... Może niech ten pan się spotka z wikarym u siebie na wsi albo lepiej może poczyta sobie coś poza historią Solidarności. Ale ziarno karmiczne zostało zasiane, więc wybaczmy może to aroganckie "chce".
Ale bywa gleba jałowa... w takim Nowym Sączu pan prezydent miasta (PiS) z pomocnikami (PiS) jadą do Chin bo taka jest racja stanu (PiS) tego "naddunajeckiego grodu" (określenie rozpoetyzowanej redakcji naddunajeckiej gazetki, nadającej się jedynie ale za to doskonale do polerowania szyb w oknach).
Taki ten kwiecień ciekawy.... a jeszcze jest kilka spraw do załatwienia!!! No bo jeszcze Łódź i implozja w Drukarni na Podgórzu. Primordial Undermind i Charalambides to niezła ekipa do implozyjnej psychedelii wiosennej.
Tak więc : budyniu nie zabraknie!

Sunday, March 30, 2008

Bieg w kajdanach

Na początek reszta nostalgii z poprzedniego tekstu...
Na początku lat 90-siątych ubiegłego wieku (ale brzmi?!) po powrocie z wyprawy do Nepalu, gdzie po raz pierwszy byłem w obozie uchodźców tybetańskich, wydałem pierwszą w Polsce kasetę z liturgiczną muzyką Tybetu. Takie nagrania dzisiaj to nie problem ale w tamtych czasach. Na okładce był graficzny znak Roku Tybetu...no i kilkanaście lat później przygotowujemy znowu darmowe wydawnictwo z tym samym znakiem. Z wielu "koncertów na rzecz Tybetu" jakie stały się moim udziałem (jeszcze za czasów Atman'a i później) najbardziej konkretny był ten zorganizowany m.innymi przez the Band of Endles Noise. Właściwie była to trasa koncertowa i jak pamiętam w Szczecinie przybyło z 20 osób ale w Katowicach były tłumy...i wielkie kłopoty. Ale czasy się zmieniły i teraz podobno unikamy lansu. Ktoś chciał robić składankę na rzecz Tybetu ale zrezygnował bo boi się, że zarzucą mu lans... Takiego zarzutu nie boi się Justyna S. i Stanisław S. - wiadomo, Oni już nie muszą się lansować na Tybecie, wystarczy Białoruś.
Z tym lansem to jakaś paranoja ; a wystarczy czytelny cel i jego osiągnięcie aby problem lansu przestał być zasadny. Jeżeli zebrana kasa pomoże chociaż jednemu dziecku z Tybetu to zarzut lansu mi lata. Lans to jest tylko wtedy gdy tivi, instytucja tak bogata, że mogłaby utrzymywać cały obóz lub szkołę, robi szoł z gwiazdami przemysłu pończoszniczego i scen przykościelnych.
Kochani, lans to jeszcze zobaczycie... ale niech tam. Ważne są karmiczne sytuacje, które w zadziwiający sposób objawiają się nam we wszystkich telewizjach - z tivi Trwam łącznie!
Kiedy tak stałem dzisiaj na krakowskiej manifie (gdzie uzbierało się z pięć flag Tybetu ale ludzi było naprawdę dużo i byli autentycznie zaangażowani), pomyślałem sobie, że nigdy nie wiadomo : energia to energia i niech płynie!
Ważne jest aby słuchać muzyki z Tybetu i tej zainspirowanej kultura Tybetu. Może już nie płyta komercyjna z tytułem FREE TIBET (pamiętacie cacko Ghost?) ale sieć, wymiana, zawieszenie praw autorskich. Jestem pewny, że warto przestrzeń nasycać tybetańskim dźwiękiem. Kultura jest dziwnym obszarem, czasem polityczny kryzys powoduje, że zakwita i ustanawia własne prawa. Muzyki nie da się powstrzymać. To znacznie skuteczniejszy sposób działania na rzecz Tybetu niż atakowanie tzw. "chińczyków", bo co to oznacza? Mamy atakować tych wywłaszczonych chłopów i studentów mających kłopoty z internetem? Najbardziej na manifie podobał mi się banerek : Wolny Tybet - Wolne Chiny.
Ale zawody sportowe a igrzyska olimpijskie szczególnie, ze zniczem na okupowanej ziemi, to już inna sprawa. Może Komitet Olimpijski zaakceptuje nową dyscyplinę sportową : "bieg w kajdanach" dla krajów, które mają w dupie wartości olimpijskie i prawa człowieka?
Obrazek powyżej to część plakatu kolportowanego przez młodych Tybetańczyków w Nowym Jorku w 2001 roku. Apelowali aby sprzeciwiać się pomysłowi przyznania Olimpiady Chinom. Nie posłuchano ich, nie posłuchano wielu ludzi. Niech teraz nikt nie udaje zaskoczenia!

Monday, March 17, 2008

Tybet


Trochę to przygnębiające ale pewne niekorzystne sytuacje uparcie powracają. Najpierw nasz utwór z pierwszej płyty, nagrany blisko 10-lat temu wywołał nową falę zainteresowania wraz z powrotem konfliktowej sytuacji w Serbii. Przypomnę, że jest to muzycznie dość mocna rzecz a w warstwie tekstowej pojawia się miłosna poezja serbska czytana... przez telefon. Wiersze czytała przez telefon serbska żona naszego gitarzysty, która podczas nalotów NATO na Serbie bała się bardzo o swojego ojca i od czasu do czasu rozmawiała z nim przez telefon. Moje i Ani doświadczenie związane z tym utworem było jak z obrazów Salwadora Dali. My na plaży w Grecji, gdzieś koło Salonik... parasole, zimna cola, ciemne okulary i ciepła błękitna woda... a na horyzoncie sylwetki niszczycieli i innych bojowych okrętów jak wycięte z czarno-popielatej dykty. Trochę straszno ale też jakoś mało realne. Wkrótce okazało się, że całkiem realne. I to wszystko jest w tym jednym bardzo krótkim utworze, jednym z nielicznych w naszym tzw. dorobku, który spełnia wymogi komercyjnego radia...co do długości nagrania. To jest "kawałek" bardziej punkowy niż połowa nagrań Muńka i dlatego w (polskim) radiu nie zagościł.
Po dziesięciu latach wszystko powraca i naprawdę nie chodzi o opowiadanie się za lub przeciw komuś. Chodzi o bezsens powtarzającej się sytuacji, która niszczy ludziom życie, dosłownie i w przenośni. Moja postawa w wypadku tego konfliktu jest bliska myśli Jonasa Mekasa : " Wybrałem kulturę, odrzucając barbarzyństwo, faszyzm i komunizm". Może dorzuciłbym ... i fanatyzm...?!
I po tygodniu czy dwóch powraca nagle sprawa Tybetu. I znowu zdesperowany tłum pod kulami wojska, które jest daleko od domu i "wykonuje rozkazy". Ciała układane pod murami klasztorów, ultimatum władz okupacyjnych, więzienia i drut kolczasty - bo Chiny muszą postawić na swoim?! Sportowcy się zastanawiają, komitety od tzw. "sportu" liczą ewentualne straty, politycy działają różnie ( u nas muszę przyznać, że całkiem dobrze), a my zwykli ludzie pytamy się wzajemnie co mamy robić. Kiedyś też ludzie patrzyli na towarowe pociągi pełne innych ludzi, którzy jechali na śmierć bo : mieli mniej szczęścia ? taki los? przeznaczenie? Bóg tak chciał? taka
Karma? zapisane w genach? Mam mniej więcej tyle lat co sprawa okupacji Tybetu i nic się nie zmienia. Co z wielką mądrością Chin, co z równowagą Energii ? Tak się ją buduje? Pałując kilka dziesiątków lat mnichów i gospodynie domowe. Jeden mędrek z Gazety napisał, że namawiając do bojkotu olimpiady powinniśmy najpierw odrzucić wszelkie produkty chińskie. To podwójna bzdura. Po pierwsze domaganie się ludzkiego traktowania Tybetańczyków i ich kultury nie oznacza walki z Chinami, a po drugie to nie Chiny ofiarowują nam Olimpiadę tylko świat zachodni ofiarowuje swą tradycję Chinom, bo wierzy .... to oczywiście wersja oficjalna i naiwna ale co jest poza nią? No właśnie to: przemoc i głupota. Nie jest wcale takie niezasadne aby się zastanowić czy Chiny rozumieją - inne niż promocyjne - walory i znaczenia Olimpiady. Mam nadzieję, że Yeti się ocknie i trochę popsoci na tej Wielkiej Górze. Swoją drogą to zapalanie znicza olimpijskiego na Górze, która politycznie należy do dwóch innych, sąsiednich krajów jest dwuznaczne. Jakoś nie mogę przypomnieć sobie chińskiej nazwy... a angielską, nepalską i tybetańską pamiętam!? A wy?
Nie czuję nienawiści do Chin i życzę wszystkim udanej olimpiady, chociaż przekonuję się ostatnio do nienowej idei aby olimpiada na stałe zagościła w Grecji. Im więcej podróżuję, tym bardziej podoba mi się Europa...

Friday, March 14, 2008

Takie tam

Przedwczoraj miałem wykład : wprowadzenie do etnobotaniki... Sala pełna i studenci lekko oszołomieni moją prezentacją roślin magicznych i muzycznych. Spotkanie miało trwać 1,5 godziny ale wyszedłem po trzech...
Wieczorem zaglądałem na analizę wejść na naszą starą i nieco zaniedbaną stronę internetową. Wszystko po staremu : dla naszej muzyki z Polski istnieją trzy województwa - małopolskie, mazowieckie i śląskie. Takie np. lubuskie lub świętokrzyskie nie osiągają afrykańskiego poziomu wejść na naszą stronę!
A sieć to ciekawe zjawisko... ale wie to już prawie każdy. Dowiadują się teraz władze Chin. Nic tak mocno nie nagłośni sprawy okupowanego Tybetu jak Olimpiada w Chinach, która miała pokazać jaki to demokratyczny i otwarty kraj. Zobaczcie sami na www.phayul.com - o ile jeszcze pod tą nazwą znajdziecie telewizję tybetańską... W Lhasie w tym momencie rozruchy i pacyfikacja demonstracji, a droga pod Mt. Everest od strony Chin zamknięta.
W Polsce sukces : jeden pan dostał tzw. religijnego Nobla... Tak już chyba zostanie, że na świecie goście będą dostawali nagrody za osiągnięcia w fizyce, biologii i chemii a w Polsce... za religię. A jak o religii mowa to ciekawa jest dyskusja w Czasie Kultury na temat sprawy Nieznalskiej. Sprawa w sądzie trwa już trzy lata i zastanawiam się czy nie można byłoby wnieść sprawy sądownie "odwrotnej", czyli o prześladowanie ze strony fanatyków religijnych. Przy tej okazji zdałem sobie sprawę, że LPR, która sprawę wywołała jakoś się na niej (i innych podobnych) nie obłowiła... O religii pisze ciekawie Jonas Mekas w swej autobiografii pt. "Nie miałem dokąd iść". Warto poczytać jak to chłopak z Litwy stał się "żywą legendą nowojorskiej awangardy filmowej". Czy to naprawdę takie dziwne, że się "zakolegował" z synem państwa Warcholów, rusińskich uciekinierów z (Czecho)Słowacji?
Trochę sobie tłumaczę z materiałów o Saamach i wyczytałem, że " niszczono Saamów w imię Lenina i Boga"; prawda, że ładne? i o tym jak po Czernobylu ( 1986 r.) spalono 30 tysięcy (!) reniferów bo ich mięso i mleko było skażone. To był wielki szok dla społeczności Saamów, nigdy nic takiego nie miało miejsca. A u nas ta przeklęta megalomania w dziwnym uścisku z ociężałością umysłową głosi, że energetyka jądrowa jest ekologiczna i bezpieczna. Kraj gdzie nie potrafi się prostej drogi zrobić a autobusy się same zapalają , zbuduje nagle bezpieczne elektrownie atomowe. No jasne, tak jak stadiony i autostrady.
Ale i pośmiać się trochę można : grupa Ankh dostała odznaczenia za zasługi dla kraju. To może lepiej Ankh niż WW ale jednak wiocha ... bo przecież WW (szeroko rozumiane) bardziej zasłużona jest dla utrwalania zdobyczy naszego kraju na polu kultury. Na początku pisałem o świętokrzyskim...ale tam widocznie tylko nas tak nisko cenią i w Kielcach Ankh to oczko w głowie każdego obywatela.
W Kraku jak to w Kraku : festiwal Huculski ( jest fajny bo wszyscy Huculi są w Mieście, a w ich miejsce siedzą po karpackich chałupach studenci atropologii kulturowej i mogą sobie spokojnie badać), festiwal perkusyjny z zacnymi perkusjonistami jak Pan Profesor Jan Pilch i biegły w sztuce tabli Kubek, tez Jan. Innych festiwali nie zliczę...a nadciągają nowe. Z tego wszystkiego wróciłem dzisiaj wcześniej do domu, do naszej Tower milutkiej i zaraz zrobię sobie herbatki alpejskiej. A może jeszcze trochę pogram na specjalnie spreparowanych strunowych cymbałach santoor, bo nasze komponowanie w czasie realnym ( lepiej brzmi niż improwizacja?!) do filmu niemego zbliża się wielkimi krokami. No i inne, takie tam....
Muszę też odnotować, że dzisiaj wieczorem urodziła się dla historii (poprzez utworzenie strony i podanie jej na druku reklamowym projektowanym z okazji festiwalu Terrastock 7) World Flag Records.... Jesteśmy bowiem bardzo wdzięczni za wysiłki koncernom, które dotąd trudziły się z naszymi płytami ( tu dobre jest określenie : "robiły co mogły" ) ale wychodzi nam w podsumowaniach z okazji 10-lecia, że nigdy nie osiągnęły zasięgu i ilości sprzedaży tych płyt, które wyprodukowaliśmy sami. I takie tam!

Sunday, February 24, 2008

człowieszka rybica



Ten tytuł to urocza nazwa bardzo interesującego płaza, który żyje w jaskiniach krasowych w Słowenii (niedobitki służb specjalnych 4 erpe przepraszam za trudne wyrazy) Polska nazwa brzmi: odmieniec jaskiniowy i jest też całkiem, całkiem.... Człowieszka rybica powinna zostać patronem / totemem artystów alternatywnych.
Już więc wiadomo o czym rozmawialiśmy z Ester, którą poznaliśmy na festiwalach (2005, 2006, 2007) SAJETA (Sajeta to też zwierzę ale mityczne, coś jak yeti, tyle, że alpejski) w Tolminie w Alpach Julijskich.
Miałem sporo radości oprowadzając Ester po Krakowie: a to stupa Kościuszki (dawniej: kopiec), a to czakram na Wawelu, to znowu galeryjki z rzemiosłem i sztuką z Tybetu lub ... z Iranu. Dla spragnionych herbata w czeskiej Dobrej Cajovni na ul.Jozefa lub bajgle z kawką. Jak klub to musi się nazywać Alchemia, jak bunkier to w krk tolerujemy jedynie Bunkier Sztuki, a dwaj godni mężowie z pomników to Mickiewicz i Wyspiański... he, he, he
Dla równowagi (ale czy na pewno?) u Vincenza zjedliśmy 30 pierogów popijając czystym barszczem i spacer zakończyliśmy w ...Drukarni, klubie gdzie na 29 kwietnia szykujemy wieczór pt. PSYCHEDELICZNA IMPLOZJA z udziałem Karpat i naszych gości : Charalambides i Primordial Undermind. Obie ekipy poznaliśmy w 2001 roku, na pamiętnym śniadaniu w domu Arnów, Texas USA. Eh, boy!
Dzisiaj będzie trochę rozmaitości bo mnie Mirek skrytykował, że ostatnio nudno było ...
Z radością ogłaszam, że książka pt." Telepłeć - gender w telewizji doby globalizacji", Pani dr Anny Nacher jest już do zamówienia w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego (www.wuj.pl ). Właśnie wróciliśmy z kolacji - celebracji tego wydarzenia.
Popijając napar z ziół jakie kupiliśmy za kołem polarnym (herbata Saamów) trochę układam sprawy projektu Cybertotem Community. Kilka interesujących kolektywów i solowi muzycy pracują nad własnymi wersjami muzyki zainspirowanej dronami z Cyber Totem' u. Centrum z Warszawy, Job Karma z Wrocławia, Emiter z Gdańska, Aron Hidman ze Szwecji w ostatnich dniach potwierdzali kończenie pracy. Hati się zabierają do roboty.... inni milczą ale nie rezygnują. Już się zapowiada ciekawie. Myśle o wydawnictwie płytowym ale także o sieci, można by dowolnie układać własne wersje albumu z interesujących daną osobę utworów.
Jak rozmaitości to rozmaitości : Bogdan skończył okładkę do płyty z serii World Flag, tym razem będzie to koncert z Warszawy. Graliśmy w Jazzgocie Dramatycznym w Pałacu z Tomkiem R. na basie i Wojckiem Czernem na jego legendarnym syntezatorze Moog.... Już nie ma Jazzgotu Dramatycznego i dzisiaj jest Kulturalna, chyba....ale koncert był niezły i jak go dzisiaj spokojnie posłuchać (koncert z 2003) to kilka późniejszych kapel zza tego wyziera. Już kończę i startuje kolejny raz do DVD pt. POGOGITY video ( www.POGOSKATE.COM) wydanym całkowicie rewelacyjnie w kartonowej okładce w formie ...czaszki ze skrzyżowanymi kluczami ... I to nie jest jakaś produkcja nożyczkowa ale całkiem zawodowa. Film jest generalnie o tym co można robić na desce i tez o przyjemnych chwilach między telepaniem się po schodach i poręczach... Film jest o.k. i jak powiadają klechy : " jest radość" bo widać, że kultura niezależna kwitnie. W najczarniejszych momentach w soundtracku można rozpoznać fragmenty naszej płyty "Mirrors".
Jak się to rozejdzie to pewnie pojawi się okładka WW tak samo zrobiona i będzie wielkie promo w wyborczej. A jak o WW to grają w krk tym razem pod postacią trójcy : Ojciec, Syn i ...Syn, będzie to z czwarty raz w tym roku. Widać, że Rotunda kuma czacze i wie co jest cool... i ( z Rotundą) Warto Rozmawiać! A niech mają i jak śpiewa Czesio : allelujalleluja...
Na koniec wracam do początkowego obrazka, jest dla tych moich młodych kolegów, których tak męczy (ich własna) sztuka, że nie mają siły popracować troszkę bardziej wydajnie i z polotem przy własnych wystawach i warsztatach...

Tuesday, February 19, 2008

Jokkmokk i po Jokkmokk...


Wyprawa do Szwecji była niezwykle inspirująca, do tego stopnia, że nie bardzo jeszcze wiadomo co ważniejsze : sesja nagraniowa z tajgą w tle czy samo Jokkmokk i dotknięcie kultury Saamów?
Lot z Krakowa do Sztockholmu i spacer po mieście oraz pierwsze wrażenia opisałem podczas podróży. Pozostaje droga do Jokkmokk, ok. 6 godzin jazdy (w jedną stronę) wielkim samochodem z Umei... na szczęście miałem kamerę i będzie obraz jak znalazł do sound lecture : psychogeografia transu : joik. Pod koniec drogi, około kilometr przed Jokkmokk ukazała się nam tablica : ARCTIC CIRCLE i mogliśmy urzeczywistnić pieszo zapowiadane : beyond... Po wręcz teatralnym zabiegu ubierania kalesonów pod napisem : arctic circle, mogłem już spokojniej (bo lekko schłodzony) dojechać na targowisko Saamów w Jokkmokk. Namioty lavvo znane nam jako tipi, noże, skóry, wyroby ze srebra, paski, ubrania, słodycze, zioła i herbaty, błyskotki i mięso renifera oraz scenka rodzajowa w postaci wraku samochodu i leżącego łosia jako reklama ubezpieczenia. Trochę się pośmialiśmy nie wiedząc, że za kilkadziesiąt godzin już nam tak do śmiechu nie będzie... Co tu pisać? Jak udało się sfilmować wciąganie flagi Saamów na maszt? A może muzeum i ośrodek kultury Saamów gdzie są przechowywane jedne z nielicznych oryginalnych starych bębnów szamańskich? A może koncert joiku, na którym fantastycznemu wokaliście towarzyszył zespół jakby z gminnej świetlicy ale i tak czasem wciskało w fotel? To wszystko musi poczekać na swój czas i na kolejną podróż już zaplanowaną. Tak więc Jokkmokk przechodzi na ważna listę, listę priorytetową.
Jeszcze dziwne słońce nad tajgą w naszych oczach i kilka reniferów, które najwidoczniej chciały się zabrać naszym samochodem w drodze powrotnej i o mało nie zakończyły naszej podróży pod ośnieżonymi świerkami na poboczu szosy... a my już z Krakowa na Północ... do Gdańska.
Koncert w Klubie Plama, w nowej sali i po dwóch latach nieobecności. Ostatni raz graliśmy tam w czerwcu 2006 roku (po trasie w USA) i to ...na dachu klubu.
Wspiera nas Tomek R. jako rezydent na północnych ziemiach. Jest sporo ludzi i znowu sprawdza się poinformowanie o koncercie i zawieszenie naszych afiszy, tak mało i tak wiele jednocześnie. Ja osobiście takie podejście zaliczam do zachowywania kultury i pewnej dozy pokory i wzajemnego szacunku do pracy (organizatorów i wykonawców) ale są tacy, którym myli się to z reklamą.
Było dobre granie i masa energii. Ale gdzieś tam w ukryciu już rozwijała się upierdliwa postać grypy. No i w Krakowie po podróży beznadziejnym składem expresu z jego beznadziejną załogą (ponad godzina postoju w polu) dopadła nas i wpędziła do łóżka. Tak więc, Jokkmokk zmieszane z expresem stojącym w mazowieckiej -tundrze- i doskonałe dźwięki joik przeplatane makaronizmami przyprawione zjadliwą grypą dają doskonałą ilustrację do wspomnianego na początku tematu transowości.

Thursday, February 07, 2008

Okolice Umei

Lot z Krakowa do Sztokholmu byl bardzo spokojny. Nie za wiele rodakow bo...nikt nie klaskal po udanym ladowaniu na lotnisku w Arlandzie. Troche biegalismy po znanych juz miejscach i zjedlismy doskonaly dal w indyjskiej restauracji - jak mozna bylo nie zagladnac pod szyld Bolywood Restaurant. Nocny pociag do Umei takze cichy i spokojny. Rano poszlismy na kawe do wagonu restauracyjnego a tam jak w Przystanku Alaska. Za oknem snieg i lekka poswiata zastepujaca wschod slonca. Calkiem jak w Krakowie.... Anders na peronie juz z daleka krzyczal nasze tajne bojowe zawolanie - Kapelusik! Ale to juz inna historia. Odwiedziny na Uniwersytecie Umea i jak zwykle w HumanLab. Eh boys...jak mawial Darren z SF....
Spotkania, gadanie, spacerowanie i przygotowania. Wczoraj dojechalismy gdzies w interior i oto jestesmy juz po sesji nagraniowej. Jedna to wspolna improwizacja nas plus trojki muzykow miejscowych oraz rewelacyjny kompozytor, muzyk i doskonaly realizator dzwieku, u ktorego goscimy. Z pomoca rewelacyjnego urzadzenia o nazwie (hm, nomen omen) CHAOS PAD opanowal nasze wybujale temperamenty i wyczarowal z blisko godzinnego grania calkiem interesujace fragmenty. Ale wieczorem nie odpuscilismy i raz jeszcze nagralismy trzy kompozycje oparte na wokalizach Ani i naszej nowej znajomej Yvonne. Spimy w domku jak z bajki i obmyslamy dalsze plany. Dzisiaj zrobilismy juz ponad 10 km spacerem po tutejszych wertepach i fotografowalem jak szalony. Mam dwa aparaty analogowe, kamere cyfrowa i Bogdanowy wynalazek czyli kamere otworkowa z przewijaniem filmu. Wlasnie przyjechal z Umei Anders i siadamy do roboty. Wlasciwie to my juz do herbaty a chlopaki do roboty czyli dalszej produkcji nowego wydawnictwa. Jutro koncert w Umei ale jeszcze spimy w - naszym - domku i to jest naprawde urocze. Nawet zima tutaj jest calkiem interesujaca.... koncert koncertem ale podobno w Jokkmokk gromadza sie juz Saamowie i stawiaja swoje lavvo....

Friday, January 18, 2008

Joik

Dżizus - jak mnie ten Pan Marek Niedźwiedzki z baneru wystraszył! Jakiś taki jak z wosku... i ten uśmiech, brrr!
Badam w dalszym ciagu przejawy kultury Saamskiej i znajduje różne interesujące opisy i cytaty :
" Joik nie jest po prostu rodzajem (śpiewu), to próba osiągnięcia pełni. Jest jak holograficzne, wielowymiarowe, żywe odbicie, reprodukcja, jednak nie dokładnie jak płaska fotografia lub obraz w pamięci. (Joik) nie jest o czymś, to jest to coś.
Tak zdefiniowała joik Ursula Lansman z zespołu Sami Angelit.
Ale są i inne ładne cytaciki : " zmuszano Lapończyków by [...] przychodzili do kościołów z magicznymi bębnami i tam je zwykle palono". " [...] bywało, że palono na stosie ludzi z bębnami". Albo : " [...] gdy Lapończycy zostali chrześcijanami, bębny setkami palono."Nic więc dziwnego, że : [...] (Lapończycy) ścierali chrzest z wody z siebie i ze swoich dzieci przeżutą kora olchową."
Trafne spostrzeżenie z tego samego źródła brzmi tak : " Diabeł pojawił się wraz z chrześcijaństwem". Jak będziemy się gniewali na radykałów islamskich o chęć nawracania siłą to przypomnijmy sobie może, że w Norwegii, władca " Christian IV [...] wydał w 1609 roku rozkaz karania śmiercią tych, którzy nie chcą wyrzec się swej wiary." Karano oczywiście Saamów za szamanizm i niechęć do nowej, azjatyckiej religii. Imponująco sprawa się ma w rosyjskiej części Sapmi. Z pomocą cerkwi prawosławnej i zaraz potem także kolektywizacji, Saamów w pełni "zintegrowano z wielkim narodem rosyjskim". Kolektywizacja była podobno niezbędna aby mogli się nauczyć skutecznych metod hodowli reniferów.... Superowo!
Te cytaty spisałem z książki pt. "Lapończycy" autorstwa Ornulv Vorren i Ernst Manker.
Sprawy Saamskie dobrze się studiuje słuchając hia/biosphere: polar sequences, bardzo polecam!
Ostatnio jakieś dobre klimaty się objawiają : mili ludzie z Warszawy (wiem, że już Was zimny pot oblewa...) podesłali info o miejscach gdzie warto zagrać w stolicy!? Tym bardziej miło, że pamiętają nas z ciekawego koncertu w CSW czyli z ZUJA... Było ciekawie i eksperymentatorsko ale bardzo nikła publiczność ( wtedy jak do ZUJA to tylko na JAPOŃCZYKÓ!) i chyba od tamtej pory jakoś się nie złożyło? W czasie nocy czwartej RP jakoś było straszno jechać....
Inna składowa rzeczonego "dobrego klimatu" to zaproszenie na 25-lecie Teatru Snów do Gdańska na koniec listopada oraz finalizowany koncert naszych amerykańskich przyjaciół z Chalalambides ! Zagramy razem pod koniec kwietnia. Do tego powiewu zaliczyć mogę także nasze ujawnienie w ramach Festiwalu Muzyka i Świat w Krakowie. Nie będzie koncertu ale powrót do starej i lubianej przez nas formuły : free form radio! Będziemy tym razem dekonstruowali hasło : World Music i ilustrowali nasze złośliwe ataki rock'a'rollem z Indonezji via Seattle. A wszystko w legendarnym Lokatorze u PIO ( chyba, że się już dowiedział i udaremni spisek...) 17-stego kwietnia.
Wyczytałem w służbowej Rzeczpospolitej (numer z 12-13 stycznia, A 11) coś takiego : " Daniel Libeskind ( twórca projektu zagospodarowania Ground Zero w Nowym Jorku oraz słynnego apartamentowca w Warszawie)". Ładne, prawda? Szkoda, że autor będzie znany wyłącznie z Poziomu Zero w obyciu, powiedzmy to łagodnie...
A w krk szykuje się nowe i bardzo fajne miejsce, właściwie to już działa ale jeszcze kilka technicznych ruchów i gotowe : DRUKARNIA na Podgórzu. W następnym odcinku pochwale się kto nas słucha w Nowym Jorku!?

Friday, January 11, 2008

Jokkmokk

Tak jak obiecałem; donoszę, że pierwsza celebracja 10-ciolecia Karpat Magicznych odbędzie się w Jokkmokk w kraju Saamów, na terytorium Szwecji... Bogdan zrobił tak małą czerwoną kropkę zaznaczającą Jokkmokk na mapce obok, że sami musicie szukać w atlasie... Obok zobaczenia/usłyszenia corocznego festiwalu Saamów z okazji Ich święta narodowego (przypadającego na 6 lutego) mamy też nagrywać z miejscową ekipą. Zakupiliśmy grube skarpety i słoweńskie "gacie" bo tam raczej upałów nie będzie...Już mnie ktoś pytał co tak nas na Samów wzięło nagle.... Kochani, jakie "nagle"? przypominam, że na pierwszej płycie KM jest utwór pt. Yoik Urdego Wierchu (Urdy Wierch to stara nazwa tzw. obecnie Góry Krzyżowej nad Krynicą i tak mi się to z historią Saamów kiedyś zlało...) a Lapończycy z serii tzw. "ceramowskiej" są u mnie od zawsze. Polecam też książkę Ailo Gaupa "Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna" wydaną u nas przez słowo/obraz terytoria w 2004 roku. A warto poczytać o tych bębnach bo misjonarze tak "bombardowali miłością" i "pochylali się z troską" nad Saamami, że do dzisiaj przetrwały jedynie 73 oryginalne bębny noaidów (szamanów). Swoją drogą to sukces w nawracaniu jest kiepski bo w niektórych miejscach Kraju Samów braciszkowie (z dyskretną pomocą zbrojnych) trudzili się jeszcze w XIX wieku... a tu masz babo placek! od XX wieku już powrót do tradycji latania po widdzie (tundra) i zbierania sie w seide (miejsca ofiarne) oraz walenia rogiem renifera w bębny gievrie lub goauddis . Tak więc szykuje się interesująca wycieczka. I nikt nie może powiedzieć, że to kultury pozaeuropejskie...bo od 10 tysięcy lat europejskie!
Dzisiaj zmarł ser Edmund Hillary... wiadomo Everest ale chciałbym tylko dodać, że wielkie wrażenie zrobiły na mnie szkoły budowane w Khumbu (nepalski rejon Everestu) i szkółki drzew leśnych. Jodełki z tych szkółek ratują dziś wiele miejsc w Himalajach przed erozją. Polecam Jego autobiografię. Czapki z głów, co tu powiedzieć więcej? Zapalić kadzidło, zakręcić młynkiem modlitewnym i /lub odmówić różaniec.
Aż mnie mdli, że młodszym Everest będzie się raczej kojarzył z tą blondynką co przeszła tak głęboką przemianę na szczycie Wielkiej Góry, że aż poszła ostro w reklamę. Jest kilka osób, które dobrze wiedzą, że robią szemrany przemysł turystyczny i jeszcze sugerują, że liczy się tylko kasa. 60 tysięcy dolców za wyniesienie na szczyt Everestu musi sie zwrócić, no nie? Paluszek dla was!
Będziemy grali w Gdańsku zaraz po powrocie z Jokkmokk... czy to nie zastanawiające, że pierwszy nasz wyjazd do Szwecji odbył się promem po koncercie w Gdańsku? Nawet ryk syreny i szum morza podczas odbijania od przystani uwieczniliśmy na jednej z płyt tzw. "morskich". Ale to były czasy! Tłoczyliśmy się z tłumem naszych rodaków przed odprawą i jako jedyni nie mieliśmy ze sobą wędki. No bo nasi na pytanie : w jakim celu udają się do Szwecji, odpowiadali : "fiszing" i aby się nie rozgadywać po angielsku pokazywali na "dowód" wędkę... Szwedzi cierpliwie udawali, że podziwiają tak wielu bogatych Polaków przybywających w celach ichtiologiczno-łowieckich. Kiedy doszło do nas i nie mieliśmy wędki już myślałem, że będzie krucho ale zaproszenie na koncert w centrum kultury w Sztokholmie i gitara plus didjeridu, które w pokrowcu jakoś mogło się z wędką kojarzyć okazało się całkiem o.k. "Wędkarze" pewnie następnym razem pokazywali gitary i oświadczali : "muzik". Ale my już na prom nie wróciliśmy, bo tak cholernie śmierdziało w drodze powrotnej jakby Ci goście złowione ryby zapomnieli wyjąć z butów... A dzisiaj nie dość, że Unia to jeszcze Szengen i pewnie juz mało kto "fiszing" a jak tak to może faktycznie jedzie łowić? My zostaniemy przy swoim i będzie "muzik". Aż sobie posłucham nowej płytki w serii Flaga Świata z tym starym koncertem na dachu Kulturhuset w Sztokholmie. Do Saamów jeszcze powrócę - nie cieszcie się, że to już koniec- może się uda i napiszę z Sapmi czyli ich Kraju. A w krk jak zwykle : VooVoo ... Ważne jest aby były w życiu jakieś stałe punkty dające oparcie! Kraków dobre miasto jest, żywi pół Warszawy, panie, dobre miasto jest to co się dziwi, że na Sylwestra mało kto w stolicy zostaje?
"Przekrój" kierowany chyba jeszcze przez Nieprzejednanego Outsidera doniósł, że pojawiła się w Polsce klasa średnia! To kilka procent naszej wielkiej i przebogatej w rozmaite formy życia populacji, ale już warto być czujnym jak krytyka polityczna jest czujna. Burżuje i imperialiści pod wodzą liberalnych intelektualistów nadciagają. Może w Przekroju za dużo tego Liptona?

Wednesday, January 09, 2008

Flagi i prąd z atomu w kazdym domu!

Ostatnio sporo czytam na temat Saamów. Już dawno mnie zainteresował (dawno czyli jak mówi A. : "przed pierwsza wojną światową"...) ten odradzający się i być może najstarszy europejski lud ( szacują Go na coś koło 10 tys. lat...). Dwa lata uprawiałem arcydzięgiel w ogrodzie aby mieć pojęcie o dwóch instrumentach (fadno i paska), które wykonuje się z łodyg jednorocznego i osobno - dwuletniego arcydzięgla. Ale o tym innym razem bo z kilku wątków na dziś wybrałem flagę Saamów.
Symbolizuje słońce i księżyc czyli naturalne siły, na których ufundowana jest szamańska filozofia życia. Tak mi to się jakoś komponuje z doniesieniem o tzw. "identyfikacji graficznej' czyli zwyczajnie i swojsko - logo prezydencji Słowenii w Unii Europejskiej. Jest na nim : " alpejski szczyt Triglav, europejska gwiazdka, kolory słoweńskiej flagi i kontury liścia dębu, ważnego drzewa w mitologii Słowian". Logo zaprojektował Robert Kuhan i wyjasnił On, że: " przywołał żywioły : ogień, ziemię, powietrze i wodę". Aż serce rośnie! Mocniejsza w wymowie i oparciu o Nature jest już chyba tylko flaga.....polska! Czerwony i biały kolor to w mitologii słowiańskiej symbole życia i śmierci w sensie cykliczności pory wegetacji i życia oraz pory spoczynku, snu, smierci. Ta symbolika jest dobrze jeszcze rozumiana u naszych południowych słowiańskich braci, np. w Bułgarii. W lutym czerwono-białe "marteniczki" staną się popularnym podarunkiem dla bliskich. Bo w lutym : Nowy Rok! Troche to przydługie i "serio" ale co tam... To odpowiedź na wpis od katolickich aktywistów. Jak to Wam nie wystarczy to może numer naszego mieszkania - 69! No bo jak nie z Wami to pewne, że przeciw Wam... A to nie takie proste, kochani, nie takie proste. Nie popadajmy w megalomanię i zbytnie posłannictwo. Trochę życzliwego luzu, sobie i Wam życzę w Nowym Roku Księżycowym!
Jak mowa o luzie to jest coś fajnego! Wpadł mi w ręce katalog pt. 1. Festiwal Plakatu Reklamowego, Kraków Barbakan 27.04-14.05. 2006 . Jak wynika z zawartości tematem festiwalowego konkursu był plakat zachęcający do elektrowni atomowych w Polsce. No bo sami Wiecie : "ciemne społeczeństwo" już raz rozebrało taką budowę w Żarnowcu. Ale sen o "atom power" jest aktualny, a wielkie plany już dawno zrobione czekają.
Tym razem przygotowania idą jak należy : chwytliwe slogany, ośmieszanie ciemnogrodu antyatomowego i budowanie zaufania społecznego na zasadzie : oddzielić radykałów, podzielić niezdecydowanych i grać na emocjach. Mój wpis jest w fachowej terminologii : "wyłanianiem aktorów konfliktu".
Plakacików zaprojektowano sporo ale wybrałem 3 urocze : makatka wyszywana ręcznie z napisem : PRĄD z ATOMU w KAŻDYM DOMU" ( w miejsce : na górze róże na dole fiołki...), kwiATOM dla Polski mówimy TAK! (ilustrujący ten plakat "kwiat" to znak : "uwaga- promieniowanie jądrowe") - prawda, że śliczny pomysł? Trzeci plakat ma napis : "Słońce jest elektrownią atomową i nikomu to nie przeszkadza". To może wybudujemy elektrownie atomowe w tej samej odległości od Polski ...Nieprawdaż? A krakowski wieszcz nucił : " wszyscy artyści to prostytutki" i czy nie jest tu coś na rzeczy? Naprawdę BOMBOWE pomysły!?
A jednak muszę jeszcze jedno hasełko zacytować na koniec : " czysto -zdrowo-atomowo". Dla mnie bomba (atomowa)! Ja bym ten napis (po zapłaceniu za prawa autorskie artyście Rafałowi Cwenk) użył do oznaczenia strefy w Czarnobylu. Ma tam podobno powstać rezerwat przyrody, więc byłoby tak : Rezerwat Przyrody "Czernobylskie Uroczysko" Czysto-Zdrowo-Atomowo". Rewelka....

Saturday, December 29, 2007

Koniec roku

Od rana powinniśmy biegać po górach ale nagła zmiana planów pozwala mi napisać kilka słów obiecanego podsumowania. Z ulgą powitam to wstępne zakończenie roku 2007. Wstępne, bo Nowy Rok nadejdzie tak naprawdę na początku lutego. Zdecydowanie bardziej przekonuje mnie cykl księżycowy niż sztucznie podrasowany kalendarz kościelny. Właściwie to większość świąt w roku jest sztuczna i prawdziwego ich znaczenia można się dogrzebać po trudnych studiach. Na tzw. św. Łucję paliłem wiele świec ale nie wiem czy to zgodnie z duchem czy alternatywnie? Ale o tym innym razem.
Cóż, może podam jakie to nazwiska padły w wielu recenzjach mojej płyty Cyber Totem : John Hassel, Rapoon, Ben Vida, Brian Eno, Biota i Bill Laswell. Tą porcję podaję z kilku recenzji krajowych, dobrych. Muszę podziękować Patrykowi Balawenderowi i Dariuszowi Brzostkowi za czas jaki poświęcili na napisanie recenzji. Panowie, ratujecie moje resztki wiary w krajowe środowisko muzyczne (cokolwiek by to miało oznaczać)!
Naprawdę nie chodzi o to, że pisali dobrze ale o to, że wysłuchali cierpliwie i zastanowili się trochę. Niestety, to nie jest reguła u naszych recenzentów. Dochodzi do tego bezinteresowność i niezależność. Trochę to patetyczne i słodkie jak na mnie? Sorry, poprawię się za chwilę. Co do innych zjawisk z naszego super-offu (no bo jak Maria Peszek jest z offu...) to odzew na nasze info o 10-leciu Karpat Magicznych nadszedł z : USA (ciekawa propozycja niezależnego radia), Słowacji (projekt letniego festiwalu - celebracji, niestety chyba na to nie będziemy mieli czasu i energii) oraz ze Szwecji (propozycja wręcz bajeczna ale napiszę jak się upewnię, że to realne). Nie jesteśmy snobami ale to proste : działamy tam gdzie nas chcą i cenią. Poza Polską gramy takie same koncerty jak w kraju, tyle samo dobrych co takich sobie...więc?
Przebijam się przez "Estetykę Fotografii" Francois Soulagesa. Znalazłem tam cytat z Celine'a :
"Bardzo pożytecznie jest podróżować, to wprawia w ruch wyobraźnię. Reszta to tylko rozczarowanie i mordęga". To koresponduje z naukami mojego ojca: " podróż to jedna wielka udręka" chociaż nie wyjaśnia dlaczego jednak to robimy? W zbliżającym się roku szykują się nowe podróże i pocieszam się tylko innym cytatem, z Jamesa Joyce'a : " wyobraźnia jest pamięcią". Może to właściwy trop? Podróż = wyobraźnia = pamięć?
Tych co się zaśmieją z tego co napisałem, odsyłam do klasyki : Terence McKenna i "Pokarm Bogów". Ten gość miał dopiero jazdę.... Czyta się to znakomicie ( nomen omen jak Castanedę....) ale wierzcie mi, to nie jest odkrycie, że nasza kultura jest, oględnie mówiąc, ufundowana na szalbierstwie i niskich pobudkach. Odkryciem byłby przepis/plan/projekt co zrobić aby kogoś to obchodziło. Podanie grzybów psychoaktywnych, które zostaną (o ile zostaną) skonsumowane razem ze spirytusem i papieroskami nie poprawi sytuacji. Naprawdę, prymitywni ludzie nie zobaczą od tego Wielkiej Matki i nie zostaną filozofami. Terence jest o.k. i gdyby żył chętnie zabrałbym Go na spacer po Karpatach gdzie aż roi się od magicznych roślin ale dla mnie problem leży gdzie indziej. Każdego dnia zastanawiam się i decyduję : co zrobić (lub czego nie zrobić) aby ocalić to co wiem, to co doświadczyłem i to jak żyjemy i jak żyje i czuje tych kilka osób, z którymi warto się zadawać. Nie obchodzi mnie uszczęśliwianie wszystkich. Może - tu wtrącę cynicznie - bajanie o grzybkach i sporyszu dobrze się rozeszło i to był sposób na dobre życie autora? Jeśli tak to jeszcze raz o.k. Ale czy to nie jest troszkę mało ambitne lub/i naiwne?
Jutro już pewnie dotrzemy w góry, a w górach wszystko jest prostsze.

Saturday, December 15, 2007

Wieża

Z jednej strony widok na klasztor Kamedułów i Tyniec...a z drugiej modernistyczne blokowisko z czerwonymi dźwigami w tle! Jest jeszcze Babia Góra i rymujące się ; kominy Skawiny...
Tak więc jak w życiu : trochę mistyki, trochę industrialu i proza codzienności. Nasza "wieża" zapełnia się powoli książkami, instrumentami, fotografiami i manifestacjami dobrych energii. Przyjaciele ze Słowacji pytają z troską : są to jeszcze Karpaty? Oj są, są - odpowiadamy, i to jakie magiczne ; kopiec obielony pierwszym śniegiem jak wielka stupa, Wawel z czakramem czerwieni się z daleka i wapienne górki porosłe latem szałwią i czarnym bzem!
W szołbiznesie czas zimowych (sic!) żniw. Nagle pojawia się Kazik i płytka Małe Wu Wu. Lata mijają i już nie ma szans się schować : atakuje "małe", "podrośnięte" i "stare" ... pozostaje jeszcze tylko czekać na : "poczęte " i "na łożu śmierci". Może w przyszłym roku?
Rydzyk rusza na Warszawę... pora taka, że same berety już nie starczą, niezbędne stają się sweterki, gacie i onucki bojowe, także śpiwory z tej kosmatej, jakże tradycyjnie polskiej wełenki. Pochylam się z troską nad tymi ostatnimi prawdziwkami i wieszczę : wzmocni ich niedługo skrajna lewica z hasłem : Sowa : mądra głowa! Pewnie już jakiś teleturniej czeka na prowadzącego, stałe felietoniki już są i do etatowych feministek, etatowych ekologów i etatowych psychologów dołączy jeszcze etatowy antyglobalista!
Czas grudniowy to czas zadumy... dzisiaj tematem refleksji będzie odbiór mojej płytki : Cyber Totem. Taaaa, ileż już słów na ten temat przeczytałem? Najbardziej podoba mi sie długa recenzja po szwedzku! Jest tylko trochę bardziej niezrozumiała od wielu innych! Ale dotknęła mnie opinia na temat naszej aktywności : "hiperaktywność". To zarzut... Wiem, wiem, recenzenci lubią nowe mięsko, młode ciałka do kopania. Buzie rozdziawione z uwielbienia i podziwu oraz wdzięczności, że oto taki sławny -recenzent- zechciał się pochylić nad małym debiutantem i zauważyć go, a może nawet ubogacić trafną uwagą i sugestią. A z takim jak ja to co? Recydywa i jeszcze pyskaty. Ale tak poważnie - nigdy się nie spodziewałem, że tyle ludzi zechce CT zauważyć. Kilka tekstów było naprawdę o.k. i za nie HARI OM, GASSIO czy inne poważne DZIĘKUJĘ! Bo sami wiecie, że nie czas teraz na indywidualizm, oryginalność (w sensie autentyczności) i niezależność. Ale my to wiemy i cicho sza, niech Oko Mordoru pozostanie ślepe na nasze sprawy.
Muszę też odnotować : przełom w polskim folku! Gigant i legenda tego środowiska czyli słynna na całą Ścianę Wschodnią formacja Orkiestra św. Mikołaja poszła ostro i nowatorsko.... zmieszała instrumentarium ludowe i rdzennie polskie przyśpiewki od Hucułów z instrumentarium elektrycznym! WOW! Ostro! Z tego przejęcia się nazwali płytę dokumentującą ten niezwykły ( w tej części Europy) eksperyment w prosty i bezpretensjonalny sposób : "Nowa Muzyka". O ja dziękuję! Toż to w Księstwie Warszawskim REWOLUCJA! A co ma ciągle Kapela Ze Wsi Warszawa brylować po otwarciach i zamknięciach rządowych imprez po świecie!? Orkiestra też może! Tylko po co było tak się bronić? Tyle lat, tyle dyskusji... a wystarczy chwila refleksji (trwa ona już blisko 50 lat w innych rejonach świata...) i trochę mniej chłopomaństwa. Orkiestro św. Mikołaja : Alleluja i do przodu!
Ostatnia sprawa z tej działki to zakamuflowana sugestia co do wzmiankowanej Kapeli ZWW, otóż wszechwiedzący Onet.pl ostatnio stosuje pisownię : Kapela Ze WSI Warszawa i to : " z WSI" jedzie na czerwono... Ja dotąd myślałem, że Pan Red. Kleszcz to równy facet, który (jak każdy) pomaga dzieckom... ale, że WueSI!?
W "wieży" jest naprawdę miło, jutro gotujemy indyjski czaj, zapalimy szisze, J. pokaże foty z mało znanych miejsc w Indiach, posłuchamy płyty Olmaryja, Tadeusza Sławka i Bogdana Mizerskiego i trochę odpoczniemy przed następnym etapem "hiperaktywności".
Od następnego wpisu będę zamieszczał kolejne odcinki podsumowań. To z powodu tego, że w 2008 roku Karpaty Magiczne celebrują 10-lecie!!!